Komentarz do orzeczenia TK w sprawie RPO

Kolejne orzeczenie tak zwanego „trybunału konstytucyjnego” wzbudza kontrowersje. Decyzja ta oznacza faktyczną likwidację funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich i wywoła niekorzystne olbrzymie skutki społeczne i obywatelskie.

Takie postanowienie „trybunału” w sytuacji niezdolności parlamentu do wyboru rzecznika przez ponad pół roku, od zakończenia kadencji dotychczasowego, spowoduje ogromne niekorzystne skutki społeczne.

Nie mieliśmy złudzeń co do działań poprzednich rzeczników, wywodzących się z opcji liberalnej i pro-kapitalistycznej. Najbliższe były im kwestie ochrony tak zwanej „klasy średniej”, a problemów wyzyskiwanych najczęściej nie rozumieli. Nie byli w stanie, ani nawet nie byli zainteresowani, zmianą systemu, opartego na kapitalistycznej niesprawiedliwości oraz łamaniu praw człowieka.

Adam Bodnar jako RPO interweniował jednak między innymi w pojedynczych przypadkach łamania praw człowieka, prześladowania lokatorów czy nadużywania władzy przez urzędników oraz polityków. Instytucja RPO stanowiła pewne ograniczenie samowoli reakcyjnych władz.

Rzecznik o prospołecznych poglądach mógłby pomóc w nagłaśnianiu ważnych tematów takich jak wyzysk i niesprawiedliwość systemu. Kapitaliści obawiają się takiego rozwiązania. PiS wspólnie z PO, na sejmowej komisji praw człowieka oraz w głosowaniu podczas posiedzenia Sejmu, odrzuciły jedynego kandydata dającego nadzieję na faktycznie prospołeczne działania Rzecznika – Piotra Ikonowicza.

Likwidacja instytucji RPO lub obsadzenie go przez partyjnego nominata PiSu „pełniącego obowiązki” rzecznika jest krokiem w złym kierunku. „Rzecznik” wyznaczony przez władze nie będzie bardziej wrażliwy na głos wyzyskiwanych, nie będzie bronił ich interesów w starciu z kapitalistyczną oligarchią.

Słów parę o wniosku Ziobry o delegalizację KPP

O wniosku prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro do Trybunału Konstytucyjnego o delegalizację naszej partii dowiedzieliśmy się z mediów 6 grudnia. Nie znamy jeszcze pełnej wersji złożonego wniosku, więc teraz możemy odnieść się tylko do doniesień medialnych.

Pogłoski, że prokuratura bada działalność Komunistycznej Partii Polski docierały do nas od lat, także w świetle procesu członków redakcji ”Brzasku” i strony internetowej oskarżanych o propagowanie totalitaryzmu. Teraz, zapewne w związku ze znikomymi osiągnięciami rządu, masowymi protestami oraz pogarszającą się sytuacją służby zdrowia i rosnącym bałaganem prawnym, minister Ziobro postanowił „poprawić” swój wizerunek, zgodnie z życzeniami skrajnej prawicy. Liczy zapewne, że po raz pierwszy od dłuższego czasu osiągnie jakiś sukces. Jest pewny, że ustanowiony przez PiS skład TK bezwarunkowo spełni jego życzenie. Widać to w kategorycznym stwierdzeniu: „Musi zostać uznane za niezgodne z konstytucją”. Zapomina, że o tym można rozstrzygnąć dopiero po zakończeniu postępowaniu z uwzględnieniem stanowisk obu stron.

Pamiętamy, że wszelkie totalitaryzmy, niemiecki, włoski czy hiszpański faszyzm zaczynały prześladowania od komunistów, a kończyło się na prześladowaniach wszystkich niezgadzających się z polityką reżimu, likwidacji wszelkiej opozycji i ludobójstwie.

Zarzuty wobec Programu KPP, które ujawniły media traktujemy jako kuriozalne i nie odpowiadające rzeczywistości. Dla porównania treść Programu KPP dostępna jest na na naszej stronie TUTAJ

Całkowicie absurdalny jest główny zarzut, że KPP rzekomo „odwołuje się w swoim programie i praktykach do totalitarnych metod i praktyk działania komunizmu”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Program partii ma charakter głęboko demokratyczny. Ustanowienie „demokratycznych rządów ludowych”, jak formułuje to nasz program, traktujemy jako fundamentalny cel naszej partii. Jeden z podrozdziałów Programu KPP nosi znamienny tytuł „Socjalizm czyli demokracja”.

Dwa lata temu pisaliśmy w tekście KPP – ostatnim szańcem wolności, iż:

Dnia 9 października 2002 r. Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował Komunistyczną Partię Polski jako partię polityczną, która została wpisana do krajowego rejestru Państwowej Komisji Wyborczej. Rokrocznie uczciwie i otwarcie KPP składa swoje sprawozdania finansowe i nigdy nie miała żadnych problemów ani zaległości. Komunistyczna Partia Polski powstała na gruzach zlikwidowanego Związku Komunistów „Proletariat”, uwzględniając (po decyzji o delegalizacji ZKP wraz z jej uzasadnieniem) obowiązujące ramy prawne i koncentrując się na propagowaniu komunizmu nietotalitarnego (tj. propagowanie komunizmu, które nie łączy się z propagowaniem totalitaryzmu). (…) Komunistyczna Partia Polski ponadto spełnia wszystkie stawiane wymogi i standardy, które nakłada na nią ustawa o partiach politycznych z dnia 27 czerwca 1997 r. (Dz. U. 1997 Nr 98 poz.604), toteż przysługują jej takie same prawa, jak każdej innej partii politycznej. KPP jest partią polityczną równą w prawach wobec wszystkich innych podmiotów politycznych.

Domagamy się pogłębienia demokracji w naszym kraju, ponieważ dotychczasowe jej formy uważamy za ułomne i niewystarczające w warunkach nowoczesnego społeczeństwa. „Demokracja to coś więcej niż możliwość oddawania głosu raz na 4 lata i to w warunkach, w których realnie nie ma się żadnego wpływu na kształt polityki i podejmowane decyzje. Demokracja musi być realizowana na co dzień, w szczególności w zakładach pracy, w samorządach, w najbliższym otoczeniu” – głosi program naszej partii.

W związku z tym domagamy się dopełnienia instytucji demokracji przedstawicielskiej o demokratyczny samorząd w miejscu pracy. „Dlatego niezbędne jest ustanowienie rad robotniczych w zakładach pracy. Demokratycznej instytucji władzy ludu, zorganizowanej tak samo jak sam proces produkcji” – czytamy dalej w programie.

Podkreślamy konieczność obrony praw i swobód obywatelskich: „Musimy przeciwstawiać się dalszemu ograniczaniu wolności słowa, prawa do zgromadzeń i dostępu do informacji, wykazywać i publicznie potępiać łamanie praw obywatelskich, korupcję i arogancję władzy. (…) Należy bronić praw do swobody wypowiedzi, wyrażania swoich poglądów, odmienności i do protestu. Niedopuszczalne jest zakazywanie lub ograniczanie przez państwo z powodów ideologicznych działalności partii politycznych”.

Całkowicie gołosłowne są zarzuty jakoby celem KPP była „nacjonalizacja i kolektywizacja dokonane pod przymusem”. Owszem, głosimy potrzebę „nacjonalizacji, czyli przejęcia przez państwo na własność kapitalistycznego przemysłu, handlu, banków i zasobów naturalnych”, wyraźnie odżegnując się jednak od prób osiągnięcia tego środkami pozaprawnymi. „Władzę należy przejąć nie po to, żeby zmienić formę wyzysku, lecz aby go ostatecznie znieść.

Nie oznacza to przejęcia władzy przemocą, a świadomą ingerencję za pomocą środków politycznych w sferę prywatnej własności przedsiębiorstw, która stanowi podstawę podzielonego klasowo społeczeństwa. Jej istotą jest zasadnicza zmiana stosunków społecznych, w tym politycznego i gospodarczego ustroju państwa”.

Dążenia takie mieszczą się w ramach art. 21 pkt 2 Konstytucji RP, który dopuszcza możliwość dokonania wywłaszczeń na cele publiczne („Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem”).

