Rocznicę Manifestu PKWN uczcili w Bydgoszczy

22 Lipca 1944 roku to jedna z zapomnianych dat w historii Polski. W tym roku główne obchody Święta Odrodzenia Polski odbyły się w Bydgoszczy. Rocznicowym uroczystościom towarzyszyła konferencja, której głównym tematem były skutki dekomunizacji w krajach Europy Wschodniej.

Bydgoskie obchody to zasługa determinacji miejscowych działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej, którzy z determinacją od wielu lat je organizują. Nie jest to łatwe w obecnych realiach politycznych, problemem jest nawet wynajęcie sali na tak „wrogą ideologicznie” imprezę. Ostatecznie swojej siedziby udzielił na potrzeby organizatorów konferencji bydgoski oddział Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, instytucji mającej piękne lewicowe tradycje.

Upór bydgoskich socjalistów w sprawie upamiętnienia Lipcowego Święta wynika z tego, że wierzą oni w aktualność idei zawartych w Manifeście Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. – Jesteśmy przekonani, a dowiodła tego rzeczywistość Polski przez ostatnie 74 lata, że tylko przyjęcie i realizacja norm etycznych socjalizmu gwarantuje możliwość postępu społecznego, sprawiedliwości, godnego życia przez każdego Polaka. A tylko tak odczytujemy dziś ideały Manifestu PKWN – powiedział na rozpoczęcie obchodów lider bydgoskiej organizacji PPS Jerzy Kołomyjec.

Główna dyskusja panelowa w trakcie konferencji poświęcona była procesom dekomunizacyjnym na Ukrainie, w krajach bałtyckich i w Niemczech. Jacek C. Kamiński z Porozumienia Socjalistycznego zwrócił uwagę na tragiczne skutki tego przedsięwzięcia na Ukrainie. – Brutalnie forsowana przez siły zwycięskiego Euromajdanu dekomunizacja, mimo silnych protestów znacznej części społeczeństwa ukraińskiego, stała się jedną z przyczyn krwawej wojny domowej w tym kraju – podkreślił. Małgorzata Kulbaczewska-Figat z portalu Strajk.eu omówiła mechanizmy dekomunizacji w krajach bałtyckich, które prowadzą w konsekwencji do gloryfikacji krwawych praktyk tamtejszych „żołnierzy wyklętych” i przemilczania udziału hitlerowskich kolaborantów w Holokauście. – Na Litwie, Łotwie i w Estonii przyjęto w istocie zasadę, że walka z „sowiecką okupacją” przekreśla wszelkie wcześniejsze winy – zauważyła. Gość z Niemiec Norbert Kollenda, dziennikarz gazety „Sozialistische Zeitung”, skoncentrował się na ekonomicznym aspekcie niemieckiej dekomunizacji. – Tylko 5 proc. sprywatyzowanego majątku narodowego byłej NRD trafiło w ręce jej obywateli, resztę przejęli Niemcy z Zachodu i kapitał zagraniczny. Zachodni Niemcy objęli wszystkie kluczowe stanowiska we Wschodnich Niemczech. Oni nami rządzą – ubolewał.

Problem postrzegania przez Rosjan kampanii wymierzonej w pomniki i cmentarze Armii Czerwonej w Polsce omówił redaktor naczelny portalu Strajk.eu Maciej Wiśniowski. Zwrócił uwagę na to jak bardzo negatywne skutki dla Polski przyniesie taka barbarzyńska polityka. – Rosjanie nam tego nie zapomną, bo dla nich pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej to świętość, podstawa narodowej tożsamości – przestrzegł.

Autorzy książki „Wszystkich nas nie spalicie”, poświęconej sprawie warszawskiej reprywatyzacji – Piotr Ciszewski i Robert Nowak – poruszyli m.in. wątek tej kwestii związany z szeroko pojętym procesem dekomunizacji. – Cały naród po wojnie odbudowywał swoją stolicę, to był wielki wysiłek polskiej klasy pracującej, a teraz nieliczna grupa usiłuje zawłaszczyć wypracowany przez nich wspólny dorobek. To próba odwrócenia historii – zwrócił uwagę Robert Nowak.

Po południu uczestnicy konferencji i mieszkańcy Bydgoszczy złożyli kwiaty pod pomnikiem Wolności, który upamiętnia wyzwolenie miasta przez żołnierzy radzieckich i polskich w styczniu 1945 roku oraz jego powrót do Polski 20 stycznia 1920 roku. Uroczystości towarzyszyło odegranie hymnu narodowego i marszu I Korpusu Ludowego Wojska Polskiego.

