Emigranci na granicy polskiej

Fala emigrantów z krajów ogarniętych wojnami spowodowanymi między innymi przez agresywną politykę NATO a szczególnie USA, dotarła do Polski. Emigranci znajdują się na granicy polsko-białoruskiej. Należy pamiętać, że jako kraj członkowski NATO, Polska walnie przyczyniła się do tragicznej sytuacji w krajach dotkniętych wojnami, zwłaszcza Iraku i Afganistanie.

Uchodźcy mają nadzieję, że poprzez Polskę dotrą do państw Europy Zachodniej. Często ludzie ci uciekają przed fundamentalizmem islamskim, imperializmem czy brakiem perspektyw w miejscu zamieszkania. Wielu emigrantów to Kurdowie, którzy stali się ofiarą tureckiego imperializmu w Syrii i Iraku. Skutecznie walczyli z Państwem Islamskim, a teraz USA wydało ich na pastwę reżimu Erdogana, który okupuje część terytorium Syrii i dokonuje nalotów na północny Irak.

Uchodźcy znajdujący się na granicy polsko-białoruskiej nie zamierzają osiedlić się na terenie naszego kraju, są przekonani, że poprzez Polskę mogą dostać się do Europy Zachodniej. Ich sytuację pogarszają napięte stosunki polsko-białoruskie, a kwestia uchodźców stała się instrumentem konfliktu. Nie miałby on miejsca gdyby nie prowadzona od lat przez władze RP polityka ingerencji w wewnętrzne sprawy Białorusi, w tym finansowanie opozycji, a także mediów takich jak propagandowa telewizja Bielsat.

Polityka polskiego rządu wobec uchodźców poniosła porażkę i doprowadziła do śmierci co najmniej kilkunastu osób. Stawiając nowe bariery i budując mur na granicy z Białorusią polski rząd nie rozwiązuje żadnego problemu. Przyczyni się natomiast do śmierci kolejnych ludzi. Negatywne skutki społeczne i ekonomiczne, zwłaszcza w warunkach narastającego kryzysu w wielu dziedzinach życia, powoduje także zwiększanie wydatków na cele wojskowe.

Wprowadzenie stanu wyjątkowego oraz zaostrzenie procedur przekraczania granicy odbija się także na lokalnych mieszkańcach. Dezorganizuje życie lokalnych społeczności, przyczynia się ogromnych strat gospodarczych, zwiększenia bezrobocia i innych problemów społecznych. Rząd, który nie umie rozwiązywać w pokojowy sposób tej sytuacji kryzysowej, powinien podać się do dymisji.

Uważamy, że obecny kryzys na granicy może być rozwiązany tylko środkami dyplomatycznymi. Niezbędne jest także udzielenie uchodźcom pomocy humanitarnej i wsparcia. Konieczna jest również zmiana polskiej polityki zagranicznej. Polska powinna wycofać się ze wspierania tureckiego reżimu destabilizującego sytuację w Syrii oraz irackim Kurdystanie a także powstrzymywać się od ingerencji w sprawy wewnętrzne Białorusi.

Co to jest Polska?

W ramach cyklu publikowania materiałów historycznych, poświęconych polskiej, przedwojennej myśli komunistycznej w związku z reżimowymi obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę planowanymi na 11. listopada 2018 r. prezentujemy kolejny tekst z broszury „Czy Polska jest naprawdę wolna i niepodległa?” z 1920 r. Mimo swojej niewątpliwej historyczności zawiera jakże aktualne aluzje do sytuacji dzisiejszej, zwłaszcza w kontekście wyprzedaży majątku narodowego obcemu kapitałowi czy dramatycznej sytuacji i walki lokatorów w Warszawie. Zastanówmy się i dziś odpowiedzmy sobie: Co to jest Polska i do kogo tak naprawdę należy?


Co to jest Polska?

Z broszury „Czy Polska jest naprawdę wolna i niepodległa?”, 1920 r.

Polska – to ten kawał ziemi, gdzie większość ludzi mówi i myśli po polsku.

Przed wojną europejską Polska była podbita i podzielona: należała do Niemiec, Rosji i Austrii. Obecnie się zjednoczyła i tworzy odrębne państwo.

– Do kogo więc należy teraz?

– Jak to do kogo? A do siebie samej.

– Chcesz powiedzieć, że kawał ziemi należy do kawała ziemi.

– No nie… Do siebie samej, to znaczy do swoich mieszkańców, do wszystkich Polaków.

– Znaczy się, że i do nas… Do ciebie i do mnie też Polska należy.

– I do nas również, bo przecież jesteśmy Polakami.

