Włoski strajk generalny

11 października we Włoszech odbył się strajk generalny. Na ulice Rzymu i innych miast wyszli pracownicy sektora publicznego oraz prywatnego, a także wspierające ich organizacje. Związki zawodowe zarzucają centrowemu rządowi Mario Draghi, że proponowany przez niego program wyjścia z kryzysu pandemicznego, przerzuca jego społeczne koszty na pracowników. Protesty spowodowały między innymi zapowiedzi cięć socjalnych, a także zwolnień w sektorze publicznym.

Bezrobocie we Włoszech przekroczyło w tym roku poziom 10%, a wśród młodych w lipcu tego roku wynosiło 27,7%. Rządowy plan zakłada przede wszystkim fundusze na stymulowanie wzrostu gospodarki nawet kosztem cięć budżetowych na usługi publiczne oraz cele socjalne. Rząd zapowiedział również dalsze zmiany między innymi prawa pracy, aby „wspierać wzrost gospodarki”.

Związkowcy przypominają, że obok wprowadzenia tak zwanego green passu – czyli ograniczeń dla osób niezaszczepionych i obowiązkowych szczepień w niektórych branżach, ukrywa się rzeczywiste intencje. Z pieniędzy przeznaczonych przez rząd na odbudowę gospodarki wiele trafi do dużych prywatnych firm, natomiast ochronę zdrowia potraktowano jako najmniej ważny element wychodzenia z kryzysu. Lewicowy związek zawodowy Unione Sindicale di Base wzywając do udziału w strajku zwrócił uwagę, że we Włoszech wciąż nie wprowadzono realnego programu śledzenia ognisk infekcji, a pracownicy ochrony zdrowia nie mają odpowiednich zabezpieczeń. Wśród postulatów protestujących znalazła się również walka z rosnącymi kosztami mieszkań, a także prywatyzacją zasobów naturalnych.

11 października największy marsz pracowniczy odbył się w Rzymie przed siedzibami Ministerstwa Usług Publicznych oraz Ministerstwa Edukacji. Wznoszono hasła pracownicze i antyfaszystowskie. Uczestnicy protestu potępili atak neofaszystowskiej bojówki partii Forza Nuova, która 9 października zaatakowała biura Włoskiej Generalnej Konfederacji Pracy (CGiL) w Rzymie. Uczestników napaści związkowcy określili mianem squadristi, nawiązując do historycznych ataków czarnych koszul Mussoliniego na ruch pracowniczy. Wielotysięczne wiece odbyły się także w Neapolu i innych większych miastach Włoch.

„Wiele firm zwalnia pracowników. Tysiące ludzi tracą pracę. Nie możemy pozwolić tym firmom i rządowi obarczać pracowników kosztami kryzysu. To miało już miejsce przy okazji poprzednich kryzysów. To szefowie i rządzący powinni zapłacić za kryzys” powiedział Guiliano Granato z lewicowej koalicji Portere del Popolo (w skład której wchodzą Włoska Partia Komunistyczna i Partia Odrodzenia Komunistycznego) wspierającej protesty.

Cztery dni później, 15 października związkowcy ponownie protestowali w Rzymie pod hasłem „Nigdy więcej faszyzmu”. W wiecu na placu Świętego Jana na Lateranie wzięło udział ponad 10 tysięcy osób, w tym przedstawiciele głównych central związkowych. Domagano się między innymi delegalizacji Foza Nuova i innych ugrupowań neofaszystowskich. „Na tym placu jest nowy ruch oporu. Ruch oporu pokonał faszyzm” – stwierdził w wystąpieniu Pierpaolo Bombardieri, przywódca lewicowej centrali związkowej Włoska Unia Pracy.