Jedno łączy władzę i opozycję – dążenie do utrzymania przywilejów kapitalistycznej klasy politycznej

Parlamentarzystów PiS, PO, PSL, a także większość klubu tzw. „lewicy” (posłowie SLD oraz Wiosny) zjednoczył projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w zakresie wynagradzania osób sprawujących funkcje publiczne oraz o zmianie ustawy o partiach politycznych – czyli podniesienia wynagrodzeń prezydenta, premiera, ministrów, a także parlamentarzystów.

Poseł i senator, po wprowadzeniu nowej ustawy zarobią 12 i pół tysiąca złotych miesięcznie tj. o 4,5 tys zł więcej, co oznacza wzrost uposażenia o 58%. Pierwsza dama, w ramach pełnienia „funkcji reprezentacyjnych” miałaby otrzymywać 18 tys. miesięcznej pensji.

Projekt ustawy zwiększa również dotacje dla partii politycznych, nie wprowadzając jednak wymogów dodatkowego rozliczenia się z ich wykorzystania. W uzasadnieniu ustawy jej autorzy jako cel przedstawili „podjęcie próby urealnienia wynagrodzeń wypłacanych osobom pełniącym funkcje publiczne”.

Parlamentarzyści zadrwili ze społeczeństwa. Obecnie 2/3 pracujących zarabia poniżej średniej krajowej, wynoszącej ok. 5,3 tys zł brutto. Płaca minimalna, ze względu na kryzys, ma wzrosnąć w przyszłym roku jedynie o 200 zł, do 2800 zł., a nie obiecywanego przez rząd poziomu 3 000 zł. W wielu branżach, w tym budżetówce, zarobki są od dłuższego czasu zamrożone lub rosną bardzo wolno. Nauczyciele czy pielęgniarki nie mogą liczyć na podwyżki. Najniższa emerytura wynosi 1200 zł brutto, a zapowiadana na przyszły rok rewaloryzacja nie zwiększy znacząco jej poziomu.

Ponownie najbiedniejsi poniosą koszty kryzysu, ponieważ kapitalistyczni politycy zawsze mogą „urealnić” swoje zarobki.

Okres przedwyborczy obfituje w polityczne przetasowania

Okres przedwyborczy obfituje w polityczne przetasowania. Pojawiła się nowa koalicja, którą część komentatorów uważa za nadzieję na odbudowę lewicy. Wystarczy jednak spojrzeć na to jakie siły ją tworzą aby pozbyć się złudzeń.

Sojusz Lewicy Demokratycznej to partia, która miała już okazję rządzić i działała wówczas w interesie kapitalistów. Liberalizowała prawo pracy, przeprowadzała cięcia socjalne oraz odpowiadała za zaangażowanie Polski w imperialistyczne agresje. Jej obecna lewicowa retoryka to jedynie wynik spadku poparcia i znaczenia. Liderzy SLD liczą, że wszystkie szkody, które wyrządzili ukryją pod kilkoma ogólnikowymi sloganami.

Wiosna jest ugrupowaniem pełniącym jedynie rolę sztabu wyborczego jej lidera – Roberta Biedronia – postpolitycznego celebryty, który w swoich wypowiedziach odwołuje się do szeroko pojętej „postępowości”. Ma ona głównie charakter obyczajowy. W sferze społeczno-ekonomicznej Wiosna nie ma jasnego stanowiska. Stoi za nią zarówno lokalny biznes, zwolennicy polityki w stylu prezydenta Francji Emanuela Macrona, jak również grupa socjaldemokratów. Żadna z tych grup nie jest nawet zbliżona do reprezentowania interesów ludzi pracy.

Razem, to jeśli chodzi o deklaracje, najbardziej lewicowa z partii zawiązujących koalicję. Oferuje jednak tylko utopijną wizję reformowania kapitalizmu, który może stać się przez to „bardziej ludzki”. W przeszłości Razem wykazywało się tez antykomunizmem, odcinając się od okresu Polski Ludowej, a nawet strasząc pozwami sądowymi za nazywanie ich partii „komunistyczną”. Osoby o bardziej zdecydowanie lewicowych poglądach były z Razem usuwane. Nie można również zapominać, że ugrupowanie to opowiada się za europejskim militaryzmem, popierając między innymi tworzenie armii europejskiej – nowego agresywnego sojuszu militarnego zrzeszającego państwa UE.

Nowa koalicja to powielanie starych złudzeń co do możliwości zmiany społecznej poprzez drobne reformy. Jak pokazali w przeszłości tworzący ją politycy, dyskusyjna jest nawet możliwość wprowadzenia przez nich owych zapowiadanych reform.

W nadchodzących wyborach nie będzie siły reprezentującej interesu ludzi pracy – partii lub koalicji jasno deklarującej klasowy program. Taką siłę musimy dopiero zbudować.

red. 07.08.2019r.

Ile lewicy w lewicy?

Ok. 31% ankietowanych w sondażu Millward Brown w zapotrzebowaniu na zmiany, jakie powinny zajść w naszym kraju, jak ma wyglądać przyszła koalicja i kto powinien stanąć na czele ewentualnego rządu koalicyjnego odpowiedziało się pozytywnie za SLD i jego szefem – Leszkiem Millerem. To jest to pozytywny sygnał dla „koncesjonowanej lewicy” oraz powód do dobrego samopoczucia dla Leszka Millera.

