Prawo i Sprawiedliwość rozbudowuje państwo policyjne

Do Sejmu trafił poselski projekt nowelizacji Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, podpisany przez część parlamentarzystów partii rządzącej, w którym wprowadza się wymuszanie zapłacenia mandatu.

Projekt wprowadza niedemokratyczną zasadę, iż osoba ukarana mandatem nie będzie mogła odmówić jego przyjęcia. To ukarany będzie musiał udowodnić niewinność, a nie policja udowodnić jego winę. Możliwość odwołania się do sądu będzie dopiero po zapłaceniu kary.

Jeśli Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia zostanie znowelizowany, policjant stanie się jednocześnie sędzią. Jest to bardzo istotna zmiana. Dotąd, po odmowie przyjęcia mandatu sprawa trafiała do sądu. Praktyka pokazała, że wiele z ostatnio nałożonych kar sądy anulowały. Nie uznawały bowiem ani legalności obostrzeń lockdownowych, nakładanych aktami niższej rangi niż ustawa, ani zasadności karania osób pokojowo demonstrujących przeciwko rządowi.

Rząd PiS jest świadom, że taka sytuacja podważa jego legitymizację. Okazuje się bowiem, iż to wysyłana, zgodnie z politycznym zapotrzebowaniem, policja działa bezprawnie, a nie ci, których miała ukarać. Protesty Strajku Kobiet przeraziły Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenie. Na ulice wyszły setki tysięcy demonstrantów, nie tylko w Warszawie i pozostałych dużych miastach będących od dawna bastionami opozycji. Przerażenie PiS wywołały mniejsze protesty w Łomży, Kraśniku, Dęblinie, wielu małych miasteczkach, a nawet we wsiach. Okazało się, iż nawet w regionach rzekomo zdecydowanie popierających obecną władzę ludzie myślą samodzielnie. Dlatego w tych ośrodkach zastosowano drastyczniejsze represje i zastraszanie organizatorów protestów. Nowe zapisy dotyczące mandatów mają służyć ich dyscyplinowaniu. Uderzą przede wszystkim w mniej zamożnych – pracowników, bezrobotnych, tych, których nie stać na płacenie coraz wyższych mandatów. Mają oni również gorszy dostęp do pomocy prawnej.

Charakterystyczny jest sposób w jaki PiS chce przeprowadzić zmianę prawa. Projekt nie został zgłoszony jako legislacja rządowa, lecz propozycja poselska. Oznacza to, iż nie musi być konsultowany społecznie, ani poprzedzony analizą skutków wprowadzenia. W uzasadnieniu projektodawcy napisali, iż ich celem jest odciążenie sądów powszechnych oraz usprawnienie postępowania w sprawach o wykroczenia. Jednak tylko około 1% spraw sądowych dotyczy mandatów, więc trudno przypuszczać aby za projektem stała motywacja inna niż czysto polityczna.

Europarlamentarzyści KKE potępiają zakaz aborcji w Polsce

Reprezentanci Komunistycznej Partii Grecji w Parlamencie Europejskim potępili oburzającą decyzję polskiego Trybunału Konstytucyjnego zakazującą aborcji oraz za pośrednictwem eurodeputowanego Kostasa Papadakisa zadali Komisji Europejskiej pytanie w tej sprawie.

Niedawno polski Trybunał Konstytucyjny wydał godną potępienia i reakcyjną decyzję, w której uznaje aborcję ze względu na anatomiczne wady płodu za niezgodną z konstytucją. W praktyce jest to równoznaczne z zakazaniem większości dotąd legalnych aborcji w Polsce. W odpowiedzi na to od wielu dni trwają protesty, które skłoniły rząd do tymczasowego niepublikowania wyroku.

Do czasu decyzji trybunału, co również jest nie do zaakceptowania, aborcja była w Polsce legalna jedynie gdy ciąża stanowiła zagrożenie dla matki, płód był obciążony ciężką, nieuleczalną wadą oraz gdy ciąża była wynikiem gwałtu. Długotrwałe reakcyjne dążenie polskich władz do zakazu aborcji pcha kobiety ku aborcjom nielegalnym, zagrażającym zdrowiu, oznacza dalszą komercjalizację służby zdrowia, a także wzmacnia głęboko reakcyjne oraz anachroniczne postrzeganie roli kobiety w społeczeństwie.

W efekcie polskie władze nie tylko promują te reakcyjne działania, ale wraz z 31 krajami, w tym USA, podpisały haniebną deklarację antyaborcyjną. Jest to kolejny cios w prawa młodych kobiet, które zostały pozbawione możliwości bezpiecznej, dostępnej i darmowej aborcji, przeprowadzonej w publicznych placówkach. Jednocześnie władze oraz organy naukowe wykazują kompletny brak wiedzy o skutkach i konsekwencjach takiego stanu.

Wyrywkowe przywoływanie Polski do „respektowania rządów prawa i praw człowieka” przez UE, pod tym pretekstem uruchamia nowe reakcyjne mechanizmy UE, kosztem ludu, którego dotyczy.

Decyzja ta nie jest bez związku z barbarzyńską polityką komercjalizacji opieki zdrowotnej przez UE i rządy państw członkowskich. Bez względu na zróżnicowane opinie na temat aborcji, ich wspólnym mianownikiem jest postrzeganie zdrowia reprodukcyjnego kobiet jako pola do inwestycji, bez gwarantowania wszystkim kobietom bezwarunkowego dostępu do opieki medycznej.

Polska jest więc przykładem dostosowania prawa i wprowadzania antyspołecznych wytycznych UE, które oznaczają degradację praw kobiet, a także w ogóle praw pracowniczych, wspieranie grup biznesowych, antykomunistyczną kryminalizację mówienia o osiągnięciach socjalizmu, wśród których to osiągnięć położono podwaliny pod równość kobiet i mężczyzn we wszystkich aspektach życia społecznego.