– Hm, co do mnie, nie wiedziałem, żem taki bogaty. Kąt, w którym mieszkam, nie do mnie należy, lecz do kamienicznika, który jeżeli w tej chwili nie może mnie wyrzucić na ulicę, to za to przysiągł, że nie będzie ani odświeżać ścian, ani naprawiać zrujnowanych, chwiejących się schodów, nie pozwoli zamiatać podwórza ani czyścić ustępu, aż brud, smród, zawalenie się schodów lub usunięcie sufitu zmuszą mnie i kilkadziesiąt innych rodzin robotniczych do wyprowadzenia się. Niepewny jestem, czy znajdę jutro dla siebie jaki stęchły, obrzydły kąt, a ty mi powiadasz, że do mnie należy Polska.

– No przecież nie do ciebie poszczególnie. Powiedziałem: do wszystkich Polaków.

– A zatem Polska jest własnością wspólną wszystkich Polaków? Wszyscy mają do niej jednakowe prawa, jak do powietrza i wody…

– Tak być powinno.

– Mówisz: tak być powinno, a więc przyznajesz, że w rzeczywistości tak nie jest. Bo wiesz dobrze, że nawet dobre powietrze w Polsce jest przywilejem, że nasze dzieci robotnicze gnieżdżą się i mrą po smrodliwych suterenach, podczas gdy tam – drugi koniec miasta tonie w zieleni parków, pośród których w nielicznych pałacach mieszkają nieliczne rodziny szczęśliwców. Wiesz, że w całej Polsce nie masz kawałka ziemi, o którym by ktoś nie powiedział: – to moje. A ty, jak i inni robotnicy, nie posiadasz w całej Polsce nic swego prócz pary rąk do pracy i tę pracę swoją musisz sprzedać za kawałek kartkowego chleba.

Więc Polska nie należy, jak powiedziałeś, do nas wszystkich – to się tylko tak mówi. Polska należy dziś do tych, którzy z niej mają po kawałku. Warszawa, stolica kraju, należy do kilkunastu tysięcy kamieniczników, a nie do miliona swoich mieszkańców. Połowa ziemi w Królestwie należy do siedmiu tysięcy szlachty – obszarników. Jeszcze więcej ziemi należy do obszarników w Poznańskiem. W Galicji są obszarnicy, którzy są właścicielami całych powiatów, a ta ziemia, co nie jest obszarnicza, jest tak pokawałkowana, że to, co przypada na jedną rodzinę, wyżywić jej nie może. Podług obliczeń samych obszarników i tych, co im się wysługują, jest w Polsce tylko po wsiach, nie licząc miast, 6 milionów ludzi, co nic albo prawie nic własnego nie posiadają. A jak doliczyć do tego robotników po miastach, drobnych rzemieślników i przekupniów po miasteczkach oraz chłopów małorolnych, to będzie jeszcze drugie tyle, ze 12 milionów, to jest połowa wszystkich Polaków na świecie.

Ale tych, którzy naprawdę mogą o sobie rzec, że do nich należy Polska – obszarników, kapitalistów, kamieniczników i fabrykantów – tych jest zaledwie kilkadziesiąt tysięcy od Karpat do Gdańska, kilkadziesiąt tysięcy na 22 miliony.

Do nich należą wszystkie bogactwa naszego kraju.

Podzielili ją niby szmat sukna, ciągną z niej zyski i dywidendy, sprzedają jej wnętrza – węgiel, naftę, wywożą za granicę lasy, co ją pokrywają, i chleb, który ona rodzi. Polska to ich dziedzictwo, ich folwark, ich dojna krowa.

– Jużci, że tak jest. Ale to może się zmienić.

– My wierzymy, że może się zmienić, i nawet powiem ci później, jak się zmieni. Ale tymczasem okazuje się, że po ustąpieniu Rosjan, Niemców i Austriaków Polska nie jest wolna i niepodległa, gdyż nie należy, jak powiedziałeś, do wszystkich Polaków, lecz do niewielkiej ilości obszarników i kapitalistów. Jest ich własnością; jak zechcą, mogą ją sobie sprzedać.

– Sprzedać?

– No tak, sprzedać. Tak samo, jak sprzedają zboże i ziemniaki, jak się sprzedaje krowę i świnię. Mogą ją puścić na pasek Niemcom, Anglikom, Amerykanom, kto da więcej.

– Całą Polskę?

– A choćby. Sprzedać ją mogą ci, co ją posiadają na własność – panowie magnaci, panowie szlachta, panowie bankierzy, panowie fabrykanci. W Ameryce istnieją takie spółki kapitalistyczne, trusty, co mają więcej dolarów, niż wszystkie bogactwa Polski są warte. Ci mają ręce chciwe i sięgają daleko. Znaczna część nafty w Galicji już należy do nich. Jutro, jeżeli zechcą, zakupią cały węgiel, jaki tylko leży w polskiej ziemi. Pojutrze zapłacą za lasy polskie i wezmą jak swoje. A że Wisłę kapitaliści obcy już zneutralizowali, to jest tak, jakby wynajęli do swego użytku, łatwo im będzie lasy polskie wywieźć za morze.

