76. rocznica wyzwolenia Warszawy 1945-2021

17 stycznia 2021 r. minęła 76. rocznica wyzwolenia Warszawy. 17 stycznia 1945 r. żołnierze Armii Czerwonej oraz 1 Armii Wojska Polskiego wyzwoliły poranioną stolicę Polski.

Walki toczyły się podczas wyzwalania centrum miasta oraz Cytadeli Warszawskiej. 2 i 6 Dywizja Piechoty I Armii WP oczyściły miasto z oddziałów niemieckich. Oddziały hitlerowców zostały szybko rozbite i zmuszone do ucieczki. Do godziny 16:00 miasto zostało wyzwolone. W operacji zginęło 110 żołnierzy WP, w tym 60 od wybuchów min. 19 stycznia 1945 roku, na ul. Marszałkowskiej odbyła się defilada oddziałów 1 Armii WP.

Współpraca polskich partyzantów z Armią Czerwoną podczas wyzwalania Kielecczyzny (1944-1945)

Prezentujemy tekst Filipa Bojovica, który powstał jako praca konkursowa w związku z 75. rocznicą Zwycięstwa nad faszyzmem.


Tegoroczna 75 rocznica Wielkiego Zwycięstwa jest okazją do wielu przemyśleń i wspomnień związanych z Wielką Wojną Ojczyźnianą. Jest ona też okazją do poszukiwania odpowiedzi na wciąż niewyjaśnione pytania i do badania wydarzeń, które nie są znane szerszej części społeczeństwa.

W niniejszym eseju podejmę próbę przedstawienia tematu współpracy polsko-radzieckiej na Kielecczyźnie podczas jej wyzwalania w latach 1944 – 1945, jednocześnie starając się przedstawić to zagadnienie w sposób najbardziej krótki i przystępny jak to tylko możliwe. Utrzymujący się od kilkunastu lat klimat polityczny w Rzeczypospolitej Polskiej nie sprzyja publikowaniu prac o polsko-radzieckim braterstwie broni na szerszą skalę. W obliczu takiego stanu rzeczy tym bardziej potrzebne jest naświetlanie faktów z najnowszej historii Polski, aby przedstawiać bieg dziejów niezależnie od aktualnie forsowanych wzorców i przeciwdziałać tendencjom zagrażającym pokojowi między sąsiadującymi narodami.

W trakcie przeprowadzania operacji lwowsko-sandomierskiej przez 1 Front Ukraiński pod dowództwem marszałka Iwana Koniewa na terenie całej Kielecczyzny operowało kilka ugrupowań partyzanckich organizujących akcje zbrojne przeciwko hitlerowcom. Pomimo różnic programowych, prowadziły na większą bądź mniejszą skalę walkę konspiracyjną przeciwko Niemcom. W chwili dotarcia pierwszych sił frontowych do brzegu Wisły w rejonie Sandomierza (29 lipca 1944 r.), na Ziemi Kieleckiej aktywna była Armia Ludowa, Bataliony Chłopskie oraz Armia Krajowa. Obecna była również otwarcie faszystowska i kolaborująca z hitlerowcami Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych, którą z przyczyn oczywistych nie można zaliczyć do podziemia niepodległościowego.

Polsko-radziecka współpraca militarna w regionie świętokrzyskim nie rozpoczęła się bynajmniej wraz z nadejściem Armii Czerwonej latem 1944 r. W wielu jednostkach partyzanckich walczyli obywatele ZSRR, co więcej na Kielecczyźnie już w 1941 r. działały radzieckie formacje partyzanckie. Walczący w świętokrzyskich lasach obywatele radzieccy byli najczęściej zbiegami z obozów jenieckich2. Pierwsze grupy bojowe w Górach Świętokrzyskich to oddział osławionego Wasyla Wojczenki „Saszki” i oddział Andrieja Andriejewa, sformowane jesienią 1941 r., czyli przed powstaniem PPR. Należy tu wspomnieć o ludności wsi kieleckiej, która wykazała olbrzymią pomoc wycieńczonym radzieckim jeńcom. Większe radzieckie jednostki bojowe pojawiły się w 1944 r. Od maja 1944 r. działała solidnie wyszkolona drużyna bojowa Aleksieja Botiana. 30 lipca 1944 r. w rejonie Świniej Góry zrzucono grupę desantową dowodzoną przez Wladimira Jaromowa, a w sierpniu w powiecie włoszczowskim grupę mjr Gromowa oraz oddział kpt. Baranowa.

Największa ilość partyzantów radzieckich walczyła w szeregach Armii Ludowej. Występowali oni w każdej brygadzie. Rozkazem Dowództwa Obwodu III AL z 13 września 1944 r. sformowano dwie specjalne brygady złożone w 85% z partyzantów radzieckich: 10 Brygada AL „Zwycięstwo” i 11 Brygada AL „Wolność”. Dowodzenie nad 10 Brygadą AL objął st. lejtn. Nikołaj Dońców, a oficerem politycznym został lejtn. Iwan Gromow. Na czele 11 Brygady AL stanął st. lejtn. Stiepan Riaszczenko, a politoficerem został lejtn. Wasyl Markitienko. Brygada „Pobieda” liczyła 295 żołnierzy, zaś Brygada „Swoboda” – 200. Połączone dowództwo nad obiema brygadami sprawował płk Tierientij Nowak3.

