Komu wypłaca się miliardy reprywatyzacji?

 

Z aktualnie ustalonych przedsięwzięć w/s. Dokonywania wypłat z reprywatyzacji w Warszawie, wynika, iż Warszawa uzyska dostęp do rządowego Funduszu Reprywatyzacyjnego co potwierdził też Przewodniczący Senatu.

Stolica ma dostać 600 mln. zł na odszkodowania dla właścicieli nieruchomości przejętych po wojnie przez państwo.

Aktualnie w kolejce oczekuje 3,5 tysiąca wniosków o zwrot gruntów warszawskich z żądaniami, które idą już w miliony złotych.

Nie jest możliwe, by Warszawa w rok czy dwa wypłaciła odszkodowania za ostatnie za ostatnich 68 lat obowiązywania Dekretu skoro nie było to możliwe przez 20 ostatnich lat demokracji – mówił na  Radzie Warszawy w dniu 6.12.bm., Marcin Bojko, dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami  w ratuszu. Sytuacja jest dla miasta bardzo trudna. Ustawa reprywatyzacyjna powinna te sprawy precyzować, a de facto wprowadzając tylnymi drzwiami zrzuca się na miasto całą finansową odpowiedzialność za skutki Dekretu Bieruta i za reprywatyzację nieruchomości i miejskich gruntów, mimo że ów Dekrety był aktem państwowym, a nie samorządowym..

Informacji o skutkach finansowych Dekretu z 1945 r., dokonał opozycyjny PiS. Dyrektor Bajko mówił, iż przez lata stołeczny samorząd spłacał byłych właścicieli samodzielnie. Prawo do finansowych rekompensat mieli jedynie ci z domów jednorodzinnych, względnie działek przeznaczonych pod taką zabudowę. Ich żądania od kilku do kilkunastu milionów złotych były znaczącymi sumami przy 12-13 mld zł., jakimi dysponuje rocznie budżet miasta. Biuro skarbnika podaje, iż w Warszawie wynosi to aż 14 mld zł, co stanowi roczny budżet miasta. Problem odszkodowań pojawił się latem 2011 r., gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że dzielenie dawnych właścicieli na tych z kamienic oraz z willi łamie konstytucję i zobowiązał Sejm do uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej. Po tymże wyroku Trybunału sądy zaczęły natychmiast orzekać, iż domem jednorodzinnym może być też kamienica, a na dużej działce można postawić mały dom. Nakazywały również wypłatę odszkodowań– mówił na wspomnianej naradzie Marcin Bajko. Ustawy nadal nie ma, a w latach 2011-2012 zapadły wyroki nakazujące zwrócenie byłym właścicielom aż 500 mln. zł, W 2013 r., do sierpnia kolejny rachunek sięgnął 644 mln. zł. Tyle, że miasto byłym właścicielom nie płaci, co przyznaje prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Dlatego w 50 sprawach sądy nałożyły na ratusz grzywny – przeszło 57 tys. zł.

Teraz miejscy urzędnicy przekonują, że będzie coraz lepiej. Po miesiącach politycznych zabiegów Warszawa będzie dostawać od 2014 r. z Funduszu Reprywatyzacyjnego 200 mln. zł przez okres do trzech lat. Pieniądze pójdą na spłatę byłych właścicieli. PO obiecywała, iż stanie się to już w tym roku. Prace nad poprawkę do ustawy o komercjalizacji i reprywatyzacji przedsiębiorstw mocno się jednak przedłużają. Zmiana prawa w Senacie została dokonana, a pula pieniędzy na 2014 rok będzie wyższa. 120 mln zł na pokrycie kosztów reprywatyzacyjnych wyłoży również Warszawa.

Przedstawiona suma nie zaspokoi problemów roszczeniowych, których obecnie  jest 3,5 tysiąca. Według wyliczeń Macieja Wąsika, lidera klubu PiS-u miasto ma im zapłacić ok., 8,6 mld zł. Radny przestrzegał przed nadciągającą katastrofą.  Biuro skarbnika poszło jeszcze dalej, informując, iż skala roszczeń, z którymi będzie się musiała się  zmierzyć  Warszawa to aż 14 mld zł. Ile faktycznie będziemy musieli w imię „sprawiedliwości kapitalistycznej” wyłożyć, to dzisiaj nikt nie wie – retorycznie pytał się Marcin Bojko.

Pieniędzy nie wystarczy dla wszystkich. Radni zażądali wobec tego problemu udostępnienia listy wypłaconych odszkodowań. Chcą śledzić, komu ratusz je wypłaci. PiS zaatakował, iż już od lipca domaga się danych od dyrektora Bojki, a ten konsekwentnie tego odmawia, powołując się na tajemnicę danych osobowych. Maciej Wąsik przypomniał, iż radni mają dostęp do informacji niejawnych. Natomiast Maciej Wszyński, szef komisji rewizyjnej w Radzie Warszawy, przekonywał, iż PO też prosi o wgląd do informacji. skończyło się kompromisem: zainteresowani będą mogli kontrolować listę wypłacanych odszkodowań, które zdobędą.

Z powyższego wynika, że z podatków każdego z nas opłaca się roszczeniowców odszkodowań: byłych kamieniczników, kapitalistów, a wszystko, dokonuje się pod hasłem sprawiedliwości. Natomiast nie ma mowy o włożonych kosztach odbudowy, przekazywanych i sprywatyzowanych  majątków, które w okresie powstania były prawie w stu procentach zniszczone.

Opracował, na podstawie protokołu obrad Rady Warszawy, J.Ł, Warszawa 2013-12-07

Potrzebna od zaraz – nowa lewica!

Profesor Maria Szyszkowska opublikowała artykuł o sugestywnym tytule „poplątane kryteria lewicowości” ( „DT” nr 114), w którym wyszczególniła, co jest lewicowością, a co nią nie jest.

Przypomnienie lewicowych zasad jest konieczne, ponieważ w III RP  prawicowość stała się obowiązującą modą. Podobnie jak bezpłodne gadulstwo. Niedawno po zażartej dyskusji Sejm uchwalił, że nie będzie referendum w sprawie pójścia sześciolatków do szkoły. Nie mogłem wyjść ze zdumienia. Kiedy ja miałem lat sześć, moja matka, analfabetka, postanowiła posłać mnie do miejscowej szkoły wiejskiej. Kierownik odmówił przyjęcia sześciolatka, ponieważ miał w klasie komplet siedmiolatków. Było to w roku 1935. Od tamtego czasu minęło 78 lat, sześciolatki w Europie powszechnie chodzą do szkoły, a my wciąż dyskutujemy czy aby nie skrzywdzimy maluchów. Za kilka lat moi prawnukowie staną przed tym samym problemem z tą tylko różnicą, że ich rodzice mają wyższe wykształcenie.

Lewicowiec jest człowiekiem czynu.

Jestem wdzięczny prof. Szyszkowskiej za przypomnienie, że” człowiek lewicy powinien być człowiekiem czynu”. Niewątpliwie jest to najdonioślejsza cecha lewicowca. K. Marks w „Tezach o Feuerbachu” sformułował zdanie, które do dzisiaj nie straciło na aktualności: „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat, idzie jednak o to, aby go zmienić”.

Zmieniać świat, udoskonalać go, czynić bardziej ludzkim – to zadanie dla człowieka lewicy, tej nowej i tej dawnej oraz obecnej.

Pojęcie lewicy (la gauche) powstało w czasie wielkiej rewolucji francuskiej i oznaczało grupę posłów, którzy siedzieli w czasie w czasie obrad po lewej stronie sali i na czoło wysuwali hasło równość (egalite), przez co rozumiano nie tylko polityczną, lecz także społeczną równość obywateli. Pod wpływem „Manifestu komunistycznego” w drugiej połowie XIX stulecia lewicę identyfikowano z marksizmem, z walką klas proletariatu z burżuazją, który to proletariat na drodze rewolucyjnej miał zlikwidować kapitalizm oraz ustanowić socjalizm – ustrój sprawiedliwości społecznej.

Po II wojnie światowej oraz po zakończeniu zimnej wojny porządek świata zmienił się tak bardzo, że tradycyjna, czyli dawna lewica przestała być aktualna. Patronem tej historycznej lewicy był K. Marks. Istotą jej była walka klasowa, celem: uspołecznienie środków produkcji oraz wprowadzenie ustroju socjalistycznego. I chwała autorce, że ponownie podniosła ten problem.

Marks i Kant – patroni nowej lewicy.

Lewica XXI wieku, nowa lewica, kontynuuje tradycje czynnego przeciwstawienia się wszelkim przejawom niesprawiedliwości i dyskryminacji, jednak w przeciwieństwie do tradycyjnej – w polu widzenia stawia jednostkę, a nie zbiorowość. Według prof. Szyszkowskiej patronem tej XXI-wiecznej lewicowości jest Kant. Jego agnostycyzm i traktowanie jednostki jako podmiotu doskonale służy obronie praw wszelkich mniejszości narodowych, religijnych, seksualnych. Wszystko w imię tolerancji dla inaczej postępujących.

Czy jednak można uznać Kanta za jedynego inspiratora lewicowości XXI wieku? Nie. Nie tylko dla tego, że oznaczałoby to zerwanie z tradycyjną lewicą spod znaku Marksa, lecz przede wszystkim dlatego, że wszechogarniające procesy globalizacyjne zamieniają naszą planetę w beczkę prochu i najważniejszym zadaniem nowej lewicy staje się odrzucenie tego zagrożenia na drodze masowych wystąpień.

Historia dowodzi, iż żywiołowe skutki działalności międzynarodowych korporacji oraz hegemonistyczne tendencje wielkich mocarstw mogą być zneutralizowane przez światowy opór mas. Dlatego patronami nowej lewicy powinni być zarówno Kant, jak i Marks.

Nie haseł brakuje, a skutecznego działania.

Lewica polska nigdy nie miała łatwego życia, zawsze podzielona, rozdarta miedzy ideą niepodległości, a internacjonalnym wyzwoleniem społecznym. W czasach PRL, szczególnie w jej końcowym okresie, rządząca partia  pogrążyła się w oportunistycznym praktycyzmie, a opozycyjna lewica  skupiona wokół KOR-u bazowała na kulcie niepodległości, rozumianym jako wyzwolenie spod radzieckiej dominacji. Obecnie na miejscu peerelowskiej biednej stabilizacji nastała niezbyt syta niepewność jutra, co  nie sprzyja lewicy.

Katalog lewicowości sformułowany przez prof. Szyszkowską można uzupełnić oraz poszerzyć, a z niektórymi sformułowaniami polemizować, lecz istota sprawy leży nie w niedostatku teorii, tylko braku właściwej organizacji. Nie haseł nam brakuje, lecz skutecznego działania. Dzisiaj nie ma takiego hasła, które mogłoby porwać masy. Do pewnego stopnia zastępuje je dobra organizacja. Na ogół przyjmuje się, że lewicowe poglądy ma co trzeci Polak, nawet Jadwiga Staniszkis przyznaje się do wrażliwości lewicowej. Lewica jest potrzebna całemu  światu, 7  miliardom mieszkańców naszego globu. Obradująca w Warszawie wielotysięczna światowa konferencja ekologiczna powinna stać się przykładem, jak zwyciężać mamy. Z reprezentowanych w Sejmie partii żadna nie odpowiada w pełni kryteriom lewicowości, choć w każdej z nich znajdują się ludzie lewicy. Ludzie lewicy są prawie w każdym większym przedsiębiorstwie, instytucji czy urzędzie. Są jednak rozproszeni, działają w pojedynkę względnie w małych grupach, skupiają się wokół pojedynczych zadań i po ich rozwiązaniu rozchodzą się. Rzecz jednak w tym, aby zespoły nabrały cechy trwałości oraz przekształciły się w koła nowej lewicy. Docelowo nowa lewica powinna się składać z jądra partyjnego, opracowującego strategię ruchu i wielu luźnych kół realizujących cele strategiczne, a także konkretne zadania terenowe względnie środowiskowe.

Gustaw Majorek, 2013-12-03

PiS atakuje 13 grudnia

Tekst tow. J. Ł. publikujemy ze względu na postulat walki ideowej z polską prawicą, którą to prawica sama wszczyna z lewicą, populistycznie wykorzystując jej hasła bez konkretnego programu reformy systemu socjalnego. Lewica stanowić powinna realną alternatywę dla poprawy losu tysięcy polskich robotników i chłopów.

Jak wynika z głoszonych haseł oraz komunikatów ze strony PIS oraz „Solidarności”, a także „Gazety Polskiej” i jej klubów do 13 grudnia bm. ulicami stolicy w rocznicę stanu wojennego przejdzie protestacyjna manifestacja.

Hasłem organizowanej manifestacji będzie atakowanie rządu od strony socjalnej. „Jesteśmy krajem niewykorzystującym w pełni swych możliwości rozwojowych. Krajem eksploatacji pracowników, niskich płac a także niepewnej pracy. Miejscem korupcyjnych afer i administracyjnych blokad psujących demokrację. Barierą dla naszego rozwoju mogą się stać nowe, zideologizowane projekty przyszłości „Europy”- napisano w deklaracji marszu. Organizatorzy liczą na 10 tyś., uczestników marszu. Trasa marszu ma przebiegać z pl., Trzech Krzyży pod pomnik Piłsudskiego przy Belwederze.

Będzie to już kolejny takowy przemarsz. Przed rokiem Jarosław Kaczyński atakował wrogów polskości oraz przekonywał, iż „nie ma wolności bez polskości”. W tym roku w centrum tego przedsięwzięcia będzie głoszona „prawda” o wielkiej narastającej niesprawiedliwości, coraz gorszej sytuacji pracowników, drobnych przedsiębiorców, tej podstawowej części społeczeństwa, która nie tylko nie jest profitentem rozwoju gospodarczego III RP, ale ma się coraz gorzej– tłumaczył w dniu 26.12.br lider PIS. Nawiązywał do lansowanej ostatnio przez niego tezy o wielkiej biedzie w Polsce, której ojcem według Kaczyńskiego, jest premier Donald Tusk.

Mówił on również bardzo dużo o ”patriotycznym  przesłaniu marszu”, – Jeśli chcemy by naród trwał i był wspólnotą, to musi, to musi być  wspólnotą skonsolidowaną. Podstawą tej konsolidacji musi być sprawiedliwość. Ten marsz jest  również po to by utrwalała pamięć o „Solidarności”, jednym z piękniejszych ruchów społecznych w dziejach świata oraz by trwała pamięć o podniesionej przeciwko narodowi ręce sługusów Związku Sowieckiego, ludzi, którzy wtedy zniszczyli polskie nadzieje– nawiązując do rocznicy stanu wojennego.

Do komitetu honorowego marszu weszli prawicowi dziennikarze, m.in., Tomasz Sakiewicz, Katarzyna Gójska-Kupe,, Jan Pospieszalski, Marcin Wolski, przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda, sympatyzujący z PIS artyści: Katarzyna Łaniewska, Jan Pietrzak, jak również duchowni: abp Wacław Depo, biskup Antoni Dydycz (uważający, iż podawane informacje o pedofilii w Kościele są wyjątkowo agresywnym atakiem na Kościół), biskup Edward Frankowski (stwierdzający demontaż państwa i gospodarki, ale i tradycji rodzinnych poprzez lansowanie związków homoseksualnych, promocje dewiacji, rozwodów, aborcji itp.) czy biskup Stanisław Napierała- gorliwy miłośnik Radia Maryja.

Organizowany przez PiS Marsz z hasłami społecznymi powinien stanowić podstawę do wypracowania jakiego programu socjalnego, aby odebrać monopol w tej sprawie PIS-owi oraz współpracującym znim różnego rodzaju organizacji prawicowych, które poza hasłami nie przedstawiają programów mających na myśli tą część społeczeństwa, która na transformacji kapitalistycznej straciła najbardziej.

J.Ł Warszawa 2013-12-07

Czy zagraża Polsce przewrót totalitarny?

Jakiej  władzy w Polsce Życzy Robert Winnicki?

Kim jest Robert Winnicki, działacz Ruchu  Narodowego?