W oparciu o powyższe eurodeputowany KKE zadał Komisji Europejskiej następujące pytanie:

Jak Komisja Europejska zamierza zagwarantować prawnie, wbrew zakazom i restrykcjom w sprawie aborcji, dostęp do publicznego i darmowego systemu opieki zdrowotnej, zapewniającego nie tylko usługi aborcyjne, ale także z zakresu edukacji seksualnej, planowania rodziny, ochrony rodzicielskiej, medycznego wsparcia dla reprodukcji, ciąży oraz narodzin?

Tysiące demonstrantów na ulicach Warszawy w obronie praw kobiet

18 listopada po raz kolejny tysiące demonstrantów wyszły na ulice Warszawy w ramach Strajku Kobiet. Ogromną brutalnością wykazała się policja, która zaatakowała pokojowo protestujący tłum i testowała nowe sposoby przeprowadzania prowokacji przez nieumundurowanych funkcjonariuszy.

Na wezwanie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet do udziału w blokadzie sejmu odpowiedziały różne środowiska. W proteście uczestniczyła także grupa członków i sympatyków KPP z czerwonymi sztandarami. Gmach parlamentu został otoczony przez znaczne siły policji, które zablokowały do niego dostęp. Wobec tego zgromadzeni w kilku miejscach demonstranci rozpoczęli przemarsz ulicami Warszawy. Licząca kilkaset osób grupa została zablokowana przez policję. Działanie to nosiło znamiona prowokacji, ponieważ demonstrantów bez powodu otoczono kordonami i na początku wzywano do rozejścia się, aby później blokować im przejście. Ci sami funkcjonariusze, którzy twierdzili początkowo, że wszyscy uczestnicy protestu, mają zostać wylegitymowani, później zaczęli przepuszczać wszystkich w małych grupach.

Do głównych policyjnych prowokacji doszło przed siedzibą państwowej telewizji TVP Info w momencie, gdy demonstranci zaczynali się już rozchodzić. Zebrani zostali zaatakowani gazem pieprzowym przez nieumundurowanych funkcjonariuszy. Dokonali oni napaści na kilka kobiet, a gdy tłum zaczął się bronić wyciągnęli pałki teleskopowe. Prowokatorzy, po założeniu opasek „policja”, ukryli się za tarczami oddziałów prewencji. Jest to sposób działania, który można było zaobserwować na przykład we Francji, podczas protestów ruchu Żółtych Kamizelek. Założenie opaski „policja” nie czyni z napastnika policjanta, który powinien mieć identyfikator. Tajne formacje policji nie powinny być w demokratycznych krajach używane do tłumienia demonstracji.

Kilkanaście osób zostało zatrzymanych, a kilkadziesiąt poszkodowanych. Brutalność policji rośni po tym gdy politycy Prawa i Sprawiedliwości zaczęli skarżyć się na jej „zbytnią pobłażliwość” podczas największych protestów strajku kobiet. Działania te obrócą się jednak przeciwko obecnemu rządowi. Jak nigdy wcześniej potrzebna jest mobilizacja, aby pokazać, że społeczeństwo nie da się zastraszyć.

KPP na proteście przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji

30 października w Warszawie ponad 100 tysięcy osób, w większości kobiet, wyszło na ulice, aby wyrazić sprzeciw wobec niemal całkowitego zakazu aborcji, wynikającego z wyroku tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego.

Trwająca ponad 5 godzin demonstracja była największą od dziesięcioleci. Jej uczestniczy zbierali się w kilku miejscach, a następnie ruszyli do centrum, łącząc się w jedno zgromadzenie. Wielokilometrowy marsz przeszedł głównymi ulicami miasta, z Centrum na Żoliborz, pod dom prezesa PiS i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. Przed jego domem przemarsz został zablokowany przez zmasowane siły policji.

W demonstracji uczestniczył też kilkusetosobowy blok tworzony przez grupy lewicowe. Nie zabrakło działaczy i działaczek KPP z czerwonymi sztandarami. Przypominaliśmy, że zakaz aborcji ma również klasowe oblicze – uderzy przede wszystkim w kobiety z klasy pracującej, których nie stać na skorzystanie z podziemia aborcyjnego.

Wśród demonstrujących dominowały hasła ludowego oburzenia, zwłaszcza pod adresem PiS, Konfederacji, Trybunału Konstytucyjnego i Ordo Iuris. Domagano się dymisji reakcyjnego rządu. Symbole strajku kobiet pojawiły się m.in. na Pałacu Kultury i Nauki, wielu budynkach przy trasie przemarszu, a także na żurawiu budowlanym w centrum miasta. Demonstrujący spotykali się z licznymi wyrazami poparcia ze strony mieszkańców, którzy wywieszali transparenty z okien i balkonów, a w kilku miejscach puszczali z okien muzykę z antyrządowym tekstem. Demonstracje zabezpieczali ratownicy medyczni, nagradzani przez tłum brawami.

W kilku miejscach tłum zaatakowały grupy neofaszystów, rzucających w kobiety i dzieci oraz osoby starsze racami. Napastnicy uciekli, gdy pojawiła się zorganizowana ochrona demonstracji. Policja interweniowała dopiero gdy bojówkarze zostali odpędzeni. Nie udała się także prowokacja szykowana przez tak zwanych „obrońców kościołów”. Wbrew ich oczekiwaniom tłum nie zainteresował się tymi obiektami i nie zamierzał ich atakować.

Demonstracje w obronie praw kobiet odbyły się tez w innych miastach. Największa we Wrocławiu zgromadziła wiele tysięcy osób. Planowane są kolejne protesty.

Fala ogólnopolskich protestów w obronie praw i wolności kobiet

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznający za niezgodną z konstytucją aborcję nieuleczalnie chorych płodów, wywołał ogólnokrajowe oburzenie i falę protestów, która przeraziła władzę.