Partyzanci radzieccy służyli także w Batalionach Chłopskich, które prowadziły wspólne zadania bojowe z AL. W efekcie potyczek prowadzonych przez BCh na Kielecczyźnie, na stronę ruchu oporu przeszło ponad 400 byłych jeńców radzieckich, wcielonych przymusowo do Ostlegionów. Aż 340 z nich walczyło w zgrupowaniu BCh Jana Sońty „Ośki”. Partyzanci radzieccy walczyli także w Armii Krajowej, głównie w 25 Pułku Piechoty AK.

Z meldunków poszczególnych jednostek taktycznych 1 Frontu Ukraińskiego jasno wynika, że stosunek ludności polskiej do wkraczającej Armii Czerwonej był przepełniony entuzjazmem i radością w związku z wypędzeniem znienawidzonych hitlerowców. Istnieje mnóstwo przykładów współpracy polskich cywili z czerwonoarmistami, lecz przekracza to zakres tego krótkiego eseju. Również formacje partyzanckie wszystkich orientacji politycznych (z wyjątkiem NSZ) włączyły się do wspólnej walki z Niemcami i wsparły działania wojsk radzieckich. Pod koniec lipca 1944 r. w powiatach Opatów, Sandomierz i Stopnica siły AL, BCh i AK liczyły 19 tys. ludzi pod bronią.

28 lipca 1944 r. zgrupowanie BCh Jana Sońty „Ośki” dokonało rozbicia sztabu Wehrmachtu w Chwałowicach. Plany operacyjne i zdjęcia lotnicze odcinka frontu Puławy – Sandomierz przekazano Armii Czerwonej. 30 lipca oddział BCh Stanisława Ordyka „Czernika”4, wspomógł w przeprawie na drugi brzeg Wisły pierwszy pododdział radziecki z 13 Armii w rejonie Kępy Nagnajewskiej.

Następnie partyzanci polscy osłaniali przeprawy rzeczne dalszych jednostek radzieckich uniemożliwiając Niemcom przebicie się do zdobytego przyczółku. Jako przykład można podać walkę jaką nawiązał 2 pułk piechoty Legionów AK na brzegu rzeki Koprzywianki 31 lipca, kiedy w sile 600 osób zablokował niemieckie przeciwnatarcie z kierunku Sandomierza. Opór partyzantów przyczynił się do sprawnego desantu na zachodni brzeg Wisły 55 brygady pancernej płk Dawida Draguńskiego. 1 sierpnia 1944 r. Armia Czerwona przy współdziałaniu z batalionem AK kpt. „Pochmurnego” (Stefan Kępa) wyzwoliła Staszów. Na ratuszu wywieszono biało-czerwoną flagę.

5 sierpnia 1944 r. po ciężkiej walce obroniono miasto Skalbmierz. Tego dnia o świcie batalion Wehrmachtu wespół z oddziałami Sonderdienstu złożonego z Ukraińców przystąpili do odbicia miasta z rąk partyzantów w ramach likwidacji Republiki Pińczowskiej. Pluton Armii Krajowej nie był w stanie przeciwstawić się niemieckiemu atakowi i został wyparty z zajmowanego przez siebie terenu. Okupant rozpoczął mordowanie mieszkańców i palenie domostw.

Na prośbę AK z odsieczą przybyły dwa pododdziały Armii Ludowej kpt. Zygmunta Bieszczanina i por. Antoniego Dobrowolskiego, ściągnięte na miejsce walki w trybie alarmowym przez dowódcę 1 Brygady AL Ziemi Krakowskiej mjr Józefa Saturna. Do walki przystąpił także oddział Batalionów Chłopskich dowodzony przez kpt. Jana Pszczołę. Partyzanci zdołali utrzymać swe pozycje, jednak nie mieli możliwości na dłuższą metę stawiać oporu. Polacy postanowili zwrócić się o ratunek do patrolu Armii Czerwonej stacjonującego w Wiślicy. O wyniku bitwy przesądziły dwa czołgi T-34, które zmiotły siły niemieckie z powierzchni ziemi.

W bitwie poległo 21 partyzantów i ok. 80 cywili. Straty niemieckie wynosiły ok. 100 zabitych. Bitwa o Skalbmierz została zapamiętana jako spektakularne zwycięstwo, w którym po jednej stronie przeciwko Niemcom walczyła AK, AL, BCh i Armia Czerwona. Warto podkreślić, że Skalbmierz dalece wykraczał poza przyczółek baranowsko-sandomierski i ów brawurowy rajd był najdalszym „wyskokiem” Armii Czerwonej podczas walk o rozszerzenie przyczółku.