W wywiadzie dla  „Gazety Wyborczej” w dniu 4  grudnia 2013 roku, Robert Winnicki stwierdził, iż on i jego formacja idą po władzę, czego przedsmak mogliśmy obserwować w dniu obchodów „Niepodległości” 11 listopada br. w Warszawie. Uznał oficjalnie, iż jest on homofobem. Natomiast Holocaustu oficjalnie nie neguje, ale jak stwierdza nie był on dla niego „żadnym szczególnym wydarzeniem”.

Ruch, którego jest aktywnym działaczem, idzie po władzę, po zdobyciu której podpali stos pod polskim lewactwem. Właśnie z buchającym ogniem kojarzyć się miał organizowany przez niego oraz Ruch Marsz Niepodległości. Mogli go doświadczyć mieszkańcy Warszawy na własnej „skórze”.  Marsz co prawda stosu nie zapalił, ale można było sobie popatrzeć na płonącą „Tęczę” na Placu Zbawiciela, która została podpalona przez uczestników marszu.

Oficjalnie odcina się w mediach od wydarzeniach na ul. Ks. Skorupki (Skorupka, bohater wojny z Armią Czerwoną z roku 1920, kierował ogniem w bezbożnych bolszewików będąc natchnionym przez Św. Ducha z polecenia Matki Boskiej) czy pod rosyjską ambasadą. Ale niedługo po jej spaleniu na warszawskiej Agrykoli krzyczał: „Spłonął symbol zarazy! Symbol największego zagrożenia dla Polski- rewolucji lewackiej„.

Tłum wiwatuje. Skanduje „Nie czerwona, nie tęczowa, tylko narodowa”, przeplata się z „Bóg, honor i ojczyzna”. Winnicki spokojny, nie podnieca się. Publiczność nie robi na nim wrażenia. Spokojnie poucza, że nie sztuka jest raz do roku przyjechać do Warszawy oraz pomachać flagą. Z Polakiem trzeba być na co dzień i zapowiada: „Chcemy stworzyć nowy typ Polaka, zorganizowanego, zdyscyplinowanego, takiego, który będzie miał po układane w głowie, ale jednocześnie będzie radykałem przeciwko lewactwu!Człowieka, który się nie boi i twardo stoi na stanowisku narodowym„.

Słowa o  konieczności zbudowania nowego człowieka nie są ani nowe, ani autorstwa Winnickiego. Jako pierwszy postulat taki ogłaszał Alfred Rosenberg, stracony w Norymberdze, zbrodniarz hitlerowski, który w uznawanym  za biblię  nazistów „Micie XX wieku” postulował powołanie do życia nowego typu obywatela wiernego i odważnego, a także zdolnego do poświęceń i przepełnionego miłością do ojczyzny.

Wygłaszał różnego rodzaju mądrzenia na temat gejów. Aby stanąć na podeście w parku agrykolskim, otoczonym przez karne, narodowe wojsko, Winnicki przeszedł długą drogę. Na świat przyszedł w wiosce Skrzydlice  pod Zgorzelcem w rodzinie bez specjalnych niepodległościowych tradycji. Rok temu- wzorem Sławomira Cenckiewicza, który zlustrował własnego dziadka, ujawnił, iż jego dziadek również należał do PZPR, pełniąc funkcje gminnego sekretarza tej partii. Często zarzuca się osobom, które usiłują jednoznacznie rozliczyć się ze swoją przeszłością z członkostwa w PZPR oraz z „komunizmu”, iż nie rozumieją złożonej sytuacji w jakiej znalazły się wtedy miliony ludzi wyjaśnia.- Otóż ja doskonale rozumiem, choćby na przykładzie dziadka, który po przedwczesnej śmierci ojca, wcześniej starszego brata na Syberii, został głową rodziny oraz stanął przed dylematem, gwarancją pracy  była partia. Który pełniąc te administracyjne, partyjne funkcje, łączył je z coniedzielną mszą świętą. Starał się odnaleźć w peerelowskiej rzeczywistości, nie będąc agitatorem, nie łamiąc ludziom kręgosłupów, będąc szanowanym przez lokalną społeczność. Chciał o tym powiedzieć, by ktoś nie zarzucał, iż mierzę się wyłącznie z trudną historią czyimś przodków.

Na studia wyjechał do Wrocławia. Rozpoczął je w 2004 r., których nie jest w stanie ukończyć do dzisiejszego dnia. – Pamiętam jak na pierwszym roku politologii na Uniwersytecie Wrocławskim odbywała się debata przed wyborami do europarlamentu. Był już wtedy mocno radykalny, należał do Młodzieży Wszechpolskiej – wspomina o tym znajomy ze studiów. Spierał się wtedy z przedstawicielem SdPl o kwestie homoseksualizmu oraz związków partnerskich. Strasznie się na temat gejów mądrzył. Szefem Młodzieży Wszechpolskiej, gdy do niej wstępował, Winnickiego, był Radosław Parda, późniejszy wiceminister sportu z ramienia LPR w koalicyjnym rządzie PiS-u i Samoobrony, dziś poza polityką. Ale młodego Winnickiego z tamtych czasów nie pamięta.

Dzisiejszą karierę lidera RN ocenia niechętnie. Winnicki nie kryje bowiem niechęci do starej gwardii z czasów, kiedy organizacją kierował Roman Giertych. Atakują nas za popełnione wówczas błędy, ale nie potrafią się na nich uczyć. Wyborem samego Winnickiego było odcięcie się od starych działaczy oraz niekorzystanie z ich doświadczeń.

Hajlowanie?  Tylko w Żartach.

O błędach chętnie opowiada inny z czołowych wszechpolaków z czasów LPR (dziś także poza polityką): zarzucał nam, iż byliśmy zbyt imprezowi, że pililiśmy za dużo wódki. Ale ostatnie informacje na temat kolegi Winnickiego dowodzą, iż on za kołnierz nie wylewa oraz lubi się zabawić.

Te informacje to upublicznienie relacji z tegorocznych odbywających się na Teneryfie, obchodów XX-lecia istnienia Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej: Wypowiadając się w sprawie głoszonego przez niego teorii antysemickich, stwierdził, iż każda krytyka Żydów jest antysemityzmem. A my uważamy że mamy do niej prawo na przykład, gdy posługując się dla załatwienia doraźnych  interesów posługują się mitologią mówiącą, iż Holocaust był szczególnym ludobójstwem w historii XX wieku, któremu należy się szczególne traktowanie, jakby nie było innych większych. Za krytykę KPP, czy stalinowskiej żydokomuny też można zostać antysemitą.

Lewica jest dla narodowców śmiertelnym wrogiem.

Winnicki nie ukrywa, iż pragnie władzy, że chce  rządzić krajem. Po co?- By Polska przetrwała jako naród: biologicznie, demograficznie, kulturowo. Żeby Polacy byli i żeby byli Polakami. Gdy już władzę zdobędzie, to przystąpi do rozprawy z lewactwem. Lewica, ta kulturowa, obyczajowa w Polsce, w naszej gradacji wrogów, to wróg, największy, śmiertelny – podkreśla – Naszą wizję bezpiecznej  i dostatniej Polski można zrealizować pod jednym warunkiem, zdrowia psychicznego i kulturowego oraz świadomości, iż naród jest wspólnotą, że zachowuje swoją spoistość oraz tożsamość, swój rdzeń religijny, moralny. A to co niesie teraz Nowa Lewica, jest tego zaprzeczeniem, jest największym zagrożeniem.

Bo to, że można być przeciwnikiem i jednocześnie starać się o dobrze płatne miejsce w jej zgromadzeniu, udowodnił już w 2009 r., najbliższy dziś polityczny sojusznik Winnickiego – Artur Zawisza. Startując z pierwszego miejsca warszawskiej listy antyeuropejskiej partii Libertas, zdobył 4174 głosy.

Zapoznając się z tymi wynurzeniami Winnickiego KPP oraz jej młodzieżowa organizacja winny wyciągnąć dla siebie wnioski co do dalszej politycznej pracy przeciwko zagrożeniom, jakie narastają w działalności polskiego ruchu faszystowskiego i nacjonalistycznego.

J.Ł. Warszawa 2013-12-06

Zamach na WTC – zbrodnią rządu USA

Rosyjska stacja telewizyjna Russia Today 8 września 2013 roku wyemitowała materiał, który potwierdza, że atak na World Trade Center (WTC) z 11 września 2001 roku został zorganizowany i zainspirowany przez…. Biały Dom. Innymi słowy rząd Stanów Zjednoczył dokonał zbrodni na swoich własnych obywatelach. 9/11 to początek wdrażania na świecie programu kontroli umysłów, który jest związany z polityką USA „wojny z terroryzmem”.

Źródło: Polska Świadoma

ONZ przeciwko blokadzie Kuby

Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ

przeciwko embargo wobec Kuby!

 

29 października 2013 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję o konieczności zakończenia embarga wobec Kuby nałożonego przez Stany Zjednoczone w 1962 roku.  

Rezolucja została poparta przez przedstawicieli 188 państw członkowskich ONZ. Przeciw głosowały jedynie USA i Izrael, a wstrzymały się zależne od USA państwa Oceanii – Wyspy Marshalla, Mikronezja oraz Palau. Podczas tegorocznego głosowania embargo wobec Kuby potępiła rekordowa ilość państw członkowskich ONZ.

Przedstawiając projekt rezolucji minister spraw zagranicznych Kuby Bruno Rodríguez Parrilla powiedział, że skutki blokady dotykają około 76 procent obywateli Kuby, a straty ekonomiczne będące jej wynikiem sięgnęły 1 tryliona USD. Embargo stanowi też przeszkodę dla rozwoju nowych technologii, Internetu, przepływu osób, wymiany kulturalnej czy rozwoju sportu.

 

Konieczność zakończenia gospodarczego, handlowego i finansowego embarga nałożonego przez Stany Zjednoczone Ameryki na Kubę

 

Zgromadzenie Ogólne,

Zdeterminowani, aby ściśle wspierać przestrzeganie celów i zasad zapisanych w Karcie Narodów Zjednoczonych,

Potwierdzając między innymi zasady suwerennej równości państw, nieinterwencji i nieingerencji w ich sprawy wewnętrzne oraz wolność handlu i żeglugi międzynarodowej, które również są zawarte w wielu instrumentach prawa międzynarodowego,

Powołując się na wypowiedzi szefów państw lub rządów krajów iberoamerykańskich dotyczących potrzeby wyeliminowania stosowania jednostronnych środków ekonomicznych i handlowych przeciwko innym

Stwierdzając wpływ, jaki wywierają na swobodny przepływ w handlu międzynarodowym,

Zaniepokojeni ciągłym głoszeniem i stosowaniem przez Państwa Członkowskie przepisów ustawowych i wykonawczych opublikowanych w dniu 12 marca 1996, znanych jako „prawo Helmsa-Burtona”, których eksterytorialne efekty wpływają na suwerenność innych państw, uzasadnione interesy podmiotów lub osób w ramach ich jurysdykcji oraz wolność handlu i nawigacji,

Biorąc pod uwagę oświadczenia i rezolucje różnych forum międzyrządowych, organów i rządów, które wyrażają odrzucenie przez społeczności międzynarodową i opinię publicznej stosowanie środków o niby o których mowa powyżej,

Powołując się na rezolucje 47/19 z dnia 24 listopada 1992, 48/16 z dnia 3 listopada 1993 r., 49/9 z dnia 26 października 1994 r., 50/10 z dnia 2 listopada 1995 r., 51/17 z dnia 12 listopada 1996 r., 52/10 z dnia 5 listopada 1997 r., 53/4 z dnia 14 października 1998 r., 54/21 z dnia 9 listopada1999 r., 55/20 z dnia 9 listopada 2000 r., 56/9 z dnia 27 listopada 2001 r., 57/11 z dnia 12 listopada 2002 r., 58/7 z dnia 4 listopada2003 r., 59/11 z dnia 28 października 2004 r., 60/12 z dnia 8 listopada 2005 r., 61/11 z dnia 8 listopada 2006 r., 62/3 z dnia 30 października 2007 r., 63/7 z dnia 29 października 2008 r., 64/6 z dnia 28 października 2009 r., 65/6 z dnia 26 października 2010 r., 66/6 z dnia 25 października 2011 r. i 67/4 z dnia 13 listopada 2012 r.,

Obawiając się, że od momentu przyjęcia jej uchwał 47/19, 48/16, 49/9, 50/10, 51/17, 52/10, 53/4, 54/21, 55/20, 56/9, 57/11, 58/7, 59/11, 60/12, 61/11, 62/3, 63/7, 64/6, 65/6, 66/6 i 67/4, podejmowania dalszych działań wzmacniających i rozszerzających ekonomiczną, handlową i finansową blokadę Kuby, a także zaniepokojeni skutkami takich działań dla kubańskiego ludu i Kubańczyków mieszkających za granicą,

1. Zwracając uwagę na sprawozdanie Sekretarza Generalnego w sprawie realizacji uchwały 67/4,

2. Ponownie wzywamy wszystkie państwa, aby powstrzymały się od stosowania przepisów oraz działań o charakterze określonym w preambule do teraźniejszej rezolucji, zgodnie z ich zobowiązaniami wynikającymi z Karty Narodów Zjednoczonych i prawa międzynarodowego, która m.in. potwierdza wolność handlu i nawigacji;

3. Po raz kolejny wzywamy państwa, które kontynuują stosowanie tych przepisów, aby podjęły kroki w celu uchylenia lub unieważnienia ich tak szybko, jak to możliwe, zgodnie z ich systemem prawnym;

4. Zwracamy się do Sekretarza Generalnego, w porozumieniu z właściwymi organami i jednostkami organizacyjnymi Narodów Zjednoczonych, o przygotowanie raportu z wykonania niniejszej uchwały, w świetle celów i zasad Karty i prawa międzynarodowego oraz przedstawienie go Walnemu Zgromadzeniu na 69. sesji;

5. Postanawiamy dołączyć do wstępnego harmonogramu 69. sesji punktu zatytułowanego „Konieczność zakończenia gospodarczych, handlowych i finansowych jednak nałożone przez Stany Zjednoczone Ameryki na Kubę„.

Rząd jeszcze bardziej zależny od kapitału

Donald Tusk w reakcji na spadające notowania swojej partii dokonał rekonstrukcji rządu. Źli ministrowie zostali wymieniani na jeszcze gorszych, a cała zamiana to nic innego jak próba odwrócenia uwagi od problemów ekonomicznych oraz afer korupcyjnych, których bohaterami są politycy PO.

Z rządu odszedł minister finansów Vincent Rostowski, który popadł w konflikt z korporacjami finansowymi, ze względu na krytykę systemu OFE. Jego miejsce zajął Mateusz Szczurek, dotychczas główny ekonomista banku ING. Do władzy doszedł bezpośredni reprezentant interesów wielkich korporacji, który już na starcie zapowiedział, że jest przeciwnikiem likwidacji OFE, a także, że w najbliższych latach nie da się zmniejszyć bezrobocia.

Nominacja Macieja Grabowskiego na ministra środowiska to sygnał, że rząd Donalda Tuska nie ma zamiaru dbać o ekologię. Trudno oczekiwać aby zmiana dokonana podczas trwającego w Warszawie szczytu klimatycznego ONZ, została dobrze przyjęta na arenie międzynarodowej. Maciej Grabowski jest zwolennikiem wydobycia gazu łupkowego, czyli de facto lobbystą koncernu Chevron. Uznaje on doprowadzenie do wydobycia gazu za jeden ze swoich priorytetów, pomimo że protestują przeciwko temu mieszkańcy terenów na których miałoby ono mieć miejsce.

Elżbieta Bieńkowska zastąpiła odchodzącego w atmosferze skandalu ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomira Nowaka. Oficjalnym powodem jego dymisji jest niewykazanie w deklaracji majątkowej drogiego zegarka, który miał być prezentem od żony. Trudno jednak uwierzyć, aby była to jedyna przyczyna. Już wcześniej pojawiały się informacje, że Nowak może być zamieszany w afery korupcyjne, więc możliwe, iż rządzący chcieli się zabezpieczyć przed kolejnymi skandalami. Dokonano rekonstrukcji struktury ministerstwa tworząc Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, mające zajmować się zarówno transportem, jak i budownictwem, gospodarką morską, rozwojem miast, dotacjami z UE na rozwój regionalny i wieloma innymi sprawami. Utworzono super resort o bardzo szerokich kompetencjach. Nie wiadomo jakie będą jego kompetencje, jednak z doświadczeń wiadomo, że tego typu ministerstwa służą głównie promocji prowadzących je polityków.