Konstytucja RP dopuszcza także możliwość zmiany politycznego i gospodarczego ustroju państwa poprzez zmianę konstytucji przez Sejm i Senat RP.

Partia nie głosi także kolektywizacji. W kwestii rolnictwa program zakłada jedynie „przejęcie przez państwo wielkich majątków ziemskich, włącznie z terenami wodnymi i leśnymi oraz utworzenie na ich bazie przedsiębiorstw produkcyjnych” oraz „tworzenie warunków do rozwoju rolniczych spółdzielni produkcyjnych i spółdzielczych zakładów przetwórstwa rolnego”.

Postulujemy także „wprowadzenie jednolitych cen na środki produkcji i usługi dla rolnictwa i stworzenie sprawnego systemu kontraktacji, transportu i magazynowania produktów rolnych; ograniczenie obrotu ziemią i państwowe pośrednictwo w tym obrocie”.

Nasze poglądy są zawarte nie tylko w Programie, ale też w wydawanych przez lata stanowiskach dotyczących sytuacji politycznej i praw obywateli w Polsce. Nigdzie też nie twierdziliśmy że negujemy inne niż nasze poglądy czy systemy.

Przedstawiamy i komentujemy kilka sformułowań z wniosku ministra Ziobry. Odnosimy się do jego fragmentów poznanych za pośrednictwem PAP. Pierwszy z nich to: „W programie KPP wyrażany jest zachwyt nad systemem politycznym Związku Radzieckiego”.

W programie naszej partii ZSRR jest wymienione tylko raz w części dotyczącej sytuacji światowej: „Walce narodowo-wyzwoleńczej sprzyjało jednak istnienie Związku Radzieckiego i krajów demokracji ludowej, które niezależnie od postępującej degeneracji budownictwa socjalistycznego, były klasowymi państwami proletariatu i do końca swojego istnienia stanowiły strategicznego przeciwnika dla mocarstw imperialistycznych”.

Wielokrotnie pisaliśmy krytycznie o błędach gospodarczych systemu socjalistycznego, które w konsekwencji doprowadziły między innymi do jego upadku. Podkreślaliśmy też konieczność wyciągania wniosków z historii oraz modyfikacji poglądów w reakcji na postęp nauki, techniki i pojawienie się nowych gałęzi wiedzy nieistniejących w XIX wieku, gdy powstawała idea komunizmu.

Zbigniew Ziobro zarzuca nam: „Wszystko, co sowieckie, jest w działalności programowej KPP gloryfikowane i usprawiedliwiane, w tym również radzieccy dowódcy, którzy wsławili się między innymi zwalczaniem polskiego podziemia niepodległościowego, atakiem ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku, czy działaniami Armii Czerwonej w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku”.

KPP nie zajmuje się w działalności programowej ocenianiem wydarzeń historycznych, usprawiedliwianiem „wszystkiego co sowieckie”. Traktujemy to jako zadanie dla historyków i publicystów parających się historią, a nie dla partii politycznej. Natomiast Ziobro i PiS narzucają swoją narrację historyczną i postulują życie i działanie w przeszłości, w uwikłaniu w spory, które dziś są anachroniczne.

We wniosku Z. Ziobro czytamy, że: „Członkowie partii wskazują na wyższość ustroju panującego w ZSRR w okresie »czerwonego terroru«, wielkiego głodu i terroru stalinowskiego, nad wolnorynkowym ustrojem demokratycznym. Wychwalają oni także stopień demokratyzacji życia publicznego w ZSRR, krzewienie kultury przez bolszewików i utrwalanie powszechnego dobrobytu”.

Nie znaleźliśmy w naszych dokumentach żadnych pochwał dla terroru. Jego ofiarą padali też polscy komuniści w ZSRR, między innymi niemal całe kierownictwo przedwojennej KPP. Pisaliśmy, że w Związku Radzieckim wspierano kulturę, także regionalną czego dowodem były setki filharmonii, teatrów, kin, muzeów i domów kultury utrzymywanych przez państwo i dostępnych dla każdego. We wszystkich republikach popierano i utrzymywano „artystów ludowych”. Troszczono się o byt obywateli, nie było bezrobocia, budowano mieszkania, przyznawano je według potrzeb itp.

Minister Ziobro zarzuca nam, że: „Gloryfikowani są również tacy zbrodniarze komunistyczni jak Józef Stalin czy Feliks Dzierżyński. O tym ostatnim KPP pisze w oficjalnym czasopiśmie tak: „Proletariat całego świata chyli głowę przed niezmordowanym rewolucjonistą, którego życie określił Józef Stalin mianem Wiecznego Płomienia. Feliks Dzierżyński – kontynuator najpiękniejszych tradycji braterstwa proletariatu polskiego i rosyjskiego – rozumiał, że walcząc o zwycięstwo Rewolucji Październikowej, broniąc jej zdobyczy, a następnie budując socjalizm w Kraju Rad, walczy zarazem o przyszłość i szczęście narodu polskiego”.

Nie można uznawać cytatów z tekstów źródłowych „gloryfikujących” Stalina czy Dzierżyńskiego za dowód, że chcemy wprowadzić ustrój totalitarny. Oddają one atmosferę i styl oficjalnej propagandy tamtych lat. To tak samo naciągane jakby załączyć historyczny panegiryk na cześć cesarzy czy królów i przypisać cytującemu zamiar wprowadzenia feudalizmu.

Zarzuca się nam nie tylko to, co zdaniem ministra Ziobro KPP jakoby robi. Oskarża nas też o to, czego z kolei nie robimy: „W ocenie Prokuratury Krajowej «KPP nie potępia nawet tak traumatycznych dla Narodu Polskiego zdarzeń, jak Zbrodnia Katyńska»”.

KPP potępia wszystkie zbrodnie, więc wymordowanie polskich oficerów w Katyniu też. W sprawie stanowiska partii zasadnicze i wiążące znaczenie mają jedynie jej dokumenty programowe. Nie podejmowaliśmy uchwał dotyczących historii. Odnosiliśmy się do wydarzeń bieżących.

Czy partie polityczne mają obowiązek potępiania przeszłości historycznej? Czy inne partie, z Solidarną Polską włącznie, podejmowały uchwały potępiające faszyzm, ludobójstwo amerykańskich Indian, mordowania ludności Konga, angielskich obozów koncentracyjnych podczas wojen burskich, czy wyrzynania ludności całych miast przez Mongołów, czy dziesiątków innych zbrodni, tu wymienionych przykładowo i przypadkowo? Nie! Więc i KPP nie ma takiego obowiązku.

Europarlamentarzyści KKE potępiają zakaz aborcji w Polsce

Reprezentanci Komunistycznej Partii Grecji w Parlamencie Europejskim potępili oburzającą decyzję polskiego Trybunału Konstytucyjnego zakazującą aborcji oraz za pośrednictwem eurodeputowanego Kostasa Papadakisa zadali Komisji Europejskiej pytanie w tej sprawie.

Niedawno polski Trybunał Konstytucyjny wydał godną potępienia i reakcyjną decyzję, w której uznaje aborcję ze względu na anatomiczne wady płodu za niezgodną z konstytucją. W praktyce jest to równoznaczne z zakazaniem większości dotąd legalnych aborcji w Polsce. W odpowiedzi na to od wielu dni trwają protesty, które skłoniły rząd do tymczasowego niepublikowania wyroku.

Do czasu decyzji trybunału, co również jest nie do zaakceptowania, aborcja była w Polsce legalna jedynie gdy ciąża stanowiła zagrożenie dla matki, płód był obciążony ciężką, nieuleczalną wadą oraz gdy ciąża była wynikiem gwałtu. Długotrwałe reakcyjne dążenie polskich władz do zakazu aborcji pcha kobiety ku aborcjom nielegalnym, zagrażającym zdrowiu, oznacza dalszą komercjalizację służby zdrowia, a także wzmacnia głęboko reakcyjne oraz anachroniczne postrzeganie roli kobiety w społeczeństwie.