Uznanie, iż celem, do którego ma dążyć lewica w Polsce, jest zawarcie koalicji z ugrupowaniem konserwatywno-liberalnym, skompromitowanym dwiema kadencjami rządów sprawowanych w duchu prawicowym, jest moralnie dwuznaczne. W odróżnieniu od Ikonowicza wielu członkom o lewicowych poglądach odpowiada osoba Millera. Zdaniem Ikonowicza SLD pali się do koalicji z Platformą Obywatelską, toteż głoszony zwrot ku lewicy przez SLD jest wybiegiem wyłącznie wyborczym. Niewątpliwie SLD jako partia oraz L. Miller, jako jej lider, mają za sobą nie tyle flirt z liberalizmem, co pełnometrażowy akt cudzołóstwa, który dla lewicy jest grzechem śmiertelnym.

Miłość do Miltona Friedmana było chorobą, która niczym dżuma objęła swoim zasięgiem większość liderów socjaldemokratycznej Europy, w tym SLD, którzy wszystkimi możliwymi środkami wyrzekały się jakiejkolwiek wzmianki o kontakt z ideą komunizmu. Aktualnie przypadłość tej choroby w Europie minęła. „Wyższe podatki, sprzeciw wobec prywatyzacji szkół oraz szpitali” ma świadczyć o tym, iż SLD „skręca na lewo”.

Ostatecznie w świecie idealnym, przyszłą koalicję rządową w razie wyborczego zwycięstwa przez SLD powinny tworzyć: nie SLD i PO, a SLD, Ruch Sprawiedliwości Społecznej oraz partie lewicowe, a także ludowe skupione w porozumieniu Społecznym „Zmiana”.

oprac., J. Ł. Warszawa 2013-12-13

Potrzebna od zaraz – nowa lewica!

Profesor Maria Szyszkowska opublikowała artykuł o sugestywnym tytule „poplątane kryteria lewicowości” ( „DT” nr 114), w którym wyszczególniła, co jest lewicowością, a co nią nie jest.

Przypomnienie lewicowych zasad jest konieczne, ponieważ w III RP  prawicowość stała się obowiązującą modą. Podobnie jak bezpłodne gadulstwo. Niedawno po zażartej dyskusji Sejm uchwalił, że nie będzie referendum w sprawie pójścia sześciolatków do szkoły. Nie mogłem wyjść ze zdumienia. Kiedy ja miałem lat sześć, moja matka, analfabetka, postanowiła posłać mnie do miejscowej szkoły wiejskiej. Kierownik odmówił przyjęcia sześciolatka, ponieważ miał w klasie komplet siedmiolatków. Było to w roku 1935. Od tamtego czasu minęło 78 lat, sześciolatki w Europie powszechnie chodzą do szkoły, a my wciąż dyskutujemy czy aby nie skrzywdzimy maluchów. Za kilka lat moi prawnukowie staną przed tym samym problemem z tą tylko różnicą, że ich rodzice mają wyższe wykształcenie.

Lewicowiec jest człowiekiem czynu.

Jestem wdzięczny prof. Szyszkowskiej za przypomnienie, że” człowiek lewicy powinien być człowiekiem czynu”. Niewątpliwie jest to najdonioślejsza cecha lewicowca. K. Marks w „Tezach o Feuerbachu” sformułował zdanie, które do dzisiaj nie straciło na aktualności: „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat, idzie jednak o to, aby go zmienić”.

Zmieniać świat, udoskonalać go, czynić bardziej ludzkim – to zadanie dla człowieka lewicy, tej nowej i tej dawnej oraz obecnej.

Pojęcie lewicy (la gauche) powstało w czasie wielkiej rewolucji francuskiej i oznaczało grupę posłów, którzy siedzieli w czasie w czasie obrad po lewej stronie sali i na czoło wysuwali hasło równość (egalite), przez co rozumiano nie tylko polityczną, lecz także społeczną równość obywateli. Pod wpływem „Manifestu komunistycznego” w drugiej połowie XIX stulecia lewicę identyfikowano z marksizmem, z walką klas proletariatu z burżuazją, który to proletariat na drodze rewolucyjnej miał zlikwidować kapitalizm oraz ustanowić socjalizm – ustrój sprawiedliwości społecznej.

Po II wojnie światowej oraz po zakończeniu zimnej wojny porządek świata zmienił się tak bardzo, że tradycyjna, czyli dawna lewica przestała być aktualna. Patronem tej historycznej lewicy był K. Marks. Istotą jej była walka klasowa, celem: uspołecznienie środków produkcji oraz wprowadzenie ustroju socjalistycznego. I chwała autorce, że ponownie podniosła ten problem.

Marks i Kant – patroni nowej lewicy.

Lewica XXI wieku, nowa lewica, kontynuuje tradycje czynnego przeciwstawienia się wszelkim przejawom niesprawiedliwości i dyskryminacji, jednak w przeciwieństwie do tradycyjnej – w polu widzenia stawia jednostkę, a nie zbiorowość. Według prof. Szyszkowskiej patronem tej XXI-wiecznej lewicowości jest Kant. Jego agnostycyzm i traktowanie jednostki jako podmiotu doskonale służy obronie praw wszelkich mniejszości narodowych, religijnych, seksualnych. Wszystko w imię tolerancji dla inaczej postępujących.