Od 22 października na ulice polskich miast, pomimo zakazów oraz pandemii, wychodzą tysiące ludzi. Protest nabiera dynamiki, a sytuacja staje się przełomowa. Tak liczne demonstracje odbywają się nie tylko w dużych miastach, gdzie opór wobec narzucania klerykalnej moralności zawsze był silny, ale również w mniejszych ośrodkach. Odbyło się kilkaset zgromadzeń, blokad, marszów, w tym w miastach i miasteczkach uważanych za bastiony PiSu. Uczestniczyli w nich najczęściej młodzi ludzie, nie mający dotąd doświadczenia w podobnych działaniach, ani sprecyzowanych poglądów politycznych. Jest to dla nich przyspieszony kurs obywatelskiego nieposłuszeństwa. Hasło „to jest wojna”, przyjęte jako jedno z głównych podczas społecznej mobilizacji, dowodzi iż nie brakuje jej radykalizmu. Rzeczywistość przerosła nawet oczekiwania wielu środowisk lewicy społecznej.

Po raz pierwszy upadają dotychczasowe zasady etykiety, nakazujące demonstrować godnie, spokojnie i legalnie. Zgromadzenia są nielegalne, ponieważ władza wykorzystała do wprowadzenia kontrowersyjnych zmian okres pandemii. Przed policyjną interwencją broni demonstrujących ich liczebność, a także wzajemna solidarność. Pojawiają się radykalne, często nawet niecenzuralne hasła, adekwatne do sytuacji. W tym momencie widać podział między autentycznie oburzonymi, którym one nie przeszkadzają, a liberalnymi politykami usiłującymi budować swój wizerunek, a na protestach zbijać jedynie kapitał polityczny.

Runęło też tabu nakazujące szacunek do instytucji kościoła katolickiego. Skandale pedofilskie, zadufanie hierarchów, a także ich entuzjastyczne wypowiedzi po wyroku tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego, dolały oliwy do ognia. W wielu kościołach zostały przerwane msze.

Demonstranci wkroczyli między innymi do katedry poznańskiej, po tym gdy dzień wcześniej biskup poznański chwalił dążenie do całkowitego zakazu aborcji. Na murach licznych świątyń pojawiły się antyrządowe i antyklerykalne hasła. Liberalni, kapitalistyczni politycy uznali to za akt wandalizmu, jednak w rzeczywistości były one wyrazem radykalnego, bezkompromisowego sprzeciwu wobec klerykalizmu. Uderzono w oderwanych od rzeczywistości, politykujących księży wspierających władze. W Szczecinku tłum młodych ludzi bezpośrednio wykrzyczał hasła jednemu z lokalnych proboszczów. Taki zwrot sytuacji jest zdecydowanie pozytywny. Młodzi ludzie odwracają się od kościelnego zabobonu.

Po raz pierwszy tak wiele protestów miało radykalny charakter. Zarówno w większych jak i mniejszych miastach odbyły się blokady dróg, a także akcje pod biurami poselskimi parlamentarzystów PiS. Politycy partii rządzącej odczuli bezpośrednio społeczny gniew. Członkini tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego, Krystyna Pawłowicz oświadczyła, że boi się demonstrantów. Tak powinien wyglądać radykalny protest. Za antyspołeczne i antyludzkie decyzje odpowiadają konkretni ludzie. Należy uczyć ich, że działania te mają swoje konsekwencje. Do tego nie wystarczy pisanie petycji, a także toczenie akademickich debat oraz udział w konsultacjach społecznych. Na pewnym etapie niezbędne jest pokazanie gniewu ulicy.

Powołane przez prawicę bojówki, mające „bronić kościołów”, okazały się skuteczne w szarpaniu emerytek, lecz zupełnie bezradne wobec tysięcy demonstrantów. Chroniły się przed pobiciem za plecami policyjnych oddziałów prewencji. Liderzy faszyzujących grup wysyłali z kolei dramatyczne komunikaty o tym jak „zostali zaatakowani”.

W protestach uczestniczy też radykalna lewica. Widoczne są czerwone sztandary. To istotne aby stanąć po stronie wszystkich, którzy wychodzą dziś na ulice. Liberałowie nie zagwarantują ochrony ich praw. Dla nich liczy się jedynie strategia wyborcza. Nie przejmują się także losem rodzin chorych, niepełnosprawnych dzieci.

Dlatego należy rozszerzać postulaty o kwestie socjalne. Mówić, że zakaz aborcji uderza przede wszystkim w kobiety z klasy pracującej. Umożliwienie aborcji w przypadku nieodwracalnej choroby płodu nie jest wystarczającym rozwiązaniem. Kobiety, które zdecydują się urodzić chore dziecko powinny otrzymać pomoc, a rząd zamiast przeznaczać dodatkowe fundusze na modernizację armii, przekierować je na wsparcie dla rodzin osób niepełnosprawnych, a także służbę zdrowia.

Obecnie poziom konfrontacji narasta. Rząd straszy wysłaniem na ulice wojska, jest jednak świadomy, że takie posunięcie może stanowić początek jego końca. Oto z jednej strony staje oburzone społeczeństwo, głównie młode kobiety, a z drugiej reakcyjna władza chroniąca się za plecami mundurowych. W takiej konfrontacji stanowisko komunistów musi być jednoznaczne – bezwarunkowe poparcie dla walki z prawicową reakcją, a także liberalnymi, fałszywymi przyjaciółmi „praw kobiet”.

Przeciwko religijnemu fundamentalizmowi i reakcyjnej prawicy

Decyzja Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że aborcja w przypadku nieodwracalnych zmian płodu oraz jego nieuleczalnej choroby jest niezgodna z konstytucją, to uderzenie w prawa wszystkich kobiet. Ciężka, nieuleczalna choroba płodu była od roku 2002 główną przyczyną dokonywania legalnych aborcji w Polsce. Trybunał zdecydował de facto o niemal całkowitej delegalizacji aborcji, spełniając oczekiwania religijnych fundamentalistów i reakcyjnej prawicy.