– I myślisz, że nasi panowie gotowi są naprawdę spuścić wszystko, co mają, zagranicznym bankierom?

– No, nie wyzbędą się oni tak zaraz swej ziemi, kopalń i fabryk. Ale trzymać się będą tych bogactw nie przez miłość ojczyzny, o której tyle bają, lecz przez miłość zysków i władzy. Gdyby mieli do wyboru odstąpić to wszystko ludowi polskiemu bez wykupu albo obcym kapitalistom za dobrą gotówkę, nie wahaliby się ani chwili. Nawet gdyby tak się zdarzyło, że władza ich i majętność byłyby zagrożone przez polski lud pracujący, gotowi byliby podzielić się raczej z obcymi bankierami, byle ci im pomogli do utrzymania ludu polskiego w niewoli. Im to nie nowina, wszak sprzedali już oni nieraz język i wiarę za tytuły i dostojeństwa.

Dopóki Polska jest w posiadaniu kapitalistów, wyzyskiwaczy, obcych czy swoich, dopóty nie jest wolna, nie jest rzeczywiście niepodległa. 


„Co to jest Polska?”, [w:] KPP w obronie niepodległości Polski. Materiały i dokumenty, Wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1953, s. 37-40.

Czy Polska jest dziś niepodległa?

Rozpoczynamy cykl publikowania materiałów historycznych, poświęconych polskiej, przedwojennej myśli komunistycznej w związku z reżimowymi obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę planowanymi na 11. listopada 2018 r. Zaczynamy od tekstu z broszury z 1919 r. poświęconej problemowi czy Polska faktycznie odzyskała niepodległość, czy naprawdę była wtedy wolna. Mimo swojej historyczności ten tekst wydaje się w wielu miejscach (zwłaszcza w analizie i ocenie sytuacji kraju pod butem burżuazji) aktualny także i dzisiaj. Zastanówmy się, zadajmy pytania, które padły w 1919 r., dziś i odpowiedzmy sobie: czy Polska jest dziś istotnie niepodległa? Jaką wolną Polskę chcemy?

 


Czy Polska jest dziś istotnie niepodległa? 

Z broszury „Rady Delegatów Robotniczych w niebezpieczeństwie”, Warszawa 1919 r.

Zastanówmy się, jaka to buduje się dziś niepodległa Polska?

Burżuazja polska wraz z PPS [część reformistyczna PPS-u po rozpadzie tej partii – przyp. red.] uchwaliła sojusz z imperialistami Anglii, Ameryki, Francji i Włoch. Burżuazja polska wraz z PPS zaciągnęła na prowadzenie wojny [chodzi o wojnę polsko-radziecką z lat 1919-1920, przyp. red.] wielomiliardową pożyczkę, której ciężar spadnie na klasę robotniczą.

I oto idą pułki i dywizje robotników i chłopów, oderwanych od rodzin i kraju, by w interesie polskiego i koalicyjnego kapitału przelewać krew swoją oraz krew robotników i chłopów innych narodów.

Pod dowództwem polskich, francuskich i włoskich oficerów ginie robotnik i chłop polski, by budować „niepodległą” Polskę na Litwie i Ukrainie [wojska Piłsudskiego okupowały w 1919 r. część Litwy, Białorusi i Ukrainy, przyp. red.], by popierać krwawą grę polskich i niemieckich imperialistów.

A w domu dach wali się nad głową, żona i dzieci przymierają głodem o proszonym chlebie.

Takiego budownictwa my, komuniści, nie chcemy, wielkim głosem wołamy do klasy robotniczej, by położyła kres tej okrutnej grze zbankrutowanej burżuazji, by rozpoczęła swe własne budownictwo, w braterskiej zgodzie z rewolucyjnym proletariatem krajów ościennych i całego świata.

Cztery miesiące zasiada Sejm i ani jednego prawa na rzecz robotników nie uchwalił, ani jednego prawa nie odjął klasom posiadającym. Podatek krwi na lud, stany wyjątkowe, wzmożony wyzysk, panowanie żandarmerii – oto wynik czteromiesięcznej pracy Sejmu.

Sejm polski popiera wyzysk uprawiany przez obszarników, zaciąga długi, które niszczą kraj, potęguje rozgardiasz w skarbowości polskiej, odrzuca na bok wszelkie reformy.

Budownictwo dzisiejsze burżuazji polskiej to zakuwanie klasy robotniczej w coraz ciaśniejszą obrożę nędzy i głodu.

Przeciw temu budownictwu Polski burżuazyjnej my, komuniści, walczymy, do walki wzywamy proletariat, by obaliwszy swych katów i zdzierców, przystąpił sam do budowania swego życia społecznego na podstawach socjalizmu.

Kto chce dzisiejszą katorgę podtrzymać ten zdrajcą jest tych milionowych rzesz robotników, które stanowią prawdziwą Polskę.