O wkładzie Armii Ludowej w powodzenie radzieckiej ofensywy nie sposób napisać w kilku zdaniach. Przez cały okres pobytu radzieckich jednostek taktycznych na Kielecczyźnie, AL prowadziła najszerzej zakrojoną działalność dywersyjną wymierzoną w niemiecki transport kolejowy. Regularne zasadzki na linię kolejową Kielce-Częstochowa i Radom-Kielce paraliżowały niemiecki ruch towarowy, czyli dostarczanie broni i posiłków na front wschodni. Partyzanci AL brali także udział w największych bitwach na Kielecczyźnie (m.in. bitwa pod Gruszką 29-30 września 1944 r.) odciągając siły niemieckie od głównego odcinka frontu. Brygada „Grunwald” mjr „Maksa” zadała straty Niemcom w postaci 110 żołnierzy i blokowała ich ruch na drogach między Sandomierzem, Staszowem, a Chmielnikiem. Po ustabilizowaniu się frontu AL-owcy przekazywali informacje o niemieckich umocnieniach i liniach obronnych Polskiemu Sztabowi Partyzanckiemu, ten zaś dalej do Armii Czerwonej.

Pozostała część Kielecczyzny została wyzwolona w połowie stycznia 1945 r. w trakcie operacji wiślańsko-odrzańskiej. Do tego czasu większość żołnierzy AL przeszło na wyzwoloną Ziemię Lubelską, wstępując w szeregi Ludowego Wojsk Polskiego, a na miejscu pozostały pojedyncze grupy. Partyzanci radzieccy, którzy zostali na miejscu, wstępowali później do regularnych jednostek Armii Czerwonej i kontynuowali bój. Oddziały AK i BCh z rozkazów dowództwa głównego dokonały demobilizacji przed nadejściem zimy. Siły główne frontu posuwały się w kierunku Częstochowa – Wrocław, zostawiając czasami na swych tyłach pojedyncze oddziały hitlerowców, którym udało się zaszyć w świętokrzyskich lasach.

W likwidacji niedobitków brali udział partyzanci Armii Ludowej, wśród których nadrzędną rolę odegrał Stanisław Olczyk ps. „Garbaty”. Rozbił on ostatnie garnizony Niemców pod Krzepinem i pod Kwiliną, w efekcie czego poległo 43 Niemców, a 126 rozbrojono i przekazano Armii Czerwonej.

Niniejszy temat, z powodu ograniczonej ilości stron, skróciłem maksymalnie do wybranych przykładów skupiając się na najistotniejszych faktach. Zasługuje on na oddzielną i obszerniejszą monografię naukową. Zasługują na nią przede wszystkim ci chłopcy i dziewczęta, którzy tworzyli tę historię, aby następne pokolenia już nigdy nie zaznały okropieństwa wojny.

Filip Bojović, 16.05.2020 r.

Oficjalne obchody 75. rocznicy wyzwolenia Krakowa z udziałem KPP

18 stycznia odbyły się oficjalne obchody 75. rocznicy wyzwolenia miasta Krakowa, w których udział wzięli m.in. Przewodniczący Komunistycznej Partii Polski wraz z krakowskim kołem KPP i innymi działaczami Partii.

Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 12.00 pod pomnikiem wdzięczności Armii Czerwonej na cmentarzu wojskowym Rakowice. Patronat objął prezydent miasta Jacek Majchrowski, który jako jeden z nielicznych prezydentów miast w Polsce odważył się zorganizować obchody wyzwolenia wbrew nagonce i woli władz PiS.

Po odegraniu hejnału krakowskiego jako pierwszy głos zabrał gospodarz Jacek Majchrowski, następnie przemawiali: konsul generalny Federacji Rosyjskiej w Krakowie Siergiej Liniewicz oraz prezes zarządu małopolskiego oddziału Związku Weteranów i Rezerwistów Wojska Polskiego Michał Płatosz. Na zakończenie odegrano sygnał „Cisza”.

Kolejnym punktem obchodów było złożenie wieńców i kwiatów pod pomnikiem, składały delegacje Miasta wraz z prezydentem, konsul, weterani, Stowarzyszenie Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im gen. Berlinga, delegacje partii i organizacji lewicowych. Nie zabrakło też działaczy KPP. Nie było przedstawicieli WP. Następnie uczestnicy przenieśli się na część cywilną cmentarza Rakowickiego, gdzie miało miejsce złożenie kwiatów u stóp pomnika ku czci partyzantki antyhitlerowskiej. Tu również nie zabrakło działaczy KPP.

75 lat temu żołnierze 135 Dywizji Strzeleckiej 59 Armii dowodzonej przez generała Iwana Koniewa przyniosły wolność mieszkańcom Krakowa. Na uwagę zasługuje fakt, iż wojska radzieckie nie użyły bombowców ani ciężkiej artylerii, co ograniczyło zniszczenia w mieście do minimum. Dzięki temu Kraków nie podzielił losu Warszawy, a bezcenne zabytki naszej historii przetrwały. Iwan Koniew został uwieczniony także w polskim filmie „Ocalić miasto” opowiadającym historię uratowania Krakowa.