Zmiany dokonały się w resortach Nauki oraz Edukacji. Nowa minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska, osoba bez większego doświadczenia, obejmuje resort w momencie, gdy narasta spór miedzy władzą a nauczycielami. Kontynuowana jest polityka zamykania szkół przez samorządy, a także pogarszania warunków zatrudnienia pracowników oświaty. Rząd dąży do likwidacji ochrony, jaką daje im Karta Nauczyciela i stara się jak najbardziej skomercjalizować edukację. Być może chodzi więc o odwrócenie uwagi od tych problemów i znalezienie osoby, która w razie problemów weźmie na siebie winę za spadający poziom oświaty.

Zmiany dokonane w Ministerstwie Sportu oraz Ministerstwie Cyfryzacji mają o wiele mniejsze znaczenie. Kuriozalne może wydawać się głównie utrzymywanie drugiego z tych resortów. Istnienie Ministerstwa Cyfryzacji stwarza pytanie czy aby nie chodzi o zagwarantowanie interesów wielkich korporacji również w przetargach związanych z cyfryzacją administracji publicznej.

Zmiany w rządzie to część strategii PO. Nie chce ona zmieniać swojej antyspołecznej polityki, ale jednocześnie widzi spadające poparcie przed zbliżającymi się wyborami. Rozważania nad nowymi ministrami to również sposób odwrócenia uwagi od sporej afery korupcyjnej w którą mogą być zamieszane osoby z szefostwa GUS oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Miały one w zamian za łapówki ustawiać wyniki przetargów na zakup sprzętu i usług teleinformatycznych.

Afery korupcyjne nie ograniczają się tylko do polityków koalicji. Problemy ma również Adam Hoffman, poseł i rzecznik prasowy PiS. CBA skierowało do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez niego przestępstwa. Miał on w deklaracjach majątkowych z lat 2007-2012 zataić część dochodów. Dziennikarze dowiedzieli się, że mogło chodzić o kwoty około 100 tys. zł. Hoffman zrezygnował z członkowstwa w PiS oraz stanowiska rzecznika prasowego partii.

Jak widać w systemie kapitalistycznym, gdy pieniądz staje się najwyższą wartością nie ma miejsca na żadną etykę i uczciwość. Politycy różnych opcji deklarują przywiązanie do zasad, jednak dążenie do bogactwa za wszelką cenę jest czymś co wykracza poza partyjne ramy.

Walka o inkorporację Ukrainy do Unii Europejskiej

Aktualnie w Polsce obserwujemy zażartą „walkę”  o wciągnięcie Ukrainy w orbitę wpływów Unii Europejskiej. W walce tej jak najbardziej osobiście zaangażowane są polskie ośrodki propagandowe, oraz „wybitni” polscy działacze lewicowi w osobach : b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, a także aktualnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. To nic innego, jak walka o wciągnięcia tego kraju pod wpływy kapitału europejskiego, oraz okrążania Rosji z różnych pozycji europejskich.

Fakty te mogą sugerować, iż polscy „lewicowcy” od-„kurzyli” znaną ideologię w tej sprawie z okresu II RP, a szczególnie miłą dla marszałka Józefa Piłsudskiego, który u zarania odzyskania niepodległości w 1918 roku, zamierzał wcielić w życie plan okrążenia wówczas Rosji Radzieckiej, kordonem sanitarnym. Dzisiaj takowy „kordon” wokół Rosji dla kapitału europejskiego mogą odgrywać  na razie takie kraje jak : Gruzja, Mołdawia, a także inne będące w orbicie zainteresowania gospodarczego i militarnego UE oraz USA.

W piątek bm. minął ostateczny termin, jaki został wyznaczony Ukrainie przez  komisarza ds. rozszerzenia UE Stefan Fule przywódcom Ukrainy na podjęcie decyzji o stowarzyszeniu z Unią Europejską.

Kijów nagle zatrzymał przygotowanie do euro integracji oraz rozpoczął rozmowy z Rosją, która proponuje Ukrainie współpracę w dziedzinie gospodarczej.

Symbolem nacisków Moskwy na Ukrainę stało się nałożenia embarga na ukraińskie produkty eksportowane do Rosji w postaci embarga na jeden z najbardziej eksportowany towar do Rosji w postaci czekoladek Irmy Rochen. Natomiast rosyjskie służby celne rozpoczęły skrupulatną kontrolę towarów spożywczych eksportowanych do Rosji z Ukrainy. Została zamknięta granica grania eksportowane do Rosji sery oraz wagony kolejowe. Pokreślić należy, iż Ukraina jest uzależniona od Rosji w surowce dla swojego przemysłu w postaci gazu, ropy naftowej oraz innych surowców dla ukraińskiego przemysłu. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż prawie cała produkcja ukraińska jest eksportowana na olbrzymi chłonny rosyjski rynek.

Premier Ukrainy Mykoła Azarow wprost zarzucił Unii, iż oferowana z jej strony pomoc finansowa Ukrainie w postaci 1 mld euro, to nic innego jak jałmużna dla żebraka w kruchcie. Zarzucił on Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, że w zamian za kredyty zażądał podniesienia opłat komunalnych oraz zamrożenia płac. Tego rodzaju działania nie rozwiążą problemów trudnościowych Ukrainy.

Zdaniem eksperckiej firmy Capital Economics Rosja może pomóc Ukrainie w bieżących problemach, powstrzymując się od blokowania importu (jak w przypadku czekoladek) oraz przyznając kredyty, a zwłaszcza obniżając ceny gazu. Premier ukraiński stwierdził, iż rząd Rosji wstępnie zgodził się na rewizję gazowych kontraktów.

Gazprom rozpoczął budowę serbskiego odcinka gazociągu South  Stream, którym chce transportować gaz na Bałkany oraz do Środkowej Europy przez Morze Czarne, omijając Ukrainę. Po zakończeniu wspomnianej inwestycji, Gazprom będzie mógł zrezygnować z tranzytu gazu do Europy Zachodniej przez Ukrainę, której poniesione z tego powodu koszty Unia Europejska nie zrekompensuje.

FK.Warszawa 2013-11-27

Konwencje POPiS

W dniu 23.11. bm na konwencji partii PiS nastąpiła zmiana w kierownictwie tej partii w postaci, wyboru Antoniego Macierewicza na stanowisko Wiceprezesa tej partii. Nominacja ta, jak wskazują dotychczasowe wypowiedzi samego Macierewicza oraz przewodniczącego PiS Jarosława Kaczyńskiego, wiąże się z możliwością zaostrzenia walki politycznej pomiędzy PO, a PiS. Występując na konwencji J. Kaczyński, w ocenie sytuacji wewnętrznej kraju, stwierdził, iż „Ojcem biedy w Polsce” jest premier oraz przewodniczący PO Donald Tusk. Można stwierdzić, iż  kontynuując dot. oceny sytuacji w kraju, że jeśli Tusk, jest ojcem biedy w Polsce, to „mamusią” tej sytuacji, jest PiS, kiedy to J. Kaczyński będąc premierem rządu, zwolnił najbogatszych z podatku VAT, a Donald Tusk, cały ciężar ponoszonych kosztów związanych z kryzysem, przerzucił na barki najbiedniejszych.

J.Ł 2013-11-24

Tusk Tworzy „Nowy Rząd”

O rekonstrukcji rządu Donalda Tuska – wymiana zderzaków na energetyki

Premier Donald Tusk, po powrocie z „przemiłego miasta Pułtuska” powołał do życia nowy rząd. Wymienił siedem zużytych ogniw na nowe, które mają rzekomo gwarantować mu drugie życie (rządowi oraz PO). Wątpliwe czy lepsze. Najbardziej znaczące jest pozbycie się ministra finansów Jana Vincenta Rostkowskiego.

Jeśli przyjąć, iż tego rodzaju taktyka kadrowa premiera Donalda Tuska (nie mylić z Kaczorem Donaldem) polega na wymianie najbardziej zużytych „zderzaków” w rządzie, to należy przyznać, iż wymiany w przypadku wicepremiera oraz ministra finansów Jana Vincenta  Rostkowskiego, wyjątkowo obolałego „zderzaka”, jakie przed falą kryzysową na niego spadła, jest decyzją korzystną.

Nie dopuścił on, aby fala kryzysowa nim zachybotała, dotknęła ona najniżej tę część społeczeństwa polskiego, na którą spadła całość ponoszenia sytuacji kryzysowej, w postaci różnego rodzaju dopłat, takich jak: VAT oraz inne dopłaty.

W Polsce klasa pierwsza w tym czasie bardzo się wzbogaciła, wzrosła liczba obywateli naszego kraju, posiadających majątki o wartości co najmniej szacowanych na około miliona dolarów. W ubiegłym roku było ich prawie 50 tysięcy, a w tym ma być ich ponad 80 tysięcy. W żadnym innym państwie Unii Europejskiej grono bogaczy nie zwiększało się tak szybko jak w Polsce. Grupa dolarowych milionerów w naszym kraju rosła półtora razy szybciej, niż średnio w Europie. Na świecie większe tempo pod tym względem miały tylko Brazylia, Rosja oraz Malezja.

Drugiej klasie też się żyło nieźle, wśród której jest co prawda  nieco mniej zamożnych z dochodami ponad 15 tys. zł. miesięcznie, ale w każdym roku ich grupa wzrastała. W 2008 r., było ich pół miliona, a w ubiegłym ponad 700 tyś., Natomiast trzecia klasa, najliczniejsza, dźwigała na swoich barkach cały ciężar związany z kryzysem, ponieważ władze jak głoszą jej propagatorzy, którego ustrój, jak głoszą jego propagatorzy, najbardziej sprawiedliwy, jakim jest kapitalizm, ponosi jego koszty w postaci różnego rodzaju opłat.

Według ekspertów najbardziej znacząca decyzja to powołanie super resortu transportu oraz  rozwoju regionalnego, oraz powołanie na jego kierownika w randze wicepremiera Elżbiety Bieńkowskie oraz powołanie na ministra finansów Mateusza Szczurka. Nominacje te mają oznaczać, iż kraj będzie się rozwijał poprzez wcielanie w życie nowych technologii, a zapewnić to mają pieniądze otrzymane w ramach europejskiego budżetu przyznanego Polsce w tym roku. Czy rzeczywiście tak będzie, zobaczymy…

Józef Łachut

1-Szy Maj, a Lewica?

O Święcie Pracy, lewicy i jej kryzysie oraz jej miejscu we współczesnym świecie i w Polsce.

Obchody Święta Pracy 1-Szego Maja w 2012 roku, będą się odbywać w „cieniu” walki PiS, o „beatyfikacje” brata Jarosława Kaczyńskiego, b. prezydent Lecha Kaczyńskiego oraz katastrofy „Smoleńskie”. Wala PiS-u to nic innego jak walka o zdobycie władzy, temu służą organizowane  różnego rodzaju każdego 10dnia miesiąca demonstracje o „katyńską prawdę, a także o przydzielenie TV „Trwam” koncesji na nadawanie swojego programu cyfrowego.

Gdzie jest Lewica, ta konsens jonowana w postaci SLD, jak również uważający się za lewicę „Ruch Palikota”, który jest naprawdę partią „drobno mieszczańską” ?

Po co Komu Dziś potrzebna jest lewica? Gdyby przywódcy tych dwóch ugrupowań uważających się za „Lewicowe” Leszek Miller oraz Janusz Palikot znali odpowiedź, nie wyzywalibyby się od” przestępców” oraz „naćpanej hołoty”, a robili swoje.

1-Szy Maj jeszcze istnieje w kalendarzu. Oznaczony jest kolorem czerwonym, uznawany jest za święto państwowe. Święto Pracy. Dla młodych to już prawie prehistoria oraz egzotyka. Natomiast dla prawicy- komunistyczny skansen, pozostałość po minionym „niesłusznym” systemie. Dla części  „lewicy”, która na ostatnim kongresie PZPR, słowami jej  1-szego Sekretarza Mieczysława Rakowskiego „ Wyprowadzić Sztandar”, zamieniła czerwień na delikatny „róż”. 1-szy Maja to kłopot. Wypada coś zrobić. Ale co?

To prawda, iż cała lewica w  Europie  jest w kryzysie. Rozpoczął się on od pamiętnego referatu Nikity Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR, a dokończony został przez politykę Gorbaczowa oraz rozpadem ZSRR. Lewica tak europejska, jak i polska, straciła program, cele i energię. Jaka siła musi zaistnieć, aby wyciągnąć ją nicości?.

A przecież zdawałoby się, iż lewica ma szansę właśnie teraz kiedy Europa w tym Polska przeżywają kryzys, kiedy państwa tną wydatki, rośnie bezrobocie, kiedy zwiększają się nierówności społeczne, kiedy przyszłość niesie więcej gróźb, niż obietnic dobrego życia.

Niegdyś lewica pod sztandarami komunizmu gromadziła gniew społeczny, budując z niego presję na to aby wymusić na kapitalizmie większe prawa dla swojego bytu, aby praca nie zniewalała człowieka, to przecież tradycyjne przesłanki lewicy.

Kryzys lewicy istnieje obok wzbierającej się fali gniewu ludzi pracy, a więc istnieje dla niej ogrom pracy  uzyskania wpływu na kierowaniem wzbierający się gniewem wyzyskiwanych. Natomiast głoszenie przez SLD „modernizacja” kapitalizmu, czy głoszenie przez „Palikota” hasła „Zero Bezrobocia”, to nic innego jak głoszenie płytkich hasełek” dla zdobycia popularności. Przecież, hasła te w aktualne sytuacji nic nie znaczą i są nie do zrealizowania.

Lewica w tym KPP Krąży. To stan między nostalgią a oportunizmem dnia codziennego. Zamiast projektów zmiany świata, w którym miliony znalazły się na marginesie obserwujemy wyścig liliputów. O kawałeczek władzy, o poprawę swojego szarego życia. Liliputy polityki chcą przecież dołączyć do tych, którzy stali się bogatsi. Chcą się  znaleźć  w świecie cele brytów. Pomaganie im w tym to jest strata czasu i energii. To nic innego jak cena abdykacji lewicy. Dla też 1-szy Maja powinien być dniem

Odrodzenia się Lewicy i jej energii do stania na czele uciskanych, wyzyskiwanych przez kapitalizm, w walce o zmianę świata.

Idźmy  z narodami świętującymi oraz  walczącymi o lepszy świat.

Warszawa 2012-04-29

Józef Łachut

O ochronę środowiska zamiast maksymalizacji zysków kapitału

W związku z zaplanowanym na 11-22 listopada ze szczytem klimatycznym ONZ w Warszawie, odbywającym się pod hasłem walki z efektem cieplarnianym, chcemy zwrócić uwagę na przemilczane kwestie.

 

W systemie kapitalistycznym ochrona środowiska jest i pozostanie tylko pustym sloganem. Ustrój kapitalistyczny, opierający się na dążeniu do maksymalizacji zysków klas posiadających, nie zwraca uwagi na rzeczywiste koszty jego funkcjonowania dla ludzkości i planety. W wyniku działań wielkiego kapitału, którego reprezentacją są między innymi ponadnarodowe korporacje oraz rządy najbardziej rozwiniętych państw, cierpią nie tylko ludy całego świata, ale również środowisko naturalne. Wyzysk klasy pracującej łączy się z niszczeniem środowiska. Inwestycje są prowadzone tak, aby ich negatywne skutki takie jak degradacja gleby, zatrucie atmosfery czy upadek tradycyjnych upraw przerzucać na lokalne społeczności. Korporacje często prowadzą działalność pomimo protestów okolicznych mieszkańców, tak jak dzieje się to w Żurawlowie, gdzie od kilku miesięcy mieszkańcy protestują przeciwko prowadzeniu tam eksploatacji złóż przez koncern Chevron.

 

Wprowadzenie dla nowych materiałów i wyrobów zasady określenia wpływu na środowisko z premedytacją eliminuje innowacyjność w krajach biedniejszych, których nie stać na gigantyczne koszty takich badań, a ich wynalazki są wykupywane i wdrażane przez międzynarodowe koncerny.