W efekcie polskie władze nie tylko promują te reakcyjne działania, ale wraz z 31 krajami, w tym USA, podpisały haniebną deklarację antyaborcyjną. Jest to kolejny cios w prawa młodych kobiet, które zostały pozbawione możliwości bezpiecznej, dostępnej i darmowej aborcji, przeprowadzonej w publicznych placówkach. Jednocześnie władze oraz organy naukowe wykazują kompletny brak wiedzy o skutkach i konsekwencjach takiego stanu.

Wyrywkowe przywoływanie Polski do „respektowania rządów prawa i praw człowieka” przez UE, pod tym pretekstem uruchamia nowe reakcyjne mechanizmy UE, kosztem ludu, którego dotyczy.

Decyzja ta nie jest bez związku z barbarzyńską polityką komercjalizacji opieki zdrowotnej przez UE i rządy państw członkowskich. Bez względu na zróżnicowane opinie na temat aborcji, ich wspólnym mianownikiem jest postrzeganie zdrowia reprodukcyjnego kobiet jako pola do inwestycji, bez gwarantowania wszystkim kobietom bezwarunkowego dostępu do opieki medycznej.

Polska jest więc przykładem dostosowania prawa i wprowadzania antyspołecznych wytycznych UE, które oznaczają degradację praw kobiet, a także w ogóle praw pracowniczych, wspieranie grup biznesowych, antykomunistyczną kryminalizację mówienia o osiągnięciach socjalizmu, wśród których to osiągnięć położono podwaliny pod równość kobiet i mężczyzn we wszystkich aspektach życia społecznego.

W oparciu o powyższe eurodeputowany KKE zadał Komisji Europejskiej następujące pytanie:

Jak Komisja Europejska zamierza zagwarantować prawnie, wbrew zakazom i restrykcjom w sprawie aborcji, dostęp do publicznego i darmowego systemu opieki zdrowotnej, zapewniającego nie tylko usługi aborcyjne, ale także z zakresu edukacji seksualnej, planowania rodziny, ochrony rodzicielskiej, medycznego wsparcia dla reprodukcji, ciąży oraz narodzin?

Tysiące demonstrantów na ulicach Warszawy w obronie praw kobiet

18 listopada po raz kolejny tysiące demonstrantów wyszły na ulice Warszawy w ramach Strajku Kobiet. Ogromną brutalnością wykazała się policja, która zaatakowała pokojowo protestujący tłum i testowała nowe sposoby przeprowadzania prowokacji przez nieumundurowanych funkcjonariuszy.

Na wezwanie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet do udziału w blokadzie sejmu odpowiedziały różne środowiska. W proteście uczestniczyła także grupa członków i sympatyków KPP z czerwonymi sztandarami. Gmach parlamentu został otoczony przez znaczne siły policji, które zablokowały do niego dostęp. Wobec tego zgromadzeni w kilku miejscach demonstranci rozpoczęli przemarsz ulicami Warszawy. Licząca kilkaset osób grupa została zablokowana przez policję. Działanie to nosiło znamiona prowokacji, ponieważ demonstrantów bez powodu otoczono kordonami i na początku wzywano do rozejścia się, aby później blokować im przejście. Ci sami funkcjonariusze, którzy twierdzili początkowo, że wszyscy uczestnicy protestu, mają zostać wylegitymowani, później zaczęli przepuszczać wszystkich w małych grupach.

Do głównych policyjnych prowokacji doszło przed siedzibą państwowej telewizji TVP Info w momencie, gdy demonstranci zaczynali się już rozchodzić. Zebrani zostali zaatakowani gazem pieprzowym przez nieumundurowanych funkcjonariuszy. Dokonali oni napaści na kilka kobiet, a gdy tłum zaczął się bronić wyciągnęli pałki teleskopowe. Prowokatorzy, po założeniu opasek „policja”, ukryli się za tarczami oddziałów prewencji. Jest to sposób działania, który można było zaobserwować na przykład we Francji, podczas protestów ruchu Żółtych Kamizelek. Założenie opaski „policja” nie czyni z napastnika policjanta, który powinien mieć identyfikator. Tajne formacje policji nie powinny być w demokratycznych krajach używane do tłumienia demonstracji.

Kilkanaście osób zostało zatrzymanych, a kilkadziesiąt poszkodowanych. Brutalność policji rośni po tym gdy politycy Prawa i Sprawiedliwości zaczęli skarżyć się na jej „zbytnią pobłażliwość” podczas największych protestów strajku kobiet. Działania te obrócą się jednak przeciwko obecnemu rządowi. Jak nigdy wcześniej potrzebna jest mobilizacja, aby pokazać, że społeczeństwo nie da się zastraszyć.

KPP na proteście przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji

30 października w Warszawie ponad 100 tysięcy osób, w większości kobiet, wyszło na ulice, aby wyrazić sprzeciw wobec niemal całkowitego zakazu aborcji, wynikającego z wyroku tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego.

Trwająca ponad 5 godzin demonstracja była największą od dziesięcioleci. Jej uczestniczy zbierali się w kilku miejscach, a następnie ruszyli do centrum, łącząc się w jedno zgromadzenie. Wielokilometrowy marsz przeszedł głównymi ulicami miasta, z Centrum na Żoliborz, pod dom prezesa PiS i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. Przed jego domem przemarsz został zablokowany przez zmasowane siły policji.

W demonstracji uczestniczył też kilkusetosobowy blok tworzony przez grupy lewicowe. Nie zabrakło działaczy i działaczek KPP z czerwonymi sztandarami. Przypominaliśmy, że zakaz aborcji ma również klasowe oblicze – uderzy przede wszystkim w kobiety z klasy pracującej, których nie stać na skorzystanie z podziemia aborcyjnego.

Wśród demonstrujących dominowały hasła ludowego oburzenia, zwłaszcza pod adresem PiS, Konfederacji, Trybunału Konstytucyjnego i Ordo Iuris. Domagano się dymisji reakcyjnego rządu. Symbole strajku kobiet pojawiły się m.in. na Pałacu Kultury i Nauki, wielu budynkach przy trasie przemarszu, a także na żurawiu budowlanym w centrum miasta. Demonstrujący spotykali się z licznymi wyrazami poparcia ze strony mieszkańców, którzy wywieszali transparenty z okien i balkonów, a w kilku miejscach puszczali z okien muzykę z antyrządowym tekstem. Demonstracje zabezpieczali ratownicy medyczni, nagradzani przez tłum brawami.

W kilku miejscach tłum zaatakowały grupy neofaszystów, rzucających w kobiety i dzieci oraz osoby starsze racami. Napastnicy uciekli, gdy pojawiła się zorganizowana ochrona demonstracji. Policja interweniowała dopiero gdy bojówkarze zostali odpędzeni. Nie udała się także prowokacja szykowana przez tak zwanych „obrońców kościołów”. Wbrew ich oczekiwaniom tłum nie zainteresował się tymi obiektami i nie zamierzał ich atakować.

Demonstracje w obronie praw kobiet odbyły się tez w innych miastach. Największa we Wrocławiu zgromadziła wiele tysięcy osób. Planowane są kolejne protesty.

Fala ogólnopolskich protestów w obronie praw i wolności kobiet

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznający za niezgodną z konstytucją aborcję nieuleczalnie chorych płodów, wywołał ogólnokrajowe oburzenie i falę protestów, która przeraziła władzę.

Od 22 października na ulice polskich miast, pomimo zakazów oraz pandemii, wychodzą tysiące ludzi. Protest nabiera dynamiki, a sytuacja staje się przełomowa. Tak liczne demonstracje odbywają się nie tylko w dużych miastach, gdzie opór wobec narzucania klerykalnej moralności zawsze był silny, ale również w mniejszych ośrodkach. Odbyło się kilkaset zgromadzeń, blokad, marszów, w tym w miastach i miasteczkach uważanych za bastiony PiSu. Uczestniczyli w nich najczęściej młodzi ludzie, nie mający dotąd doświadczenia w podobnych działaniach, ani sprecyzowanych poglądów politycznych. Jest to dla nich przyspieszony kurs obywatelskiego nieposłuszeństwa. Hasło „to jest wojna”, przyjęte jako jedno z głównych podczas społecznej mobilizacji, dowodzi iż nie brakuje jej radykalizmu. Rzeczywistość przerosła nawet oczekiwania wielu środowisk lewicy społecznej.

