Nazwa Zespołu Tańca Ludowego Harnam zagrożona przez dekomunizatorów

Zaczyna się kolejny etap dekomunizacyjnej paranoi. Wojewoda łódzki Zbigniew Rau chce zmienić nazwę Zespołu Tańca Ludowego „Harnam”. W tym celu przesłał do łódzkiego Urzędu Miasta pismo, w którym poinformował, że zwrócił się do IPN o sprawdzenie czy nazwa zespołu propaguje komunizm. Działaniom wojewody przeciwstawiają się artyści, a także łódzka Rada Miejska.

„Harnam” to najstarszy i jeden z najbardziej znanych zespołów tańca ludowego, laureat światowych konkursów. Jego nazwa jest rozpoznawalna w wielu krajach. Zespół został utworzony w 1947 roku przy Państwowych Zakładach Przemysłu Bawełnianego, którym nadano imię łódzkiego robotnika Szymona Harnama, działacza Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej.

Harnam został zastrzelony przez policjanta 25 października 1929 roku, podczas wystąpienia na wiecu robotniczym w fabryce włókienniczej Biedermanna, nazwanej imieniem Harnama. Fabryka nie przetrwała transformacji.

Harman był także patronem jednej z ulic na Starym Mieście w Łodzi. Pod koniec 2017 r., w ramach dekomunizacji, pomimo lokalnego sprzeciwu, wojewoda łódzki w poprzez zarządzenie zastępcze zmienił nazwę ulicy na fabrykanta Hermana Konstadta.

Łódzka rewolucjonistka Włada Bytomska upamiętniła Harnama w wierszu ku jego czci, który ułożyła podczas pobytu w więzieniu:

Pięść się zaciska, gromadzi się gniew.
Znów się polała robotnicza krew.
Towarzysz Harnam na straży zmarł nam.
Od faszystowskiej kuli padł
nieustraszony
żołnierz czerwony.

red.

72. ROCZNICA WYZWOLENIA WARSZAWY

O TYM PISAŁ „DZIENNIK ŁÓDZKI”

W CZWARTEK, 17 STYCZNIA 1946 ROKU

T. JACEK ROLICKI „Od Puław do Warszawy”

„Dziennik Łódzki”, Rok II., Łódź, czwartek 17 stycznia 1946 r., Nr 17 (204), s. 3.

 

We wtorek – 17 stycznia 2017 roku przypadnie 72. rocznica wyzwolenia  Warszawy przez jednostki Armii Radzieckiej i Wojska Polskiego o czym My – przedstawiciele Komunistycznej Partii Polski (KPP) i całej, współczesnej, patriotycznej, polskiej lewicy socjalnej doskonale pamiętamy i zawsze będziemy obowiązkowo pamiętać.

Zygmunt Ryniewicz – autor wydanej w 1995 roku  pracy zatytułowanej : Bitwy świata. Leksykon odnosząc się do tego bezdyskusyjnie wyjątkowo ważnego wydarzenia (s. 593 – 594) przypominał czytelnikom, że :

„Rejonu Warszawy, ogłoszonej przez Niemców twierdzą i włączonej w system obrony linii Wisły, broniły jednostki lewego skrzydła 9 A niemieckiej gen. S. von Lütwitza, liczące ok. 14 000 żołnierzy nad Wisłą i ok.7000 w zach. części miasta. W odwodzie stały : 391 DP w rejonie Sochaczewa i 236 DP w rejonie Włoch.