 

W ramach imperialistycznej polityki podboju ekonomicznego i politycznego celowo wytwarzane są dobra zbędne i wątpliwej jakości, natarczywie reklamowane jako podnoszące jakość życia. Ludzie pracy, zamiast myśleć o swoich prawach, mają konsumować produkty, które mają celowo ograniczoną trwałość, aby wymuszać coraz częstsze zakupy.

 

Dobra i usługi komercyjne, zastępują wcześniej ogólnodostępne dobra i usługi publiczne. Korporacjom i powiązanym z nimi grupom nacisku zależy na przykład na niszczeniu komunikacji publicznej oraz promowaniu kultury opartej o posiadanie prywatnych samochodów, bez względu na jej negatywny wpływ na środowisko naturalne. Tradycyjne uprawy są zastępowane przez wytwórnie modyfikowanej genetycznie żywności, nad którymi kontrolę sprawują wielkie ponadnarodowe firmy. Z rynku znika wiele wartościowych smakowo i odżywczo produktów, które są zastępowane gorszymi, ale bardziej efektywnymi w produkcji i przynoszącymi największy zysk.

 

Bez zrozumienia tych trendów i połączenia ich z walką o prawa ludzi pracy oraz socjalizm, skuteczne przeciwstawienie się kapitalizmowi jest niemożliwe. Nowy system, o który walczymy, musi być oparty również na poszanowaniu potrzeb środowiska naturalnego i zmianie myślenia o nim.

 

KKW KPP

19 października 2013 r.

Poparcie dla protestów wobec działań koncernu Chevron

Komunistyczna Partia Polski solidaryzuje się z mieszkańcami Żurawlowa oraz gminy Grabowiec na Lubelszczyźnie, protestującymi przeciwko działaniom koncernu Chevron. Prowadzone przez amerykańską korporację inwestycje wydobywcze związane z poszukiwaniem złóż gazu łupkowego są jawnym atakiem na prawa lokalnych społeczności oraz środowisko naturalne. Koncern, tak jak w wielu innych częściach świata, nie liczy się ze zdaniem mieszkańców, których studnie i pola są lub będą niszczone w wyniku wydobycia gazu łupkowego. Chevron dąży do maksymalizacji zysków kosztem rolników. Lokalna społeczność poniesie koszty degradacji środowiska naturalnego, natomiast zyski z eksploatacji złóż zagarnie korporacja. Warunki wydobycia, jakie wynegocjowała z polskimi władzami są bowiem niekorzystne dla Polski i pozwalają transferować zyski za granicę.

Nasze oburzenie wywołują próby zastraszenia lokalnych władz i protestujących społeczności poprzez grożenie im ogromnymi karami. Koncern liczy, że brutalna siła i agresja wobec ludzi zapewni mu sukces. Nie jest to pierwsze takie działanie. W innych rejonach świata, także w USA, gdzie Chevron prowadził wydobycie gazu łupkowego, ofiarą tego procederu padali okoliczni mieszkańcy. Zanieczyszczono wody gruntowe oraz glebę. Przykłady dowodzą szkodliwości chemikaliów używanych w technologii szczelinowania hydraulicznego, używanej do wydobycia gazu łupkowego.

Inwestycja w Żurawlowie została rozpoczęta bez żadnych konsultacji społecznych i kontroli nad jej ewentualnym wpływem na środowisko naturalne. Związane z pracami dokumenty nie zostały ujawnione, a całe przedsięwzięcie Chevron starał się do ostatniej chwili utrzymać w tajemnicy.

Wyrażamy uznanie dla wszystkich tych, którzy odważyli się temu sprzeciwić, wiedząc, że stają do walki z wielką, bezwzględną korporacją. Popieramy postulat wstrzymania inwestycji do czasu potwierdzenia jej legalności i przedstawienia dowodów, że jest nieszkodliwa dla środowiska. Domagamy się również wycofania wszelkich zarzutów stawianych protestującym.

Przeciwko szkodzeniu robotnikom

Stanowisko Komunistycznej Partii Polski
Przeciwko wprowadzeniu ustawy o szczególnych rozwiązaniach dla pracowników i przedsiębiorców na rzecz ochrony miejsc pracy.


Stanowczo sprzeciwiamy się planom uchwalenia ustawy o szczególnych rozwiązaniach dla pracowników i przedsiębiorców na rzecz ochrony miejsc pracy związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu ekonomicznego.

Projekt tej ustawy, który trafił do prac legislacyjnych Sejmu jest szkodliwy dla pracowników, łamie podstawowe prawa do pracy i płacy zagwarantowane Kodeksem pracy i nie przyczyni się do ochrony zagrożonych miejsc pracy. Szczególnie szkodliwym, gwałcącym podstawowe zasady praworządności i zaufania do państwa i prawa jest art.4 ust 4 tej ustawy. Przepis ten wraz z nieprecyzyjnie zapisanym art. 5, pod intencjami utrzymania miejsc pracy, stwarza możliwości nadużyć i łamie określone w art. 42 Kodeksu Pracy prawa, chroniące umowę o pracę i warunki płacy.

Pod rządami nowej ustawy, przedsiębiorca będzie mógł jednostronnie, bez obowiązującego terminu wypowiedzenia zmienić wymiar czasu pracy oraz wynagrodzenie. Ustawa będzie wykorzystywana do nieuzasadnionego zmniejszania wynagrodzenia do minimalnego wynagrodzenia za pracę przy jednoczesnym przerzuceniu części płacy na barki państwa. Ustawa jest, więc korzystna wyłącznie dla przedsiębiorców. Otrzymają oni świetne narzędzie i znając realia, będą je nadużywali, aby otrzymać jeszcze tańszą siłę roboczą.

Jest natomiast szkodliwa zarówno dla pracowników, którzy zostaną ubezwłasnowolnieni w warunkach, gdy przedsiębiorca uzyska prawo do skrócenia czasu pracy i obniżenia wynagrodzenia, jak i dla budżetu państwa, który zostanie poddany kolejnemu drenażowi ze strony grup najlepiej uposażonych tj. przedsiębiorstw i korporacji. Ustawa jest ponadto właściwie bezużyteczna, jeśli chodzi o ochronę miejsc pracy. Nie stanowi ona instrumentu, który w szerszej perspektywie przyczynić się może do trwałego utrzymania miejsc pracy, a jedynie stwarza warunki do większego wyzysku pracowników.

Komunistyczna Partia Polski stoi na stanowisku obrony praw pracowniczych, w szczególności prawa do pracy i godnego wynagrodzenia. Sprzeciwiamy się wszelkim otwartym i ukrytym formom wyzysku, dlatego protestujemy i nawołujemy do odrzucenia projektu tej ustawy.

KKW KPP
19 października 2013 r.

Jak „rządy ludowe” przeciwko ludowi walczyły

Część lewicy fetuje rząd Daszyńskiego za jego pakiet postępowych reform. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej złożona. Rząd ten reagował na falę wzrostu niezadowolenia społecznego, wprowadzał swoje reformy pod silnym naciskiem mas.

Cała władza w ręce Rad!

manifififPod koniec 1917 r. pod wpływem wydarzeń rewolucyjnych w Rosji, wiece chłopskie domagały się parcelacji wielkich majątków ziemskich. W następnym roku ruch ten stał się silniejszy. W kilku powiatach robotnicy rolni zajęli folwarki. Mnożyły się napady na dwory. Chłopi zaorywali grunty folwarczne. Zanim jeszcze na murach Lublina rozklejono Manifest Rządu Tymczasowego Polskiej Republiki Ludowej w tym samym mieście powstała pierwsza na naszych ziemiach Rada Delegatów Robotniczych. Właśnie owa Rada proklamowała 8-godzinny dzień pracy dla klasy robotniczej. Kiedy członkowie Rady dowiedzieli się o powstaniu rządu lubelskiego zamierzali roztoczyć nad nim kontrolę i wywierać presję, by dotrzymywał obietnic złożonych wobec mas pracujących. Od 2 listopada robotnicy Zagłębia rozbrajali Austriaków. Broń zdobytą na okupantach zamierzali użyć do uzbrojenia Czerwonej Gwardii. 8 listopada stanęły fabryki i kopalnie Zagłębia. Podczas wielotysięcznej demonstracji padł pierwszy robotnik ugodzony polską kulą – Eugeniusz Furman. Władze zamierzały za wszelką cenę nie dopuścić do pierwszego zebrania Rad Delegatów Robotniczych i Żołnierskich w Dąbrowie Górniczej. Zabójstwo Furmana wbrew intencjom władz nie przeszkodziło w zwołaniu planowanego zebrania. Rada zwróciła się do robotników całego kraju, by tworzyli Rady i przygotowywali się do przejęcia władzy w swoje ręce. W takich właśnie okolicznościach rząd Daszyńskiego zapowiadał nacjonalizację fabryk oraz upaństwowienie wielkiej i średniej własności ziemskiej i oddanie jej w ręce chłopów pod kontrolą państwa

Piłsudski rozkazuje – rząd słucha

Powracający z Magdeburga Piłsudski postanowił  zrobić porządek z rządem lubelskim. Najbliższe grono przyjaciół zbeształ za „eksperymenty społeczne” – czyli deklaracje rządu ludowego w sprawie reform socjalnych. Szydził też z niefachowości ministrów tego rządu. Nawet bliscy mu ludzie poczuli się dotknięci formą tej krytyki. Wezwał telefonicznie Daszyńskiego do Warszawy, a następnie cały skład gabinetu. Przewodniczył ostatniemu jego posiedzeniu, żądając rozwiązania rządu i pozostawienie mu swobody działania. Napotkał na opór zarówno ze strony premiera jak i niektórych członków gabinetu. Wezwał wówczas Rydza do posłuszeństwa. Rydz stanął na baczność, stwierdzając, że zawsze był podwładnym Komendanta i pragnie nim pozostać. Wystąpienie Rydza rozbiło jedność ministrów rządu lubelskiego, trudno też było spodziewać się oporu przeciwko Piłsudskiemu ze strony np. Sieroszewskiego. Po naradzie ministrowie rządu lubelskiego przystali na jego rozwiązanie, Piłsudski zażądał następnie unieważnienia wszystkich dekretów tego rządu. W ten sposób Rada Regencyjna zdetronizowana przed paroma dniami przez rząd lubelski została znowu uznana za władzę najwyższą legalnie działającą. Z rąk legalnej „najwyższej władzy” przejął z kolei władzę Piłsudski.

Władza po stronie kapitału

11 listopada powstała RDR w Warszawie, 13 – w Łodzi. Powstało ogółem ponad 100 rad. Delegaci tylko 19 największych z nich reprezentowali około 221 tysięcy robotników. Oprócz rad w miastach powstawały Rady robotników rolnych. Proklamowano strajki, samorzutnie wprowadzano 8-godziny dzień pracy. Zdarzały się wypadki przetrzymywania przez robotników w tymczasowym areszcie fabrykantów lub dyrektorów fabryk do czasu uwzględnienia żądań, wysuwanych przez załogi. Niekiedy robotnicy sami na własną rękę uruchamiali fabryki, których maszyny zatrzymywał właściciel, oczekując na to, że wygłodzeni ludzie będą bardziej ulegli i skłonni do ustępstw. Robotnicy po puszczeniu w nich maszyn, próbowali utrzymywać kontrolę nad produkcją, pilnować wypłaty, a nawet konfiskować na konto zaległych prac wyprodukowane przez siebie towary.

Przejęto na potrzeby mas pracujących pozostawione przez okupanta zapasy żywności i rozdzielono je między rodziny robotnicze. Wprowadzono w kopalniach pracę na trzy zmiany, aby móc zatrudnić bezrobotnych. Częściowe koszty utrzymania Czerwonej Gwardii musieli pokrywać właściciele kopalń, hut i fabryk. Rozprawa z Czerwonym Zagłębiem stanowiła preludium akcji wrogich sił obawiających się groźby rewolucji. Wojsko i bojówki szerzyły terror na terenie Zagłębia, mordując działaczy Rad. Proletariat protestował przeciwko tym zbrodniom, organizując demonstracje  i strajki. Trzykrotnie w listopadzie 1918 roku protestacyjny strajk powszechny unieruchomił zakłady pracy Zagłębia. W grudniu na wezwanie RDR Zagłębie znowu stanęło do walki. Dwa pułki piechoty, 2 pułki artylerii i jeden pułk kawalerii rozbrajało Czerwoną Gwardię. Komisarz rządu Felicjan Sławoj Składkowski stanął po stronie kapitalistów Zagłębia w walce przeciwko klasie robotniczej, żądającej podwyżki płac i większych racji żywnościowych.

Republika Tarnobrzeska

Od listopada 1918 roku w powiatach Tarnobrzeg, Mielec, Kolbuszowa i Nisko działała milicja ludowa organizowana przez Tomasza Dąbala, członka Tarnobrzeskiego Komitetu Rewolucyjnego. Komitet wysuwał hasła m.in. walki o reformę rolną, konfiskaty dóbr kościelnych, upaństwowienia lasów i przedsiębiorstw przemysłowych. Współpracował z nim ksiądz Eugeniusz Okoń. Komitet miał wpływ na obsadę stanowisk wójtów i sołtysów, i organizował podział obszarniczej ziemi. Obszarnicy i reakcyjne mieszczaństwo utworzyli w odpowiedzi ośrodek walki z chłopami i robotnikami z hr. Zdzisławem Tarnowskim na czele. 6 listopada na 30-tysięcznym wiecu ogłoszono powołanie Republik Tarnobrzeskiej. Chłopi zabierali zboże i ziemniaki z magazynów obszarniczych, dzielili ziemię, a niekiedy zajmowali pałac na dom gminny. Brutalne represje na początku 1919 r. położyły kres Republice, ale dopiero w maju 1923 r. były urzędnik austriacki i starosta polski dr Spiss uznał ją za zlikwidowaną. Rok 1919 to początek generalnej rozprawy z rewolucją w Polsce. Rady Delegatów Robotniczych działały w rozproszeniu. Nie miały też jak się bronić, bo swoje siły zbrojne posiadało jedynie Zagłębie.

Rozbicie Rad to nasza wina

Norbert Barlicki, działacz PPS  jako były wiceminister Spraw Wewnętrznych poczuwał się do winy za rozbicie Rad. W 1933 r. wyznawał w artykule pt „Mea culpa”:

„Rozbrajano i demobilizowano masy ludowe, powoływano pod broń czasu wojny, na gwałt pisano konstytucje, dekretując ustrój demokratyczno-parlamentarny, ustrój oparty na automatyzmie bodaj nawet sztucznej większości, byle większości. Jak gdyby zapomniano, że ustrój  demokratyczno-parlamentarny bez ochrony czynnej siły mas robotniczo-chłopskich łatwo może ulec wynaturzeniu i ostatecznemu zniszczeniu ze strony wolnych od przymusu, a wrogich masom ludowym czynników reakcyjno-burżuazyjnych”.

Dawid Jakubowski

Artykuł ukazał się w dzienniku „Trybuna” w dn. 8.11.2013 r. i na konserwatyzm.pl

Rewolucja Październikowa a niepodległość Polski

Z okazji  dnia 11 listopada 2013 roku i święta niepodległości publikujemy tekst tow. Dawida Jakubowskiego w ramach refleksji nad wolnością (niepodległością) Polski.

Rewolucja Październikowa stworzyła sytuację bez której realizacja prawa Polski do pełnej niepodległości byłaby niemożliwa, przyczyniając się do obalenia, kontynuującej w praktyce, tradycje caratu w dziedzinie polityki narodowościowej burżuazyjno-demokratycznej rosyjskiego rządu tymczasowego. Dzięki anulacji traktatów rozbiorowych przez młody rząd radziecki w sierpniu 1918 r. sprawa polska została wniesiona formalnie na forum dyplomacji i polityki międzynarodowej.