Najbardziej decyzja Trybunału odbije się na najsłabszych – kobietach z klasy pracującej, bezrobotnych i wykluczonych. To od nich po raz kolejny państwo będzie wymagało heroizmu i poświęcenia, zmuszając do rodzenia nieuleczalnie chorych, zdeformowanych dzieci. Rodziny o słabej sytuacji materialnej nie mogą bowiem pozwolić sobie na turystykę aborcyjną, aby dokonać zabiegu w bezpiecznych, higienicznych warunkach zagranicą, na przykład na Słowacji. Nie stać ich również na korzystanie z tak zwanego „aborcyjnego podziemia” – niebezpiecznego dla zdrowia kobiet, ponieważ nie gwarantującego odpowiednich standardów medycznych. Ta ginekologiczna szara strefa będzie mogła teraz liczyć na wzrost i tak już ogromnych dochodów. Według szacunków organizacji kobiecych w roku 2018 jego wartość wynosiła około 400 mln zł.

W swojej perfidii polskie władze starają się utrudnić nawet dostęp do badań prenatalnych, pozwalających na rozpoznanie wad wrodzonych płodu. Wprowadzenie tak zwanej „klauzuli sumienia” dało lekarzom możliwość zniechęcania ciężarnych do badań USG. Również ten element prawa ma swój klasowy aspekt. Lekarze, którzy w państwowych klinikach zniechęcali oraz utrudniali badania, w prywatnych przychodniach pozbywali się skrupułów za odpowiednią opłatą.

Niepełnosprawne dzieci, narodzone w wyniku swoiście rozumianej „ochrony życia”, czeka jedynie cierpienie. System opieki nad osobami niepełnosprawnymi nie gwarantuje im godziwych warunków bytowych, zwłaszcza jeśli są to osoby z poważnymi, wrodzonymi schorzeniami. Świadczenie pielęgnacyjne przysługujące na przykład rodzicowi rezygnującemu z pracy, aby opiekować się niepełnosprawnym dzieckiem to obecnie nieco ponad 1800 zł. Kwota ta nie wystarcza w większości przypadków nawet na podstawową rehabilitację oraz leki.

Problem stanowi również dostępność procedur medycznych. Opieka nad nieuleczalnie chorym dzieckiem niepełnosprawnym w stopniu znacznym wyniszcza rodziny materialnie i psychicznie. W okresie pandemii nawet proste zabiegi rehabilitacyjne oraz wizyty u lekarzy specjalistów wymagają spełniania wielu procedur oraz długiego oczekiwania. W przypadku wielu rodzajów niepełnosprawności oraz deformacji, nawet sprawnie prowadzona rehabilitacja, może nie przynieść efektów. Dla dziecka bez mózgu, czy płuc każdy dzień życia jest torturą.

Zapewnienie rzeczniczki PiS, która stwierdziła, że „żadne dziecko nie pozostanie bez opieki”, zakrawa na ponury żart. Program „Za życiem”, który miał objąć wsparciem rodziny niepełnosprawnych dzieci, okazał się porażką. PiS nie mówi w jaki sposób, jedną ustawą chciałby przezwyciężyć lata zaniedbań, kolejne etapy komercjalizacji służby zdrowia i marginalizacji osób niepełnosprawnych. Kapitalistyczni politycy nie w stanie zrozumieć dylematów przed którymi staje kobieta mająca urodzić niepełnosprawne dziecko, wiedząca jednocześnie, ze nie jest mu w stanie zagwarantować nawet podstawowych potrzeb życiowych. Pozbawienie jej prawa do legalnej aborcji przyczyni się do rozbijania rodzin, ludzkich tragedii, a także, w dalszej perspektywie, spadku dzietności – ponieważ wiele kobiet będzie się obawiało zajścia w ciążę przy tak opresyjnym państwie. Tym, którzy chcą zakładać rodziny i żyć we w miarę godziwych warunkach, pozostanie emigracja do państw gdzie istnieją lepsze systemy opieki społecznej.

Nie bez znaczenia jest fakt, iż decyzja o de facto zaostrzeniu i tak już rygorystycznego prawa antyaborcyjnego, została podjęta w okresie pandemii. Wykazująca coraz bardziej antydemokratyczną postawę reakcyjna władza posłużyła się politycznie podporządkowanym jej Trybunałem Konstytucyjnym. Stara się skorzystać z obostrzeń utrudniających masowe protesty, ponieważ wie, iż większość społeczeństwa nie akceptuje zmian prawnych równoznacznych z torturowaniem kobiet i dzieci.

Warto przypomnieć, że przez większość okresu Polski Ludowej zabiegi aborcji były legalne i dokonywane w higienicznych warunkach. Kobiety, które zdecydowały się na urodzenie niepełnosprawnych dzieci mogły z kolei liczyć na o wiele bardziej dostępną, darmową służbę zdrowia.

Stanowisko KPP wobec orzeczenia TK zakazującego aborcji

KPP potępia wyrok tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego dotyczący zakazu aborcji w sytuacji ciężkiego uszkodzenia płodu. Uważamy, że ten kontrolowany przez partię rządzącą organ, opanowany na drodze manipulacji przez PiSowskich nominatów, usiłuje narzucić całemu społeczeństwu religijne zakazy, nieprzystające do aktualnego stanu wiedzy medycznej oraz współczesnej etyki.

Nie bez powodu decyzję w tak kontrowersyjnej sprawie, odkładaną do okresu po wyborach, Trybunał podjął w trakcie narastania pandemii, gdy zakazano organizacji zgromadzeń i protestów.

Zmuszanie kobiet do rodzenia nieuleczalnie chorych, zdeformowanych dzieci, niezdolnych do samodzielnego i świadomego życia, to zbrodnia. Przyczyni się to do tragedii wielu kobiet i całych rodzin, zwłaszcza tych z klasy pracującej, wykluczonych i biednych.

Obecnie państwo polskie nie zapewnia należytej opieki nawet osobom o mniejszym stopniu niepełnosprawności. Zmuszanie do urodzenia tworu nieodwołanie skazanego na śmierć, to tortury, zakazane przez wszystkie cywilizowane prawodawstwa.