Współorganizatorami konferencji były kluby Społecznego Forum Wymiany Myśli z Bydgoszczy, Wrocławia i Warszawy, portal Strajk.eu, Inicjatywa „Historia Czerwona i Czarno-Czerwona” oraz Inicjatywa Czerwonej Róży. W obchodach święta wzięli udział działacze m.in. Polskiej Partii Socjalistycznej, Komunistycznej Partii Polski, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i Porozumienia Socjalistycznego.

J.C.K., 23 lipca 2018 r.

KKE w sprawie antykomunistycznych prześladowań w Polsce

Komunistyczna Partia Grecji potępia oburzające prześladowania, które polskie władze zastosowały wobec profesora. Ten zorganizował na Uniwersytecie Szczecińskim konferencję naukową o marksizmie. 

W roku, w którym przypada 200-lecie urodzin Karola Marksa, policja wkroczyła na teren należący do uniwersytetu i na polecenie prokuratury poszukiwała dowodów, jak twierdziła, potwierdzających prowokacyjne oskarżenie o „promowanie totalitaryzmu”. Są to takie same oskarżenia jakie zastosowano wobec członków Komunistycznej Partii Polski oraz redakcji pisma „Brzask”, których proces trwa już od dwóch lat. Podobne prześladowania dotykają też innych dziennikarzy oraz pism.

Pomimo, że antykomunizm jest wspierany przez Unię Europejską i burżuazyjne rządy, nie uda mu się zwyciężyć. Procesy, prześladowania i fałszywe oskarżenia muszą być potępione przez lud. Prawda, którą głoszą komuniści, nie może zostać zniekształcona, a niezwyciężone idee Marksa fałszowane.

Ręce precz od komunistów i Komunistycznej Partii Polski!

KKE

Nie dać się dekomunizacji

Prezentujemy pierwszy z zapowiadanych referatów zaprezentowanych na konferencji „Dekomunizacja nie przejdzie!”, zorganizowanego przez redakcję „Brzasku”. Maciej Kijowski przedstawił referat p.t. „Nie dać się dekomunizacji”.

Między rezonansem a USG, między badaniem kreatyniny a kretyniną sączącą się z telewizora siadam do komputera, nie mogę bowiem zignorować, pominąć, przemilczeć konferencji „Dekomunizacja nie przejdzie”, której Organizatorów i Uczestników najszczerzej pozdrawiam.
Czym jest dekomunizacja zadekretowana beznadziejnymi przepisami? Jest kolejnym legislacyjnym pisowskim bublem; jest kolejnym objawem tego, że PiS uważa siebie za wszechmocnego i wszechwiedzącego władcę, za depozytariusza prawdy, upojonego wyborczym triumfem, tudzież szaleńczą misją zbawiania RP, Europy i świata; jest kolejną próbą odwrócenia uwagi społeczeństwa od fatalnej opinii, jaką pisowskie państwo cieszy się za granicą, od opłakanego stanu gospodarki, od biedy, bezrobocia, bezdomności, rozpaczy, od kompromitującej klęski PiS-u pokonanego przez czarny protest kobiet; jest wreszcie upokarzającym policzkiem wymierzonym przez dyktatora i jego pomagierów wszystkim tym, którzy budowali Polskę Ludową, którzy żywią wobec niej szacunek i wdzięczność, którzy nie zapominają, skąd przed ponad 70 laty przyszła do Polski wolność. Niepodzielnie rządzący plunęli w twarz milionom Polaków, spoliczkowali i mnie, który wszystko co mam, zawdzięczam Polsce Ludowej i nigdy się tych słów nie wyrzeknę.