Po raz pierwszy upadają dotychczasowe zasady etykiety, nakazujące demonstrować godnie, spokojnie i legalnie. Zgromadzenia są nielegalne, ponieważ władza wykorzystała do wprowadzenia kontrowersyjnych zmian okres pandemii. Przed policyjną interwencją broni demonstrujących ich liczebność, a także wzajemna solidarność. Pojawiają się radykalne, często nawet niecenzuralne hasła, adekwatne do sytuacji. W tym momencie widać podział między autentycznie oburzonymi, którym one nie przeszkadzają, a liberalnymi politykami usiłującymi budować swój wizerunek, a na protestach zbijać jedynie kapitał polityczny.

Runęło też tabu nakazujące szacunek do instytucji kościoła katolickiego. Skandale pedofilskie, zadufanie hierarchów, a także ich entuzjastyczne wypowiedzi po wyroku tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego, dolały oliwy do ognia. W wielu kościołach zostały przerwane msze.

Demonstranci wkroczyli między innymi do katedry poznańskiej, po tym gdy dzień wcześniej biskup poznański chwalił dążenie do całkowitego zakazu aborcji. Na murach licznych świątyń pojawiły się antyrządowe i antyklerykalne hasła. Liberalni, kapitalistyczni politycy uznali to za akt wandalizmu, jednak w rzeczywistości były one wyrazem radykalnego, bezkompromisowego sprzeciwu wobec klerykalizmu. Uderzono w oderwanych od rzeczywistości, politykujących księży wspierających władze. W Szczecinku tłum młodych ludzi bezpośrednio wykrzyczał hasła jednemu z lokalnych proboszczów. Taki zwrot sytuacji jest zdecydowanie pozytywny. Młodzi ludzie odwracają się od kościelnego zabobonu.

Po raz pierwszy tak wiele protestów miało radykalny charakter. Zarówno w większych jak i mniejszych miastach odbyły się blokady dróg, a także akcje pod biurami poselskimi parlamentarzystów PiS. Politycy partii rządzącej odczuli bezpośrednio społeczny gniew. Członkini tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego, Krystyna Pawłowicz oświadczyła, że boi się demonstrantów. Tak powinien wyglądać radykalny protest. Za antyspołeczne i antyludzkie decyzje odpowiadają konkretni ludzie. Należy uczyć ich, że działania te mają swoje konsekwencje. Do tego nie wystarczy pisanie petycji, a także toczenie akademickich debat oraz udział w konsultacjach społecznych. Na pewnym etapie niezbędne jest pokazanie gniewu ulicy.

Powołane przez prawicę bojówki, mające „bronić kościołów”, okazały się skuteczne w szarpaniu emerytek, lecz zupełnie bezradne wobec tysięcy demonstrantów. Chroniły się przed pobiciem za plecami policyjnych oddziałów prewencji. Liderzy faszyzujących grup wysyłali z kolei dramatyczne komunikaty o tym jak „zostali zaatakowani”.

W protestach uczestniczy też radykalna lewica. Widoczne są czerwone sztandary. To istotne aby stanąć po stronie wszystkich, którzy wychodzą dziś na ulice. Liberałowie nie zagwarantują ochrony ich praw. Dla nich liczy się jedynie strategia wyborcza. Nie przejmują się także losem rodzin chorych, niepełnosprawnych dzieci.

Dlatego należy rozszerzać postulaty o kwestie socjalne. Mówić, że zakaz aborcji uderza przede wszystkim w kobiety z klasy pracującej. Umożliwienie aborcji w przypadku nieodwracalnej choroby płodu nie jest wystarczającym rozwiązaniem. Kobiety, które zdecydują się urodzić chore dziecko powinny otrzymać pomoc, a rząd zamiast przeznaczać dodatkowe fundusze na modernizację armii, przekierować je na wsparcie dla rodzin osób niepełnosprawnych, a także służbę zdrowia.

Obecnie poziom konfrontacji narasta. Rząd straszy wysłaniem na ulice wojska, jest jednak świadomy, że takie posunięcie może stanowić początek jego końca. Oto z jednej strony staje oburzone społeczeństwo, głównie młode kobiety, a z drugiej reakcyjna władza chroniąca się za plecami mundurowych. W takiej konfrontacji stanowisko komunistów musi być jednoznaczne – bezwarunkowe poparcie dla walki z prawicową reakcją, a także liberalnymi, fałszywymi przyjaciółmi „praw kobiet”.

Przeciwko religijnemu fundamentalizmowi i reakcyjnej prawicy

Decyzja Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że aborcja w przypadku nieodwracalnych zmian płodu oraz jego nieuleczalnej choroby jest niezgodna z konstytucją, to uderzenie w prawa wszystkich kobiet. Ciężka, nieuleczalna choroba płodu była od roku 2002 główną przyczyną dokonywania legalnych aborcji w Polsce. Trybunał zdecydował de facto o niemal całkowitej delegalizacji aborcji, spełniając oczekiwania religijnych fundamentalistów i reakcyjnej prawicy.

Najbardziej decyzja Trybunału odbije się na najsłabszych – kobietach z klasy pracującej, bezrobotnych i wykluczonych. To od nich po raz kolejny państwo będzie wymagało heroizmu i poświęcenia, zmuszając do rodzenia nieuleczalnie chorych, zdeformowanych dzieci. Rodziny o słabej sytuacji materialnej nie mogą bowiem pozwolić sobie na turystykę aborcyjną, aby dokonać zabiegu w bezpiecznych, higienicznych warunkach zagranicą, na przykład na Słowacji. Nie stać ich również na korzystanie z tak zwanego „aborcyjnego podziemia” – niebezpiecznego dla zdrowia kobiet, ponieważ nie gwarantującego odpowiednich standardów medycznych. Ta ginekologiczna szara strefa będzie mogła teraz liczyć na wzrost i tak już ogromnych dochodów. Według szacunków organizacji kobiecych w roku 2018 jego wartość wynosiła około 400 mln zł.

W swojej perfidii polskie władze starają się utrudnić nawet dostęp do badań prenatalnych, pozwalających na rozpoznanie wad wrodzonych płodu. Wprowadzenie tak zwanej „klauzuli sumienia” dało lekarzom możliwość zniechęcania ciężarnych do badań USG. Również ten element prawa ma swój klasowy aspekt. Lekarze, którzy w państwowych klinikach zniechęcali oraz utrudniali badania, w prywatnych przychodniach pozbywali się skrupułów za odpowiednią opłatą.

Niepełnosprawne dzieci, narodzone w wyniku swoiście rozumianej „ochrony życia”, czeka jedynie cierpienie. System opieki nad osobami niepełnosprawnymi nie gwarantuje im godziwych warunków bytowych, zwłaszcza jeśli są to osoby z poważnymi, wrodzonymi schorzeniami. Świadczenie pielęgnacyjne przysługujące na przykład rodzicowi rezygnującemu z pracy, aby opiekować się niepełnosprawnym dzieckiem to obecnie nieco ponad 1800 zł. Kwota ta nie wystarcza w większości przypadków nawet na podstawową rehabilitację oraz leki.

Problem stanowi również dostępność procedur medycznych. Opieka nad nieuleczalnie chorym dzieckiem niepełnosprawnym w stopniu znacznym wyniszcza rodziny materialnie i psychicznie. W okresie pandemii nawet proste zabiegi rehabilitacyjne oraz wizyty u lekarzy specjalistów wymagają spełniania wielu procedur oraz długiego oczekiwania. W przypadku wielu rodzajów niepełnosprawności oraz deformacji, nawet sprawnie prowadzona rehabilitacja, może nie przynieść efektów. Dla dziecka bez mózgu, czy płuc każdy dzień życia jest torturą.