Czy jednak można uznać Kanta za jedynego inspiratora lewicowości XXI wieku? Nie. Nie tylko dla tego, że oznaczałoby to zerwanie z tradycyjną lewicą spod znaku Marksa, lecz przede wszystkim dlatego, że wszechogarniające procesy globalizacyjne zamieniają naszą planetę w beczkę prochu i najważniejszym zadaniem nowej lewicy staje się odrzucenie tego zagrożenia na drodze masowych wystąpień.

Historia dowodzi, iż żywiołowe skutki działalności międzynarodowych korporacji oraz hegemonistyczne tendencje wielkich mocarstw mogą być zneutralizowane przez światowy opór mas. Dlatego patronami nowej lewicy powinni być zarówno Kant, jak i Marks.

Nie haseł brakuje, a skutecznego działania.

Lewica polska nigdy nie miała łatwego życia, zawsze podzielona, rozdarta miedzy ideą niepodległości, a internacjonalnym wyzwoleniem społecznym. W czasach PRL, szczególnie w jej końcowym okresie, rządząca partia  pogrążyła się w oportunistycznym praktycyzmie, a opozycyjna lewica  skupiona wokół KOR-u bazowała na kulcie niepodległości, rozumianym jako wyzwolenie spod radzieckiej dominacji. Obecnie na miejscu peerelowskiej biednej stabilizacji nastała niezbyt syta niepewność jutra, co  nie sprzyja lewicy.

Katalog lewicowości sformułowany przez prof. Szyszkowską można uzupełnić oraz poszerzyć, a z niektórymi sformułowaniami polemizować, lecz istota sprawy leży nie w niedostatku teorii, tylko braku właściwej organizacji. Nie haseł nam brakuje, lecz skutecznego działania. Dzisiaj nie ma takiego hasła, które mogłoby porwać masy. Do pewnego stopnia zastępuje je dobra organizacja. Na ogół przyjmuje się, że lewicowe poglądy ma co trzeci Polak, nawet Jadwiga Staniszkis przyznaje się do wrażliwości lewicowej. Lewica jest potrzebna całemu  światu, 7  miliardom mieszkańców naszego globu. Obradująca w Warszawie wielotysięczna światowa konferencja ekologiczna powinna stać się przykładem, jak zwyciężać mamy. Z reprezentowanych w Sejmie partii żadna nie odpowiada w pełni kryteriom lewicowości, choć w każdej z nich znajdują się ludzie lewicy. Ludzie lewicy są prawie w każdym większym przedsiębiorstwie, instytucji czy urzędzie. Są jednak rozproszeni, działają w pojedynkę względnie w małych grupach, skupiają się wokół pojedynczych zadań i po ich rozwiązaniu rozchodzą się. Rzecz jednak w tym, aby zespoły nabrały cechy trwałości oraz przekształciły się w koła nowej lewicy. Docelowo nowa lewica powinna się składać z jądra partyjnego, opracowującego strategię ruchu i wielu luźnych kół realizujących cele strategiczne, a także konkretne zadania terenowe względnie środowiskowe.

Gustaw Majorek, 2013-12-03

PiS atakuje 13 grudnia

Tekst tow. J. Ł. publikujemy ze względu na postulat walki ideowej z polską prawicą, którą to prawica sama wszczyna z lewicą, populistycznie wykorzystując jej hasła bez konkretnego programu reformy systemu socjalnego. Lewica stanowić powinna realną alternatywę dla poprawy losu tysięcy polskich robotników i chłopów.

Jak wynika z głoszonych haseł oraz komunikatów ze strony PIS oraz „Solidarności”, a także „Gazety Polskiej” i jej klubów do 13 grudnia bm. ulicami stolicy w rocznicę stanu wojennego przejdzie protestacyjna manifestacja.

Hasłem organizowanej manifestacji będzie atakowanie rządu od strony socjalnej. „Jesteśmy krajem niewykorzystującym w pełni swych możliwości rozwojowych. Krajem eksploatacji pracowników, niskich płac a także niepewnej pracy. Miejscem korupcyjnych afer i administracyjnych blokad psujących demokrację. Barierą dla naszego rozwoju mogą się stać nowe, zideologizowane projekty przyszłości „Europy”- napisano w deklaracji marszu. Organizatorzy liczą na 10 tyś., uczestników marszu. Trasa marszu ma przebiegać z pl., Trzech Krzyży pod pomnik Piłsudskiego przy Belwederze.

Będzie to już kolejny takowy przemarsz. Przed rokiem Jarosław Kaczyński atakował wrogów polskości oraz przekonywał, iż „nie ma wolności bez polskości”. W tym roku w centrum tego przedsięwzięcia będzie głoszona „prawda” o wielkiej narastającej niesprawiedliwości, coraz gorszej sytuacji pracowników, drobnych przedsiębiorców, tej podstawowej części społeczeństwa, która nie tylko nie jest profitentem rozwoju gospodarczego III RP, ale ma się coraz gorzej– tłumaczył w dniu 26.12.br lider PIS. Nawiązywał do lansowanej ostatnio przez niego tezy o wielkiej biedzie w Polsce, której ojcem według Kaczyńskiego, jest premier Donald Tusk.