Owładnięci nienawiścią władcy kraju nad Wisłą nie popuszczą ani jednej nazwie ulicy, placu, ronda, skweru, mostu, zlustrują przedszkola, szkoły i uczelnie, nie pozostawią ani jednego patrona, który odważył się mieć zbyt postępowe poglądy, nie grzał godzinami kościelnych ławek i na pewno nie poparłby chorej tezy o smoleńskim zamachu. W tym kraju nie ma dla kogoś takiego miejsca, lepiej jest bowiem postawić na łysych osiłków w bezdennie idiotycznej „patriotycznej” odzieży, zionących pogardą do wszystkiego co nieprawicowe, niefaszystowskie, niekatolickie, nieprawomyślne. Szkoły i ulice najlepiej oddać we władanie bandytom z reakcyjnego podziemia, stawianym dziś na piedestale w miejsce autentycznych a splugawionych przez reżim bohaterów. Gang janczarów z IPN gotów jest na każde skinienie dyktatury przynieść na srebrnej tacy kolejne nazwiska i pseudonimy morderców, szeregując ich zapewne – jak Łupaszkę, Ognia czy innego Bartka – według oczywistego kryterium liczby wymordowanych przez nich komunistów, demokratów, Żydów, dzieci czy prawosławnych. Narzucając narodowi przymusowy kult podziemnych band burżuazyjno-klerykalna władza nie tylko zohydziła pojęcie patriotyzmu lecz przekroczyła pewien nienaruszalny wcześniej próg – kłamstwa, błazenady i głupoty. I nie obciąża to bynajmniej tylko dzisiaj rządzącą klikę, lecz i jej poprzedników z podobno bardziej cywilizowanych partii, za których mogę się tylko wstydzić. Jest i śmieszne i smutne, gdy nałogowi oglądacze telewizorów, zamiast skupić się na sztuce, przyrodzie, sporcie, z wypiekami godnymi dobrego filmu emocjonują się polityczną, brudną grą – jeśli nawet psy wieszają na PiS-ie, to gotowi są smarować miodem ekrany, jeśli tylko pojawi się na nich jakakolwiek gadająca głowa z PO, PSL, SLD czy KOD, byle tylko dokopała władzy. Czy tak naprawdę domorośli „znawcy” politykierstwa, nieraz wykształceni i pracujący jeszcze w PRL, nie raczą zauważyć, że w jednoznacznie negatywnej ocenie Polski Ludowej, w wychwalaniu słusznie wyklętych katów i antyrosyjskim przypochlebianiu się Ukrainie, rzekomi „opozycjoniści”, jeszcze pojękujący po utracie władzy a już czujący szansę na ponowne dorwanie się do koryta, niczym ale to niczym nie różnią się od PiS-u?! Szczególnie odrażające jest dla mnie postępowanie SLD; nie rozwijam nawet tego skrótowca, bo z lewicą partia ta nie ma nic wspólnego, a w wysługiwaniu się klerowi, odcinaniu od osiągnięć PRL, brataniu z wielkim kapitałem, pomiataniu polsko-radzieckim sojuszem, gardzeniu prostym człowiekiem nie ma sobie równych.

Nie bez racji wspomniałem o Ukrainie, marionetce imperialistycznych mocodawców, pochłoniętej bałwochwalczym zapatrzeniem w „legendę” band UPA i jej wodza. Tym kim Poroszenko jest dziś dla decydentów z Waszyngtonu i Brukseli, tym był jego ulubieniec, zwyrodniały faszysta Bandera dla Hitlera, gardzącego nim niczym chwastem, przybłędą, szczurem, którym był w istocie. Zastanówmy się przez chwilę, jak upokarzające jest dla kraju nad Wisłą podsycane sztucznie przez Zachód „pojednanie” z Ukrainą. Jak można „jednać” się z państwem, którego aksjologiczną podstawą jest kult zwyrodniałych brudnych band istniejących nie tylko po to, by mordować Polaków, ale i Ukraińców, którzy choćby przez chwilę wahali się, czy udzielić pomocy upowcom? Jak już wspomniałem, reakcyjne władze w Warszawie zachowały się w ohydny sposób już wtedy, gdy opętały kraj urzędowym kultem polskich zbrodniarzy, nie zawracając sobie głowy tym, co i jak odpowiedzieć na rozpacz tysięcy rodzin, których bliscy zginęli bestialsko mordowani przez NSZ, WiN czy NOW. Kolejny próg przekroczy PiS już wkrótce, budując mauzolea mordercom z UPA czy nadając imiona różnych Hryniów i Stiachów ulicom ogołoconym z nazwisk polskich bohaterów. Kiedy już każde polskie miasto dostanie aleję co najmniej jednego ukraińskiego zbira, łatwiej będzie przekroczyć próg kolejny i neutralne ulice Kwiatowe, Ogrodowe czy Kolejowe przechrzcić na miejsca pamięci im krwawszych tym lepiej zbrodniarzy z Wehrmachtu, SS, Gestapo. Przecież to oczywiste: nie dość, że na klamrach pasów obwieszczali „Gott mit uns” i przyjmowali papieskie błogosławieństwa, to natchnieni wiarą i patronatem Watykanu mordowali bez opamiętania ludzi radzieckich. Czy to nie wystarczy, by stali się bohaterami również dla rządzonego przez PiS kraju żywiącego się wzorowaną na Hitlerze patologiczną nienawiścią do wszystkiego co rosyjskie i radzieckie? Człowiek nazwiskiem bodaj magister Schetyna obwieścił ongiś, że to Ukraińcy wyzwolili obóz w Oświęcimiu (uwaga, reżim nakazuje dziś mówić „Auschwitz” i z zamiłowania do niemieckich nazw polskich miast i po to, by nikt nie śmiał pomyśleć, że mógł być to polski obóz koncentracyjny), a ktoś nie mniej błyskotliwy i obdarzony zapewne nie mniej czarującym uśmiechem wpadł był na pomysł, że Warszawę oswobodzili akowcy. Przecież nikt inny, a już na pewno nie „Polska Armia Stalina”, jak pieszczotliwie nazwali Ludowe Wojsko Polskie ipeenowscy organizatorzy niedawnej wystawy w zamojskim Arsenale.
Przecież Hitler zaczynał podobnie. Z jednej strony obietnice, z drugiej wyniszczenie opozycji, Cyganów, homoseksualistów, Żydów, komunistów i socjalistów. A tak „niewinnie” się zaczęło: ot, kogoś wyrzucono z pracy, innego skrytobójczo, „dla przykładu” zamordowano, strącono niejeden pomnik, spalono miliony książek, ogołocono biblioteki z zakazanej literatury, ulice czy szkoły ponazywano mianami bandytów, z führerem na czele. Czy rzeczywistość naszego kraju, tu i teraz, 80 lat później tak bardzo różni się od hitlerowskich wzorców? Przecież władza gardzi opozycją, wyśmiewa Trybunał Konstytucyjny, homoseksualistów ma za wyuzdanych zboczeńców (w myśl zasady, że pederasta to pedofil, przecież brzmi nawet podobnie), komunistom i socjalistom odmawia prawa do bycia Polakami, Cyganów najlepiej pozamykałaby w gettach i pokazywała w cyrku a Żydów toleruje do tego tylko stopnia, by wmówić światu wierutną bzdurę o tym, jak to niemal każdy Polak ukrywał podczas okupacji minimum 10 starozakonnych pod łóżkiem, a żaden ale to żaden nie podniósł na Żyda nawet kwiatka, nie mówiąc o zabijaniu, a jeśli komuś ręka się omsknęła, był to pewnie członek PPR, a więc nie Polak.