Zapewnienie rzeczniczki PiS, która stwierdziła, że „żadne dziecko nie pozostanie bez opieki”, zakrawa na ponury żart. Program „Za życiem”, który miał objąć wsparciem rodziny niepełnosprawnych dzieci, okazał się porażką. PiS nie mówi w jaki sposób, jedną ustawą chciałby przezwyciężyć lata zaniedbań, kolejne etapy komercjalizacji służby zdrowia i marginalizacji osób niepełnosprawnych. Kapitalistyczni politycy nie w stanie zrozumieć dylematów przed którymi staje kobieta mająca urodzić niepełnosprawne dziecko, wiedząca jednocześnie, ze nie jest mu w stanie zagwarantować nawet podstawowych potrzeb życiowych. Pozbawienie jej prawa do legalnej aborcji przyczyni się do rozbijania rodzin, ludzkich tragedii, a także, w dalszej perspektywie, spadku dzietności – ponieważ wiele kobiet będzie się obawiało zajścia w ciążę przy tak opresyjnym państwie. Tym, którzy chcą zakładać rodziny i żyć we w miarę godziwych warunkach, pozostanie emigracja do państw gdzie istnieją lepsze systemy opieki społecznej.

Nie bez znaczenia jest fakt, iż decyzja o de facto zaostrzeniu i tak już rygorystycznego prawa antyaborcyjnego, została podjęta w okresie pandemii. Wykazująca coraz bardziej antydemokratyczną postawę reakcyjna władza posłużyła się politycznie podporządkowanym jej Trybunałem Konstytucyjnym. Stara się skorzystać z obostrzeń utrudniających masowe protesty, ponieważ wie, iż większość społeczeństwa nie akceptuje zmian prawnych równoznacznych z torturowaniem kobiet i dzieci.

Warto przypomnieć, że przez większość okresu Polski Ludowej zabiegi aborcji były legalne i dokonywane w higienicznych warunkach. Kobiety, które zdecydowały się na urodzenie niepełnosprawnych dzieci mogły z kolei liczyć na o wiele bardziej dostępną, darmową służbę zdrowia.

Stanowisko KPP wobec orzeczenia TK zakazującego aborcji

KPP potępia wyrok tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego dotyczący zakazu aborcji w sytuacji ciężkiego uszkodzenia płodu. Uważamy, że ten kontrolowany przez partię rządzącą organ, opanowany na drodze manipulacji przez PiSowskich nominatów, usiłuje narzucić całemu społeczeństwu religijne zakazy, nieprzystające do aktualnego stanu wiedzy medycznej oraz współczesnej etyki.

Nie bez powodu decyzję w tak kontrowersyjnej sprawie, odkładaną do okresu po wyborach, Trybunał podjął w trakcie narastania pandemii, gdy zakazano organizacji zgromadzeń i protestów.

Zmuszanie kobiet do rodzenia nieuleczalnie chorych, zdeformowanych dzieci, niezdolnych do samodzielnego i świadomego życia, to zbrodnia. Przyczyni się to do tragedii wielu kobiet i całych rodzin, zwłaszcza tych z klasy pracującej, wykluczonych i biednych.

Obecnie państwo polskie nie zapewnia należytej opieki nawet osobom o mniejszym stopniu niepełnosprawności. Zmuszanie do urodzenia tworu nieodwołanie skazanego na śmierć, to tortury, zakazane przez wszystkie cywilizowane prawodawstwa.

Decyzja o urodzeniu niepełnosprawnego dziecka powinna należeć tylko do kobiety i być wynikiem świadomego, moralnego wyboru. Osoby wierzące, przywiązane do nakazów hierarchów kościoła katolickiego, mają do tego prawo.

Opowiadamy się za wolnością religijną dla wyznawców, jednak zasady religii nie mogą być narzucane ogółowi społeczeństwa.

Głównym motorem reakcyjnych, ideologicznych zmian w prawodawstwie jest kościół katolicki. Uważamy, że niezbędny jest rzeczywisty rozdział kościoła od państwa. Hierarchowie kościelni powinni zostać odsunięci od życia politycznego i publicznego.

Należy przy tym przyjąć standardy zakazujące łączenia wydarzeń państwowych z elementami religijnymi, zakazujące religijnej indoktrynacji w oświacie i innych dziedzinach życia, a także zakończyć wspieranie organizacji religijnych z budżetu państwa.

KPP popiera protesty przeciwko reakcyjnym zmianom w prawie. Przypominamy jednocześnie, że walka ta ma również klasowy wydźwięk. Zwycięstwa w niej nie zapewnią kapitalistyczni politycy, którzy nie raz dowiedli, że reakcyjne poglądy społeczno-ekonomiczne łączą z uległością wobec kościoła katolickiego oraz religijnej indoktrynacji.

Wyrażamy uznanie dla wszystkich organizacji i osób protestujących przeciwko totalitarnej ingerencji władzy w życie społeczeństwa oraz wzywamy wszystkich do udziału w protestach.

 


22 października 2020 r. Trybunał Konstytucyjny w składzie Julia Przyłębska – przewodniczący, Zbigniew Jędrzejewski, Leon Kieres, Mariusz Muszyński, Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz, Justyn Piskorski – sprawozdawca, Piotr Pszczółkowski, Bartłomiej Sochański, Jakub Stelina, Wojciech Sych, Michał Warciński, Jarosław Wyrembak po rozpoznaniu, z udziałem wnioskodawcy oraz Sejmu i Prokuratora Generalnego, na rozprawie w dniu 22 października 2020 r., wniosku grupy posłów o zbadanie zgodności: art. 4a ust. 1 pkt 2 oraz art. 4a ust. 2 zdanie pierwsze ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (Dz. U. Nr 17, poz. 78, ze zm.) z art. 30 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że legalizują praktyki eugeniczne w stosunku do dziecka jeszcze nieurodzonego, odmawiając mu tym samym poszanowania i ochrony godności człowieka, ewentualnie – w razie nieuwzględnienia powyższego: art. 4a ust. 1 pkt 2 oraz art. 4a ust. 2 zdanie pierwsze ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z art. 38 w związku z art. 30 i art. 31 ust. 3 oraz z art. 38 w związku z art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że legalizują praktyki eugeniczne w zakresie prawa do życia dziecka jeszcze nieurodzonego oraz uzależniają ochronę prawa do życia dziecka jeszcze nieurodzonego od jego stanu zdrowia, co stanowi zakazaną bezpośrednią dyskryminację,oraz:art. 4a ust. 1 pkt 2 oraz art. 4a ust. 2 zdanie pierwsze ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z art. 38 w związku z art. 31 ust. 3 oraz w związku z art. 2 i art. 42 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że legalizują przerywanie ciąży bez dostatecznego usprawiedliwienia koniecznością ochrony innej wartości, prawa lub wolności konstytucyjnej oraz posługują się nieokreślonymi kryteriami tej legalizacji, naruszając w ten sposób gwarancje konstytucyjne dla życia ludzkiego orzekł (sygn. akt K 1/20), że art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (Dz. U. Nr 17, poz. 78, z 1995 r. Nr 66, poz. 334, z 1996 r. Nr 139, poz. 646, z 1997 r. Nr 141, poz. 943 i Nr 157, poz. 1040, z 1999 r. Nr 5, poz. 32 oraz z 2001 r. Nr 154, poz. 1792) jest niezgodny z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i postanowił umorzyć postępowanie w pozostałym zakresie. Votum separatum złożył Leon Kieres. Zdanie odrębne złożył Piotr Pszczółkowski.

Informacja ze strony trybunal.gov.pl (dostęp dnia 25.10.2020 r. 11:58)

KPP – ostatnim szańcem obrony wolności w Polsce

W polskim prawie można propagować komunizm o ile nie oznacza to propagowania ustroju totalitarnego. KPP propaguje komunizm nietotalitarny (tj. propaguje komunizm, ale nie propaguje totalitaryzmu), a mimo to jest atakowana i szykanowana za coś, czego nie robi. Dekomunizacja, a także dezubekizacja i degradacja oficerów Ludowego Wojska Polskiego, dowodzą, że dla polskiej prawicy Komunistyczna Partia Polski jest solą w oku, która jej strasznie uwiera. Co więcej KPP w obliczu szaleństwa dekomunizacyjnego staje się ostatnim szańcem bytności komunizmu w przestrzeni publicznej. 

