Pisowskie miraże podwyżki płacy minimalnej oraz 13 i 14 emerytury

Po zakończeniu wyborów oraz wyborze Andrzeja Dudy na kolejną kadencję obietnice 13 i 14 emerytury oraz znaczącej podwyżki płacy minimalnej okazują się przedwyborczym mirażem.

13 i 14 emerytura uchwalone przed wyborami przekonały do Andrzeja Dudy wielu starszych wyborców. Nie są one jednak świadczeniem stałym. Ich wypłata w przyszłym roku stoi pod znakiem zapytania, zwłaszcza w obliczu narastającego kapitalistycznego kryzysu. Dla części emerytów 14 emerytura będzie niższa niż oczekiwali. Pełną kwotę otrzymają jedynie ci, którzy dotąd dostawali poniżej 120 % średniej emerytury.

„Wzrost płacy minimalnej z 2600 zł do 2700 nie będzie przesadą” powiedział w rozmowie z „Super Expressem” wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed. Najniższe wynagrodzenie będzie więc od początku 2021 roku wyższe jedynie o 100 złotych. Politycy PiS przed wyborami nie ujawnili tej informacji. Obiecywali płacę minimalna na poziomie 3000 zł w roku 2021 i 4000 w 2023.

Socjalne obietnice partii rządzącej i Andrzeja Dudy to gra pod publiczkę. Prezydent wraz z premierem – banksterem, Mateuszem Morawieckim, podczas kryzysu będzie dbał przede wszystkim o interesy kapitału, a także sektora bankowego. Kolejne tzw. „tarcze antykryzysowe” pokazały kogo zamierza ratować rząd kosztem pracowników czy emerytów.

Myśliwski lex Ardanowski obowiązuje

Andrzej Duda podpisał ustawę zagrażającą bezpieczeństwu ludzi oraz niszczącą środowisko naturalne – ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia zwalczania chorób zakaźnych zwierząt zwaną „lex Ardanowski”.

Umożliwia ona karanie za „zakłócenie polowania”, czyli oddaje las na wyłączność myśliwym Dodatkowo w myśl nowego prawa uzyskają oni możliwość stosowania broni z tłumikami. Patrząc na liczbę wypadków, które myśliwi już obecnie powodują, strzelanie z broni z tłumikiem, czyli bez ostrzeżenia, może przyczynić się do wielu ofiar w ludziach. Ustawa umożliwia polującym wchodzenie na prywatne działki, nawet wbrew woli ich właścicieli. Do odstrzału dzików angażuje również służby państwowe takie jak straż graniczna i policja.

Wszystko to pod pozorem likwidacji epidemii ASF, zagrażającej hodowlom trzody chlewnej. Jednak standardy prowadzenia polowań, brak przestrzegania zasad higieny i beztroska połączona z nieodpowiedzialnością myśliwych już wielokrotnie tworzyły warunki sprzyjające roznoszeniu epidemii. Grupa uprzywilejowanych miłośników zabijania zwierząt bawi się kosztem reszty społeczeństwa, a ich patologiczne zachowania stają się legalne.

Wasalizacja Polski wobec USA

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w USA potwierdziła kurs polityki zagranicznej RP polegający na wasalizacji wobec Stanów Zjednoczonych. Podpisane porozumienie o współpracy obronnej ma przede wszystkim charakter propagandowy.

4,5 tysiąca żołnierzy, którzy docelowo mają znaleźć się w Polsce to element przejmowania dominacji wojskowej nad Europą Środkową i nowego wyścigu zbrojeń. Bazy wojskowe USA mają wymiar bardziej polityczny niż militarny. Stanowią element wzmacniania „wschodniej flanki NATO”, czyli postępowania wojsk amerykańskich na wschód, którego kolejnym etapem będzie zapewne zwiększanie obecności również w państwach bałtyckich, na Ukrainie, w Gruzji i innych krajach byłego ZSRR.

Za podpisanym porozumieniem stoją interesy wielkiego kapitału. Podczas spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem polskiemu prezydentowi zaprezentowano samoloty F-35 – najnowszy produkt koncernu Lockheed Martin. Przeleciały one nad Białym Domem podczas wspólnego spaceru prezydentów. Takie zaaranżowanie wydarzenia dowodzi, że Trumpowi chodziło o pochwalenie się nie przed partnerem w polityce zagranicznej, lecz wasalem, podatnym na sugestię i propagandę.