Społeczne obchody 75. rocznicy wyzwolenia Kielc

18 stycznia 2020 r. na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich w Kielcach odbyły się obchody 75. rocznicy wyzwolenia miasta przez Armię Czerwoną. Obchody nie były w żadnym stopniu zorganizowane przez władze miasta, lecz odbyły się z inicjatywy mieszkańców Kielc i okolic, m.in. działacza Stowarzyszenia KURSK i lokalnego antyfaszysty – Filipa Bojovića. Władze miasta od kilku lat zaprzestały organizowania oficjalnych uroczystości.

Podczas wspólnego świętowania złożono kwiaty pod pomnikiem znajdującym się na terenie cmentarza oraz wysłuchano kilku przemówień. Jako pierwszy przemawiał Filip Bojović, który przypomniał uczestnikom wydarzenia przebieg bitwy o Kielce, a także poruszył temat odebrania 29 żołnierzom Armii Czerwonej honorowego obywatelstwa miasta Kielce, dewastacji nekropolii radzieckiej, a także tzw. agresywnej dekomunizacji na terenie miasta.

Kielczanin przypomniał również sukcesy Stowarzyszenia KURSK w zakresie odrestaurowywania radzieckich i polskich miejsc pamięci z okresu II wojny światowej, podkreślając, że wiele z wyremontowanych pomników zostało barbarzyńsko zburzonych bądź zasypanych ziemią na polecenie wojewody świętokrzyskiego Agaty Wojtyszek (obecnie posłanka PiS).

Wystąpiła również Barbara Olszowy ze Stowarzyszenia KURSK, która przypomniała słuchaczom wiersz o wyzwoleniu Kielc autorstwa Zdzisława Brzezińskiego – 93-letniego, nadal żyjącego, przewodniczącego kieleckiego koła Stowarzyszenia Tradycji LWP. Ciekawa była wypowiedź Jevgeniji Kulczyckiej – Rosjanki, nauczycielki języka rosyjskiego w gminie Chęciny.

Wspomniała ona o 336 osobach narodowości polskiej, pochowanych na w/w nekropolii, w tym o dwóch bohaterach rozstrzelanych jeszcze na początku wojny przez okupantów hitlerowskich. Osoby te nie mają absolutnie żadnego upamiętnienia. To właśnie mogiła, w której pochowani są Polacy została zdewastowana przez tzw. polskich patriotów w 2016 r., co jest paradoksem i świadczy o przerażającej płytkości intelektualnej samych wandali.

Przemawiająca na zakończenie uroczystości przedstawicielka KPP zwróciła uwagę na potrzebę pamięci o setkach tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, którzy polegli podczas wyzwalania Polski oraz sprzeciwu wobec fałszowania historii i polityki historycznej rehabilitującej faszyzm. Podkreśliła także konieczność sprzeciwu wobec niszczenia pomników upamiętniających zwycięstwo nad faszyzmem.

74. rocznica wyzwolenia więźniów KL Auschwitz przez Armię Czerwoną

74 lata temu, 27 stycznia 1945 roku, żołnierze Armii Czerwonej wyzwolili więźniów niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.

Żołnierze radzieccy uwolnili ponad 7 tysięcy więźniów na terenie obozu Auschwitz I i Auschwitz II-Birkenau oraz około 500 więźniów z podobozów w Starej Kuźni, Blachowni Śląskiej, Świętochłowicach, Wesołej, Libiążu, Jawiszowicach i Jaworznie.

W latach 1940-45 w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau naziści dokonywali masowej eksterminacji mordując około 1,2 miliona ludzi.

Natarcie Armii Czerwonej zapobiegło wymordowaniu wszystkich więźniów oraz zatarciu śladów faszystowskich zbrodni.

Podczas walk o wyzwolenie Oświęcimia poległo 231 żołnierzy radzieckich, w tym 66 w strefie obozowej.

Tego samego dnia 27 stycznia 1945 roku żołnierze radzieccy wyzwolili także kilka miast Zagłębia i Górnego Śląska – Dąbrowę Górniczą, Sosnowiec, Katowice, Bytom i Brzeszcze.

Walki w ramach radzieckiej ofensywy styczniowej toczyły się także na innych, odległych terenach. Ten sam dzień przyniósł także wyzwolenie m.in. Trzcianki – niewielkiego miasta w Wielkopolsce.

27 stycznia to dobry moment aby przypomnieć wszystkim, którzy usiłują zrównywać komunizm z nazizmem, że to żołnierze Armii Czerwonej oraz Wojska Polskiego, których zniesławia obecna władza, uratowali przed eksterminacją setki tysięcy ludzi.

Dlatego tak ważna jest pamięć o ich dokonaniach i poświęceniu.

red.

Co to jest Polska?

W ramach cyklu publikowania materiałów historycznych, poświęconych polskiej, przedwojennej myśli komunistycznej w związku z reżimowymi obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę planowanymi na 11. listopada 2018 r. prezentujemy kolejny tekst z broszury „Czy Polska jest naprawdę wolna i niepodległa?” z 1920 r. Mimo swojej niewątpliwej historyczności zawiera jakże aktualne aluzje do sytuacji dzisiejszej, zwłaszcza w kontekście wyprzedaży majątku narodowego obcemu kapitałowi czy dramatycznej sytuacji i walki lokatorów w Warszawie. Zastanówmy się i dziś odpowiedzmy sobie: Co to jest Polska i do kogo tak naprawdę należy?