Konstytucja RP nie zakazuje komunizmu! Zakazuje odwoływania się do totalitarnych metod i praktyk działania w programach partii politycznych i innych organizacji, podając przykłady totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu (nie definiując w ogóle tych pojęć). Fałszywą nadinterpretacją zatem jest powoływanie się na Konstytucję w głoszeniu, że niby konstytucja zakazuje komunizmu.

Art. 13. Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

W poszukiwaniach prawnej definicji komunizmu i tego, co jest komunistyczne, w polskim systemie prawnym, docieramy dopiero do Kodeksu Karnego, gdzie nieco więcej dowiadujemy się z znajdującego się w tym kodeksie art. 256, który precyzuje art. 13 Konstytucji (a przynajmniej w relacji do orzeczenia TK w sprawie zgodności jego zapisów z Konstytucją).

Par. 1 art. 256 KK nakłada karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat za propagowanie ustroju faszystowskiego lub innego ustroju totalitarnego państwa. Nie ma – jak widać! – mowy o ustroju komunistycznym! Jedyny prawny przykład ustroju totalitarnego, który został tu podany, to ustrój faszystowski. Propagowanie ustroju komunistycznego nie jest karalne o ile nie łączy się z propagowaniem totalitaryzmu!

§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.

W § 2. art. 256 Kodeksu Karnego nie bez przyczyny jest skreślona część: „albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”, gdyż straciła obowiązującą moc prawną i została skreślona przez Ustawodawcę na podstawie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 19 lipca 2011 r. (sygn. akt K 11/10):

1. Art. 256 § 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, ze zm.), w części obejmującej wyrazy: „albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”, jest niezgodny z art. 42 ust. 1 w związku z art. 54 ust. 1 i art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Wnioskodawca (grupa posłów zrzeszonych w klubie poselskim Lewica), który zaskarżył art. 256 Kodeksu Karnego w kwestii penalizacji symboliki komunistycznej do Trybunału Konstytucyjnego dnia 6 kwietnia 2010 r. podkreślił…

…znaczenie wolności wyrażania poglądów oraz rozpowszechniania informacji, zagwarantowanej w art. 54 ust. 1 Konstytucji. Powołał się na wyrok Trybunału z 23 marca 2006 r. w sprawie K 4/06 (OTK ZU nr 3/A/2006, poz. 32), w którym Trybunał stwierdził, że „(…) swoboda wypowiedzi jest jednym z fundamentów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i samorealizacji jednostki. Swoboda ta nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne”. Następnie wnioskodawca zauważył, że kryminalizacja sfery wypowiedzi może wywierać negatywne skutki z punktu widzenia debaty publicznej i w szczególności wpływać hamująco na jej prowadzenie.

Najważniejszy zarzut o niekonstytucyjności tej części dotyczy złamania jednego z podstawowych filarów praworządności – nullum crimen sine lege penali anteriori – tj.:

każdy stanowiony zakaz lub nakaz obwarowany sankcją karną powinien być sformułowany w sposób precyzyjny i ścisły

Dlatego też Trybunał Konstytucyjny uznał, że

jakiekolwiek wskazanie ogólnikowe, umożliwiające daleko idącą swobodę interpretacji co do zakresu znamion czynu zabronionego czy pewnego typu kategorii zachowań, nie może być traktowane jako spełniające wymóg określoności na gruncie art. 42 ust. 1 Konstytucji (zob. też wyroki z 26 listopada 2003 r., SK 22/02, OTK ZU nr 9/A/2003, poz. 97, pkt III 4.; z 5 maja 2004 r., P 2/03, OTK ZU nr 5/A/2004, poz. 39, pkt III 3.5.; z 13 maja 2008 r., P 50/07, OTK ZU nr 4/A/2008, poz. 58, pkt III 1.).

Ponadto przyjął także, że

głównym wzorcem kontroli konstytucyjnej jest w rozstrzyganej sprawie art. 42 ust. 1 Konstytucji. Przepisem wobec niego związkowym jest art. 54 ust. 1 Konstytucji. Nieokreśloność kwestionowanej regulacji kodeksu karnego stanowić może bowiem zagrożenie dla wolności słowa. Nieokreśloność ta skutkować może kryminalizacją takich wypowiedzi i zachowań, które są ekspresją poglądów chronioną na podstawie art. 54 ust. 1 Konstytucji. Art. 2 Konstytucji, również wskazany przez skarżącego jako wzorzec kontroli, nie jest samoistnym wzorcem kontroli w rozpatrywanej sprawie. Wynikająca z niego ogólna zasada określoności przepisów prawnych jest bowiem doprecyzowana – w odniesieniu do przepisów prawa karnego w art. 42 ust. 1 Konstytucji (por. wyrok w sprawie SK 25/08, pkt III 2.2.) (…)

Określoność kryminalizacji produkowania, utrwalania, sprowadzania, nabywania, przechowywania, posiadania, prezentowania, przewożenia lub przesyłania – w celu rozpowszechniania – druku, nagrania lub innego przedmiotu zawierającego treść określoną w art. 256 § 1 k.k. (…)

Kontroli konstytucyjności w rozstrzyganej sprawie podlega w pierwszej kolejności spełnienie warunków określoności przepisów prawa karnego przez art. 256 § 2 k.k. w zakresie, w jakim przewiduje kryminalizację produkowania, utrwalania sprowadzania, nabywania, przechowywania, posiadania, prezentowania, przewożenia lub przesyłania w celu rozpowszechniania – druku, nagrania lub innego przedmiotu zawierającego treść określoną w art. 256 § 1 k.k. Trybunał zauważa, że przy zastosowaniu literalnych reguł wykładni zrekonstruowanie normy na podstawie wyrażenie „treść określoną w § 1” jest utrudnione. Z uzasadnienia nowelizacji art. 256 k.k. wynika jednak, że celem ustawodawcy była kryminalizacja czynności przy użyciu przedmiotów służących celom określonym w art. 256 § 1 k.k., tj. propagowaniu faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa albo nawoływaniu do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Trybunał przyjmuje więc, że chodzi tu w istocie o „treści”, a nie „treść określoną w § 1″.

Co więcej Trybunał Konstytucyjny zwrócił uwagę na niekonsekwencję Ustawodawcy:

że jakkolwiek w art. 256 § 2 ustawodawca kryminalizuje na równi czynności służące propagowaniu skrajnie prawicowego ustroju państwowego (faszyzmu) jak i skrajnie lewicowego ustroju państwowego (komunizmu), to w sferze ideologicznych fundamentów tych reżimów ogranicza się do tego pierwszego ustroju, zakazując – w art. 256 § 1 k.k. – nawoływania do szerzenia nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych – pomijając szerzenie nienawiści na tle różnic klasowych. Tymczasem publiczne propagowanie lub nawoływanie do nienawiści klasowej było i wciąż jest w wielu państwach podstawą ideologii oficjalnej albo podstawą programu skrajnej lewicy (zob. T. Snyder, Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem. Warszawa 2011, passim). Takie zawężone uregulowanie w art. 256 § 1 k.k. stanowi najpewniej refleks przyjętej w 1966 r. przez Narody Zjednoczone treści art. 20 ust. 2 MPPOiP, który stanowi, że: „Popieranie w jakikolwiek sposób nienawiści narodowej, rasowej lub religijnej, stanowiące podżeganie do dyskryminacji, wrogości lub gwałtu, powinno być ustawowo zakazane”. To znaczy, że prawodawca międzynarodowy w sposób niepełny określił zakres szerzenia nienawiści w odniesieniu do ideologii komunistycznej.