Pokazaliśmy, na czym polega ta „niepodległość” burżuazji i PPS. Ucisk klasy robotniczej pozostał ten sam, co za caratu i okupacji. Niepodległość oznacza dla nich podbój obcych krajów (Litwa, Białoruś, Ukraina), niepodległość oznacza wojny na cztery fronty, wojny grabieżcze, zaborcze. Gdy komuniści głoszą to w Radach Delegatów Robotniczych i wzywają do protestu, PPS nazywa ich zdrajcami, z którymi nie wolno współpracować. Gdy komuniści głoszą w RDR, że wszelkie sprawy sporne, wszelkie zatargi o granice, wszelki ucisk jednego narodu przez drugi zniknie, gdy w krajach tych robotnicy ujmą władzę w swe własne ręce – PPS nazywa ich zdrajcami kraju. Gdy we Francji, w Anglii, we Włoszech, w Ameryce, we wszystkich bez wyjątku krajach koalicji klasa robotnicza protestuje przeciwko wojnie z Rosją Sowiecką – PPS u nas popiera tę wojnę, głosuje za kredytami wojennymi, za rekrutem, miotając oszczerstwa na Rosję Sowiecką i judząc robotników polskich przeciw rosyjskim. Gdy komuniści wzywają do braterstwa ludów, są według PPS zdrajcami.

Kiedy w 1916 r. obaj kajzerzy, austriacki i niemiecki, dziś zwaleni przez rewolucję, ogłosili akt 5 listopada, nadający Polsce „niepodległość”, PPS rozpływała się z uwielbienia, chwaląc ten akt obłudy. Dowodziliśmy wówczas, że akt 5 listopada jest obłudą i oszustwem, i wzywaliśmy robotników do walki – PPS nie szczędziła nam wówczas wymysłów.

Dziś PPS chce, by robotnicy zapomnieli, jak wzywała ich do obrony „okupacyjnej niepodległości” pod sztandarami Hindenburga [Paul Hindenburg – feldmarszałek z czasów I wojny światowej, prezydent republiki weimarskiej, w 1933 r. mianował Adolfa Hitlera kanclerzem Rzeszy, przyp. red.]. Dziś PPS wzywa robotników do uległości wobec niepodległości Paderewskich, Korfantych i Daszyńskich [Ignacy Paderewski – kompozytor, muzyk, działacz polityczny, jeden z liderów chadecji, premier RP w 1918 r., a następnie minister spraw zagranicznych; Wojciech Korfanty – jeden z liderów chadecji, przemysłowiec, rozbił rewolucyjno-niepodległościowy ruch powstańczy spychając go na tory nacjonalistyczne; Ignacy Daszyński – przywódca i ideolog reformistycznej PPS, organizator PPSD w Galicji, premier rządu lubelskiego w 1919 r., w 1928 r. marszałek sanacyjnego Sejmu, przyp. red.].

Czyż Polska jest dziś istotnie niepodległa? Czy lud polski może stanowić, że chce żyć w pokoju i zgodzie z sąsiadami? Że pracę swą chce tak lub inaczej zorganizować? Że produkty swej pracy chce sprawiedliwie wymienić na te lub inne produkty innych społeczeństw? Że nie chce swą krwawicą płacić milionowych podatków za pieniądze roztrwonione lub zagrabione przez polską lub obcą burżuazję? Czy chłop i robotnik polski są wolni decydować o tym wszystkim? Nieprawda. Polski chłop i robotnik ginąć muszą w wojnach, bo tak im każe polska burżuazja, a tej dyktuje prawa burżuazja silniejszych państw.

Chłop i robotnik polski umierają z głodu, z braku pracy, bo kapitalista polski nie chce uruchomić fabryk, bo obszarnik paskiem żyje, nie pracą. A kapitalizm polski musi poza tym słuchać nakazów, jakie mu przyślą kapitaliści innych krajów, z nimi się sprzęgł, by wspólnie więzić i obdzierać robotników i chłopów.

Dzieło pracy robotnika i chłopa należy nie do niego, tylko do kapitalisty. Dostanie on za nie głodową płacę, tak jak robotnicy w innych kapitalistycznych krajach. Z zagranicy kapitalista francuski, angielski i amerykański przyśle towary, jakie będzie chciał, ile będzie chciał i po takiej cenie, jaką mu dyktuje jego paskarski interes. A za pożyczki miliardowe, które nie robotnik zaciągnie, ale panowie w Sejmie, zedrą z niego skórę, zapłaci on swym głodem, chorobą i śmiercią.

Niepodległość taka, jakiej chce burżuazja i PPS, to panowanie zgrai kapitalistycznych rządów, opartych na niewoli mas i będących w poddaństwie rządów burżuazyjnych paru wielkich państw.