Mówił on również bardzo dużo o ”patriotycznym  przesłaniu marszu”, – Jeśli chcemy by naród trwał i był wspólnotą, to musi, to musi być  wspólnotą skonsolidowaną. Podstawą tej konsolidacji musi być sprawiedliwość. Ten marsz jest  również po to by utrwalała pamięć o „Solidarności”, jednym z piękniejszych ruchów społecznych w dziejach świata oraz by trwała pamięć o podniesionej przeciwko narodowi ręce sługusów Związku Sowieckiego, ludzi, którzy wtedy zniszczyli polskie nadzieje– nawiązując do rocznicy stanu wojennego.

Do komitetu honorowego marszu weszli prawicowi dziennikarze, m.in., Tomasz Sakiewicz, Katarzyna Gójska-Kupe,, Jan Pospieszalski, Marcin Wolski, przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda, sympatyzujący z PIS artyści: Katarzyna Łaniewska, Jan Pietrzak, jak również duchowni: abp Wacław Depo, biskup Antoni Dydycz (uważający, iż podawane informacje o pedofilii w Kościele są wyjątkowo agresywnym atakiem na Kościół), biskup Edward Frankowski (stwierdzający demontaż państwa i gospodarki, ale i tradycji rodzinnych poprzez lansowanie związków homoseksualnych, promocje dewiacji, rozwodów, aborcji itp.) czy biskup Stanisław Napierała- gorliwy miłośnik Radia Maryja.

Organizowany przez PiS Marsz z hasłami społecznymi powinien stanowić podstawę do wypracowania jakiego programu socjalnego, aby odebrać monopol w tej sprawie PIS-owi oraz współpracującym znim różnego rodzaju organizacji prawicowych, które poza hasłami nie przedstawiają programów mających na myśli tą część społeczeństwa, która na transformacji kapitalistycznej straciła najbardziej.

J.Ł Warszawa 2013-12-07

1-Szy Maj, a Lewica?

O Święcie Pracy, lewicy i jej kryzysie oraz jej miejscu we współczesnym świecie i w Polsce.

Obchody Święta Pracy 1-Szego Maja w 2012 roku, będą się odbywać w „cieniu” walki PiS, o „beatyfikacje” brata Jarosława Kaczyńskiego, b. prezydent Lecha Kaczyńskiego oraz katastrofy „Smoleńskie”. Wala PiS-u to nic innego jak walka o zdobycie władzy, temu służą organizowane  różnego rodzaju każdego 10dnia miesiąca demonstracje o „katyńską prawdę, a także o przydzielenie TV „Trwam” koncesji na nadawanie swojego programu cyfrowego.

Gdzie jest Lewica, ta konsens jonowana w postaci SLD, jak również uważający się za lewicę „Ruch Palikota”, który jest naprawdę partią „drobno mieszczańską” ?

Po co Komu Dziś potrzebna jest lewica? Gdyby przywódcy tych dwóch ugrupowań uważających się za „Lewicowe” Leszek Miller oraz Janusz Palikot znali odpowiedź, nie wyzywalibyby się od” przestępców” oraz „naćpanej hołoty”, a robili swoje.

1-Szy Maj jeszcze istnieje w kalendarzu. Oznaczony jest kolorem czerwonym, uznawany jest za święto państwowe. Święto Pracy. Dla młodych to już prawie prehistoria oraz egzotyka. Natomiast dla prawicy- komunistyczny skansen, pozostałość po minionym „niesłusznym” systemie. Dla części  „lewicy”, która na ostatnim kongresie PZPR, słowami jej  1-szego Sekretarza Mieczysława Rakowskiego „ Wyprowadzić Sztandar”, zamieniła czerwień na delikatny „róż”. 1-szy Maja to kłopot. Wypada coś zrobić. Ale co?

To prawda, iż cała lewica w  Europie  jest w kryzysie. Rozpoczął się on od pamiętnego referatu Nikity Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR, a dokończony został przez politykę Gorbaczowa oraz rozpadem ZSRR. Lewica tak europejska, jak i polska, straciła program, cele i energię. Jaka siła musi zaistnieć, aby wyciągnąć ją nicości?.

A przecież zdawałoby się, iż lewica ma szansę właśnie teraz kiedy Europa w tym Polska przeżywają kryzys, kiedy państwa tną wydatki, rośnie bezrobocie, kiedy zwiększają się nierówności społeczne, kiedy przyszłość niesie więcej gróźb, niż obietnic dobrego życia.

Niegdyś lewica pod sztandarami komunizmu gromadziła gniew społeczny, budując z niego presję na to aby wymusić na kapitalizmie większe prawa dla swojego bytu, aby praca nie zniewalała człowieka, to przecież tradycyjne przesłanki lewicy.