Kto pomstuje na Polskę Ludową najgłośniej? Ano ci wszyscy, którym w PRL powodziło się najlepiej, w tym hołubiony przez ówczesne władze kler, tudzież wcale niemało profesorów, doktorów i innych specjalistów, którym dane było uczyć się i studiować w Polsce Ludowej za darmo, piąć się po szczeblach kariery, z uniżonością odbierać kolejne dyplomy, świadectwa i certyfikaty. Czy słyszał ktoś, by ten czy ów „uczony”, wspierający dzisiejszą władzę swym „autorytetem” i wypisujący bzdurne ekspertyzy za spore pieniądze i na polityczne zamówienie, złożył wszelkie swoje otrzymane od Polski Ludowej godności i zrzekł się wypracowanej wówczas emerytury? Plwać na socjalistyczną Polskę, matkę żywicielkę, zarabiając zarazem na nadanych przez nią tytułach – to gorsze niż hipokryzja. To podłość.

Kraj nad Wisłą stacza się w odmęty kapitalizmu, klerykalizmu, faszyzmu, szowinizmu – wszystkiego, co wsteczne, konserwatywne, prostackie. Niechaj komunizm, ateizm, socjalizm, internacjonalizm stawią czoła dusznemu zaściankowi, bo to one niosą z sobą postęp, świeżość, racjonalizm.

Przeglądam ten tekst przed wysyłką i zauważam, że o państwie, którego jestem obywatelem, nie napisałem ani razu „Polska”. To nie był świadomy wybór, apriorycznie założony przed napisaniem pierwszego słowa. To stan mojego ducha, to ból, który w sercu starzejącego się człowieka rodzi przerażająca rzeczywistość. Przez ponad tysiąc lat Polska trwała, promieniowała na świat, budowała przyszłość aż osiągnęła najwyższy stopień rozwoju, stając się socjalistycznym państwem i społeczeństwem. To była moja Polska, to były najszczęśliwsze lata mojego życia. Dzisiaj mojej Polski już nie ma.

Nie dajmy się, Drodzy Przyjaciele, i nie udawajmy, że skoro represje dotykają nie nas osobiście, nic nam do tego. Przypomnijmy sobie piękne, jakże smutne i jakże prawdziwe słowa skreślone przez pastora Martina Niemöllera w obozie koncentracyjnym w Dachau w 1942 r.:
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Maciej Kijowski