Bardzo ważna rzecz: Ustawodawca dąży do kryminalizacji samych czynności służących propagowaniu skrajnie prawicowego ustroju państwowego (faszyzmu) oraz skrajnie lewicowego ustroju państwowego (komunizmu), ale w sferze ideologicznych fundamentów tych reżimów ogranicza się do kryminalizacji tylko i wyłącznie skrajnie prawicowego ustroju państwowego (faszyzm). Głoszenie poglądów komunistycznych nie jest i być nie może kryminalizowane! Co więcej prawodawca międzynarodowy (!) nie penalizuje „szerzenia nienawiści na tle różnic klasowych”, ograniczając się tylko do penalizowania „szerzenia nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych”. Na marginesie tylko dodam, że trzeba mieć naprawdę złą wolę podłego cynika, by w „wyzwoleniu Proletariatu” czy w „demokratycznym uspołecznieniu środków produkcji”, czy w zwykłej antypatii do burżuazji/ kapitalistów doszukiwać się znamion nienawiści…

Żadne prawo na świecie nie przewiduje przestępstwa „szerzenia nienawiści na tle klasowych” (które w ogóle nawet nie występuje w społeczeństwach i w przyrodzie!). Głoszenie poglądów komunistycznych (nietotalitarnych) jest jednym z podstawowych praw, wynikających z prawa do wolności słowa i sumienia! PiS kryminalizując głoszenie poglądów komunistycznych, ogranicza swobodę wypowiedzi, wolność słowa oraz wolność sumienia – jeden z podstawowych filarów demokracji! Nie mniej poglądów komunistycznych nie można zakazać żadnym przepisem prawnym!

Co więcej TK przyznaje rację opiniodawcom:

Trafne są pytania komentatorów o to, czy do wyłączenia karnej bezprawności czynu dojdzie wobec osoby, która publicznie nosiła na ubraniu symbol kojarzony z systemem/ustrojem totalitarnym, a zwłaszcza, czy będzie ona w stanie dowieść, że jej zachowanie stanowi działalność artystyczną (por. E. Pływaczewski, A. Sakowicz, komentarz do art. 256 k.k., pkt III.19., [w:] A. Wąsek, R. Zawłocki, op.cit.). Zdaniem Trybunału, wydaje się to mało prawdopodobne – zachowanie takie nie może być bowiem uznane za działalność artystyczną. Stanowić może natomiast ekspresję przekonań estetycznych czy antytotalitarnych – ekspresję, której kryminalizacji nie wyłącza art. 256 § 3 k.k. W efekcie na podstawie art. 256 § 2 k.k. ściganiu podlegać mogą zachowania, które nie są szkodliwe społecznie, na przykład w sytuacji prowadzenia publicznie ostrej krytyki postaw i poglądów totalitarnych za pomocą druku, nagrania lub innego przedmiotu będących nośnikami symboliki totalitarnej. (…)

Dodatkowo badanemu fragmentowi art. 256 § 2 k.k. – przepisowi zawierającemu zwroty niedookreślone – nie towarzyszą wystarczające gwarancje proceduralne. Już zbyt pochopne wszczęcie postępowania karnego w sprawie „symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”, nawet kończące się dla podejrzanego (oskarżonego) pozytywnie, mogłoby mieć, poza niepotrzebną ingerencją w prawa jednostki, efekt mrożący dla debaty publicznej (…)

Konkludując, Trybunał stwierdza, że art. 256 § 2 k.k., w zakresie w jakim przewiduje kryminalizację produkowania, utrwalania, sprowadzania, nabywania, przechowywania, posiadania, prezentowania, przewożenia lub przesyłania – w celu rozpowszechniania – druku, nagrania lub innego przedmiotu będących nośnikami symboliki totalitarnej, nie spełnia kryteriów określoności, wymaganych dla przepisów karnych – jest skonstruowany w sposób nieprecyzyjny, niejasny i niepoprawny.

Krzysztof Pacewicz obrazowo i łopatologicznie wyjaśnia tę kwestię:

Hipotetyczna koszulka z sierpem, młotem i dopiskiem „Liberałów do Gułagu!” zostałaby prawdopodobnie uznana za niezgodną z prawem, bo propaguje totalitarną wersję komunizmu.

Ponadto ocenia, że Komunistyczna Partia Polski nie łamie w żadnym zakresie ustanowionego prawa:

Pierwsze zdanie statutu KPP brzmi: „Komunistyczna Partia Polski jest partią marksistowsko-leninowską nawiązującą do najlepszych patriotycznych i internacjonalistycznych tradycji polskiego ruchu robotniczego”. Wszystko to jest w myśl obecnego prawa legalne, tak długo, jak partia pozostaje w obrębie prawa i nie propaguje totalitarnego ustroju, na przykład nie zachęca do wysyłania swoich przeciwników politycznych do obozów pracy, ani nie głosi cenzury.

Dnia 9 października 2002 r. Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował Komunistyczną Partię Polski jako partię polityczną, która została wpisana do krajowego rejestru Państwowej Komisji Wyborczej. Rokrocznie uczciwie i otwarcie KPP składa swoje sprawozdania finansowe i nigdy nie miała żadnych problemów ani zaległości. Komunistyczna Partia Polski powstała na gruzach zlikwidowanego Związku Komunistów „Proletariat”, uwzględniając (po decyzji o delegalizacji ZKP wraz z jej uzasadnieniem) obowiązujące ramy prawne i koncentrując się na propagowaniu komunizmu nietotalitarnego (tj. propagowanie komunizmu, które nie łączy się z propagowaniem totalitaryzmu).

W związku z legalnością KPP (która nie powinna podlegać dyskusji) symbole komunistyczne, wpisane do Statutu Partii, czyli godło, sztandar i nazwa, podlegają ochronie prawnej znaków i symboli na podstawie ustawy o partiach politycznych.

Trybunał Konstytucyjny w omawianym już wcześniej orzeczeniu zwrócił na to też uwagę:

Przekłada się to na niepewność sytuacji prawnej osób, które – z różnych przyczyn – pragną posłużyć się symbolami, które mogą zostać uznane za totalitarne. Dlatego art. 256 § 2 k.k. jest w części obejmującej wyrazy: „albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej” niezgodny z art. 42 ust. 1 w związku z art. 54 ust. 1 i art. 2 Konstytucji.

Niniejsze orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego oznacza, że

ograniczone zastosowanie znajdzie art. 256 § 4 k.k. Na jego podstawie sąd będzie mógł orzec przepadek przedmiotów zawierających treść określoną w art. 256 § 1 k.k. Nie będzie to natomiast możliwe w odniesieniu do przedmiotów będących nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.

Komunistyczna Partia Polski ponadto spełnia wszystkie stawiane wymogi i standardy, które nakłada na nią ustawa o partiach politycznych z dnia 27 czerwca 1997 r. (Dz. U. 1997 Nr 98 poz.604), toteż przysługują jej takie same prawa, jak każdej innej partii politycznej. KPP jest partią polityczną równą w prawach wobec wszystkich innych podmiotów politycznych.

Co do symboli komunistycznych, te podlegają ustawowej ochronie prawnej przewidzianej dla dóbr osobistych, albowiem art. 17 tejże ustawy stwierdza jednoznacznie:

Nazwa, skrót nazwy i symbol graficzny partii politycznej zgłoszonej do ewidencji w sposób określony w art. 11 korzystają z ochrony prawnej przewidzianej dla dóbr osobistych.

Tutaj znajduje się tak naprawdę całe clue, dlaczego PiS chce zdelegalizować KPP. W związku z tym, że sierp i młot, czerwony sztandar, sama nazwa Partii i jej skrót podlegają ustawowej ochronie prawnej jako dobra osobiste, Komunistyczna Partia Polski jest jednym z ostatnich (a ja twierdzę, że ostatnim) szańcem obrony przed dekomunizacją (tj. usuwaniem z przestrzeni publicznej „komunizmu” i wszystkiego co się z nim kojarzy).

Tutaj dochodzimy do ustawy z dnia 1 kwietnia 2016 r. „o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki”, zwanej ustawą „dekomunizacyjną”.

Ten kuriozalny tytuł prawny dotyczy zakazania komunizmu tylko w sferze symbolicznej poprzez rugowanie samych nazw w/w budynków, urządzeń i jednostek, jednakże intencją Ustawodawcy było (i jest!) wyrugowanie komunizmu z przestrzeni publicznej w ogóle oraz wyrugowanie prawa do wolności wypowiedzi i głoszenia swoich poglądów przez komunistów. O ile dzięki swoim pretorianom we wszystkich urzędach wojewódzkich i w IPN-ie udaje im się likwidować nazwy, które w swojej istocie upamiętniają historię ruchów robotniczych, komunistycznych, ludowych, socjalistycznych a nawet lewicowych i postępowych przy bezsilności samorządów, o tyle solą w oku jest im Komunistyczna Partia Polski, której (na razie) nijak nie potrafią ruszyć.