Lenin-Trotsky_Red_Square

Literatura prezentująca tendencyjne spojrzenie na komunizm pomija konsekwentnie bądź przeinacza fakty, które musiałyby prowadzić do przewartościowania demonicznego wizerunku rewolucji październikowej w Rosji. Analiza faktów musiałaby doprowadzić do wniosku, że to nie białogwardziści, ale bolszewicy byli w owym czasie jedynym szczerym i konsekwentnym sojusznikiem polskich wysiłków niepodległościowych. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że byle tylko dopomóc w realizacji tego celu, bolszewicy nie wahali się kontaktować i negocjacjować z całą polską lewicą. Kierując się własnym oglądem sytuacji na ziemiach polskich byli gotowi na ustępstwa wobec najmniej rewolucyjnego skrzydła tej lewicy.

Nie należy zapominać, że deklarujących zainteresowanie sprawą polską zewnętrznych podmiotów w drugiej dekadzie XX w. było oczywiście kilka. Wśród nich przeważały partykularne polityczne interesy. W dobie I wojny światowej skłócone ze sobą i należące do dwóch przeciwstawnych bloków mocarstwa zaborcze, dążąc do poszerzenia źródeł rekruta, deklarowały zainteresowanie odzyskaniem niepodległości przez Polskę. Dlatego Rosja i rywalizujące z nimi w walce o kolonie Niemcy i Austria prześcigały się między sobą w oświadczeniach, w których każde z nich przekonywało, że jedynie służba w jego armii może przynieść Polakom, jeśli nie natychmiastową niepodległość, to przynajmniej autonomię i zabezpieczenie ich narodowego bytu.

Jednocześnie w propagandzie każdego z tych państw stosowano bałamutne interpretacje naginające fakty historyczne, by stworzyć czarno-biały obraz, w myśl którego, to przeciwnik był odwiecznym wrogiem i niszczycielem narodu polskiego. Rosyjski wódz naczelny eksponował walkę z żywiołem krzyżackim, przy skwapliwym pominięciu własnych agresji i obustronnych antagonizmów historycznych, jak choćby również agresywne ofensywy magnatów królów polskich w okresie dymitriad i panowania Wazów. Natomiast wilhelmińskie Niemcy odkrywając nagle miłość ku Polakom zarzekały się, że od zawsze wspierały polskie wysiłki w walce z nawałą wschodniego barbarzyństwa.

Sprawa polska stała się w tym czasie kartą przetargową nie tylko dla jej zaborców. Nagłą potrzebę opowiedzenia się po stronie odzyskania przez Polskę niepodległości i werbalnego wsparcia wysiłków do tego prowadzących dostrzegł też prezydent odległych Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson.

Punkt 13 deklaracji pokojowej W. Wilsona z 8 stycznia 1918 r. jest podkreślany w podręcznikach historii ostatnich dziesięcioleci i w propagandzie relacji polsko-amerykańskich na równi z kontaktami prezydenta USA z Ignacym Paderewskim jako niezbity dowód zapoczątkowania przez niego żywotnego zainteresowania Polską i jej sprawami przez administrację waszyngtońską. W rzeczywistości jednak deklaracja W. Wilsona, który chciał przy jej pomocy pozyskać głosy polonii amerykańskiej przed zbliżającymi się wyborami, miała bardzo ogólnikowy charakter, a on sam de facto nie miał zamiaru rozbijać jedności państwowej Austro-Węgier ani też gnębić Niemiec. Roman Dmowski poufnie dowiedział się wówczas, że amerykańska komisja ekspertów, pracująca dla potrzeb przyszłej konferencji pokojowej, otrzymała instrukcje, by nie zajmować się ziemiami polskimi, pozostającymi pod zaborem pruskim [1].

Wyczekującą postawę zajął natomiast Watykan. Papież unikał wszelkich wypowiedzi na temat sprawy polskiej. Zalecał cierpliwość i modlitwę.

Po rewolucji lutowej w 1917 r. także nowy rząd tymczasowy poczuł „głód rekruta” i zadeklarował, w mało wiążącej i oględnej formie, uznanie autonomii dla Polaków – wciąż w ramach Rosji, teraz już burżuazyjno-demokratycznej republiki. W tym samym czasie Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, pod wpływem bolszewickiego stanowiska w kwestii potrzeby samookreślenia narodów uciskanych przez imperializm, wydała 27 marca 1917 r. odezwę, w której bezwarunkowo uznano prawo Polski do pełnej niepodległości.

Rewolucja październikowa stworzyła sytuację bez której realizacja tego postulatu byłaby niemożliwa, przyczyniając się do obalenia kontynuującej w praktyce tradycje caratu w dziedzinie polityki narodowościowej burżuazyjno-demokratycznej republiki. 15 listopada 1917 r. – radziecka już Rosja proklamowała „prawo narodów Rosji do swobodnego samookreślenia aż do oderwania się i utworzenia samodzielnego państwa”. Przystąpiła także do unieważniania i ujawniania dokumentów polityki zagranicznej, związanej z imperialistycznymi praktykami caratu, zamierzając wnieść nową jakość opartą na jawności do relacji międzynarodowych. Jednocześnie, promieniując na inne monarchie zaborcze, idea jaka przyświecała bolszewikom, spowodowała swoim przykładem rewolucyjne wybuchy w pozostałych monarchiach zaborczych, a to otworzyło drogę do tworzenia całkowicie niezależnego bytu narodowego Polski. 29 sierpnia 1918 r. Rada Komisarzy Ludowych specjalnym dekretem anulowała wszystkie traktaty rozbiorowe.

Nowy rząd radziecki nie poprzestał na deklaracjach. Zespół archiwalny ze zbiorów Ministra Spraw Wewnętrznych Rady Regencyjnej – Jana Steckiego, zawierający raporty ówczesnego MSW z danymi konfidencjonalnymi o m.in. aktywności poszczególnych krajowych działaczy lewicy z grudnia 1918 r. ujawnia ni mniej, ni więcej tylko kwestię… rozmów całej rozpiętości liczących się polskich stronnictw lewicowych z wysłannikami bolszewickimi. W raportach tych powtarzają się nazwiska polskich komunistów takich, jak Żarski, Czeszejko-Sochacki, Leszczyński (Leński), Unszlicht, Bobiński, Fürstenberg-Hanecki, Budzyński, Cichowski, Łazowert i wiele innych. Dane przytaczane w raportach starano się uzupełniać i weryfikować.

22 grudnia 1917 r. doszło na warszawskim Solcu do zebrania socjalistycznego PPS – Frakcji Rewolucyjnej, PPS-Lewicy, SDKPiL oraz Bundu, na którym omawiano kwestię obalenia rządu. Rozmowy jednak potwierdziły poparcie przez Frakcję pertraktacji z rządem po atakach na Radę Regencyjną realizowanych poprzez Radę Stanu, ugodowe tendencje tego stronnictwa. Dopiero jeśli te ataki i pertraktacje nie odniosłyby skutku, rozważano odwołanie się do nastrojów ulicy, traktowanych raczej jako forma nacisku na władze niż cel sam w sobie. Wobec tego, że Frakcja, która na zebraniu „grała pierwsze skrzypce” i narzuciła swoje stanowisko, delegacja SDKPiL, opowiadająca się konsekwentnie za rewolucją socjalistyczną i dyktaturą proletariatu, opuściła te obrady. Już wówczas była mowa o „towarzyszu”, który miał przybyć z Petersburga i wyłonieniu delegatów do Petersburga „dla porozumienia z rosyjskim rządem” [2], jak stwierdzał konfident.

Raport nr 129 z 2 sierpnia 1918 r. donosił już wprost o rozmowach przedstawicieli partii bolszewickiej z delegacją PPS-Frakcji Rewolucyjnej, PPS-Lewicy oraz Bundu.

Same rozmowy utknęły w końcu, podczas kolejnych kontaktów, w martwym punkcie z przyczyn sekciarskiego stanowiska Frakcji, która nie chciała przyjąć konsekwentnie lewicowego programu działania i współdziałania z lewicowymi stronnictwami, ani nie bardzo wiedziała, jak wytłumaczyć swemu drobnomieszczańskiemu elektoratowi rozmowy z rewolucyjnym stronnictwem rosyjskim. Jednak ich przebieg dowodzi, że bolszewicy gotowi byli wesprzeć finansowo i logistycznie, na zasadzie bezwarunkowej internacjonalistycznej pomocy, polskie dążenia narodowowyzwoleńcze. Byli nawet w stanie zaakceptować fakt, że władzę w wolnej Polsce zdobyło by stronnictwo Frakcji z Józefem Piłsudskim, wówczas nie wiedzącym nic o tych rozmowach z racji odosobnienia w Magdeburgu.

Jednak i na tym nie kończą się dowody poparcia dla niepodległości Polski ze strony nowego rządu. Przedstawiciele radzieccy i uczestniczący w rokowaniach pokojowych w Brześciu, z inicjatywy strony radzieckiej, delegaci polskiej klasy robotniczej (m.in. Stanisław Bobiński) domagali się wycofania austriackich i niemieckich wojsk okupacyjnych z zajętych przez nie terenów polskich oraz dopuszczenia do obrad reprezentantów narodu polskiego [2]. S. Bobiński i delegacja polskich komunistów została sformowana wobec oporu państw centralnych w kwestii posiadania przez Polskę własnego przedstawicielstwa, referującego kwestie jej żywotnych interesów. W dniu 29 sierpnia 1918 r. rząd radziecki anulował traktaty o rozbiorach Polski zawarte przez były rząd carski z Prusami i Austro-Węgrami w latach 1772, 1793 i 1795 „ze względu na ich sprzeczność z zasadą samookreślenia narodów i rewolucyjnym poczuciem prawnym narodu rosyjskiego, który uznał niezaprzeczone prawo narodu polskiego do niepodległości i jedności”. Sprawa polska wniesiona więc została już formalnie na forum dyplomacji i polityki międzynarodowej [3]. Było to związane z nową jakością, jaką rząd radziecki zamierzał wdrażać w polityce zagranicznej i z sympatią do polskich dążeń narodowowyzwoleńczych traktowanych jako ważny element postępu społecznego druzgocącego dawne więzienia narodów.

W rewolucji wzięło udział na terenie całego dawnego carskiego imperium około 400 tys. Polaków, w tym byłych zesłańców i żołnierzy zmobilizowanych jeszcze przez carat, bądź robotników, których wraz z fabrykami ewakuowano na Wschód w czasie wojny. Polscy rewolucjoniści bardzo aktywnie zaangażowali się w różne dziedziny życia Rosji Radzieckiej, nie szczędząc swych sił i życia w obronie młodej republiki. W tym celu m.in. tworzyli własne formacje wojskowe podlegające dowództwu Armii Czerwonej (przykładem mogą być tu dzieje Czerwonego Pułku Rewolucyjnej Warszawy, które wymagałyby osobnego omówienia [4]), albo wstępowali do szeregów Czeki, by walczyć z wrogiem wewnętrznym i jego sabotażem. Nie zapominali jednak o sprawach własnego kraju. Protestowali zwłaszcza przeciw uciskowi zaborczemu, który nadal trwał w Polsce. Przykładowo, 3 listopada 1918 r. jeden z czołowych komunistów polskich i weteran polskiego i niemieckiego ruchu robotniczego Julian Marchlewski przemawiał na wielkim wiecu w Moskwie, wyrażając sprzeciw przeciwko okupacji ziem polskich przez Niemcy i zatrzymywaniu robotników polskich w Niemczech [5].

Nawet tak antykomunistyczni autorzy, jak Stanisław Cat-Mackiewicz musieli przyznać, że podobnie jak Karol Marks, Włodzimierz Lenin stanął bezwarunkowo na stanowisku odzyskania niepodległości przez Polskę – jeszcze w dobie walki z carskim samodzierżawiem: „Lenin w 1903 roku bronił zasady samostanowienia narodów, do prawa oddzielenia się od Rosji włącznie, a Socjalna Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy żądała skreślenia tej zasady i tylko dlatego w 1903 roku nie połączyła się z Leninem, że nie chciał on zrezygnować z teoretycznego prawa Polski do niepodległości” [6].

Jakkolwiek S. Mackiewicz przedstawiał stanowisko socjalistów internacjonalistów od czasów Ludwika Waryńskiego w postaci zniekształconej, potwierdza on stanięcie przez W. Lenina i bolszewików po stronie wyzwolenia narodowego Polski, w ramach łączenia walki narodowowyzwoleńczej z klasową.

W istocie polscy marksiści dążyli jedynie do oszczędzenia rozlewu krwi polskich robotników. S. Mackiewicz zaś przeciwstawiając tych rzekomych „renegatów” K. Marksowi i W. Leninowi, nie zadał sobie trudu przytoczenia choćby w ogólnym zarysie ostrej dyskusji i towarzyszących okoliczności i uwarunkowań ich postawy.

W. Lenina można uznać za twórcę absolutnie nowatorskiego w rosyjskich realiach programu samostanowienia narodów, uwzględniającego prawo decydowania każdego z narodów uciskanych również przez imperializm o własnym losie. Program ten starał się zaszczepić zarówno u swoich partyjnych towarzyszy, w pierwszej kolejności, jak i stopniowo w całym społeczeństwie. W czasie kiedy wschodnie agresje J. Piłsudskiego w 1919 i 1920 r. postawiły przed młodą republiką konieczność obrony i kontrofensywy, wygłaszał szereg pouczeń wobec zmobilizowanych na front żołnierzy, zwracając im uwagę, żeby szanowali uczucia narodowe Polaków.

5 maja 1920 r., przemawiając do czerwonoarmistów wyruszających na front polski, W. Lenin pouczał: „Towarzysze! Wiecie, ze polscy obszarnicy i kapitaliści, podżegani przez Ententę, narzucili nam nową wojnę. Pamiętajcie, towarzysze, że z polskimi chłopami i robotnikami nie jesteśmy poróżnieni, że niepodległość Polski i polską republikę ludową uznawaliśmy i uznajemy. Proponowaliśmy Polsce pokój na warunkach nietykalności jej granic, mimo, że granice te sięgały o wiele dalej niż tereny zamieszkałe przez ludność rdzennie polską i niech każdy z was pamięta o tym na froncie. Niech wasze postępowanie udowodni tam, że jesteście żołnierzami republiki robotniczo-chłopskiej, że idziecie do nich nie jako ciemiężcy, lecz jako wyzwoliciele. Teraz, kiedy polscy panowie wbrew naszym dążeniom zawarli sojusz z [Semenem] Petlurą, kiedy przeszli do ofensywy, kiedy zbliżają się do Kijowa, a prasa zagraniczna rozpowszechnia pogłoski, ze zdobyli już Kijów – co jest wierutnym kłamstwem, gdyż wczoraj jeszcze rozmawiałem przez bezpośrednią linię z przebywającym w Kijowie F. Konem – teraz mówimy: towarzysze, potrafiliśmy dać odprawę straszniejszemu wrogowi, potrafiliśmy pokonać własnych obszarników i kapitalistów – pokonamy również polskich obszarników i kapitalistów!… Niech żyją chłopi i robotnicy wolnej, niepodległej republiki polskiej! Precz z polskimi panami, obszarnikami i kapitalistami! Niech żyje nasza robotniczo-chłopska Armia Czerwona!” [7].

19 marca 1919 r. w referacie wygłoszonym na VIII Zjeździe RKP(b), W. Lenin mówił: „[…] nie ulega najmniejszej wątpliwości, że nie można obecnie nie uznawać samookreślenia narodu polskiego. To jest jasne. Polski ruch proletariacki kroczy obecnie tą samą drogą, co i nasz, kroczy ku dyktaturze proletariatu, ale nie tak, jak w Rosji. I straszą tam robotników tym, że Moskale, Wielkorusi, którzy zawsze Polaków gnębili, chcą wnieść do Polski swój wielkoruski szowinizm, osłonięty mianem komunizmu. Komunizm zaszczepia się nie w drodze przemocy. Jeden z najlepszych polskich towarzyszy komunistów [chodzi o J. Marchlewskiego], kiedy mu powiedziałem: ‘Wy zrobicie to inaczej’, odrzekł: ‘Nie, zrobimy to samo, ale zrobimy to lepiej niż wy’. Przecież takiemu twierdzeniu nie mogłem absolutnie zaoponować. Należy dać możność urzeczywistnienia skromnego pragnienia – stworzenia Władzy Radzieckiej lepiej niż u nas. […] nie można powiedzieć: ’Precz z prawem narodów do samookreślenia! Prawo samookreślenia przyznajemy tylko ludowi pracującemu’. Samookreślenie to odbywa się w sposób bardzo skomplikowany i trudny. Oprócz Rosji nie istnieje ono nigdzie i przewidując wszystkie stadia rozwoju, w innych krajach nie należy nic dekretować z Moskwy. Oto dlaczego propozycja ta [propozycja Nikołaja Bucharina] jest, z punktu widzenia zasad, nie do przyjęcia” [8].