Kryzys lewicy istnieje obok wzbierającej się fali gniewu ludzi pracy, a więc istnieje dla niej ogrom pracy  uzyskania wpływu na kierowaniem wzbierający się gniewem wyzyskiwanych. Natomiast głoszenie przez SLD „modernizacja” kapitalizmu, czy głoszenie przez „Palikota” hasła „Zero Bezrobocia”, to nic innego jak głoszenie płytkich hasełek” dla zdobycia popularności. Przecież, hasła te w aktualne sytuacji nic nie znaczą i są nie do zrealizowania.

Lewica w tym KPP Krąży. To stan między nostalgią a oportunizmem dnia codziennego. Zamiast projektów zmiany świata, w którym miliony znalazły się na marginesie obserwujemy wyścig liliputów. O kawałeczek władzy, o poprawę swojego szarego życia. Liliputy polityki chcą przecież dołączyć do tych, którzy stali się bogatsi. Chcą się  znaleźć  w świecie cele brytów. Pomaganie im w tym to jest strata czasu i energii. To nic innego jak cena abdykacji lewicy. Dla też 1-szy Maja powinien być dniem

Odrodzenia się Lewicy i jej energii do stania na czele uciskanych, wyzyskiwanych przez kapitalizm, w walce o zmianę świata.

Idźmy  z narodami świętującymi oraz  walczącymi o lepszy świat.

Warszawa 2012-04-29

Józef Łachut

Quo Vadis Lewico?

Ostra krytyka jaką na zaprezentowany ostatnio w Sejmie „Niezbędnik polskiej lewicy” przypuścili Młodzi Socjaliści, młodzieżówki SLD skłania po raz kolejny do refleksji nad kondycją mainsteamowej polskiej lewicy. Wydarzenie to, choć istotne, zostało pominięte przez reakcyjne media w naszym kraju. A jest ono istotne z dwóch powodów. Po pierwsze, jak zostało wyżej wspomniane, skłania do przemyślenia kondycji polskiej lewicy głównego dziś nurtu i dyskusji ideologicznych wewnątrz niej się toczących. Po drugie dlatego, iż jest to cenna inicjatywa zmierzająca do przynajmniej częściowego odkłamania polskiej historii ostatnich dziesięcioleci, historii z uporem i namiętnością fałszowanej przez prawicę od ponad dwudziestu lat. Historii fałszowanej z całkiem dobrym skutkiem, zwłaszcza w kontekście zamętu jakiego dokonują owe przekłamania w głowach ludzi młodych, nie pamiętających Polski sprzed roku 1989 i nie mających porównania. Ale po kolei.

„Niezbędnik polskiej lewicy”, publikacja Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, zaprezentowany przez posłów SLD w tym jego przewodniczącego Leszka Millera został ostro skrytykowany przez młody narybek swej własnej partii a mianowicie przez Federację Młodych Socjalistów. Ukazała się tym samym olbrzymia przepaść dzieląca stary aparat partyjny od młodych działaczy. Otóż młodzieżówce partyjnej nie spodobała się, jak to nazwali, „manipulacja faktami”. „Nie podejrzewając autorów <<Niezbędnika>> o brak podstawowej znajomości historii polskiej lewicy” sami na siebie owe podejrzenia rzucili zapominając, że znakomitą większość historii polskiej lewicy XX wieku stanowią partie komunistyczne, począwszy od PPS-Lewicy a na współczesnej KPP kończąc. I nie były to bynajmniej „ciemne wieki” polskiej historii jak wydaje się wyzierać z opinii Młodych Socjalistów. Opinii wyraźnie już podszytej prawicowym zakłamaniem wpajanym do głów polskiej młodzieży, jak widać skutecznej nawet wobec młodzieży identyfikującej się w jakiś sposób z lewicą. Widoczny brak spójności pomiędzy partią a jej młodzieżówką stał się tym samym bardzo wyraźny, brak jasnej wizji linii ideologicznej partii i brak wychowania własnych, młodych szeregów w duchu socjalistycznym, prawdziwie lewicowym. W takiej sytuacji samo nasuwa się więc pytanie kto w tej sytuacji jest bardziej szczery w swych poglądach, SLD czy jego młodzieżówka. Wydaje się jednak, iż ta druga robiąca przy tym niedźwiedzią przysługę najwyższym szczeblom partyjnym, której strategia polityczna w ostatnim czasie obliczona jest wyraźnie na zjednanie sobie mocno lewicowego elektoratu mającego diametralnie odmienne zdanie o czasach sprzed zmiany ustroju na kapitalistyczny. Także zablokowanie uchwały dotyczącej uczczenia trzydziestej rocznicy śmierci Grzegorza Przemyka jest wyraźnym mrugnięciem okiem w stronę komunistycznego lub chociaż komunizującego elektoratu. Sojusz przy tym próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu- pozostać tzw. „nowoczesną lewicą” wstydzącą się od czasu do czasu swych komunistycznych korzeni oraz, z drugiej strony, pokazać się jako partia tych czerwonych korzeni się niewstydząca, ugrupowanie które zachowuje ciągłość ideologiczną z dawnym PZPR co jest oczywistą nieprawdą. Ugrupowanie Leszka Millera miota się tym samym między dwiema radykalnie odmiennymi koncepcjami a celem takiej strategii jest odróżnienie się od największego obecnie politycznego konkurenta na lewej (czy aby na pewno lewej?) stronie sceny politycznej a mianowicie Ruchu Palikota i związanej z nim nowopowstałej Europy Plus, którym to z lewicowych haseł poza walką o prawa mniejszości nie pozostało już nic. Strategia ta może okazać się jak najbardziej słuszna, gdyż lewicowi wyborcy, rozczarowani Ruchem oraz Platformą Obywatelską, na którą wielu głosowało z obawy przed Prawem i Sprawiedliwością zwrócą się na powrót w stronę Sojuszu przy okazji pójścia do urn w wyborach do europarlamentu i później w wyborach parlamentarnych. SLD może sobie pozwolić na taką strategię także, a może przede wszystkim, dlatego iż brakuje mu konkurenta po lewej stronie, prawdziwie lewicowego adwersaża, który nie ma żadnych wątpliwości co do swojej ideologii i swych komunistycznych korzeni się nie wstydzi. Innymi słowy, konkurenta w postaci partii komunistycznej takiej jak KPP.

