Jedno łączy władzę i opozycję – dążenie do utrzymania przywilejów kapitalistycznej klasy politycznej

Parlamentarzystów PiS, PO, PSL, a także większość klubu tzw. „lewicy” (posłowie SLD oraz Wiosny) zjednoczył projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w zakresie wynagradzania osób sprawujących funkcje publiczne oraz o zmianie ustawy o partiach politycznych – czyli podniesienia wynagrodzeń prezydenta, premiera, ministrów, a także parlamentarzystów.

Poseł i senator, po wprowadzeniu nowej ustawy zarobią 12 i pół tysiąca złotych miesięcznie tj. o 4,5 tys zł więcej, co oznacza wzrost uposażenia o 58%. Pierwsza dama, w ramach pełnienia „funkcji reprezentacyjnych” miałaby otrzymywać 18 tys. miesięcznej pensji.

Projekt ustawy zwiększa również dotacje dla partii politycznych, nie wprowadzając jednak wymogów dodatkowego rozliczenia się z ich wykorzystania. W uzasadnieniu ustawy jej autorzy jako cel przedstawili „podjęcie próby urealnienia wynagrodzeń wypłacanych osobom pełniącym funkcje publiczne”.

Parlamentarzyści zadrwili ze społeczeństwa. Obecnie 2/3 pracujących zarabia poniżej średniej krajowej, wynoszącej ok. 5,3 tys zł brutto. Płaca minimalna, ze względu na kryzys, ma wzrosnąć w przyszłym roku jedynie o 200 zł, do 2800 zł., a nie obiecywanego przez rząd poziomu 3 000 zł. W wielu branżach, w tym budżetówce, zarobki są od dłuższego czasu zamrożone lub rosną bardzo wolno. Nauczyciele czy pielęgniarki nie mogą liczyć na podwyżki. Najniższa emerytura wynosi 1200 zł brutto, a zapowiadana na przyszły rok rewaloryzacja nie zwiększy znacząco jej poziomu.

Ponownie najbiedniejsi poniosą koszty kryzysu, ponieważ kapitalistyczni politycy zawsze mogą „urealnić” swoje zarobki.

Okres przedwyborczy obfituje w polityczne przetasowania

Okres przedwyborczy obfituje w polityczne przetasowania. Pojawiła się nowa koalicja, którą część komentatorów uważa za nadzieję na odbudowę lewicy. Wystarczy jednak spojrzeć na to jakie siły ją tworzą aby pozbyć się złudzeń.

Sojusz Lewicy Demokratycznej to partia, która miała już okazję rządzić i działała wówczas w interesie kapitalistów. Liberalizowała prawo pracy, przeprowadzała cięcia socjalne oraz odpowiadała za zaangażowanie Polski w imperialistyczne agresje. Jej obecna lewicowa retoryka to jedynie wynik spadku poparcia i znaczenia. Liderzy SLD liczą, że wszystkie szkody, które wyrządzili ukryją pod kilkoma ogólnikowymi sloganami.

Wiosna jest ugrupowaniem pełniącym jedynie rolę sztabu wyborczego jej lidera – Roberta Biedronia – postpolitycznego celebryty, który w swoich wypowiedziach odwołuje się do szeroko pojętej „postępowości”. Ma ona głównie charakter obyczajowy. W sferze społeczno-ekonomicznej Wiosna nie ma jasnego stanowiska. Stoi za nią zarówno lokalny biznes, zwolennicy polityki w stylu prezydenta Francji Emanuela Macrona, jak również grupa socjaldemokratów. Żadna z tych grup nie jest nawet zbliżona do reprezentowania interesów ludzi pracy.

Razem, to jeśli chodzi o deklaracje, najbardziej lewicowa z partii zawiązujących koalicję. Oferuje jednak tylko utopijną wizję reformowania kapitalizmu, który może stać się przez to „bardziej ludzki”. W przeszłości Razem wykazywało się tez antykomunizmem, odcinając się od okresu Polski Ludowej, a nawet strasząc pozwami sądowymi za nazywanie ich partii „komunistyczną”. Osoby o bardziej zdecydowanie lewicowych poglądach były z Razem usuwane. Nie można również zapominać, że ugrupowanie to opowiada się za europejskim militaryzmem, popierając między innymi tworzenie armii europejskiej – nowego agresywnego sojuszu militarnego zrzeszającego państwa UE.

Nowa koalicja to powielanie starych złudzeń co do możliwości zmiany społecznej poprzez drobne reformy. Jak pokazali w przeszłości tworzący ją politycy, dyskusyjna jest nawet możliwość wprowadzenia przez nich owych zapowiadanych reform.

W nadchodzących wyborach nie będzie siły reprezentującej interesu ludzi pracy – partii lub koalicji jasno deklarującej klasowy program. Taką siłę musimy dopiero zbudować.

red. 07.08.2019r.