Przebieg znacznie późniejszego sporu z Józefem Stalinem w kwestii gruzińskiej i formuły przyszłego ZSRR pokazał, że W. Lenin konsekwentnie bronił zasady podmiotowości, dobrowolnej przynależności i niezależności każdej z republik, wskazując, że jedynie w kwestii obrony granic i spraw zagranicznych republiki powinny mieć wspólne stanowisko ze względów bezpieczeństwa zewnętrznego. Jednocześnie pamiętając, że jednym z takich „więzień narodów” była Rosja, podkreślał coś, co można uznać za grzech pierworodny tych państw, których imperialna polityka uciskała przez stulecia inne narody. Dlatego domagał się poczucia winy i szczególnej delikatności ze strony imperiów wobec dawniej gnębionych przez siebie społeczeństw.

W rozważaniach zatytułowanych „W związku z zagadnieniem narodowości, czyli o „autonomizacji”” Lenin podkreślał nie bez samokrytycyzmu: „Ja, zdaje się, bardzo zawiniłem wobec robotników Rosji tym, że nie ingerowałem dość energicznie i dość ostro w sławetną kwestię autonomizacji, oficjalnie zwaną, zdaje się, sprawą związku socjalistycznych republik radzieckich. […] Pisałem już w swych pracach poświęconych kwestii narodowej, że nic nie jest warte abstrakcyjne ujmowani zagadnienia nacjonalizmu w ogóle. Należy odróżniać nacjonalizm narodu uciskającego od nacjonalizmu narodu uciskanego, nacjonalizm narodu wielkiego od nacjonalizmu narodu małego.

W stosunku do tego drugiego nacjonalizmu my, narodowcy wielkiego narodu, okazujemy się prawie zawsze w praktyce historycznej winnymi niezliczonej ilości gwałtów a nawet więcej — sami nie dostrzegamy, że popełniamy niezliczoną ilość aktów przemocy i zniewag; wystarczy tylko, gdy powołam się na swe własne wspomnienia nadwołżańskie, na to, jak u nas traktują obcoplemieńców, jak o Polaku nie powiedzą inaczej niż ‘polacziszka’, jak Tatara zwą zawsze drwiąco ‘kniaz’, Ukraińca — ‘chochoł’, Gruzina i innych obcoplemieńców kaukaskich — ‘kapkazskij czełowiek’.

Dlatego też internacjonalizm narodu uciskającego, czyli tak zwanego ‘wielkiego’ (choć jest on wielki tylko swą przemocą, wielki tylko jako wielki dzierżymorda), powinien polegać nie tylko na przestrzeganiu formalnej równości narodów, lecz i takiej nierówności, która rekompensowałaby ze strony narodu uciskającego, narodu wielkiego, to nierówność, która kształtuje się w życiu faktycznie. Kto tego nie zrozumiał, ten nie zrozumiał, co to jest prawdziwie proletariacki stosunek do kwestii narodowej, ten w gruncie rzeczy trwa na pozycjach drobnomieszczańskich i dlatego nie może nie staczać się ustawicznie na pozycje burżuazyjne.

Co jest ważne dla proletariusza? Dla proletariusza jest nie tylko ważne, lecz również żywotnie konieczne zapewnienie sobie ze strony obcoplemieńców maksimum zaufania w proletariackiej walce klasowej. Co jest do tego potrzebne? Potrzebna jest do tego nie tylko równość formalna. Potrzebne jest do tego zrekompensowanie w ten czy inny sposób — postępowaniem wobec obcoplemieńców lub ustępstwami na ich rzecz — krzywd, które w toku dziejów wyrządził obcoplemieńcom rząd narodu ‘wielkomocarstwowego’ i które zrodziły ową nieufność i podejrzliwość” [9].

Oceniając znaczenie Rewolucji Październikowej dla wyzwolenia narodowego Polski nie należy zapominać, że w pierwszych miesiącach po Rewolucji Październikowej uchwalono bezprecedensowy dekret, mówiący o oddawaniu narodowi polskiemu dóbr kultury zagrabionych przez carat. Obecnie pomija się także, że w trakcie wojny 1920 r. Lenin wskazywał, że walka nie toczy się z Polakami, ale z „burżuazyjnym jarzmem”, zapewniając o braku wrogości wobec polskich środowisk robotniczych i chłopskich. Co więcej, w trakcie tej wojny wyasygnowano olbrzymie środki na tworzenie szkół, szpitali i administracji na terenach polskich, których zapóźnienie i nędza były tym, o czym apologeci sanacyjnej Polski skrzętnie zapominają. Była to kontynuacja postawy SDPRR, która pod wpływem stanowiska bolszewików już od pierwszych lat początku XX w. stała na stanowisku poszanowania przyszłej niezależności Polski. Polscy uczestnicy rewolucji, wśród których byli też działacze niechętnej współpracy z rosyjskim ruchem robotniczym PPS – Frakcji Rewolucyjnej, zdawali sobie z tego sprawę i postrzegali swój udział w niej jako kontynuację braterskiego przymierza we wspólnej walce o świat bez wyzysku i ucisku narodowego. Ich identyfikacja ze sprawą rewolucji i wyzwolenia społecznego nie oznaczała wyrzeczenia się więzi z polską historią i tradycją, czego dowodzą zarówno prywatne listy, jak i wspomnienia działaczy z innych krajów, którzy stwierdzali, że dzięki nim uczyli się Polskę poznawać i szanować. Utrwalanie pojęcia, że „Rosja to odwieczny wróg”, jest obecnie domeną zacietrzewionych pogrobowców mitów wielkiej Polski i jest niezwykle szkodliwe.

___________________________________
1. Bożena Krzywobłocka – Spotkania z II Rzeczypospolitą. Zanim umilkły działa wielkiej wojny (mps ze spuścizny B. Krzywobłockiej, w zbiorach autora).
2. Bożena Krzywobłocka, Ugrupowania lewicowe w Królestwie po Rewolucji Październikowej w raportach Ministerstwa Spraw wewnętrznych Rady Regencyjnej, „Kwartalnik Historyczny” nr 1/58, s. 100-111.
3. Janusz W. Gołębiowski, Jan Sobczak, Historyczne znaczenie Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej (z perspektywy minionych 60 lat), Warszawa 1977, s. 26.
4. Dawid Jakubowski – Nie panom wysługiwać się – kwestie poglądowe (motywacje) i współczesna polityka historyczna dotycząca udziału Polaków w Rewolucji Październikowej http://www.1917.net.pl/?q=node/6873
5. Norbert Michta – Julian Baltazar Marchlewski. Kronika życia i działalności/1866-1925/ (Mps ze spuścizny B. Krzywobłockiej w zbiorach autora).
6. Stanisław Cat Mackiewicz – Klucz do Piłsudskiego, wersja elektroniczna: http://niniwa2.cba.pl/cat_mackiewicz_klucz_do_pilsudskiego.htm [dostęp z 01.05.2010].
7. Lenin – Dzieła wybrane, T. 4., Warszawa 1978, s. 140-141.
8. Lenin – Dzieła wybrane w dwóch tomach, t.II, Warszawa 1951, s.470 w: Dawid Jakubowski, Julian Marchlewski – bohater czy zdrajca, Warszawa 2007, s. 139.
9. Lenin – W związku z zagadnieniem narodowości, czyli o „autonomizacji”, wersja elektroniczna http://www.marxists.org/polski/lenin/1922/12/autonomizacja.htm.

Dawid Jakubowski, źródło: geopolityka.org

F. Dzierżyński: „my – komuniści, powinniśmy żyć tak…”

Zamiast wstępu

2013-08-31 19.50.27Feliks Dzierżyński to rewolucjonista budzący skrajne emocje. W Rosji ukazała się w tym miesiącu jego nowa biografia pióra Siergieja Kredowa, opublikowana przez wydawnictwo Młoda Gwardia. Jej autor, historyk i publicysta podjął się ukazania swojego bohatera na tle epoki. W wywiadzie poświęconym tej książce, przeprowadzonym w końcu sierpnia przez portal Kultura, Kredow został poproszony o ustosunkowanie się do tego, że Dzierżyńskiego postrzega się często jako symbol represji, a Che Guevara utrwalił się w pamięci społecznej jako bohater. W odpowiedzi badacz stwierdził m.in., że Dzierżyński był rewolucjonistą, a nie siepaczem. Podkreślał także, że nie torturował swoich aresztantów. „ Były skazaniec pogardzał takimi metodami” – zaznaczał, dochodząc do konkluzji: „dostanie się do niego na przesłuchanie uznawano za wielki sukces. Mówił i argumentował. Rozmawiał uprzejmie nawet z wrogami”*. Badania Kredowa wpisują w naukowe ustalenia ostatnich lat prowadzone za granicą przez m.in. prof. Aleksandra Plechanowa.

Kredov13W Polsce do pewnego stopnia przełamuje mit krwawego oprawcy publikacja UMCS „O Polską Republikę Rad Działalność polskich komunistów w Rosji Radzieckiej 1918-1922” autorstwa Konrada Zielińskiego, odwołująca się także do mojej książki „Julian Marchlewski – bohater czy zdrajca?”. Książce Zielińskiego należało by poświęcić odrębną, krytyczną recenzję. Ważne jest jednak, że autor jej zwrócił uwagę na kwestię niezależności myśli politycznej polskich komunistów, także w okresie tworzenia przez nich Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski i potwierdzał mimo woli kwestię poparcia tej inicjatywy przez klasę robotniczą i rzemieślników, jak też humanitarną postawę Dzierżyńskiego, przeciwstawiającego się gwałtom i nadużyciom i organizującego opiekę nad jeńcami i chorymi niezależnie od przekonań podczas wojny polsko-bolszewickiej, a także podczas opuszczania ziem polskich.

Poniższy tekst mojego autorstwa jest nie tylko rocznicowym wspomnieniem, ale też stanowi efekt wieloletnich badań. Myślę, że powinien stanowić przystępny zarys losów i działalności tego rewolucjonisty ukazanych na tle epoki. Wiele epizodów, na które zwróciłem uwagę, pozostaje nieznanych szerszemu ogółowi. Dominują zakłamane mity, bądź ukazujące Dzierżyńskiego jako współczesnego Wallenroda, który „wybił więcej Rosjan, niż ktokolwiek”, bądź też jako nieludzkiego kata. Wydawnictwa i portale odwołujące się do treści lewicowych wolą często milczeć w tej kwestii, niż przy pomocy faktów i związków przyczynowo-skutkowych uderzać w stereotypy utrzymywane w interesie wielkiego kapitału.

*Siergiej Kredow: Łubianka nie jest miejscem dla kamienia sołowieckiego, portal Kultura 31.08.2013

„my – komuniści, powinniśmy żyć tak…”
rzecz o Feliksie Dzierżyńskim [Z okazji 136 rocznicy urodzin]

Jego postać wciąż budzi zainteresowanie i żywe kontrowersje. Przyczyniają się także do tego złowieszcze legendy i spojrzenie przez pryzmat literackich paszkwili, jak np. książka hr. Ronikiera „Dzierżyński czerwony kat”. Jednak nawet wśród ideologicznych przeciwników pojawiają się niekiedy głosy zdradzające pewne wątpliwości, z którymi nie wiedzą, co zrobić. Należy do nich Jan Ciechanowicz, który w opracowaniu „Z rodu polskiego” przyznał: „Jak wynika z pierwoźródeł, Dzierżyński, uczestnicząc w posiedzeniach najwyższych organów władz bolszewickich, często przeciwstawiał się aktom okrucieństwa, do których szczególnie skłonni byli funkcjonariusze CzK wywodzący się z plebsu. Tak Blumkin, morderca posła Mirbacha, był oficerem CzK. Według zeznań F. Dzierżyńskiego w 1918 r. podpity Blumkin pozwalał sobie mówić takie rzeczy: życie ludzi jest w moim ręku, podpiszę papierek – po dwóch godzinach nie ma ludzkiego życia. Oto siedzi u mnie obywatel Pusłowski, poeta, wielka wartość kulturalna, podpiszę mu wyrok śmierci, ale, jeśli roz¬mówcy [Dzierżyńskiemu -DJ] to życie potrzebne, on mu je zostawi itd… (Krasnaja kniga WCzK; Sbornik dokumientow, Moskwa 1989, t. 1, s. 257). Dzięki wsta¬wiennictwu Dzierżyńskiego uratowano życie setkom niewinnych, czę¬sto wybitnie uzdolnionych, ludzi”.

Wątek różnic między Dzierżyńskim a ekstremistami w WCzK opisują także E. Watała i W. Woroszylski w pisanej w końcu lat 50. biografii Jesienina. Podali oni, że Blumkin przechwalał się, że zamierza rozstrzelać aresztowanego historyka sztuki. Doprowadziło to do scysji z Mandelsztamem. Ten poprzez znaną i zasłużoną komunistkę Larysę Reisner skontaktował się z Dzierżyńskim, który natychmiast rozkazał uwolnić aresztowanego. Znane i potwierdzone również w źródłach prywatnych i nie mających wiele wspólnego z komunizmem są liczne interwencje szefa WCzK ratujące życie uwięzionym i zagrożonym wyrokiem śmierci zarówno Polakom, jak i przedstawicielom narodów radzieckich, co do których niewinności się przekonał. Zdarzało się, że oprócz przeprosin za pozbawione podstaw aresztowanie, kazał ich odwozić służbowym samochodem. Wspomina o tym nawet wrogo nastawiony do komunizmu filozof Nikołaj Bierdiajew, co stanowi potwierdzenie innych relacji. Helena Bobińska, żona jednego z czołowych polskich działaczy komunistycznych w Rosji Radzieckiej Stanisława Bobińskiego, zanotowała w swoich zapiskach z kwietnia 1918 r.: „Zaraz po tym przyszła Zagoskina. Rozpromieniona. Mąż jej przyjechał wczoraj o dziesiątej wieczorem. Dzierżyński odesłał go własnym autem i przeprosił za «bezpodstawne», jak mówił, zatrzymanie”.

Do przemilczanych obecnie faktów należy, że do czasu wybuchu powstania lewicowych eserowców w sierpniu 1918 r. skutkującego rozstrzeliwaniem komunistów w 23 miastach Rosji, Lenin i Dzierżyński powstrzymywali egzekucje z przyczyn politycznych, mimo, że przeciwnicy rewolucji nie szczędzili zamachów przeciw władzy radzieckiej, mogących skończyć się nawet śmiercią samego bolszewickiego przywódcy.
Podczas zamieszek anarchistów w Moskwie przewodniczący WCzK dał im 24 godziny, aby opuścili miasto, a dopiero potem przystąpił do walki z nimi i i ich rozbrajania. Według cytowanych już zapisków dziennych Heleny Bobińskiej z 16 kwietnia 1918 r., przyczynił się do uwolnień nawet ideowych anarchistów, zwracając im broń, poświęcając całą noc na śledztwo mające wyodrębnić ich od zwykłych bandytów i agentów kontrrewolucyjnych organizacji kryjących się pod anarchistyczną flagą, pozostałych zatrzymując w więzieniu. A działo się to w dniach, gdy grzebano ofiary anarchistycznych zamachów. Także i potem uwięzionych za udział w zamachach bombowych anarchistów zwolnił na słowo honoru na pogrzeb księcia Kropotkina.
Na wniosek Dzierżyńskiego popartego przez Lenina zniesiono karę śmierci w Kraju Rad w 1920 roku, co było ewenementem na skalę światową. Po przejęciu władzy w 1917 roku przez bolszewików najcięższą karą dla przeciwników politycznych było więzienie w zakresie roku, dwóch lub przyrzeczenie, że nie będą szkodzić władzy Kraju Rad. Dopiero biały terror wymusił konieczność obrony w postaci czerwonego terroru, inspirowanego i realizowanego zresztą na własną rękę również przez czynniki oddolne. Nawet wrogi bolszewikom od rozpadu ZSRR dawniej umiejący odróżnić poglądy leninowskie od stalinowskich wypaczeń historyk Wołkogonow zmuszony był przyznać: ”Czerwony terror rozpoczął się w odpowiedzi na biały”.