Po pokazie polskie media zaczęły określać myśliwiec mianem najlepszego rozwiązania dla rozwoju rodzimego lotnictwa. Chwalono nowoczesność oraz wielozadaniowość F-35, zapominając o wymiarze ekonomicznym propozycji.

Lockheed Martin to koncern, który z Polski uczynił centrum swojej działalności w Europie Środkowej. Zawarł z rządem PiS umowę na dostawy systemów rakietowych HIMARS – intratną dla strony amerykańskiej. Koncern uzyskał duże zyski kosztem polskiego przemysłu obronnego.

Pod wpływem politycznych nacisków rząd PiS zakupił zagraniczne rozwiązania, nie domagając się nawet inwestycji offsetowych. Zyski z serwisowania zakupionych systemów również będą trafiać do Lockheed Martin. Dodatkowo wybór amerykańskiego systemu oferowanego jako gotowe rozwiązanie stanowi zagrożenie dla rozwoju polskich technologii.

Podobnie przedstawia się oferta F-35. Strona amerykańska nie udostępni wraz z nim technologii pozwalających na serwisowanie czy wytwarzanie części zamiennych. Polskie zakłady będą wyłączone z procesu dostaw, gdyż Polska nie należy do międzynarodowej sieci współpracy stworzonej przy okazji produkcji i wdrażania F-35. Sugestia włączenia polskich podmiotów do niej nawet się nie pojawiała w kontekście informacji o planowanym zakupie.

Dodatkowo pojawi się konieczność unowocześniania infrastruktury oraz rozbudowy baz lotniczych, na czym również skorzystają amerykańscy dostawcy sprzętu. Lockheed Martin zyska również na szkoleniu załóg nowych maszyn.

Dodać też trzeba, że choć bez wątpienia F-35 jest konstrukcją nowoczesną, cierpi na rozmaite „choroby dziecięce” – usterki techniczne i konstrukcyjne wykrywane tych maszynach kilkakrotnie powodowały ich uziemienie. Nie jest to także myśliwiec przewagi powietrznej – choć niektórzy komentatorzy wychwalający planowany zakup tak go określają – jak starszy F-22, który nie jest oferowany na sprzedaż: jego wyłącznym użytkownikiem jest i ma pozostać lotnictwo USA.

Osobną jeszcze kwestią jest porównanie F-35 z nowymi konstrukcjami rosyjskimi i chińskimi, które – co bardzo prawdopodobne – mogą okazać się znacznie bardziej zaawansowane. Warto zauważyć, że propozycję kupna F-35 odrzuciły Niemcy, które prawdopodobnie zdecydują się raczej zaangażować w projekt nowego myśliwca Airbusa. Francja nawet zakupu F-35 nie rozważała, skupiając się na rozwoju rodzimego Rafale wersji F4. Oba kraje planują wspólnie produkować myśliwiec VI generacji bez udziału Amerykanów – miałby on wejść do służby około 2035 roku.

Zakup myśliwców stanowi ogromne obciążenie dla budżetu państwa, w sytuacji gdy coraz poważniejsze jest niedoinwestowanie służby zdrowia czy systemu edukacji. Według informacji Lockheed Martin, cena jednego samolotu F-35 w przyszłym roku ma wynieść około 80 mln USD. Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak zapowiedział już, że rozważany jest zakup 32 takich maszyn (n.b. właśnie tylu maszyn nie dostanie prawdopodobnie Turcja, ukarana w ten sposób za zakup rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej S-400), realizowany w kilku partiach. Dla amerykańskiego koncernu będzie to ogromny dopływ gotówki i istotny kontrakt.

Prezydencki minister Andrzej Dera zapowiedział, że wydatki na zakup F-35 będą finansowane z dodatkowego funduszu, a nie środków MON, co jest równoznaczne z ogromnym wzrostem wydatków zbrojeniowych.

Zapłacą polscy obywatele potrzebujący dostępu do publicznej służby zdrowia oraz posyłający dzieci do szkół publicznych.

Za imperializmem politycznym idzie więc również ekonomiczny, polegający na kolonizacji dokonywanej przez wielkie koncerny zbrojeniowe, głównie z USA.

Brzask, 18 czerwca 2019