Decyzja o urodzeniu niepełnosprawnego dziecka powinna należeć tylko do kobiety i być wynikiem świadomego, moralnego wyboru. Osoby wierzące, przywiązane do nakazów hierarchów kościoła katolickiego, mają do tego prawo.

Opowiadamy się za wolnością religijną dla wyznawców, jednak zasady religii nie mogą być narzucane ogółowi społeczeństwa.

Głównym motorem reakcyjnych, ideologicznych zmian w prawodawstwie jest kościół katolicki. Uważamy, że niezbędny jest rzeczywisty rozdział kościoła od państwa. Hierarchowie kościelni powinni zostać odsunięci od życia politycznego i publicznego.

Należy przy tym przyjąć standardy zakazujące łączenia wydarzeń państwowych z elementami religijnymi, zakazujące religijnej indoktrynacji w oświacie i innych dziedzinach życia, a także zakończyć wspieranie organizacji religijnych z budżetu państwa.

KPP popiera protesty przeciwko reakcyjnym zmianom w prawie. Przypominamy jednocześnie, że walka ta ma również klasowy wydźwięk. Zwycięstwa w niej nie zapewnią kapitalistyczni politycy, którzy nie raz dowiedli, że reakcyjne poglądy społeczno-ekonomiczne łączą z uległością wobec kościoła katolickiego oraz religijnej indoktrynacji.

Wyrażamy uznanie dla wszystkich organizacji i osób protestujących przeciwko totalitarnej ingerencji władzy w życie społeczeństwa oraz wzywamy wszystkich do udziału w protestach.

 


22 października 2020 r. Trybunał Konstytucyjny w składzie Julia Przyłębska – przewodniczący, Zbigniew Jędrzejewski, Leon Kieres, Mariusz Muszyński, Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz, Justyn Piskorski – sprawozdawca, Piotr Pszczółkowski, Bartłomiej Sochański, Jakub Stelina, Wojciech Sych, Michał Warciński, Jarosław Wyrembak po rozpoznaniu, z udziałem wnioskodawcy oraz Sejmu i Prokuratora Generalnego, na rozprawie w dniu 22 października 2020 r., wniosku grupy posłów o zbadanie zgodności: art. 4a ust. 1 pkt 2 oraz art. 4a ust. 2 zdanie pierwsze ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (Dz. U. Nr 17, poz. 78, ze zm.) z art. 30 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że legalizują praktyki eugeniczne w stosunku do dziecka jeszcze nieurodzonego, odmawiając mu tym samym poszanowania i ochrony godności człowieka, ewentualnie – w razie nieuwzględnienia powyższego: art. 4a ust. 1 pkt 2 oraz art. 4a ust. 2 zdanie pierwsze ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z art. 38 w związku z art. 30 i art. 31 ust. 3 oraz z art. 38 w związku z art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że legalizują praktyki eugeniczne w zakresie prawa do życia dziecka jeszcze nieurodzonego oraz uzależniają ochronę prawa do życia dziecka jeszcze nieurodzonego od jego stanu zdrowia, co stanowi zakazaną bezpośrednią dyskryminację,oraz:art. 4a ust. 1 pkt 2 oraz art. 4a ust. 2 zdanie pierwsze ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z art. 38 w związku z art. 31 ust. 3 oraz w związku z art. 2 i art. 42 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że legalizują przerywanie ciąży bez dostatecznego usprawiedliwienia koniecznością ochrony innej wartości, prawa lub wolności konstytucyjnej oraz posługują się nieokreślonymi kryteriami tej legalizacji, naruszając w ten sposób gwarancje konstytucyjne dla życia ludzkiego orzekł (sygn. akt K 1/20), że art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (Dz. U. Nr 17, poz. 78, z 1995 r. Nr 66, poz. 334, z 1996 r. Nr 139, poz. 646, z 1997 r. Nr 141, poz. 943 i Nr 157, poz. 1040, z 1999 r. Nr 5, poz. 32 oraz z 2001 r. Nr 154, poz. 1792) jest niezgodny z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i postanowił umorzyć postępowanie w pozostałym zakresie. Votum separatum złożył Leon Kieres. Zdanie odrębne złożył Piotr Pszczółkowski.

Informacja ze strony trybunal.gov.pl (dostęp dnia 25.10.2020 r. 11:58)

Jedno łączy władzę i opozycję – dążenie do utrzymania przywilejów kapitalistycznej klasy politycznej

Parlamentarzystów PiS, PO, PSL, a także większość klubu tzw. „lewicy” (posłowie SLD oraz Wiosny) zjednoczył projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w zakresie wynagradzania osób sprawujących funkcje publiczne oraz o zmianie ustawy o partiach politycznych – czyli podniesienia wynagrodzeń prezydenta, premiera, ministrów, a także parlamentarzystów.

Poseł i senator, po wprowadzeniu nowej ustawy zarobią 12 i pół tysiąca złotych miesięcznie tj. o 4,5 tys zł więcej, co oznacza wzrost uposażenia o 58%. Pierwsza dama, w ramach pełnienia „funkcji reprezentacyjnych” miałaby otrzymywać 18 tys. miesięcznej pensji.

Projekt ustawy zwiększa również dotacje dla partii politycznych, nie wprowadzając jednak wymogów dodatkowego rozliczenia się z ich wykorzystania. W uzasadnieniu ustawy jej autorzy jako cel przedstawili „podjęcie próby urealnienia wynagrodzeń wypłacanych osobom pełniącym funkcje publiczne”.

Parlamentarzyści zadrwili ze społeczeństwa. Obecnie 2/3 pracujących zarabia poniżej średniej krajowej, wynoszącej ok. 5,3 tys zł brutto. Płaca minimalna, ze względu na kryzys, ma wzrosnąć w przyszłym roku jedynie o 200 zł, do 2800 zł., a nie obiecywanego przez rząd poziomu 3 000 zł. W wielu branżach, w tym budżetówce, zarobki są od dłuższego czasu zamrożone lub rosną bardzo wolno. Nauczyciele czy pielęgniarki nie mogą liczyć na podwyżki. Najniższa emerytura wynosi 1200 zł brutto, a zapowiadana na przyszły rok rewaloryzacja nie zwiększy znacząco jej poziomu.