Wszak teraz w Paryżu kilku przedstawicieli wielkich państw decyduje o losach niepodległych Polski, Czech, Jugosławii i innych [chodzi tutaj o konferencją pokojową w Wersalu Stanów Zjednoczonych, Anglii, Francji, Japonii i Włoch, zakończonej 28.06.1919 traktatem, zwanym wersalskim, przyp. red.]. Przedstawicieli tamci sami określą, jakie będziemy mieli granice, jakie długi i inne rzeczy.

Przeciw tej niewoli występujemy my, komuniści.

Wzywamy masy robotnicze robotnicze do walki, do wielkiej rewolucji socjalnej. Jej zwycięstwo obali niewolę państw burżuazyjnych, zniesie okopy graniczne, dzielące robotników, a łączące burżuazyjnych wyzyskiwaczy, i utrwali prawdziwą Niepodległość.

 


„Czy Polska jest dziś istotnie niepodległa?”, [w:] KPP w obronie niepodległości Polski. Materiały i dokumenty, Wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1953, s. 21-24.

Oświadczenie KPP ws. Tajnych więzień CIA w Polsce

Komunistyczna Partia Polski domaga się osądzenia i ukarania osób winnych zgody na zlokalizowanie w Polsce tajnych więzień CIA, w których torturowano więźniów podejrzanych o terroryzm. Stosowanie tortur to złamanie podstawowych praw człowieka. Ponadto podejrzanych pozbawiono prawa do uczciwego procesu oraz obrony. Byli wśród nich ludzie przypadkowi, porywani i więzieni ze względu na podobieństwo do poszukiwanych terrorystów lub dostarczeni przez afgańskich sojuszników Waszyngtonu otrzymujących nagrody za każdego schwytanego taliba. Żaden z więźniów nie został skazany prawomocnym wyrokiem, ani nawet nie stanął przed sądem.

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, nakazujący wypłacenie przez Polskę odszkodowań za łamanie praw człowieka to kolejny dowód tego, jak daleko Polska odeszła od demokratycznych standardów w ramach tak zwanej „wojny z terroryzmem”  i wasalnej postawy wobec USA.

Za skandaliczne uważamy wypowiedzi Leszka Millera, który zamiast przepraszać za wplątanie Polski w aferę z więzieniami CIA uznaje wyrok Trybunału za „niemoralny”. Leszek Miler oraz inni politycy SLD odpowiadają za wasalną politykę wobec Waszyngtonu, prowadzoną w czasach gdy sprawowali władzę.  Przypominamy, że jeszcze niedawno ci sami ludzie zaprzeczali istnieniu jakichkolwiek tajnych więzień CIA. Dopiero obnażenie tych kłamstw zmusiło ich do zmiany linii obrony. Dziś prezentują brak jakiejkolwiek refleksji i dowodzą, że wszelkie zapewnienia o nowej jakości SLD oraz jego zwrocie na lewo to tylko puste slogany.

Uważamy, że koszty wyroku ETPC powinni ponieść nie obywatele Polski, ale politycy odpowiedzialni za udostępnienie polskiego terytorium CIA. Politycy ci powinni stanąć przed Trybunałem Stanu, a motywy ich działania oraz korzyści jakie odnieśli ze współpracy z CIA zostać zbadane i ujawnione.

 

Krajowy Komitet Wykonawczy

Komunistycznej Partii Polski

26.07.2014 r.

25 lat kapitalizmu w Polsce

Tekst ten publikujemy z okazji szumnie obchodzonej rocznicy 25-lecia wyborów z 4 czerwca 1989 r. Tytuł główny oraz pogrubienia w tekście od redakcji. Jednocześnie informujemy, że nie wszystkie teksty, które są oznaczone kategorią: „Publicystyka” lub „Historia” są oficjalnym głosem Komunistycznej Partii Polski i jako takie też nie mogą być traktowane jako oficjalne stanowisko Partii.

Problemy Daniela i jego dzieci to prawdziwy obraz Polski

Media ogólnopolskie nagłośniły problem samotnego ojca Daniela Andrzejaka przeżywającego ogromny dramat, którego przyczyną jest śmierć żony bezpośrednio po porodzie. Pan Daniel został z piątką dzieci sam mogąc liczyć tylko na siebie, rodzinę i dobre serce tych, którzy nie mają praktycznie nic oprócz otwartych serc, tym co mają dzielą się z Panem Danielem – mieszkańcem Strzelec Krajeńskich w woj. lubuskim. Jako dziennikarz, który niejedno widział i obywatel tego dziwnego kraju przyzwyczaiłem się, że jeżeli czegoś się nie nagłośni, nie pokaże w głównym wydaniu wiadomości, to nikt o tym nie wie. Po nagłośnieniu sprawy natychmiast przypominają sobie o niej wszyscy, podnosząc krzyk i strojąc obłudne i fałszywe miny współczucia, obiecując pomoc. A gdzie byli wcześniej panowie oligarchowie tworzący prawo pod siebie?

