KPP działa od 24 lat - 2002-2026

Koszt "transformacji"

Opublikowano:

Kategoria: Wiadomości z kraju

Koszt „transformacji”

Dziś 4 czerwca, kolejna 37. rocznica wyborów do tzw. sejmu kontraktowego. Jak co roku z tej okazji będziemy karmieni stekiem kłamstw na temat PRL.

Po 1989 roku mieliśmy do czynienia ze zmasowanym, jak to się dziś modnie mówi hejtem na gospodarkę odziedziczoną po PRL. Muzea, skanseny, złomowiska, przestarzałe, energochłonne i właściwie to nie warte złamanego grosza – tak „eksperci” określali zakłady powstałe w czasach socjalizmu. Dowodem na to miały być kłopoty owych zakładów z adaptacją do nowych warunków ekonomicznych.

W przeciwieństwie do liberałów, my pamiętamy jak wraz ze zniesieniem monopolu państwa w handlu zagranicznym praktycznie otwarto granice, pozwalając na zalanie polskiego rynku wszelką tandetą, taniochą nie spełniającą żadnych norm jakościowych a często wręcz groźną dla zdrowia (vide – niesławny spirytus „Royal”), za to podkopującą ekonomiczny byt polskich zakładów.
Pamiętamy jak „eksperci” wyznania wolnorynkowego poprzez bezmyślne likwidacje jednych przedsiębiorstw, zrywali łańcuchy dostaw, generując problemy w innych przedsiębiorstwach – jak np. likwidacja zakładów Unitra Telpod produkujących potencjometry stała się ciosem w plecy dla Diory, Eltry i Unimoru.

Pamiętamy jak na początku lat dziewięćdziesiątych państwo, za liberalnym podszeptem, praktycznie skapitulowało wobec masowych „importerów” zachodniego motoryzacyjnego złomu, co na dobre pogrzebało szanse na modernizację rodzimego przemysłu samochodowego. To dzięki wam, liberałowie, dziś w naszym kraju nie produkuje się nawet roweru.

Pamiętamy, jak w 1991 roku podczas przygotowywania Programu Powszechnej Prywatyzacji, pseudopublicyści urządzili festiwal głupoty, prześcigając się w szydzeniu z przemysłu pozostawionego przez PRL a także inne kraje wtedy już postsocjalistyczne. Zwłaszcza pamiętamy jeden program pseudodokumentalny, gdzie postawiono tezę, jakoby w całym bloku socjalistycznym istniał tylko jeden zakład spełniający zachodnie standardy, a mianowicie węgierska firma „Tungsram”, produkująca różnego rodzaju lampy (żarówki, świetlówki itp.). To nie dowcip, naprawdę ówczesna propaganda posuwała się do głoszenia takich bredni! Większość owych propagandzistów była kompletnymi durniami, mimo że nierzadko legitymowali się tytułami naukowymi. Część produkowała te brednie w pełni świadomie, w ramach nazwijmy to eufemistycznie „zadań zleconych”.

Jak kłamliwe to było przekonaliśmy się już wkrótce – przez blisko dwie następne dekady łatano budżet państwa dochodami z prywatyzacji, czyli sprzedaży tych rzekomo przestarzałych, zacofanych i ogólnie bezwartościowych zakładów. Pamiętamy jak te rzekome skanseny ratowały budżet państwa, mimo że sprzedawano je za ułamek wartości, często na podstawie „wyceny” dostarczonej przez kupującego.

Dziś po latach niektórzy dostrzegają wartość wyrobów z PRL, ubolewając nad bezmyślnym zniszczeniem rodzimej produkcji. Jest to jednakże spóźniony, daremny żal.