W styczniu 1945 r. wojska 1 Frontu Białoruskiego marsz. G. K. Żukowa, w składzie którego znajdowała się 1 AWP, rozpoczęły 14 I natarcie : 61 A uderzyła z przyczółka warecko – magnuszewskiego na Błonie, 15 I – 47 A z rejonu Jabłonny na Błonie od płn., a 2 APanc. Gwardii – na dalekie tyły, na Sochaczew. Garnizon warszawski, zagrożony odcięciem, rozpoczął w nocy na 17 I odwrót, pozostawiając w mieście niewielkie oddziały osłonowe. 16 I rozpoczęła natarcie 1 AWP gen. St. Popławskiego : 2 DP sforsowała Wisłę w rejonie Jabłonny, a I BK w rejonie Karczewa. W nocy na 17 I – 1, 3 i 4 DP, oraz IBPanc. przeprawiły się przez Wisłę między Górą Kalwarią a Magnuszewem, a 6 DP z Pragi bezpośrednio do Warszawy. W walkach ulicznych 6 i 2 DP wyparły Niemców z miasta i do godz. 15 Warszawę oswobodziły. Z przedwojennego stanu 1 310 000 mieszkańców pozostało 162 000”.

Siedemnastego stycznia 1946 roku – w I. rocznicę oswobodzenia Warszawy na łamach „Dziennika Łódzkiego” (s. 3 wydania) zamieszczony został okolicznościowy artykuł poświęcony właśnie temu wydarzeniu zatytułowany : Od Puław do Warszawy. Jego autorem był T. Jacek Rolicki.

Oto jego treść :

Z PRZYCZÓŁKA POD SANDOMIERZEM

Wielkie uderzenie styczniowe miało swoje etapy. Ruszyło nie od razu. Najpierw w rejonie przyczółka mostowego pod Sandomierzem uderzył marszałek Koniew.

Rankiem dnia 12 stycznia. Przygotowanie artyleryjskie zmasowanych jednostek było druzgocące.

Na przestrzeni 40 kilometrów przerwano wtedy front i w lukę wdarły się natychmiast zmotoryzowane jednostki radzieckie.

Siła uderzenia była miażdżąca.

Wszystkie z ogromnym nakładem pracy przygotowane umocnienia niemieckie, żelbetonowe bunkry, niezwykle skomplikowany system rowów łącznikowych z betonowymi upustami na kilka kilometrów w głąb znikł z powierzchni ziemi, grzebiąc pod sobą obrońców.

Gdy radzieckie oddziały po tym przygotowaniu artyleryjskim przeszły do natarcia, znalazły jedynie nielicznych żołnierzy całkowicie złamanych moralnie, niezdolnych do jakiegokolwiek oporu.

Z uszu i nosów wielu z nich płynęła obficie krew.

Tego samego dnia dywizje marsz. Koniewa zajęły kilkaset miejscowości i posunęły się na 40 kilometrów w głąb terytorium Polski.

Z radością witał Armię Czerwoną mieszkaniec tych ziem, cudem ocalałych od wysiedlenia, przeprowadzanego z prawdziwie niemiecką systematycznością.

W dwa dni potem dnia 14 stycznia w godzinach rannych rozpoczął natarcie marsz. Żukow.

Jakkolwiek I – sza Armia Polska wchodziła w skład frontu marsz. Żukowa, jednak nie ruszano tego odcinka.

Chodziło o koncentryczny atak, uderzenie z flanki na wielką skalę.

Z drugiej strony naczelne dowództwo radzieckie postanowiło po zajęciu Kielc stawić czoło grupie operacyjnej niemieckiej, w składzie kilku dywizji pancernych, której zadaniem była obrona Kieleckiego.

Akcja postępowała z błyskawiczną szybkością.

Przygotowana do uderzenia grupa niemiecka nie potrafiła nie tylko ująć w swe ręce inicjatywy przeciwnatarcia, ale została całkowicie okrążona z chwilą, gdy w rejonie Radomia spotkały się dywizje obu atakujących marszałków.

UDERZENIE POLSKIE

Równocześnie 16 stycznia na przedpolach Warszawy rozpoczyna się przygotowanie do uderzenia polskiego.

4 – ta Brygada artylerii zostaje przerzucona przez Wisłę.

Wstrzeliwuje się w różne cele i powraca na swoje dawne stanowisko wyjściowe.