Drugą wielce istotną kwestią jest sam fakt opublikowania owego „Niezbędnika”. Fakt ten celowo został przemilczany przez prawicowe media. Celem tego zabiegu jak i całej propagandy prowadzonej od ponad dwudziestu lat jest przede wszystkim ukształtowanie sposobu myślenia pokolenia wychowanego w całości lub prawie w całości w starym-nowym ustroju kapitalistycznym. Całkowite obrzydzenie obrazu komunizmu i lewicy w ogóle ma stworzyć nowego, właściwego Polaka bezrefleksyjnie krytykującego pozytywny wkład lewicy w polską historię a w szczególności dorobek okresu PRL-u. Skutki takiej polityki zaczynają przynosić coraz lepsze efekty gdyż swoista moda na prawicę wśród młodzieży jest coraz bardziej widoczna i niebezpieczna. Odpuszczono sobie przy tym starsze pokolenie uznając jego indoktrynację za niepotrzebną gdyż katolicko-narodowej części tej generacji indoktrynować nie trzeba a pozostałych spisano na straty ponieważ, jak wiadomo nie od dziś, starszych zindoktrynować nieporównywalnie trudniej niż młodych. Tym bardziej więc fakt publikacji takiego „Niezbędnika” jest cenny i mimo wszystko warty poparcia, nawet jeśli kryje się za nim doraźny interes polityczny a nie wszystkie zawarte w nim fakty i opinie są stuprocentowo zgodne z prawdą.

Niezależnie więc od intencji publikujących i reklamujących tę pozycję należy się cieszyć, że lewa noga naszego społeczeństwa nadal istnieje i działa. Być może to, a także inne przyszłe inicjatywy, staną się zalążkiem do odwrócenia niekorzystnych reakcyjnych tendencji występujących w naszym kraju od ponad dwóch dekad. Tendencji, których celem jest wychowanie wzorcowego kapitalistycznego społeczeństwa i poddanie go wolnorynkowej machinie wyzysku. Machinie, którą owe społeczeństwo, nie znając żadnej alternatywy lub ową alternatywę potępiając, bezkrytycznie przyjmie wraz z całym „dobrodziejstwem” tego niesprawiedliwego ustroju. Tendencji, których celem jest stworzenie człowieka pragnącego i celebrującego katolicko-narodowo-imperialistyczny charakter swojego państwa i społeczeństwa w nim mieszkającego. Tendencji, które są drogą donikąd.

El  Compañero

Atos, Portos i Aramis

czyli o trzech muszkieterach polskiej lewicy

Najnowsza inicjatywa znanych od lat polityków szeroko pojętej polskiej socjaldemokracji pod nazwą Europa Plus, której celem jest zdobycie mandatów w przyszłorocznych wyborach euro parlamentarnych odbiła się szerokim echem w mediach i wywołała spory ferment na polskiej tzw. lewicy. Za przyczyną powstania tego nowego tworu politycznego uwidocznił się w pełnej krasie tlący się od dłuższego czasu, coraz bardziej i bardziej, konflikt na lewej stronie polskiej sceny politycznej. Konflikt interesów a także ambicjonalny i personalny nie zaś konflikt ideologiczny.

Otóż 12 kwietnia na specjalnie zorganizowanej w Warszawie konferencji prasowej trzej weterani polskiej polityki: Aleksander Kwaśniewski, Marek Siwiec i Janusz Palikot jako liderzy nowo powstałego bytu politycznego zaprezentowali wojewódzkich koordynatorów swojej formacji rozpoczynając tym samym powoli ofensywę propagandową, której celem jest przekonanie jak największych mas, przede wszystkim tej części elektoratu, który rozczarowany jest nieudolnymi rządami Platformy Obywatelskiej a także poczynaniami skostniałego do granic możliwości SLD. Trzech liderów łączy przy tym przede wszystkim wspólnota interesów, każdy z nich bowiem ma w tym bowiem swój partykularny biznes a także jeden wspólny cel o charakterze ambicjonalno-personalnym.