Jak zwykle w takich przypadkach, których znam bardzo wiele, bo nie tylko o jednego Daniela chodzi, ale [chodzi] o setki i tysiące matek, ojców i rodzin borykających się z polską rzeczywistością, która ich upadla i prowokuje do gniewu, zapominając o ludziach, którzy nigdy o nic nie proszą, zawsze starają się ciężko pracować. Takich ludzi śmiem twierdzić jest 90 %. Państwo skutecznie im to uniemożliwia, robi z własnych obywateli idiotów. A nasze pseudoelity myślą, że „głupi lud wszystko kupi” będąc tak zmęczonym sztuką własnego przetrwania, że będzie mu wszystko jedno, byle nie stracić i tego co się zdołało uciułać ciężką pracą.

Chcę oświadczyć, że od 25 lat nie żyjemy w państwie, my żyjemy w oligarchicznym folwarku i nawet nie mamy się komu poskarżyć, bo to państwo jest oplecione siecią biznesowo-biurokratycznych układów i wszyscy robią wszystko by się elity utrzymały a urzędnicy nie ponoszą odpowiedzialności indywidualnej za podejmowane decyzje. Politycy dostają nagle 12 czy 70 tysięcy złotych, tyle bowiem mniej więcej wynosi dieta europarlamentarna czy parlamentarna, pieniądze o, których większość z nas nie ma pojęcia. Jeżeli zatem polityk, który nagle dostaje grubą kasę to przestaje widzieć takiego Pana Daniela, Panią Izę z Białegostoku, Panią Kasię, samotną mamę z małą córeczką czy Panią Patrycję harująca od rana do wieczora i odmawiającą sobie wielu rzeczy po to by dzieci głodne nie chodziły. Taki polityk natychmiast odfruwa, układ go wsysa i to sprawia, że zapomina do czego i przez kogo został wybrany. Jak się jeden dureń z drugim dostanie do europarlamentu, sejmu, senatu czy samorządu to natychmiast patrzy jak umieścić w pajęczej sieci układów rodzinę i kuzynów do 7 pokolenia aby mieć poczucie komfortu i tego, że jestem przy korycie. Co tam jakaś biedota z Koziej Wólki, ja tu pokażę, no kto mi podskoczy? Tacy są nasi politycy o mentalności Nikodema Dyzmy. Nie umiejący się nawet wysłowić. Ich jedynym obecnie zmartwieniem jest to czemu na szmirowatym festiwalu Eurowizja wygrała Conchita Wurst i kto do tego dopuścił. Ci panowie są żałośni. Nawet jeżeli jakiś problem społeczny jest nagłaśniany to w trakcie pseudo kampanii po to by jeden idiota z drugim mógł się wylansować na krzywdzie najsłabszych. Jak ludzie za długo protestują to się ich dzieli w jednych rzucając ochłapem, o pozostałych wykluczonych zapominając całkowicie.

Biedny naród pyta sam siebie co taki pan Daniel może. Takie stawia pytanie, przecież zaraz zabiorą mi dzieci, uznają za nieodpowiedzialnego. Co może reszta tego upodlonego narodu, który wciąż jest dzielony i skłócany by łatwiej nim rządzić i wmawiać mu wiele bzdur? Może bardzo wiele. Przede wszystkim ludzie musicie sobie zacząć uświadamiać, organizować się oddolnie, patrzeć na ręce władzom we własnych wsiach i miastach. Żaden rząd niczego za was nie załatwi. Musicie stale pogłębiać własną kreatywność, uczyć się pracować u podstaw, być zawsze sobą mieć świadomość tego, że sami za siebie jesteście odpowiedzialni. Rządowi i władzy na każdym szczeblu zależy na tym by was dzielić, skłócać i straszyć kryzysem. Każdy rząd i każda władza boi się jedności i kreatywności własnych obywateli. Nam od pokoleń się wmawia jedno. Obyś nie ważył się być kreatywny. Na ten schemat nakładają się jeszcze uwarunkowania historyczne. Aby pokazać, że jestem lepszy od kogoś natychmiast muszę pokazać, że ktoś jest gorszy. Takie myślenie niszczy. Takie sytuacje są wykorzystywane do rujnowania więzi społecznych, zabijania godności i kreatywności w człowieku.

Bardzo dużo czasu poświęcam na rozmowy i spotkania z moimi przyjaciółmi, którzy wyjechali na emigrację. Gdy pytam czemu wyjechaliście, mówią że nie chodzi tylko o pieniądze. Też jest ciężko, bardzo wielu zaczynało dorywczo zarabiając mało. Mieli dość ćwiczenia sztuki przetrwania. Tam ludzie po prostu inaczej myślą, są odpowiedzialni za siebie, najsłabszym pozwala się żyć a polityk, który coś ukradnie jest w stanie ulec ludziom i podać się do dymisji. Politycy mają wstyd. Przynajmniej co 10 z nich.