Chodziło o zdezorientowanie nieprzyjaciela co do właściwego kierunku uderzenia.

Dopiero 17 stycznia z dwóch przyczółków mostowych, zajmowanych przez jednostki I – szej Armii poszło uderzenie w kierunku na północny – zachód.

Jednocześnie na odcinku 2 Dywizji Piechoty po sforsowaniu Wisły poszedł zagon artyleryjsko – pancerny na Piaseczno i Górę Kalwarię, otaczając pierścieniem Warszawę.

Ponieważ od północy ruszyły oddziały marsz. Rokossowskiego, stolica znalazła się całkowicie w kleszczach wojsk radziecko – polskich.

Niemcy już we wczesnych godzinach rannych uciekli z Warszawy i podążali w szybkich marszach na zachód, chcąc jak najprędzej uniknąć spotkania ze ścigającymi ich niezmordowanie dywizjami, którym znowu zależało na wejściu w kontakt z nieprzyjacielem.

W komunikatach niemieckich nazywało się to szumnie „zwycięskie oderwanie się od wroga!”.

PIERWSI OSIĄGNĘLI WARSZAWĘ…

Znajdowałem się wówczas jako korespondent wojenny przy 3 – ej Dywizji Piechoty im. Traugutta, noszącej nazwę „Trauguttowców”.

Ta dywizja miała za sobą pewną tradycję walk warszawskich.

Brała udział we wrześniowej ofensywie na Pragę, potem z wielkimi stratami niosła pomoc powstańczej Warszawie, tworząc przyczółek mostowy na Czerniakowie i wracać musiała z wielkimi stratami, gdy dowództwo powstańcze skapitulowało przed Niemcami, a dowództwo przyczółka mostowego dopiero w ostatniej chwili zostało o tym powiadomione i to drogą pośrednią, nie przez p. Bora – Komorowskiego.

Na przedzie w grupie artyleryjskiej szedł I – szy dywizjon 3 – go PAL – u, który brał udział w ostrzeliwaniu niemieckich kolumn odwrotowych.

Poprzedzani przez zwiadowców artyleryjskich szybkim marszem przeszli przestrzeń od południa i pierwsi osiągnęli Warszawę.

 Jakże straszny widok przedstawiał się oczom żołnierzy !

Zdawało się, że to koszmarny sen tylko, z którego lada chwila można się będzie zbudzić.

Wiedzieli, że Warszawa jest zniszczona.

Z punktów obserwacyjnych czteromiesięcznego frontu można było  zobaczyć nieliczne fragmenty zniszczonej stolicy.

Ale nikt nie mógł przypuszczać, żeby aż strasznie była okaleczona.

Zdawało się, że z tych ruin nic się nigdy nie podniesie, że nie ma siły dość wielkiej, by dźwignąć z gruzów na nowo piękne miasto.

Widziałem żołnierzy, nawet nie Warszawiaków, którzy patrząc na te straszliwe spustoszenia łzy mieli w oczach.

Pięści same się zaciskały wokół kolb karabinowych.

Kilkunastu w różnych miejscach spotkanych maruderów niemieckich rozstrzelano na miejscu, bez pardonu.

Żadna siła nie byłaby zmusiła żołnierzy do darowania im życia.

Zbyt wielką była wściekłość na brunatnych barbarzyńców.

BIAŁO – CZERWONA CHORĄGIEW NA WIEŻY KOŚCIELNEJ

Na Placu Zbawiciela chór. Witold Miszkinis wyrwał z auta białoczerwoną chorągiew i po schodach dostał się do wnętrza wieży kościelnej.

Z zapartym tchem obserwowali jego koledzy iście akrobatyczne sztuki oficera, który dostawszy się nareszcie na wieżę zawiesił na niej biało – czerwoną chorągiew.

Powitano to z wielką radością i hucznymi oklaskami.