Ponownie najbiedniejsi poniosą koszty kryzysu, ponieważ kapitalistyczni politycy zawsze mogą „urealnić” swoje zarobki.

Pisowskie miraże podwyżki płacy minimalnej oraz 13 i 14 emerytury

Po zakończeniu wyborów oraz wyborze Andrzeja Dudy na kolejną kadencję obietnice 13 i 14 emerytury oraz znaczącej podwyżki płacy minimalnej okazują się przedwyborczym mirażem.

13 i 14 emerytura uchwalone przed wyborami przekonały do Andrzeja Dudy wielu starszych wyborców. Nie są one jednak świadczeniem stałym. Ich wypłata w przyszłym roku stoi pod znakiem zapytania, zwłaszcza w obliczu narastającego kapitalistycznego kryzysu. Dla części emerytów 14 emerytura będzie niższa niż oczekiwali. Pełną kwotę otrzymają jedynie ci, którzy dotąd dostawali poniżej 120 % średniej emerytury.

„Wzrost płacy minimalnej z 2600 zł do 2700 nie będzie przesadą” powiedział w rozmowie z „Super Expressem” wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed. Najniższe wynagrodzenie będzie więc od początku 2021 roku wyższe jedynie o 100 złotych. Politycy PiS przed wyborami nie ujawnili tej informacji. Obiecywali płacę minimalna na poziomie 3000 zł w roku 2021 i 4000 w 2023.

Socjalne obietnice partii rządzącej i Andrzeja Dudy to gra pod publiczkę. Prezydent wraz z premierem – banksterem, Mateuszem Morawieckim, podczas kryzysu będzie dbał przede wszystkim o interesy kapitału, a także sektora bankowego. Kolejne tzw. „tarcze antykryzysowe” pokazały kogo zamierza ratować rząd kosztem pracowników czy emerytów.

Polska w planach Jarosława Kaczyńskiego

Polska w Planach wyborczych Kaczyńskiego i jego PiS-u

Występując na kongresie PiS-u, prezes tego ugrupowania Jarosław Kaczyński, przedstawił program działania oraz obiecywał „zbawienie Polski”, wyzwalając ją spod „okupacji” PO i Donalda Tuska. Na przedstawioną wizję urządzenia kraju, przez PiS, po jego ewentualnym zwycięstwie wyborczym, zareagował bawiący we wsi Brzezie premier Donald Tusk, wzywając Kaczyńskiego do merytorycznej debaty. Od 2007 roku J. Kaczyński unika takowej debaty proponowanej przez Tuska. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż debata takowa odbyłaby się pomiędzy liderami dwóch prawicowych partii, tj. PiS i PO.

Socjalny program rozdawnictwa pod rządami PiS mógłby uszczęśliwić każdego. Bo kto nie chciałby zarabiać więcej? Kto nie chciałby mieć mieszkania na własność? Kto nie chciałby pracować krócej, nie czekać w kolejce na mieszkanie i lekarza, płacić mniej za leki refundowane? To wszystko obiecał na sobotnim kongresie PiS Kaczyński. Z przedstawionego 160 stronicowego dokumentu PiS można wyciągnąć bardziej groźnie wynikające sprawy, którymi są tęsknota za rządem, który pragnie wszystko wiedzieć, skontrolować oraz wyregulować. Wyłania się z tego programu wizja superpremiera, który „miałby prawo wydawać ministrom wiążące polecenia w sprawach ważnych dla realizacja polityki państwa” oraz „mógłby uchylać ich akty generalne”. „Nieźle” brzmi, to prawda. Bardzo podobne są one do poleceń rządów II RP przed 1939 rokiem.

W rządzie PiS silny byłby też minister – koordynator służb specjalnych, który poza wyznaczaniem działań służbom, nadzorem nad nimi, oceną ich pracy ,dostałby dodatkowe kompetencje: „nie ma żadnego uzasadnienia, aby funkcje ochrony informacji niejawnych oraz krajowej władzy bezpieczeństwa wykonywały służby specjalne- ABW i SKW. Zadania te przejąłby minister, co oznaczałoby likwidacje pionu ochrony informacji niejawnych w ABW.”

W tym miejscu należałoby się zapytać, co to jest „stronnictwo”, „partia” w ustroju demokratycznym? Rzecz każda dość często ma dwie nazwy lub kilka nazw, któryc używamy zależnie od tego, czy tę rzecz przedstawiać chcemy w sposób sympatyczny, czy antypatyczny. To też mówimy: „Człowiek o ścisłym poczuciu swoich obowiązków” i „nieznośny pedant”, zależnie od tego, czy dany urzędnik nam dogodził, czy też stworzył jakiejś trudności. Podobnie jest z tym, co Vilfredo Pareto nazywa elitą. Ten jeden z wybitniejszych socjologów naszych czasów pisze o „elitach” pewnych środowisk, które ich imieniem obejmują władze, względnie sięgają po władze. Zamiast honorowego wyrazu „elita” można użyć „klika”, albo „siuchta”. Otóż partia, stronnictwo, składa się zwykle z „elity”, czyli „kliki” oraz programu. Na program łapie się wyborców, jak ryby niewodem. Elita albo dąży do władzy, albo do takiego czy innego urządzenia sobie życia. Nasze życie publiczne to ciągła premia za całkowite poczucie nieodpowiedzialności, czego dowodem są „premie” rządów tak PiS, jak i PO. Narodem polskim można rządzić jeśli się wszystko potępia, za żadną rzeczywistość nie bierze się odpowiedzialności, zawsze apeluje się do uczuć niezadowolenia, krytyki czy bezwzględnego potępienia. Na przykład Anglicy mają nad nami tę wielką wyższość, iż zadają pytanie: „pan krytykuje, a co pan zrobiłby na moim miejscu?”. W Polsce takie pytanie nie jest koniecznością.