Na przewodnią twarz tego projektu wysuwany jest były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Polityk ten, cokolwiek by o nim nie sądzić, doświadczony w politycznych bojach znajduje się od 2005 roku na politycznej bocznicy, na której przebywanie coraz mniej mu odpowiada. Bez wątpienia jest on jeszcze człowiekiem na tyle żwawym, że mógłby i chciałby do życia publicznego, w takim czy innym charakterze, wrócić. Nie jest to jednak możliwe pod sztandarem SLD gdyż konflikt byłego prezydenta z byłym premierem a obecnym (i byłym także) przewodniczącym Sojuszu Leszkiem Millerem jest powszechnie znany. Jak wiadomo łączy ich „szorstka przyjaźń”. Widocznie jednak jest zbyt szorstka by porozumienie było możliwe choć obie strony prezentują przy tym całkiem odmienny pogląd na dalszy kształt lewicy w Polsce. Drugą z osób jest Janusz Palikot, polityk bez wątpienia nadal rozpoznawalny ale szybko się wypalający w ostatnim czasie. Widząc coraz bardziej niekorzystne sondaże Palikot postanowił wziąć udział w budowaniu nowej inicjatywy, swoistego zabezpieczenia dla swojej własnej osoby przeczuwając zapewne klęskę Ruchu jego imienia w kolejnych wyborach parlamentarnych. Licząc na ewentualny sukces Europy Plus liczy zapewne przy tym na bezbolesną ewakuację z tonącego okrętu jakim jest jego własna partia. Trzecim z liderów jest Marek Siwiec, człowiek któremu w ostatnim czasie było widocznie już za ciasno w SLD i nie po drodze z wszechwładnym Leszkiem Millerem i być może również starą gwardią go otaczającą, na którą składają się tacy ludzie jak choćby Józef Oleksy a do której zapewne należą także inni, nieobecni na piedestale od lat politycy Sojuszu, a którzy mogą znów się, także medialnie, uaktywnić. Przeczuwając być może rychłą marginalizację swojej osoby i niskie miejsce na liście wyborczej w eurowyborach 2014 a co za tym idzie iluzoryczne szanse na mandat europosła postanowił, podobnie jak Palikot choć z innego powodu, ewakuować się z okrętu, na którym nie jest mu już wygodnie.

Oprócz powyższych osobistych powodów utworzenia nowej formacji tych trzech muszkieterów polskiej „lewicy” łączy jeszcze jeden, wspólny cel. Tym celem jest Leszek Miller. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że żaden z przywódców Europy Plus nie darzy szefa SLD sympatią i z niekłamaną przyjemnością zmarginalizowałby go politycznie czy mówiąc bardziej kolokwialnie- dokopałby mu. Przy tym zarówno jedna jak i druga strona nie ma zamiaru ustąpić nawet o krok choć obie stosują całkiem odmienną retorykę. Liderzy Europy Plus stawiają na puste hasła o współpracy, której w rzeczywistości wcale nie chcą i postawa Leszka Millera jest dla nich jak najbardziej na rękę. On sam zaś postawił na pójście swoją drogą, bez ugrupowania Kwaśniewskiego, Palikota i Siwca. Przy tym spór ambicjonalny toczący polską eurolewicę są już tak bardzo widoczne,  że niewiele już brakuje do wybuchu otwartej wojny między tymi formacjami, której wyrazem będzie pewnie polityka czarnego PR-u prowadzona przez obie strony podczas przyszłorocznej kampanii wyborczej. Polska tzw. lewica głównego nurtu przeżywa w ten sposób tę samą chorobę, na którą cierpiała prawica w latach 90-tych polegającą na rozdrobnieniu i wzajemnym zwalczaniu się. Po latach chaosu na prawicy doszło do zjednoczenia większości środowisk pod logo Prawa i Sprawiedliwości. Czy do podobnej sytuacji dojdzie kiedyś na lewicy czas pokaże.

Bez żadnych jednak wątpliwości między tymi dwoma lewicującymi bytami politycznymi nie ma i nie będzie sporu ideologicznego gdyż polska „lewica” od dawien dawna wyprana jest ze wszystkich lewicowych ideałów i jest tylko i wyłącznie wspólnotą interesów grupy politycznych weteranów. Nawet jeśli podnoszone będą pewne hasła ukazywane jako sporne to będą to sztuczne spory o rozwiązanie spraw, w które sami przywódcy obydwu ugrupowań sami nie wierzą i rozwiązać nie chcą w żaden sposób, w szczególności zaś nie w myśl lewicowych ideałów.

Nie ulega wątpliwości, że podział ten osłabi lewą stronę jeszcze bardziej zapewniając dalszą supremację środowiskom prawicowym, PO i PiS. Ile procent poparcia otrzyma jedna i druga strona tego sporu i kto kogo wyprzedzi czas pokaże. Pewne są natomiast dwie rzeczy. Po pierwsze w takim czy innym układzie będzie to garstka wyborców ponieważ na wybory do euro parlamentu chodzi zaledwie ok. 20% wyborców a w obecnej sytuacji kryzysu w UE i ogólnego nią rozczarowania więcej nie będzie. Po drugie na kanwie tego sporu szeroko otwierają się drzwi dla partii prezentujących prawdziwie lewicowy program wyborczy takich jak KPP i zagospodarowania rozczarowanego lewicowego elektoratu, którego w Polsce jest więcej niż niejeden mógłby przypuszczać.