Jednostki I – szej Armii pomaszerowały dalej na zachód za uciekającymi Niemcami.

Postój wypadł w okolicach Pruszkowa.

Dziwny to był postój.

Nie było zwykłych nabierań, ani śmiechu i radości, że nareszcie nadszedł ten tak bardzo upragniony dzień marszu naprzód.

Zbyt wielkie wrażenie wywarła tragedia Warszawy.

A na drugi dzień w czasie defilady przed najwyższymi przedstawicielami państwa, przed Prezydentem Bierutem, premierem Osóbką – Morawskim i Naczelnym Dowódcą gen. broni Rolą – Żymierskim Warszawa szalała ze szczęścia i pomimo mrozu i zimnego wiatru od samego rana tłumy stały na ruinach i zgliszczach Alei Jerozolimskich.

Biły brawa i wznosiły okrzyki na cześć maszerujących.

Ci, wygnani z Warszawy wierni jej mieszkańcy, przymusowo zamieszkali w podwarszawskich miejscowościach witali wojsko polskie i Polskę, która przybyła w aureoli sławy wojennej, by ich oswobodzić.

T. JACEK ROLICKI.

 

W ZWIĄZKU Z 72. ROCZNICĄ WYZWOLENIA WARSZAWY

KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP)

WRAZ Z CAŁĄ WSPÓŁCZESNĄ, PATRIOTYCZNĄ, POLSKĄ LEWICĄ SOCJALNĄ

SKŁADAJĄ UROCZYSTY HOŁD

BOHATERSKIEJ I NIGDY NIEUJARZMIONEJ PRZEZ BESTIALSKIEGO, HITLEROWSKIEGO OKUPANTA STOLICY

Ryszard Rauba, Komunistyczna Partia Polski

Łódzka rewolucja czerwcowa

1012128_562018157184139_1060482276_n

Dziennik Trybuna napisał na FB: Najważniejszym dla Łodzi wydarzeniem doby rewolucji było z pewnością Powstanie Łódzkie, trwające od 22 do 24 czerwca. To wtedy sponiewierane masy ludności spontanicznie rzuciły się do walki z caratem — z wojskiem i policją — budowano barykady i mimo przewagi liczebnej i technicznej wroga, próbowano stawić mu opór. Walczono o wolność i godność. Istotnym impulsem do rozpoczęcia walk była wiadomość o śmierci robotników żydowskich, ranionych przez wojsko kilka dni wcześniej. Pogłoska mówiła, że władze pochowały ciała nocą w tajemnicy, bo obawiały się masowej demonstracji na pogrzebie. To wtedy robotnicy niemieccy, polscy i żydowscy wystąpili solidarnie. Tak walczyła wielokulturowa Łódź.

Zapraszając na uroczystości do Łodzi 22 czerwca.

22 czerwca 1905 roku wybuchło w Łodzi powstanie robotnicze, zwane czerwcowym, które rozpoczęło się szturmem robotników na ul. Wschodniej na kompanię piechoty i pół sotni Kozaków. W nocy 22/23 czerwca do pacyfikacji skierowano 6 pułków piechoty, 2 pułki kawalerii oraz 1 pułk Kozaków. Robotnicy wznieśli ponad 100 barykad. Najcięższe i krwawe walki toczyły się głównie na trzech ulicach Wschodniej, Północnej i Południowej, szosie rokicińskiej i w parku Źródliska. Zginęło ok. 160 osób. Ostatnie barykady padły na Wschodniej i w Źródlisku.

1 grudnia 1905 roku papież Pius X potępił łódzkich robotników.

10 października 1906 roku wyrokiem sądu polowego skazano na śmierć 5 robotników, a ich śmierć stała się impulsem do protestów prawie 70 tysięcy robotników.

Rok 1905 był ogólnie rokiem masowych strajków robotniczych w całym Imperium Rosyjskim.

Źródło: Trybuna, Wikipedia