A zatem co robić, jak żyć? Bardzo wielu z was ma już tak dość, że myśli tylko jak przeżyć od do i nie stracić tego co ma. Ale jeżeli chcecie by problemy samotnego Daniela czy każdego i każdej z was były dostrzegane to czas na radykalne zmiany! Od zaraz. Albo pracujemy nad sobą, uświadamiamy sobie, że to praca tworzy powodzenie tego kraju, że jesteśmy jego obywatelami, że nasi przodkowie o niego walczyli i czas zawalczyć o swoje organizując się od dołu na swojej klatce w bloku, podwórku, mieście czy wsi. Być dla innych motywującym przykładem. Albo pozwolimy na to by nadal nas dzielono, podpuszczano i wmawiano nam, że jesteśmy nic nie znaczącym trybem w maszynie.

Nigdy w to nie uwierzę. Kaleki od urodzenia Marcin Antoniak nigdy nie da sobie wmówić, że nie jest nic wart. Jest zawsze kimś dla siebie, od niego i tylko od niego i wielu innych wkurzonych zależy to jak będzie wyglądało ich życie w codziennych jego wymiarach. Nas może uratować tylko bunt i uświadomienie sobie, że jesteśmy za siebie odpowiedzialni, czas pogonić tych idiotów z folwarku Wiejska. Ale wpierw trzeba w sobie na nowo wzniecić proces pracy nad sobą, nad uporządkowaniem własnych serc, musimy zacząć od podania ręki sąsiadowi, od przytulenia własnego męża czy żony, od zgody na zmiany jakie mają nadejść od zgody jaka ma się zacząć w nas i to przede wszystkim sobie musimy odpowiadać na pytanie kim jestem, dokąd idę w życiu i jaki jest tego cel? Czy jestem otwarty i chcę zmienić siebie, wieś, miasto, kraj. Czy lepiej jest nic nie robić i ograniczyć się do narzekania? „Jak myśli człowiek takim jest” jak mawia pisarz James Allen. To czy rozwiążemy nasze problemy zależy od nas, od tego czy będziemy zdolni do pracy nad sobą, do uśmiechu na co dzień, do zgody i do tego by dostrzec piękno w sobie i wokół siebie. Na moją pomoc zawsze możecie liczyć. Zapraszam do odwiedzin adres podam można pisać i dzwonić, mój zapał, zaangażowanie, pomysły i serce chętnie oddam pracującym nad sobą, pracując z tymi, którzy idą przodu i nie narzekają, nie przyczyniają się do podziałów. Jeżeli ktoś chciałby mnie zabrać na ciekawą dyskusję, spotkanie, panel, protest proszę podjechać samochodem za koszty podróży zwrócę. Mam świadomość tego, że samochody na wodę nie jeżdżą, liczę na rozmowy z wami na to, że się spotkamy kiedyś. Gdyby ktoś zapytał mnie kto za mną stoi, odpowiedziałbym 80 % mającego dość narodu. Ludzie potrzeba waszej siły, waszego intelektu, świadomości i niczego więcej. Jeszcze nie wszyscy stąd wyjechali. Sami naprawiajcie świat zaczynając od wglądu w wasze serca i przestańcie narzekać. Jesteście kimś więcej niż wasze problemy. Pobudka! Ten artykuł to wynik moich własnych doświadczeń i obserwacji Polski ludzi i złożoności trudności i piękna życia.

Marcin Antoniak

Czy warto było zmieniać Polskę?

W sondażach Polacy w większości odpowiadają na to pytanie, że było warto, choć od 3 lat mają coraz więcej wątpliwości czy faktycznie było warto.

24 lata temu w częściowo „wolnych wyborach” 4 czerwca 1989 roku w Polsce wygrała „demokracja”. Dziś dorosło już pokolenie, które upadek „komunizmu” zna jedynie z podręczników historii i filmów dokumentalnych.

W 1989 roku zdołaliśmy dzięki mądrym decyzjom uruchomić proces, który trwa do dziś – mówił o tym podczas konferencji „Nasza wolność Polacy po 24 latach przemian” prezydent Bronisław Komorowski. Według niego optymizmem napawa fakt, iż po 24 latach 59% badanych Polaków pozytywnie ocenia zmiany. Zaprezentowana na konferencji analiza CBOS pokazuje jednak i mniej optymistyczne zjawisko. Cztery lata temu taką akceptację wyrażało około 80%, dziś już 25% jest odmiennego zdania.

Co się stało?