Wbrew komentatorom, którzy na siłę chcieliby przedstawić go jako dyszącego żądzą mordu potwora, Dzierżyński nie był zbrodniarzem łaknącym ofiar i krwi. Obecnie łatwo przemilczeć, że trwała okrutna wojna, kapitaliści potracili olbrzymie majątki w Rosji i tracili równie wiele pieniędzy na sponsorowanie bezwzględnej walki przeciwko bolszewikom. W sytuacji, jakiej się znalazł Dzierżyński, musiał przeciwstawić się tym, przeciwko którym przez całe życie konsekwentnie i z determinacją walczył. Biorąc pojmanych na spytki, umiał dostrzec przyczyny ich postępowania, odróżniał ludzi, którzy walczyli dla mamony od przypadkowo uwięzionych i walczących dla swojej idei. Tych drugich szanował i często uwalniał, jak chociażby wspomnianych wyżej anarchistów, czy księży, którzy musieli wywrzeć swoją pokorą i wiarą wrażenie na Feliksie. I nie ważne dla niego było czy ich wiara zgadzała się z jego, umiał uszanować ludzi takich jak on sam, ludzi przesiąkniętych ideowością i pragnieniem zmiany człowieka na lepsze.

Lecz biografii Dzierżyńskiego nie powinno się rozpatrywać wyłącznie mając wzgląd na jego aktywność jako twórcy WCzk i podwalin wywiadu radzieckiego. Już cała jego działalność konspiracyjna na Wileńszczyźnie, a potem w Królestwie Polskim (choćby agitacja wśród żołnierzy w garnizonie w Puławach, tworzenie drużyn bojowych SDKPiL w dobie rewolucji 1905-1907 albo prowadzenie pochodu 1 majowego w 1906 r., krwawo zasieczonego carskimi nahajkami siepaczy, którzy nie wahali się odciąć głowy małej dziewczynce uczestniczącej w nim pod opieką rodziców i jego ofiarność w noszeniu rannych do szpitali) , czy w Galicji, a także w więzieniach carskich, w których organizował bunty tworząc np. na krótko wolną autonomiczną republikę w więzieniu siedleckim w 1901 r. stanowi materiał na doskonały film biograficzno – sensacyjny. Nie wspominając już o brawurze i fantazji, jaką wykazywał przy ucieczkach z zesłania. Co więcej zupełnie nieznana jest jego humanitarna pomoc jakiej udzielał w okresie uwięzienia w Siedlcach śmiertelnie choremu na gruźlicę swemu współwięźniowi i przyjacielowi, Antoniemu Rosołowi, synowi Jana Rosoła, wynosząc go na własnych rękach na świeże powietrze, gdy nie mógł już chodzić. Świadkowie tych faktów, jak np. robotnik, Józef Retke, późniejszy szef Organizacji Bojowej PPS, któremu podlegał Stefan Okrzeja twierdził także po latach, gdy już w Polsce międzywojennej tworzono wokół postaci Dzierżyńskiego czarną legendę, że jeśli znał kogoś, kogo można uznać za świętego, to był to Dzierżyński, któremu nawet gdyby nie uczynił już w życiu niczego więcej i tak należałby się pomnik, za to co zrobił dla Rosoła.

Jeśli ktoś uznałby to za element hagiografii, to warto to skonfrontować np. z z zapiskami z jedynym z ocalałych pamiętników więźnia, pisanych przez niego w czasie uwięzienia w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej i humanistycznym nastawieniem jakie prezentuje tam wobec nawet przeciwników klasowych, ale także z całą jego późniejszą działalnością w Rosji Radzieckiej widzianą nie przez pryzmat powielanych schematów, lecz solidnych badań uwzględniających konteksty wydarzeń i związki przyczynowo – skutkowe. Obecnie równolegle z innymi mrożącymi krew opowieściami, wyssanymi z palca i tworzącymi jego czarną legendę, przykładowo powtarza się zaczerpnięte np. z paszkwilu „Dzierżyński czerwony kat” napisanego przez chorego psychicznie hrabiego Bohdana Jaxę – Ronikiera bajki, że był to mściciel, który z satysfakcją organizować miał rzekomo mordowanie Rosjan.
Nic bardziej błędnego. W momencie, gdy kilkanaście obcych państw rzuciło swoje armie do walki z młodą republiką rządzoną przez robotników i chłopów, współpracując z rodzimymi armiami interwenckimi, które pragnęły odzyskać panowanie klasowe burżuazji, która dzięki fałszywym obietnicom pokoju dokonała obalenia caratu, bądź przywrócić monarchię, uchwycić na nowo władzę, biorąc Rosję w swe posiadanie choćby głodem, zorganizowanym sabotażem i bezlitosnym masowym terrorem uderzających nie tylko w rewolucjonistów, czy członków aparatu władzy lecz także ludność cywilną, Dzierżyński nie mógł otwarcie żądać zniesienia kary śmierci, dlatego jedynie starał się w owym najcięższym czasie oszczędzić jej tym, których sprawy do niego szczęśliwie dotarły i podczas rewizji których stwierdzał, że są przetrzymywani w więzieniu bądź skazywani na śmierć bezpodstawnie. W ten sposób ocalił wielu Polaków, Rosjan, Ukraińców, bądź przedstawicieli innych narodowości reprezentujących różne poglądy i wyznania.

Wśród tego rodzaju spraw, których liczne ślady można znaleźć także w archiwach domowych wielu również polskich rodzin, historykom powinien być znany przypadek niejakiego Sidorenko, który uciekł z ukraińskiego aresztu WCzK prosto do Moskwy i dotarł do Dzierżyńskiego, przedstawiając mu swoją sprawę i nie zawiódł się – Dzierżyński rozkazał uwolnić niewinnego człowieka, nad którym wisiał poprzednio wyrok śmierci. Dążąc do wyeliminowania ferowania wyroków wobec niewinnych czy obciążonych błahymi czynami, wprowadził nakaz, że jeśli zapadnie wyrok śmierci, śledczy który go wyda, ma obowiązek spojrzeć ofierze w twarz nie tylko odczytując wyrok, lecz osobiście go wykonując i dokonując pochówku.

Na jego wniosek doszło do pierwszej amnestii przeprowadzonej w 1919 r. Jednak w połowie 1920 r., kiedy tylko pierścień okrążenia wokół Rosji Radzieckiej za sprawą zwycięstw Armii Czerwonej, za cenę niemałych strat nieco osłabł, Dzierżyński przy wsparciu Lenina zażądał od Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad zniesienia kary śmierci z kompetencji WCzK i jej reorganizacji, uwzględniającej rozwiązanie terenowych organizacji, które splamiły się w poczuciu własnej fanatycznej racji stosowaniem ślepego terroru, bezprawnymi uwięzieniami, bądź innymi naruszeniami praworządności i godności aresztowanych. Zaznaczał wówczas, że „nie powinno być żadnego udowadniania przestępstwa samym pochodzeniem klasowym” i „nasza polityka karna nie jest dobra”. Kiedy indziej pisał do swego zastępcy Józefa Unszlichta, że lepiej pomylić się tysiąc razy dla liberalizmu, niż skazać jednego niewinnego człowieka, krytykując, że nie powinno być w więzieniach ludzi, których obciąża jedynie „nieszkodliwe gderanie na władzę radziecką”.

Starał się włączać do pracy w WCzK ludzi reprezentujących podobny poziom do jego własnego, jak np. Wiaczesław Mienżyński czy szef wywiadu WCzK Artur Artuzow. Jednak zdawał sobie sprawę, że do pracy w tym aparacie mogą przenikać, jak to określał, zarówno święci, jak i łajdacy. Dla tych ostatnich był bez litości. Wśród funkcjonariuszy WCzK, których Dzierżyński zamierzał aresztować za nadużycia władzy i naruszanie prawa znalazł się m.in. późniejszy szef specsłużb i prawa ręka Stalina, Ławrientij Beria. Jedynie interwencja Stalina i Ordżonikidzego ochroniła Berię. Mimo to trzeba zaznaczyć, że jeszcze do 1928 r. Rosja Radziecka, a potem ZSRR miał stukrotnie mniej więźniów niż w późniejszym okresie.

Anne Applebaum w swoim skądinąd tendencyjnym monumentalnym opracowaniu „Gułag” nie ukryła stukrotnie mniejszej liczby więźniów w okresie do końca lat 20 w stosunku do karceryzacji w okresie umocnienia stalinizmu. W rzeczywistości nawet w najcięższych latach wojny domowej było w Rosji Radzieckiej (wliczając kryminalistów) mniej niż 100 tys. uwięzionych, czyli około dwa razy więcej w porównaniu z obecną Polską. W 1930 r. liczba ta osiągnęła wielkość 662 257, systematycznie wzrastając w latach następnych . Więziony w okresie późniejszym przez Gestapo i NKWD Aleksander Weissberg-Cybulski, autor książki „Wielka czystka” wspominał, że w dobie lat 20 więzienia radzieckie miały opinię najbardziej humanitarnych w Europie.

Nawet Anne Applebaum we wspomnianym opracowaniu nie sugerowała masowej zagłady, która miała by być przyczyną znacznego spadku liczby więźniów (w 1922 -57 tys.; 1928 – 30 tys.) przed okrzepnięciem władzy biurokracji stalinowskiej, gdy statystyki te poszły w górę, wraz ze znacznym pogorszeniem warunków w miejscach odosobnienia, wskutek czego śmiertelność zaczęła zbierać tam spore żniwo. Przyznała za to, że jeszcze 6 lat po śmierci Lenina wpływ na los więźniów miał reaktywowany właśnie z udziałem Dzierżyńskiego tuż po rewolucji nielegalny, co warto podkreślić, zarówno za rządów caratu i za rządu tymczasowego Polityczny Czerwony Krzyż.

Wypada się zgodzić z tym, co napisał prof. Andrzej Andrusiewicz w podsumowaniu do wydanego w 2011 r. przez „Świat Książki” opracowania swego autorstwa „Piotr Wielki. Prawda i mit” o poglądach antykomunisty – nacjonalisty Sołżenicyna, który nazywał Piotra I i Lenina „agentami Zachodu” i opowiadał się za tradycją „zdrowej izolacji” czasów stalinowskich: „Sołżenicyn, ofiara stalinizmu, zdawał się nie zauważać, że to właśnie izolacja zrodziła Archipelag Gułag”.

Rewolucjoniści starali się wyeliminować zarówno w armii, jak i służbach specjalnych stosowane i uprawnione jeszcze po rewolucji lutowej kary cielesne, łączące się z brutalnymi pobiciami. Stosujących tego typu niedozwolone metody w śledztwie Dzierżyński karał surowo. Wszelkie zmiany w kodeksie karnym rozszerzające zasięg przestępstw, zaostrzające kary i sankcjonujące masowe egzekucje i drastyczne metody przesłuchań nastąpiły już po śmierci Dzierżyńskiego.

Ponadto wprzęgnął on podległe sobie służby do działalności mającej na celu ratowanie z ulicy sierot po wojnie domowej i I wojnie światowej, organizując budowanie sierocińców i adopcje dla bezdomnych dzieci, które nie mając innej możliwości przeżycia, chwytały się działalności przestępczej. Republika Rad przeznaczyła 20 miliardów rubli na żywienie dzieci. Na dworcach i placach miast w zimne dni rozpalano ogromne piece, by ogrzać bezdomnych malców, w ogromnych kotłach gotowano dla nich strawę. W kwietniu 1923 roku na apel Dzierżyńskiego ogłoszono „Tydzień chorego i bezdomnego dziecka”, zbierając ubrania, produkty żywnościowe i pieniądze dla dzieci.

Osobnym rozdziałem życia Dzierżyńskiego i materiałem na kolejny, trzeci już film, jest jego aktywność w charakterze działacza gospodarczego poczynając od przejęcia steru ludowego komisariatu komunikacji, a na przewodnictwie Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej kończąc.
Ujawnił się na tych stanowiskach jako wysoce krytyczny państwowiec wobec bezdusznej biurokracji, której realia pracy poznawał teraz z bliska, jednocześnie nie ukrywając, że brak mu fachowej wiedzy i doświadczenia i przyszedł do resortu gospodarczego uczyć się. Krytykując m.in. nadużycia i to co określał, jako „potęgę papierka”, wskazywał, że „patrzenie oczami aparatu – jest to zguba dla zarządzającego.” „Jaki system pracy jest najbardziej skuteczny? – pytał – I odpowiadał sam sobie: – System zaufania i osobistej odpowiedzialności”. Oczywiście mimo, że był on działaczem państwowym, zdawał sobie sprawę, że bez obumierania aparatu państwowego, które jest możliwe jedynie w warunkach braku poważnych zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych, nie ma mowy o komunizmie.
Włączając do współpracy przedrewolucyjnych ekonomicznych specjalistów, sprowadzanych także z emigracji, nie krył irytacji, że w pierwszym państwie robotników i chłopów, nie wydaje się prac rodzimych naukowców docenianych na zachodzie: „Jeśli byście się zaznajomili z sytuacją rosyjskiej nauki w dziedzinie technologii, to wy bylibyście zdziwieni sukcesami. Ale, niestety, kto czyta prace naszych naukowców? Nie my. Kto ich wydaje? Nie my. Z nich mają korzyść i publikują je Anglicy, Niemcy, Francuzi, którzy wspierają i korzystają z tej nauki, której my nie wiemy jak używać”.

W swoim niezwykle napiętym grafiku, Dzierżyński znalazł czas m.in., by udzielać się w posiedzeniach komisji ds. lotów międzyplanetarnych, gdzie dyskutował z prof. Konstantym Ciołkowskim, a także, by zainicjować powołanie towarzystwa przyjaciół kina radzieckiego i istniejącego do dziś klubu sportowego czekistów „Dynamo”. Żywo interesował się działalnością polskich komunistów na emigracji i w miarę możliwości brał w niej udział. Był współzałożycielem Związku Byłych Katorżników i Zesłańców Politycznych oraz wraz z Julianem Marchlewskim i Feliksem Konem Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom, mającej nieść materialną i moralną pomoc rodzinom więźniów politycznych w krajach kapitalistycznych.

Dość szybko przejrzał Stalina, w którym początkowo widział umiarkowanego centrowca, za sprawą jego zdolności maskowania się, stwierdzając otwarcie w rozmowie ze stojącym na czele Rady Komisarzy Ludowych Rykowem: „Polityki tych władz nie podzielam. Nie rozumiem jej i nie widzę żadnego sensu”. Nie popierał jednak opozycji, której działalność uważał za rozbijacką wobec partii, dlatego swoje krytyczne opinie na temat kierownictwa zawarł w prywatnych wypowiedziach i korespondencji. Daje się jednak zauważyć, że unikał w nich personalizowania tej krytyki pod adresem władz. Zwracał uwagę na ogólną sytuację, która jego zdaniem sprzyjała pogrzebaniu owoców rewolucji przez dyktatora, który będzie grabarzem rewolucji, niezależnie od tego, jak czerwone pióra będą przyozdabiały jego ubiór – jak przestrzegał w jednym z ostatnich listów. Rządzącej nowej biurokracji przeradzającej się w nomenklaturę były nie w smak jego przekonania, które formułował następująco: „my – komuniści, powinniśmy żyć tak, aby masy pracujące wiedziały, że nie dorwaliśmy się chciwie do władzy w imię osobistych interesów kasty, nie jako nowa arystokracja, lecz słudzy ludu”. Prawdopodobnie zdecydowało to o inwigilacji jego osoby przez prokuraturę z wyższej sankcji, która starała się od 1923 r. znaleźć bądź raczej sfabrykować dowody, że znany z nieprzekupności rewolucjonista bierze łapówki.
Atmosfera politycznego zaszczucia jakiej go poddano podkopała mocno jego i tak nadwyrężone zesłaniem i więzieniami zdrowie i równowagę psychiczną, co najprawdopodobniej stało się przyczyną jego śmierci, jeśli nie było to samobójstwo, którym w ostatnich miesiącach próbował szantażować swoich towarzyszy kilkakrotnie, na przemian z gotowością rezygnacji ze wszystkich stanowisk, by nie zarażać swymi wątpliwościami, lub też efekt działania trucizny, zaaplikowanej mu, by źródło tych wątpliwości uciszyć na zawsze. Wiadomo, że w ostatnich dniach życia odmówił spotkania Stalinowi.