„Domek mały, chata skąpa. Polska, swoi, własne łzy; własne brudy, podłość, kłam; znam, zanadto dobrze znam.”

J.Ł. Warszawa 2014-02-17

O doraźnej polityce postsolidaruchów

Posłowie przegłosowali ustawę przewidującą przesunięcia miliardów oszczędności ze składek Polaków z OFE do ZUS. Całą odpowiedzialność za to ponosi Donald Tusk, gdyż prawdopodobnie to on podjął w tej sprawie decyzję. Ani to żaden sukces, ani reforma emerytalna, a jest to polityka.

Niestety, system oparty na odkładaniu składek emerytalnych w ZUS i w prywatnym OFE od 1999 r., przewidziany na wiele dekad, wystarczył zaledwie na lat kilkanaście.

Udziałowcy tego systemu emerytalnego sądzą, iż ta zmiana może wpłynąć na wysokość ich emerytury. Najprawdopodobniej ani się ich oszczędności nie zwiększą, ani nie zmniejszą, bowiem jej celem nie jest los przyszłego emeryta, ale zdobycie pieniędzy dla budżetu państwa.

Rządzący jednocześnie przekonują, iż lepiej jest ufać państwu, czyli ZUS-owi. Bądźmy jednak ostrożni, gdyż doraźność decyzji politycznych zasadza się na tym, aby o przyszłości martwili się inni, tj. następne pokolenia, albo kolejne rządy. Przyczyną takich zabiegów jest z jednej strony światowy kryzys finansowy, a z drugiej – kiepski stan finansów publicznych, na co długo „pracowały” rządy SLD, PiS oraz PO. Rząd PO po histerycznych rządach PiS obiecywał, iż zapewni Polsce stabilizację oraz bezpieczną przyszłość społeczną, a także ekonomiczną. Ale ściągnęły go w dół dwie ciężkie kotwice: jedna to światowy kryzys, a druga – kiepski stan finansów publicznych.

Minister finansów przekonał premiera, że remedium na brak pieniędzy to pozyskanie ich z źródełka, jakim jest OFE. Premier obawiał się większego zła, czyli załamania się gospodarki pod ciężarem długów w latach „wyborczych” w roku 2014 i 2015.

Można więc obiecywać gruszki na wierzbie tak, jak SLD 200 zł dodatku do emerytury, czy jak PiS – obniżenie wieku emerytalnego, albo jak Solidarna Polska – tzw. emerytury obywatelskie dla każdego. Można sięgnąć po składki zgromadzone w OFE.

Ale ktoś za to wszystko będzie musiał zapłacić. Z jakiej sakwy? Z coraz wyższych podatków naszych dzieci i wnuków? Już można widzieć ten „entuzjazm” młodych, którzy mając taką perspektywę w kraju zwyczajnie go opuszczą.

oprac., J. Ł. Warszawa 2013-12-13

Green-PiS Gowina, Wiplera i Kowala

Nowo powstające prawicowe ugrupowanie polityczne pod nazwą „Polska Razem Jarosława Gowina” została powołana pod sztandarem Jarosława Gowina we współpracy z działaczami z tzw. odpadków innych ugrupowań prawicowych: Platformy Ob., Polski-jest-najważniejszej Kowala czy Republikanów Wiplera.

Konwencja z dnia 7 grudnia br. powołująca nową partię, jest zlepkiem ugrupowań politycznych wywodzących się z wyżej wymienionych partii. Konwencja założycielska nowej prawicowej patii przygotowana z olbrzymim rozmachem, zajęła całą salę Expo w Warszawie, która była wypełniona po brzegi. Wśród uczestników konwencji brakowało tylko entuzjazmu dla tworzonego nowego prawicowego ugrupowania, mimo skandowania: „Go-win” oraz, „Razem”. Nowa nazwa partii oraz jabłko w kształcie granic Polski wywołały już falę kpin w internecie: iż Gowin chciał się podczepić pod Stevena Jacobsa, którego zresztą cytował w swoim przemówieniu. Ale kłopoty z transmisją internetową wskazują na to, iż nowa partia nie bardzo sobie radzi z technologiami. Najwięcej uznania uzyskała wśród internautów nazwa „Green-PiS”, (autor. red. naczelnego „Wprost” Michała Koboski).

Na konwencji założycielskiej pojawili się rozpoznawalni goście w osobach takich jak: Anna Streżyńska, b. szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, prof. Krystyna Iglicka-Okólska, rektor Uczelni Łazarskiego, Rafał Ziemkiewicz- publicysta oraz wielu innych prawicowych dziennikarzy.

„Polska Razem JG” to partia – jak już stwierdzono –  o charakterze konserwatywnym w sferze obyczajowej, z jednoczesnym akcentem gospodarki liberalnej (kapitalistycznej), oceniając powołanie nowej partii Jarosław Kaczyński w przemówieniu podczas pobytu w Cieszynie stwierdził: Gowin ma dwie zalety, ładne imię, no i  że jest wysoki oraz przystojny, czego o niektórych innych nie da się powiedzieć. Ale czy to wystarczy, tego nie wiem. Mam nadzieje, że nam nie zagrozi.

Polacy, którzy chcą nowoczesnej Polski nie muszą glosować na Tuska, którego jednym celem jest niedopuszczenie PiS-u do władzy. Polacy, których ważne są wartości patriotyczne, nie muszą głosować na Kaczyńskiego, którego jedynym celem jest postawienie Tuska przed sądem. Jałowa debata dwóch oderwanych od rzeczywistości partyjnych bossów dobiega końca – przekonywał Jarosław Gowin – Ich partie przejadają miliony z waszych podatków, nie dając  nic w zamian – dodał.