Najłatwiej odpowiedzieć: „kryzys”. Ale nie tylko to przyczynia się do narastania pesymistycznej historii. Analizując wyniki z CBOS, który bada to od 2004 roku, poparcie dla przemian w Polsce po 1997 roku systematycznie spadała, by radykalnie wzrosnąć około 2004 roku. Wówczas poprawiła się sytuacja gospodarcza Polski, ale też nadchodził schyłek rządów SLD, po części odwołujących się do dawnego ustroju. Największą akceptację przemian Polacy deklarowali pod koniec pierwszej kadencji rządów PO-PSL, w 2009 roku, mimo iż Europa a w tym Polska miały za sobą pierwszą falę kryzysu finansowego. Kolejna data – katastrofa smoleńska 10 kwietnia – nie przyniosła gwałtownej zmiany nastrojów, ale od tego momentu stale zmniejsza się liczba tych którzy mówią: „warto było”, a zwiększa się tych, którzy mówią: „nie warto było”. Może wpływ na to miał klimat po smoleńskiej tragedii?

Naukowcy zgromadzeni w Pałacu Prezydenckim zajmowali się głownie odpowiedzią na pytanie: jak kryzys wpłynął na akceptację przemian. Pytanie jednak trzeba postawić: „jaki kryzys”?

Od 24 lat wzrasta bowiem zamożność obywateli, a Polacy pozytywnie oceniają sytuację własnej rodziny – w odróżnieniu od sytuacji społeczno-gospodarczej kraju.

Według ostatnich badań CBOS 41% badanych jest zdania, iż sytuacja gospodarcza kraju jest zła. Polacy nie są w tym czarnowidztwie w tej części Europy wyjątkiem. 75% Słowaków uważa, że sytuacja ich kraju jest zła, podobnież 72% Węgrów. Równocześnie jednak 41% Polaków uważa, iż sytuacja ich gospodarstw domowych, jest dobra. (Na Węgrzech tylko 8%, na Słowacji 20%, nawet w Czechach 34%). Prof. Janusz Czapiński w czasie konferencji przedstawił tezę, że w Polsce istnieją dwa rodzaje kryzysów- kryzys jako zjawisko istniejące w mediach oraz debacie publicznej, a także kryzys w domowym portfelu. Z jego badań wynika iż w Polsce nie ma „kryzysu subiektywnej jakości życia”. Ostatnie dane GUS o spadku wydatków oraz konsumpcji Polaków wynikają nie ze złego stanu portfeli Polaków, ale niepewności, czy w obecnych czasach bezpiecznie jest cokolwiek kupować, dlatego równolegle ze spadkiem konsumpcji rosną oszczędności Polaków.- Polacy są równie zadowoleni ze swojego życia jak w latach gdy wzrost gospodarczy wynosił około: 4-7% PKB rocznie – twierdzi profesor.

Obecnemu pesymizmowi winne są zdaniem profesora media, które epatują kryzysem, a zdaniem prof. Edwarda Nuka-Lipińskiego także politycy, którzy nieustannie chcą udowodnić, iż ich oponent zrujnował bądź zamierza zrujnować kraj.

Nie zgadzał się z takimi opiniami prof. Jacek Raciborski. Jego zdaniem są przesłanki, iż kryzys jednak dociera do budżetów rodzinnych. Świadczy o tym wzrost liczby osób korzystających z pomocy społecznej czy poziom rozwarstwienia. Nie jest to obraz takiego bardzo szczęśliwego kraju – ocenił.

Optymistów nam potrzeba.

Prezydent Komorowski mówił, iż zwycięstwo 1989 roku jest źródłem optymizmu Polaków. Jednak wg badań pracowni Milleward Brown pesymistów jest o wiele więcej (32,4%) niż optymistów (30,4%). Najwięcej optymistów mieszka w województwie pomorskim, najwięcej pesymistów- w podkarpackim.

Ciekawe jest badanie, z jakich tytułów prasowych czerpią wiedzę o świecie optymiści i pesymiści .Dla pesymistów głównymi źródłami wiedzy są „Fakt” i prasa kobieca oraz poradnikowa; Dla optymistów: „Gazeta Wyborcza”, „Polityka”, „Newsweek” , a także czasopisma branżowe.

Pocieszające jest jednak to, iż zwiększa się odsetek osób, które są przekonane, iż osobiście zyskały na zmianach. (dopisek mój: którzy stali się drobnomieszczanami, bądź kapitalistami). W ciągu ostatnich sześciu lat wydatnie zmniejszyła się liczba tych, którzy uważają się za ofiary zmian. W 1997 r., było ich 28%, a w 2013r.,- 18%. Równocześnie z 10% do 23% wzrósł odsetek osób, które oceniają, że zyskały na zmianach – pisze Paweł Wroński z „Gazeta Wyborcza” (piątek 31 maja 2013r.).

Do przedstawionych badań moim zdaniem należy podchodzić z rezerwą biorąc pod uwagę fakt, iż są one publikowane w gazecie sympatyzującej z PO

Opracował: J.Ł., 2014-03-05