El Compañero

Związki, związki, związki. Bynajmniej nie z lewicą

W ostatnich tygodniach mamy do czynienia z operą mydlaną na temat tak zwanych związków partnerskich, których legalizacja stała się priorytetem dla wielu polityków z różnych opcji politycznych zasiadających w Sejmie. Abstrahując już od tego czy projekt legalizacji tego typu związków jest słuszny, czy też nie, warto byłoby zadać sobie pytanie czy zajmowanie się tego typu kwestią jest rzeczą słuszną, potrzebną i zmieniającą cokolwiek w życiu przeciętnego Polaka.

Zostawmy w tym momencie Platformę Obywatelską gdyż jako partia liberalnych eurofilów (nie licząc sporego aczkolwiek nie aż tak wcale przesadnie licznego i raczej demonizowanego przez media skrzydła konserwatywnego tej partii firmowanego przez Jarosława Gowina) jest skłonna poprzeć prawa mniejszości i skupmy się na partiach tzw. lewicowych (a raczej należałoby powiedzieć „eurolewicowych”) mających reprezentację w polskim parlamencie.

Choć temat jest dość wyświechtany to jednak niepokojącym jest fakt, iż wśród polskich elit politycznych nie ma żadnej partii reprezentującej interesy ludzi pracy, tak robotników jak i inteligentów. Dla polskich, nazwijmy to umownie, lewicujących na swój sposób partii szczytem lewicowości stała się bowiem walka o prawa mniejszości seksualnych. Przy tym polska „lewica” spod sztandarów SLD i Ruchu Palikota absolutnie zapomniała o sprawach bytowych niższych klas społecznych stając się klasycznymi partiami interesu, partiami których jedynym celem jest zdobycie władzy.

Brak zainteresowania sprawami bytowymi gros polskiego społeczeństwa jest dla tych partii niezwykle wygodny gdyż dzięki temu mogą liczyć na poparcie co bogatszych obywateli, których pieniądze wydatnie wzmacniają kasę partyjną. Skupienie się na sprawach materialnych w taki sposób jaki robi to Komunistyczna Partia Polski jest dla tych jak najbardziej kapitalistycznych i w gruncie rzeczy liberalnych w swoim gospodarczym programie partii wielce niekorzystne ponieważ wspomniane co bogatsze jednostki przestałyby owe ugrupowania wspierać.

Ani SLD, ani Ruch Palikota nie mają interesu w zmianie gospodarczego status-quo a wręcz widzą w niej zagrożenie dla obecnego, korzystnego także dla nich samych układu. Obydwa te stronnictwa, pełne ludzi zamożnych a w związku z tym absolutnie niezainteresowanych losem biedniejszych klas społecznych, zapewne nie zmienią się.

I tu właśnie otwiera się przestrzeń dla partii autentycznie lewicowej takiej jak Komunistyczna Partia Polski. Mówienie o rzeczywistych, a nie wyszukiwanie wydumanych problemów ludzi pracy, wskazywanie bez hipokryzji na przyczyny bieżącej sytuacji materialnej dołów społecznych oraz znajdowanie prostych i skutecznych metod jej poprawy, to jest program, który może zwrócić społeczeństwo w stronę autentycznej lewicy.

Duża jego część jest bowiem rozczarowana burżuazyjnymi ugrupowaniami, które w ofercie mają co najwyżej znakomicie rozwinięty marketing społeczno – polityczny, stanowiący listek figowy skrywający ruinę gospodarczą do jakiej doprowadzają Polskę. Ten właśnie niezagospodarowany elektorat na swoją stronę próbuje przeciągnąć w ostatnim czasie SLD, ale biorąc pod uwagę zarówno nastroje społeczne jak i mniej lub bardziej miarodajne sondaże, raczej nikogo pustym, „komunizującym” gestem ustanowienia roku 2013 rokiem towarzysza Edwarda Gierka ta partia nie skusi.  Tak samo elektoratu nie skusi ostentacyjne manifestowanie otwartości wobec mniejszości seksualnych.

A co do samych związków partnerskich, to kolejne przygotowywane przez PO projekty pokazują to co w gruncie rzeczy od dawna wiadomo a mianowicie: jeśli jakieś głosowanie przebiegło nie po myśli potężnych lobby unijnych należy zagłosować jeszcze raz aby dane prawo, mówiąc kolokwialnie, przepchnąć. Podobny los spotkał niedawno ustawę w sprawie GMO. Natomiast jeśli chodzi o kwestię związków partnerskich to oprócz tego, że polskie społeczeństwo ma inne, ważniejsze problemy to na dodatek jest nadal dość konserwatywne. W związku z tym zdecydowanej większości ludzi nie przeszkadza fakt, że aby zyskać pewne przywileje należy zawrzeć chociaż ślub cywilny. I dlatego prawo do zawierania formalnych związków partnerskich także przez osoby heteroseksualne należy traktować raczej jako zasłonę dymną dla legalizacji związków homoseksualnych. Ustawę, której przeforsowanie jest priorytetem dla lobby homoseksualnych mających oparcie w ideologii Unii Europejskiej. Kolejną ustawę, która w żaden sposób nie poprawia materialnego bytu niższych klas polskiego społeczeństwa.

El Compañero