W centrum zainteresowania P.R. J.G. jest rodzina, dlatego bohaterami konwencji byli państwo Kubisowie z dwanaściorgiem dzieci, którzy nie otrzymali wsparcia od państwa, ponieważ minimalnie przekraczają kryterium dochodowe. Polska Razem J.G. jest za większymi ulgami podatkowym na dzieci z powodu biedy oraz za tym, by premiować duże rodziny. John Godson b. poseł PO zaproponował powszechny urlop macierzyński – także dla kobiet pracujących na umowach cywilno-prawnych, studentek, oraz bezrobotnych. Ponadto Jarosław Gowin uważa, iż w wyborach rodzice powinni mieć prawo głosu w imieniu swoich dzieci.

Opracował na podstawie mat. TV, prasy itp. J.Ł, Warszawa 2013-12-09

Jak PiS zrobił zajazd Twojemu Ruchowi

Z relacji przedstawiciela „Twojego Ruchu” (TR) wynika, że w dn. 7.12.bm, kiedy miał powstać Zespół ds. oceny działalności Zespołu d/s. zbadania okoliczności katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza, do pokoju wtargnęło 50 posłów PiS-u, które swoją większością zagarnęło prezydium zespołu, który powstawał z inicjatywy TR. Wtedy posłowie TR zrejterowali i opuścili pokój, w którym chcieli założyć zespół poselski, alternatywny do tego – pod kierownictwem A. Macierewicza.

Zespół miał zająć się oceną pracy A. Macierewicza w zespole PiS-u, oceną likwidacji WSI, której był likwidatorem. Posłowie TR od Palikota chcieli rozliczyć posła i wiceprezesa PiS Macierewicza. Mówili o stratach, jakie przyniosła polskim służbom specjalnym likwidacja WSI oraz publikacja raportu o tej służbie z nazwiskami jej oficerów, a także współpracowników.

Publikując raport z likwidacji WSI Macierewicz działał na rzecz obcego państwa. Jako jedyna partia mówimy o tym głośno. Ale dziś zobaczyliśmy, jak paniczny strach budzi w PiS-sie próba rozliczenia bandyckich posunięć Antoniego Macierewicza – mówił zdenerwowany poseł Dębski.

Bo PiS jednym ruchem zneutralizował zespół, który w dniu 7 grudnia po południu usiłował w Sejmie powołać zespól do rozliczenia A. Macierewicza. Na czele zespołu stanął Bartosz Kownacki, który był również członkiem komisji weryfikacyjnej WSI Macierewicza oraz zakładał biuro prawne Służby Kontrwywiadu Wojskowego, którego szefem był A. Macierewicz. Wygrał w swej istocie staro-szlachecki zwyczaj zajazdu w wykonaniu posłów PiS.

Obydwaj (Kownacki i Macierewicz) są w bliskich stosunkach osobistych. Przed laty, kiedy Kownacki kupił mieszkanie na Ursynowie, gościem na parapetówce był Macierewicz. Poważnie traktujemy pracę każdego zespołu parlamentarnego. W pracach tego zespołu również chcieliśmy się włączyć, dlatego przyszliśmy na posiedzenie – opowiada z kamienną twarzą Bartosz Kownacki. W prezydium poza nim samym wiceprzewodniczącymi zostało jeszcze pięciu posłów z PiS-u. Zaproponowaliśmy jedno miejsce Twojemu Ruchowi, ale odmówili i uciekli z posiedzenia – mówi Kownacki. Jego zdaniem Twój Ruch „chciał zrobić polityczą hucpę”. Po przejęciu parlamentarnego zespołu politycy PiS-u przez godzinę przesłuchiwali pułkownika Krzysztofa Polkowskiego, którego Twój Ruch zaproponował na doradcę zespołu. Polkowski to były oficer WSI, dziś często procesowy przeciwnik Macierwicza. Sprawdzamy, czy ma kompetencje, aby być doradcą zespołu – tłumaczy Kownacki. I dodaje, iż zespół ma w planach spotkania z byłymi członkami WSI.

Jaki będzie po tym incydencie kolejny plan działania Twojego Ruchu?. Dębski stwierdza:- Nie odpuścimy tej sprawy, ale na razie musimy ochłonąć.

Dziennikarze sejmowi nazywają zespoły kołami wzajemnej adoracji, politycy – nieformalnym lobby. W poprzedniej kadencji (2007-11) w Sejmie było 65 zespołów, dziś jest ich już ponad 130. Najstarszym zespołem jest parlamentarna grupa kobiet, która w tym roku obchodziła swoje 20-lecie. Są zespoły regionalne: dolnośląski,  łódzki, lubelski oraz wiele innych. Samo założenie zespołu jest banalne: wystarczy, by kilku posłów zadeklarowało, iż chcą wspólnie pracować. Zespoły korzystają z pomieszczeń klubowych, a na swoją działalność nie dostają pieniędzy.

Opracował, na podstawie regulaminu zespołu oraz publikacji prasowych, J.Ł. Warszawa 2013-12-08

Konwencje POPiS

W dniu 23.11. bm na konwencji partii PiS nastąpiła zmiana w kierownictwie tej partii w postaci, wyboru Antoniego Macierewicza na stanowisko Wiceprezesa tej partii. Nominacja ta, jak wskazują dotychczasowe wypowiedzi samego Macierewicza oraz przewodniczącego PiS Jarosława Kaczyńskiego, wiąże się z możliwością zaostrzenia walki politycznej pomiędzy PO, a PiS. Występując na konwencji J. Kaczyński, w ocenie sytuacji wewnętrznej kraju, stwierdził, iż „Ojcem biedy w Polsce” jest premier oraz przewodniczący PO Donald Tusk. Można stwierdzić, iż  kontynuując dot. oceny sytuacji w kraju, że jeśli Tusk, jest ojcem biedy w Polsce, to „mamusią” tej sytuacji, jest PiS, kiedy to J. Kaczyński będąc premierem rządu, zwolnił najbogatszych z podatku VAT, a Donald Tusk, cały ciężar ponoszonych kosztów związanych z kryzysem, przerzucił na barki najbiedniejszych.

J.Ł 2013-11-24