Co to jest Polska?

Z broszury „Czy Polska jest naprawdę wolna i niepodległa?”, 1920 r.

Polska – to ten kawał ziemi, gdzie większość ludzi mówi i myśli po polsku.

Przed wojną europejską Polska była podbita i podzielona: należała do Niemiec, Rosji i Austrii. Obecnie się zjednoczyła i tworzy odrębne państwo.

– Do kogo więc należy teraz?

– Jak to do kogo? A do siebie samej.

– Chcesz powiedzieć, że kawał ziemi należy do kawała ziemi.

– No nie… Do siebie samej, to znaczy do swoich mieszkańców, do wszystkich Polaków.

– Znaczy się, że i do nas… Do ciebie i do mnie też Polska należy.

– I do nas również, bo przecież jesteśmy Polakami.

– Hm, co do mnie, nie wiedziałem, żem taki bogaty. Kąt, w którym mieszkam, nie do mnie należy, lecz do kamienicznika, który jeżeli w tej chwili nie może mnie wyrzucić na ulicę, to za to przysiągł, że nie będzie ani odświeżać ścian, ani naprawiać zrujnowanych, chwiejących się schodów, nie pozwoli zamiatać podwórza ani czyścić ustępu, aż brud, smród, zawalenie się schodów lub usunięcie sufitu zmuszą mnie i kilkadziesiąt innych rodzin robotniczych do wyprowadzenia się. Niepewny jestem, czy znajdę jutro dla siebie jaki stęchły, obrzydły kąt, a ty mi powiadasz, że do mnie należy Polska.

– No przecież nie do ciebie poszczególnie. Powiedziałem: do wszystkich Polaków.

– A zatem Polska jest własnością wspólną wszystkich Polaków? Wszyscy mają do niej jednakowe prawa, jak do powietrza i wody…

– Tak być powinno.

– Mówisz: tak być powinno, a więc przyznajesz, że w rzeczywistości tak nie jest. Bo wiesz dobrze, że nawet dobre powietrze w Polsce jest przywilejem, że nasze dzieci robotnicze gnieżdżą się i mrą po smrodliwych suterenach, podczas gdy tam – drugi koniec miasta tonie w zieleni parków, pośród których w nielicznych pałacach mieszkają nieliczne rodziny szczęśliwców. Wiesz, że w całej Polsce nie masz kawałka ziemi, o którym by ktoś nie powiedział: – to moje. A ty, jak i inni robotnicy, nie posiadasz w całej Polsce nic swego prócz pary rąk do pracy i tę pracę swoją musisz sprzedać za kawałek kartkowego chleba.

Więc Polska nie należy, jak powiedziałeś, do nas wszystkich – to się tylko tak mówi. Polska należy dziś do tych, którzy z niej mają po kawałku. Warszawa, stolica kraju, należy do kilkunastu tysięcy kamieniczników, a nie do miliona swoich mieszkańców. Połowa ziemi w Królestwie należy do siedmiu tysięcy szlachty – obszarników. Jeszcze więcej ziemi należy do obszarników w Poznańskiem. W Galicji są obszarnicy, którzy są właścicielami całych powiatów, a ta ziemia, co nie jest obszarnicza, jest tak pokawałkowana, że to, co przypada na jedną rodzinę, wyżywić jej nie może. Podług obliczeń samych obszarników i tych, co im się wysługują, jest w Polsce tylko po wsiach, nie licząc miast, 6 milionów ludzi, co nic albo prawie nic własnego nie posiadają. A jak doliczyć do tego robotników po miastach, drobnych rzemieślników i przekupniów po miasteczkach oraz chłopów małorolnych, to będzie jeszcze drugie tyle, ze 12 milionów, to jest połowa wszystkich Polaków na świecie.

Ale tych, którzy naprawdę mogą o sobie rzec, że do nich należy Polska – obszarników, kapitalistów, kamieniczników i fabrykantów – tych jest zaledwie kilkadziesiąt tysięcy od Karpat do Gdańska, kilkadziesiąt tysięcy na 22 miliony.

Do nich należą wszystkie bogactwa naszego kraju.

Podzielili ją niby szmat sukna, ciągną z niej zyski i dywidendy, sprzedają jej wnętrza – węgiel, naftę, wywożą za granicę lasy, co ją pokrywają, i chleb, który ona rodzi. Polska to ich dziedzictwo, ich folwark, ich dojna krowa.

– Jużci, że tak jest. Ale to może się zmienić.

– My wierzymy, że może się zmienić, i nawet powiem ci później, jak się zmieni. Ale tymczasem okazuje się, że po ustąpieniu Rosjan, Niemców i Austriaków Polska nie jest wolna i niepodległa, gdyż nie należy, jak powiedziałeś, do wszystkich Polaków, lecz do niewielkiej ilości obszarników i kapitalistów. Jest ich własnością; jak zechcą, mogą ją sobie sprzedać.