Własnego syna, Jana starał się wychować w duchu krytycznego samodzielnego myślenia, przesyłając mu, według jego własnych wspomnień, także karykatury pokazujące w krzywym zwierciadle rzeczywistość radziecką, jednocześnie ucząc go języka polskiego, w którym mówili obydwoje z jego żoną w domu i zarażając miłością do ojczystej literatury i kultury. Nigdy nie wyzbył się tęsknoty za Polską, do której jednak wskutek drogi rewolucyjnej, którą obrał i związanymi z tym oszczerstwami burżuazji, nie mógł na stałe powrócić, choć jeszcze w liście z rosyjskiego więzienia pisanym w 1916 r. do siostry Aldony, wyrażał nadzieję, mając na myśli siebie i swoje rodzeństwo, że „Warszawa zbierze nas wszystkich w nowym życiu”. Jak się okazało, poza epizodem Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski w Białymstoku, miało to pozostać niespełnionym marzeniem.

Na marginesie wypada wskazać, że Lenin nie pomylił się, pisząc w 1922 r. swoje krytyczne uwagi w kwestii narodowościowej w ocenie Stalina, jako wielkorosyjskiego szowinisty – neofity. Popełnił jednak, jak odkrywają niedawno ujawnione dokumenty błąd w ocenie zrównywania postaw jego i Dzierżyńskiego. Po części był temu winien sam Dzierżyński, gdyż w kwestii gruzińskiej wprawdzie potępił rękoczyny kierując komisją wysłaną przez Lenina dla naruszeń praworządności na Zakaukaziu, gdy Ordżonikidze uderzył w napadzie szału miejscowego sekretarza partii – autonomistę, ale politycznie stanął po stronie Stalina. Jedno jest pewne, Dzierżyński wziął sobie do serca, jak się wydaje, krytyczne uwagi Lenina pod własnym adresem. Już gdy zaostrzał się konflikt z religią, przeciwstawiał się projektom zwalczania muzułmańskich duchownych. W 1923 r. wraz ze swoim ówczesnym zastępcą Wiaczesławem Mienżyńskim protestowali przeciwko aresztowaniu Mirsaida Sułtana Galijewa, tatarskiego komunisty – autonomisty postulowanemu przez Stalina. Mienżyński argumentował, że większość zarzutów wobec Galijewa nie jest popartych dowodami. Obaj zbojkotowali posiedzenie Politbiura poświęcone tej kwestii. Mimo, że uzyskał poparcie Zinowiewa i Kamieniewa w tej kwestii Stalin czekał z realizacją swej ofensywy przeciw Galijewowi do roku 1940. W kwestii polityki wobec Narodów Wschodu i Islamu warto odnotować, że w miarę możności powstrzymywał represyjne działania wobec tych republik zainicjowane w okresie odsuwania Lenina od spraw państwowych związanego z problemami zdrowotnymi.

Nie dziwi w tym kontekście, że Stalin uprzejmie, ale stanowczo uzasadnił swój sprzeciw wobec wniosku ustanowienia orderu im. Dzierżyńskiego, jaki 14 listopada 1932 r. przedłożony przez jego następcę Mienżyńskiego: „Nie potrzebujemy takiego orderu”. Dopiero w 1937 r. sekretarz generalny wystąpił z otwartą krytyką chwalonego dotąd publicznie rewolucjonisty, co miało uzasadnić kolejną falę represji w organach bezpieczeństwa.
Zgodnie z opracowaniem Nikity Pietrowa „Psy Stalina”, którego polskie wydanie opublikowane przez Demiart SA ukazało się w 2012 r., były czekista (a w momencie aresztowania w 1951 roku – scenarzysta) Maklarski zeznając na procesie dawnego wiceministra Bezpieczeństwa Państwowego Riumina, jak po oskarżeniu go o udział w „spisku syjonistycznym w MGB” podczas przesłuchania oświadczył, że jest uczciwym pracownikiem, nie popełnił żadnego przestępstwa przeciwko Ojczyźnie, przepracował w organach ponad 20 lat, a zaczynał jeszcze za Mienżyńskiego. Wówczas wiceminister Riumin odpowiedział: „Dzierżyński i Mienżyński niczego sobą nie reprezentowali”, dodając, że „wpuścili do organów szpiegów”, dlatego teraz trzeba „robić z tym porządek i pozbywać się tych szpiegów”, a „historia organów zaczyna się od nas„.

Nic nie oddaje lepiej niż przytoczone wyżej fakty, jak instrumentalnie propaganda tego czasu wykorzystywała legendę takich postaci jak Dzierżyński. Tak ciężkie oskarżenia skłaniają do przypuszczeń, że śmierć w 1926 r. uratowała go przed postawieniem przed sądem i staniem się jedną z pierwszych ofiar wielkiej czystki. Jednak ten instrumentalizm w zawłaszczaniu i interpretowaniu życiorysu Dzierżyńskiego w okresie stalinowskim miał także pokłosie w umocnieniu czarnej propagandy tworzonej przez jego przeciwników politycznych, jak też w towarzyszącej tej propagandzie interpretacjach, że być może był współczesnym Konradem Wallenrodem eksterminującym Rosjan…

Niniejszy szkic pozwala przedstawić w znacznym skrócie moje wieloletnie badania naukowe poświęcone postaci Feliksa Dzierżyńskiego. Chciałbym jednak, by przyczynił się on do zrozumienia jego postaci i epoki w której przyszło mu działać i kształtować swój światopogląd. A także zaprezentować choćby w zarysie ułamek szerokiego zakresu jego aktywności wykraczającej znacznie poza działalność w WCzK. Najwyższa już pora przywrócić godność postaci rewolucjonisty, który swoją postawą i życiem dochował wierności głoszonym ideałom i ocalił własne człowieczeństwo. Rewolucjonisty, którego przenikliwy krytycyzm pozwolił mu trafnie rozpoznać zagrożenia dla socjalizmu i ich skutki. Przy tym człowieka zdolnego do samokrytyki korygującej własne błędy i zarazem krytycznego, wiedzącego, kiedy należy się sprzeciwić i co wypada komuniście, a co przynosi mu ujmę. Nieubłaganego krytyka wypaczeń. Trzeba jednak pamiętać, że wroga propaganda nigdy nie wyrzeknie się kłamstw i mitów o nim.

Dawid Jakubowski

F. Dzierżyński – Projekt instrukcji WCzK o przeprowadzaniu przeszukiwań i aresztowań

Feliks Dzierżyński: 1375956_10202300724062244_1541340389_n

Numer dokumentu: 50.

Projekt instrukcji WCzK o przeprowadzaniu przeszukiwań i aresztowań [1]

[nie wcześniej niż marzec 1918]

Instrukcja dla przeprowadzających przeszukanie i notatka o wtargnięciu do prywatnych mieszkań i przetrzymywaniu pod strażą

Wtargnięcie uzbrojonych ludzi do prywatnego mieszkania i uwięzienie niewinnych ludzi jest złem, do którego w obecnym czasie trzeba się jeszcze uciekać, aby zatryumfowało dobro i prawda. Należy jednak zawsze pamiętać, że to jest złe, że nasze zadanie polega na tym, aby, wykorzystując to zło, wyeliminować potrzebę uciekania się do tej metody w przyszłości. Więc niech wszyscy ci, którym polecono przeprowadzić rewizję, aby pozbawić człowieka wolności, i trzymać go w więzieniu, to ostrożnie, będą wobec niego o wiele bardziej uprzejmi niż nawet wobec bliskiego człowieka, pamiętając, że pozbawiony wolności nie może się bronić i to, że znajduje się on w naszej władzy. Każdy musi pamiętać, że jest on przedstawicielem rządu radzieckiego robotników i chłopów, i że każdy jego wrzask,wulgarność, bezwstyd, nieuprzejmość – to piętno, które kładzie się na tej władzy.

Instrukcja dla przeprowadzającychprzesłuchanie i śledztwo

1. Broń wyjmuje się tylko w przypadku, jeśli grozi niebezpieczeństwo.

2.Traktowanie więźniów i ich rodzin powinno być najbardziej uprzejme, żadne moralizowanie i wrzaski nie są dopuszczalne.

3. Odpowiedzialność za rewizję i zachowanie  spada na wszystkich z oddziału.

4.Groźby rewolwerem i w ogóle jakąkolwiek bronią niedopuszczalne.

Winni naruszenia tej instrukcji będą podlegać aresztowi do trzech miesięcy, usunięciu z Komisji i wypędzeniu z Moskwy.

Archiwum Historyczne. 1958.Numer 1. S. 5-6.

 

1 W końcu lutego z 1918 r. F. E. Dzierżyński dowiedział się, że jeden z pracowników WCZK pozwolił sobie na grubiańskie traktowanie aresztantów. Przewodniczący WCZK osobiście przeprowadził dochodzenie w tej sprawie. Na protokole przesłuchania z 11 marca jest jego uwaga: « Komisja rozpatrzyła i postanowiła udzielić winnemu najbardziej energicznego napomnienia i na przyszłość oddawać pod sąd każdego, kto pozwoli sobie dotknąć aresztanta. F. E. Dzierżyński » (CA FSB Rosji. F. 1. Op.2. D. 12. L. 27).

Ф.Э. ДЗЕРЖИНСКИЙ — ПРЕДСЕДАТЕЛЬ ВЧК—ОГПУ. 1917–1926
1918 год [Док. №№ 21–148]

Документ № 50

Проект инструкции ВЧК опроизводстве обысков и арестов 1

[Не ранее марта 1918 г.]

Инструкция для производящих обыск

и записка о вторжении в частные квартиры и содержании под стражей

Вторжение вооруженных людей на частную квартиру и лишение свободы повинныхлюдей есть зло, к которому и в настоящее время необходимо еще прибегать, чтобывосторжествовало добро и правда. Но всегда нужно помнить, что это зло, что нашазадача, пользуясь этим злом, искоренить необходимость прибегать к этомусредству в будущем. А потому пусть все те, которым поручено произвести обыск,лишить человека свободы и держать его в тюрьме, относятся бережно к людям,арестуемым и обыскиваемым, пусть будут с ними гораздо вежливее, чем даже сблизким человеком, помня, что лишенный свободы не может защищаться и что он внашей власти. Каждый должен помнить, что он представитель Советской властирабочих и крестьян и что всякий его окрик, грубость, нескромность, невежливость— пятно, которое ложится на эту власть.

 

Инструкция для производящих обыск и дознание

1. Оружие вынимается только в случае, если угрожает опасность.

2. Обращение с арестованными и семьями их должно быть самое вежливое,никакие нравоучения и окрики недопустимы.

3. Ответственность за обыск и поведение падает на всех из наряда.

4. Угрозы револьвером и вообще каким бы то ни было оружием недопустимы.

Виновные в нарушении данной инструкции подвергаются аресту до трех месяцев,удалению из Комиссии и высылке из Москвы.

Исторический архив. 1958. № 1. С.5–6.

1 В конце февраля 1918 г. Ф.Э. Дзержинскому стало известно, что один из сотрудников ВЧКдопустил грубое обращение с арестованными. Председатель ВЧК личнопровел расследование по этому делу. На протоколе допроса от 11 марта имеется его помета: «Комиссиярассмотрела и решила сделать самое энергичное внушение виновными в будущем предавать суду всякого позволившего дотронуться до арестованного. Ф.Э. Дзержинский» (ЦА ФСБ России. Ф. 1. Оп. 2. Д. 12. Л. 27).

Link: http://www.alexanderyakovlev.org/fond/issues-doc/1018163

Dawid Jakubowski

LEF i Kolejarze Kazania w obronie idei leninowskich. „Nie kupczyć Leninem” (1924)

1452055_10202413005349206_230081615_n„W piątym numerze «LEF-u» (lato1924)  – pisze Woroszylski – ukazał się cykl artykułów o języku Lenina, pióra Szkłowskiego, Eichenbauma, Jakubińskiego,Tynianowa, Kazańskiego i Tomaszewskiego. […] Artykuł redakcyjny pt. Nie kupczyć Leninem! został usunięty przez cenzurę.” W tym artykule przedrukowano gazetowy anons: reklamę popiersi Lenina (gipsowych, patynowanych,z brązu, marmuru, granitu), „wielkości naturalnej oraz podwojonej”, dla państwowych urzędów, organizacji partyjnych, związków zawodowych, spółdzielni etc. Replika Lef-u brzmiała jak kolejny manifest: „Zgadzamy się z kolejarzami Kazania, którzy zaproponowali malarzowi, by urządził w ich klubie salę Leninowską bez popiersi i portretów Lenina, mówiąc: «nie chcemy ikon». Domagamy się: – Nie matrycujcie Lenina. Nie drukujcie jego portretów na plakatach, na ceratach, na talerzach, na książkach, na papierośnicach. Nie brązujcie Lenina. Nie pozbawiajcie go żywego kroku i człowieczego oblicza, które on potrafił ocalić – kierując historią. Lenin to ciągle jeszcze nasz współczesny. Jest pośród żywych”.

[Edward Balcerzan Włodzimierz Majakowski. Wydawnictwo: Czytelnik 1984, s.113]

[ Lenin to dla Lef-owców metafora teraźniejszości]

Dawid Jakubowski

Lew Trocki – Polski naród to nasz brat i towarzysz (1920)

74559_10202396842625148_1360729371_nLew Trocki:

Towarzysze, przystępując do tej ciężkiej walki po pierwszych niepowodzeniach my powinniśmy oczyścić swoją duszę i sumienie od nienawiści do polskiego narodu. Polski naród to nasz towarzysz i brat. Część jego oszukano, uwiedziono, druga część pojmuje wielkie wykroczenie swego rządu, ale przygnieciona kleszczami gwałtu. Nasza wojna skierowana nie przeciw polskim robotnikom i chłopom – nie, wiedziemy ją za nich. Kiedyś polscy powstańcy przeciw carowi i caryzmowi mówili do rosyjskich rewolucjonistów,rosyjskich obywateli: „Za wolność naszą i waszą”. Polscy powstańcy przeciw samodzierżawiu sądzili, że prowadzą walkę i za naszą polską i za waszą rosyjską  swobodę i oni mieli wtedy słuszność. Teraz my zmuszeni jesteśmy do wojny z polskimi panami. I mówimy polskim robotnikom i chłopom:

„Nie przeciw wam,przyjaciele i bracia, za naszą wolność i waszą wolność, przeciw naszym i waszym wrogom, przeciw ciemięzcom, magnatom prowadzimy wojnę. I o tym nie można nigdy zapominać, że kiedy zostanie zrzucona polska burżuazja, Polska zostani swobodna, o Polskę nie będziemy się kusić, zawrzemy bratni sojusz z robotniczo-włościańską polską w interesach tak naszego jak i polskiego ludu”.

Prawda, towarzysze, że Piłsudski,zagarnąwszy Wołyń, Podole, Kijów, zagrażając Homelowi, Witebskowi, Smoleńskowi,cała swoją drogę zaznaczając zbrodniami, grabieżami, rozstrzliwanianiami, pogromami – mówi, że jego zadaniem – oswobodzenie Ukrainy! Od kogo? Od ukraińskich robotników i włościan. I znalazł on dla swego rozbójniczego pochodu i szyld, prawda stary, znoszony i nie bardzo czysty, ale zawsze szyld wyzwolenia, który zowie się – Petlurą. On, Piłsudski, uznaje na Ukrainie rząd Petlury i dla niego walczy. On przelewa krew rosyjskich i polskich robotników i włościan tylko dla władzy tego wielkiego człowieka z soroczyńskiego jarmarku – hetmana Petlury.

Sowiecka Rosja i burżuazja polska.
Mowa na mitingu w Homelu dnia 10 maja 1920 roku [fragment]
Wydawnictwo Oddziału Politycznego N-ej Dywizji”Czerwona Galicja”, tekst został wydany w postaci 11 stronicowej broszurki.

Dawid Jakubowski