– Sprzedać?

– No tak, sprzedać. Tak samo, jak sprzedają zboże i ziemniaki, jak się sprzedaje krowę i świnię. Mogą ją puścić na pasek Niemcom, Anglikom, Amerykanom, kto da więcej.

– Całą Polskę?

– A choćby. Sprzedać ją mogą ci, co ją posiadają na własność – panowie magnaci, panowie szlachta, panowie bankierzy, panowie fabrykanci. W Ameryce istnieją takie spółki kapitalistyczne, trusty, co mają więcej dolarów, niż wszystkie bogactwa Polski są warte. Ci mają ręce chciwe i sięgają daleko. Znaczna część nafty w Galicji już należy do nich. Jutro, jeżeli zechcą, zakupią cały węgiel, jaki tylko leży w polskiej ziemi. Pojutrze zapłacą za lasy polskie i wezmą jak swoje. A że Wisłę kapitaliści obcy już zneutralizowali, to jest tak, jakby wynajęli do swego użytku, łatwo im będzie lasy polskie wywieźć za morze.

– I myślisz, że nasi panowie gotowi są naprawdę spuścić wszystko, co mają, zagranicznym bankierom?

– No, nie wyzbędą się oni tak zaraz swej ziemi, kopalń i fabryk. Ale trzymać się będą tych bogactw nie przez miłość ojczyzny, o której tyle bają, lecz przez miłość zysków i władzy. Gdyby mieli do wyboru odstąpić to wszystko ludowi polskiemu bez wykupu albo obcym kapitalistom za dobrą gotówkę, nie wahaliby się ani chwili. Nawet gdyby tak się zdarzyło, że władza ich i majętność byłyby zagrożone przez polski lud pracujący, gotowi byliby podzielić się raczej z obcymi bankierami, byle ci im pomogli do utrzymania ludu polskiego w niewoli. Im to nie nowina, wszak sprzedali już oni nieraz język i wiarę za tytuły i dostojeństwa.

Dopóki Polska jest w posiadaniu kapitalistów, wyzyskiwaczy, obcych czy swoich, dopóty nie jest wolna, nie jest rzeczywiście niepodległa. 


„Co to jest Polska?”, [w:] KPP w obronie niepodległości Polski. Materiały i dokumenty, Wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1953, s. 37-40.

27.01.2018: w rocznicę wyzwolenia przez Armię Czerwoną Auschwitz-Birkenau

Pamiętajmy o 73 rocznicy wyzwolenia przez Armię Czerwoną około 7 tysięcy więźniów nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz–Birkenau. W walkach o wyzwolenie rejonu Oświęcimia zginęło zginęło 231 żołnierzy Armii Czerwonej, w tym 66 w strefie obozowej.

Warto przypomnieć, że tego samego dnia 27 stycznia 1945 roku żołnierze radzieccy wyzwolili także kilka miast Zagłębia i Górnego Śląska – Dąbrowę Górniczą, Sosnowiec, Katowice, Bytom, Brzeszcze. Walki toczące się w ramach radzieckiej ofensywy styczniowej toczyły się także na innych odległych terenach. Ten sam dzień przyniósł także wyzwolenie m.in. Trzcianki. O tym niewielkim mieście położonym w Wielkopolsce stało się głośno w ubiegłym roku, po zburzeniu na wniosek lokalnych władz mauzoleum upamiętniającego poległych i pochowanych tam 56 żołnierzy radzieckich.

27 stycznia to dobry moment aby przypomnieć wszystkim, którzy usiłują zrównywać komunizm z nazizmem, że to żołnierze Armii Czerwonej oraz Wojska Polskiego, których zniesławia obecna władza, uratowali przed eksterminacją setki tysięcy ludzi. Dlatego tak ważne jest zachowywanie pamięci o ich poświęceniu.

72. rocznica oswobodzenia więźniów hitlerowskiego obozu

W ZWIĄZKU Z 72. ROCZNICĄ OSWOBODZENIA PRZEZ ARMIĘ CZERWONĄ HITLEROWSKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO AUSCHWITZ–BIRKENAU W OŚWIĘCIMU.
KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP) SKŁADA UROCZYSTY HOŁD WSZYSTKIM WIĘŹNIOM ZAMORDOWANYM TAM W BESTIALSKI SPOSÓB PRZEZ HITLEROWSKICH BANDYTÓW W LATACH 1940–1945.
PAMIĘTAMY O WAS I NIGDY O WAS NIE ZAPOMNIMY!
PRECZ Z WOJNĄ! PRECZ Z FASZYZMEM!

M. JAGOSZEWSKI, „POSŁUCHAJMY WOŁANIA POPIOŁÓW”, „Dziennik Łódzki”, Rok XX, Łódź, środa, 27 stycznia 1965 r., Nr 23 (5641), s. 1–2.

„20 lat temu – 27 stycznia 1945 r. – oddział wojsk radzieckich wkroczył do obozu Oświęcim–Brzezinka.
Obóz był już poprzednio ewakuowany.
Znaleziono w nim gromadę żywych szkieletów, a obok wysadzonego w powietrze krematorium w Brzezince, wzgórek popiołów: tyle pozostało po 4 milionach ludzi, którzy w ciągu 5 lat znaleźli tutaj śmierć.
Wtedy też po raz pierwszy struchlały ze zgrozy świat dowiedział się prawdy o Oświęcimiu.
Ale czy pełnej prawdy?
O tym wielkim kombinacie śmierci napisano już w różnych językach setki książek, broszur i rozpraw, opracowano na tym tle wiele filmów.
Niemniej prawda o Oświęcimiu wciąż jeszcze nie została wyświetlona do końca.
Toczący się od roku proces we Frankfurcie przeciwko oprawcom obozu oświęcimskiego raz w raz dorzuca nowe szczegóły.
Szczegóły tak potworne, że pod wrażeniem zeznań pierwszego świadka zasłabł sędzia Hummerich, na skutek czego przewodniczący sądu musiał dwukrotnie przerywać tego dnia posiedzenie…
Każdy dzień dalszej rozprawy przynosi nowe prawdy.
Prawdy, w które niełatwo uwierzyć.
Ile np. tragizmu ma opisana przez świadka scena likwidacji obozu cygańskiego.
Małe cygańskie dzieci czepiały się kolan SS–mana, prowadzącego selekcję, błagając: „wujku, nie zabijaj!”.
Ale straszliwy „wujek” był nieubłagany…
A w tym samym mniej więcej czasie jeden z SS–owskich lekarzy, prof. Kremer, notował w swoim dzienniku: „Zjadłem doskonały obiad – zupa pomidorowa, zimna kura z ćwikłą oraz świetne lody waniliowe. Wieczorem normalna selekcja, szprycowanie – Klehr”…
A propos dzieci…
Jeszcze w obozie opowiadał mi Henryk Bartoszewicz (obecnie sekretarz Klubu Oświęcimiaków przy ZBoWiD łódzkim), że komando asenizacyjne, w którym pracował, raz po raz znajdowało w kanałach Brzezinki zwłoki noworodków.
W jaki sposób dostały się tam?
Komenda obozu wydała rozkaz mordowania wszystkich rodzących w obozie kobiet oraz ich niemowląt.
Otóż lekarki – więźniarki różnych nacji po kryjomu – w największej tajemnicy przed władzami obozowymi – przyjmowały porody w poszczególnych barakach, po czym (ażeby przynajmniej uratować matki!) nowo narodzone dzieci topiono w kanałach.
Makabryczny szczegół ten – jak dotychczas – nie został jeszcze przypomniany na procesie frankfurckim.
Dla ścisłości dodajmy, że w końcu r. 1943 to okrutne rozporządzenie uchylone zostało w stosunku do kobiet pochodzenia aryjskiego.
Dzięki też temu uratowało się kilkanaścioro dzieci, urodzonych w obozie, względnie przywiezionych tutaj jako niemowlęta.
Tak m.in. ocalał łodzianin Waldemar Górski – dziś słuchacz Studium Nauczycielskiego.
Z oświęcimskiego piekła, w którym zginęło kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Łodzi i województwa łódzkiego, ocalało kilkuset ludzi, zrzeszonych dzisiaj w Klubie Oświęcimiaków przy ZBoWiD.
Wraz z innymi – budują oni teraz nową, lepszą rzeczywistość.
Należą do nich m. innymi: prof. PŁ – dr Paweł Prindisz, prof. WAM, płk dr Bogdan Wróblewski, dr Jan Pakowski – dyr. Woj. Przychodni Specjalistycznej, doc. dr Henryk Wieliczański, zasłużony działacz społeczny, sekretarz Okr. Łódzkiego ZBoWiD – Zenon Wojciechowski; Roman Holi – dyrektor handl. Przeds. Użytków Kulturalnych, Henryk Bartoszewicz – kierownik Łódzkich Zakł. Chemicznych, Franciszek Konikowski – dyr. drukarni akcydensowej, Jan Brycht, Wacław Pokusa i wielu innych.
Dziś – 27 stycznia – w 20 rocznicę oswobodzenia Oświęcimia – zejdą się oni wraz z przedstawicielami całego społeczeństwa łódzkiego na uroczystej akademii.
A zarówno ta akademia łódzka, jak i analogiczne obchody, zorganizowane w tym dniu w całym nieledwie świecie, mają tego roku szczególne znaczenie.
Zbiegają się one z natężeniem walki, prowadzonej przez różne postępowe organizacje o uchylenie lansowanego przez Bonn projektu zaprzestania ścigania hitlerowskich zbrodniarzy wojennych.
Akademia środowa będzie więc jeszcze jednym protestem przeciwko temu oburzającemu postanowieniu rządu zachodnioniemieckiego.
Nie jest również przypadkiem, że wzrasta ostatnio nieufność i obawa, z jaką niektóre państwa, nawet z obozu NATO, obserwują niezwykłą aktywność odradzającego się zachodnioniemieckiego militaryzmu oraz machinacje bońskich polityków, pragnących – poprzez powiązania z wielostronnymi siłami nuklearnymi – położyć palec na cynglu broni nuklearnej.
Nieludzka tragedia oświęcimska staje się w ten sposób ostrzeżeniem na przyszłość i mobilizuje świat do walki przeciw nowemu szaleństwu wojennemu.
Popioły oświęcimskich więźniów wołają bowiem swoim tragicznym milczeniem i wołać będą :
„Bądźcie czujni! Nigdy więcej faszyzmu! Nigdy więcej wojny i jej okropności, których symbolem jest właśnie nasze męczeństwo!”.

M. JAGOSZEWSKI”

Materiał przesłał: Ryszard Rauba – Komunistyczna Partia Polski (KPP).

Walka IPN z pomnikiem „Czterech Śpiących”

Z okazji kolejnej rocznicy wyzwolenia Warszawy związanej z datą 17 stycznia 1945 roku antykomunistyczny Instytut Pamięci Narodowej przystąpił z organizowaną przez siebie akcją zwalczania pozostałości „komunistycznej” w Warszawie przeciwko odtworzenia Pomnika Braterstwa Broni, zdemontowanego na okres budowy metra, jak dało się zrozumieć z wypowiedzi dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN „przemiłego” pana dra Andrzeja Zawistowskiego, autora ulotki, z okazji rocznicy wyzwolenia Warszawy, pt. „Na co patrzyli czterej śpiący?”: Wymieniony pomnik Braterstwa Broni ustawiony został w 1945 roku na warszawskiej Pradze, jako wyraz pamięci dla jej wyzwolenia, przez żołnierzy Armii Radzieckiej oraz 1-szej Dywizji Wolska Polskiego im. Tadeusza Kościuszki.

Antykomuniści- z IPN w ulotce swojej stwierdzają, iż monument ten to wyraz dominacji oraz zdobycia władzy przez Stalina, nad Polską i jej stolicą. Według przeprowadzonych badań wśród mieszkańców Pragi, to ponad 79% badanych jest za przywróceniem wspomnianego pomnika na Pradze na „starym” miejscu przed jego zdemontowaniem, na czas budowy stacji metra w tym miejscu. Pomnik został stworzony, ze zdobytych przez Wojsko Polskie niemieckich dział artyleryjskich w Berlinie w 1945 roku, a do figur na pomniku pozowali prawdziwi żołnierze frontowi, którzy walczyli z hitlerowcami.

Jako ostateczny argument dla jego likwidacji, ma posłużyć argument, iż został on odsłonięty przez ówczesnego prezydenta Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż kiedy było jego odsłonięcie w listopadzie 1945 roku, to Polska Rzeczpospolita, była uznawana przez państwa antyhitlerowskiej koalicji, to jest : USA, Wielką Brytanię oraz ZSRR, o czym wspomniana broszura nie informuje społeczeństwa praskiego.

Innym ważkim argumentem przeciwko jego powrotowi, ma być FAT, iż w tym czasie kiedy był odsłaniany wspomniany pomnik, to wówczas w jego otoczeniu znajdowały się budynki, zajmowane, przez „komunistyczne władze takie jak :Urząd Bezpieczeństwa, Publicznego oraz podlegający mu areszt, Głowna kwatera NKWD w Polsce, a także budynki zajmowane rzez jednostki wojskowe Armii Radzieckiej, w budynkach tych byli więzieni i przesłuchiwani „patrioci polscy” przeciwnicy „ustroju komunistycznego”. Autor ulotki nie podaje, iż wymieniani przez niego „patrioci” – byli „agentami” państwa, którego nie uznawano w Europie i na świecie, poza Watykanem oraz przez niektóre państwa Ameryki Łacińskiej.

W ulotce nie wspomina się, iż obok pomnika w jednym z budynków mieściła się siedziba Polskiego Rządu Tymczasowego, w skład, którego wchodzili w randze ministrów politycy związani ze środowiskiem emigracyjnym. W ulotce nie wymienia się faktów, iż w okolicy Dworca Wileńskiego oraz pomnika mieściły się wówczas praktycznie wszystkie urzędy będące na prawym brzegu Wisły, ponieważ Praga była najmniej zniszczona przez działania wojenne i po Powstaniu Warszawskim.

Była to jedyna prestiżowa lokalizacja dla tego typu pomnika. Autor ulotki oraz IPN dążą za wszelką cenę, aby nie dopuścić do jego powrotu, gdyż zdaniem tej instytucji jakim jest IPN oraz jego propagandystów jest niemożliwym, aby ponad 50% mieszkańców Pragi pragnęło powrotu pomnika na jego miejsce. IPN postanowił więc uczyć społeczeństwo Warszawy oraz jej dzielnicy Pragi jak mają patrzeć na przeszłość w jedynie słuszny sposób. Być może, iż wówczas zobaczą, że Warszawa została wyzwolona nie przez Armię Radziecką i Wojsko Polskie, a być może przez armię USA, która tak wspaniale wyzwala społeczeństwa, Libii, Egiptu, a teraz Afganistanu.

J.Ł. Warszawa 2014-01-18