Nie łudźmy się, że PiS poprzestanie tylko na walce w sferze symbolicznej. Kiedy dopełni się ostatecznie dekomunizacja nazw ulic, budynków, jednostek i pomników, wtedy przyjdzie czas na rozprawienie się fizyczne z komunistami.

Od wielu lat wiele środowisk nacjonalistycznych chodzi po ulicach z okrzykami „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” i innymi tego typu i pełnymi nienawiści hasłami. Komunista chętnie przy kawie lub herbacie podjąłby dialog, uczestniczyłby w debacie, przedstawiając argumenty merytoryczne, rozmawiałby kulturalnie, z tymi ludźmi, ale jak rozmawiać z kimś, kto chce cię rżnąć sierpem, bić młotem i wieszać na drzewach? Dobra wola jednej ze stron (komunistów) dialogu nie wystarczy. Potrzebna jest zawsze druga strona, a z tej drugiej strony dobrej woli i chęci zrozumienia nie ma. Jest za to nienawiść i żądza mordu. Jak komunista może spokojnie się zachowywać, skoro pluje mu się w twarz i nie chce się go wysłuchać, nie chce się z nim porozmawiać? Skoro zamiast rozmowy, usuwa się go z followersów, znajomych i banuje, skoro zamyka się w swojej prawicowej bańce informacyjnej?

Ewidentnie widać, że polska prawica usilnie pragnie kontrolować i manipulować ludzkie umysły i programować sobie wzór nowego człowieka (zauważalne wydaje się podobieństwo tych działań do chorych teorii Alfreda Rosenberga, czyż nie?).

Atakują zatem KPP z innych stron: nieformalnymi działaniami: np. bardzo ciężko już jest wydrukować vlepki czy ulotki głoszące poglądy komunistyczne (nietotalitarne!) w byle jakim punkcie ksero, nie wspominając o wydawnictwach czy drukarniach. O ile pracownik ksero wykaże się odwagą by przyjąć realizację zamówienia, o tyle wywołuje się pressing na kliencie (komuniście lub jego sympatykowi), żeby poczuł się co najmniej nieswojo i źle. Jesteśmy sekowani i izolowani. Biorą nas na przeczekanie i wyciszenie, takie tworzenie bańki informacyjnej, banując konta (żeby nikt nie widział postów i komentarzy).

Póki co sierp i młot są prawnie chronione, a KPP ostatnim szańcem obrony przed szaleńczą i złowrogą dekomunizacją, ale sama dekomunizacja to tylko jeden z kolejno włączanych elementów całego aparatu represji i szykan antykomunistycznych. W polskich szkołach reforma pisowska uczy o widmie komunizmu, jako o czymś o wiele gorszym niż faszyzm.

Kolejnym krokiem tegoż aparatu represyjnego była tzw. ustawa o dezubekizacji czyli nowelizacja ustawy z dnia 18 lutego 1994 r. „o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Służby Ochrony Państwa, Państwowej Straży Pożarnej, Służby Celno-Skarbowej i Służby Więziennej oraz ich rodzin” (Dz.U. 1994 Nr 53 poz. 214), zwana dezubekizacyjną.

Chodzi mi głównie o niesławny art. 13 ust. 2 tejże ustawy, w którym odbiera się emerytury każdemu, który:

w latach 1944–1956 w charakterze funkcjonariusza organów bezpieczeństwa państwa, porządku i bezpieczeństwa publicznego, jeżeli przy wykonywaniu czynności służbowych funkcjonariusz popełnił przestępstwo przeciwko wymiarowi sprawiedliwości lub naruszające dobra osobiste obywatela i za to został zwolniony dyscyplinarnie, umorzono wobec niego postępowanie karne ze względu na znikomy lub nieznaczny stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu lub został skazany z winy umyślnej prawomocnym wyrokiem sądu.

A art. 13a ust. 1 mówi, że o tym, komu odebrać emeryturę, decydować będzie… IPN… co więcej w tejże nowelizacji ustawy cały czas Ustawodawca określa Polskę Ludową jako „państwo totalitarne” lub „państwowy ustrój totalitarny”, co jest kompatybilne z tzw. ustawą dekomunizacyjną, w której czytamy, że zakazuje się propagowania komunizmu (w nazwach, czyli w sferze symbolicznej w przestrzeni publicznej!) i że za komunizm uważa się wszystko, co PiSowi kojarzy się lewicą, tzw. „lewactwem”, socjalizmem i komunizmem; komunizm stał się obok lewactwa słowem-wytrychem i piętnem (na oznaczenie ruchów robotniczych, socjalistycznych, komunistycznych, ogólnie lewicowych, postępowych a nawet liberalnych), jak niegdyś hitlerowska opaska naramienna na oznaczenie, kto był Żydem.

Art.1. 1. Nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować.

2. Za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989.

(…)

Art. 5a. 1. Pomniki nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować. Przepis art. 1 ust. 2 stosuje się.

2. Przez pomniki rozumie się również kopce, obeliski, kolumny, rzeźby, posągi, popiersia, kamienie pamiątkowe, płyty i tablice pamiątkowe, napisy i znaki.

Marną pociechą w tzw. ustawie dekomunizacyjnej (powyżej) jest zapis o tym, że dekomunizacji pomników nie podlegają te obiekty, które zostały wpisane do rejestru zabytków, choć stanowi to furtkę dla samorządowców i społeczników w celu ratowania zagrożonych miejsc pamięci w przestrzeni publicznej (klauzula art 5a ust. 3).

Najnowszym działaniem całego procesu antykomunistycznych represji i prześladowań w Polsce jest przyjęta przez Sejm i Senat i oczekująca jeszcze na podpis prezydenta ustawa z dnia 6 marca 2018 r. „o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”, zwana „degradacyjną”, której treść jest totalnym absurdem i kuriozum… sami zresztą przeczytajcie:

Art. 1. Ustawa określa zasady utraty stopnia wojskowego oraz zasady i tryb pozbawiania stopnia wojskowego osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu.
Art. 2. Członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego tracą z mocy prawa stopień wojskowy. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej ogłasza, w drodze obwieszczenia, w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” wykaz osób, które utraciły stopień wojskowy.
Art. 3. 1. Pozbawia się stopnia wojskowego osobę, która z racji ukończonego wieku lub stanu zdrowia nie podlega obowiązkowi służby wojskowej, albo żołnierza rezerwy, posiadających stopień wojskowy Marszałka Polski, generałów albo admirałów, którzy w latach 1943–1990 (…)
Art. 4. Utrata albo pozbawienie stopnia wojskowego następuje również pośmiertnie.
Art. 5. Nie pozbawia się stopnia wojskowego osoby albo żołnierza rezerwy, o których mowa w art. 3, jeżeli bez wiedzy przełożonych, w trakcie pełnienia służby czynnie wspierali działania na rzecz niepodległości Państwa Polskiego.
Art. 6. 1. Stopnia wojskowego pozbawia, na podstawie informacji, o której mowa w art. 9 ust. 1, Minister Obrony Narodowej, w drodze postanowienia. Postanowienie zawiera uzasadnienie i jest ostateczne.

Cytowane powyżej przepisy prawne dowodzą nie tyle o moralnym dnie polskiej prawicy, a o tym, że ustawa tzw. degradacyjna jest trupim sądem kapturowym na postaciach historycznych i kolejnym krokiem milowym w stosowaniu represji i szykan wobec komunistów. Sam fakt pośmiertnego degradowania osób i niemożność odwołania się od decyzji ministra (sic!) jest totalnym absurdem i kuriozum, niedopuszczalnym nawet w USA czy w krajach zachodnioeuropejskich… Nie dość, że polska prawica stosuje odpowiedzialność zbiorową wobec wszystkich tych, którzy uczciwie i rzetelnie wypełniali swoje obowiązki, to jeszcze tworzy precedens do walki na polu historycznym. Jeśli zatem przyjąć prawicową narrację o „szeregowym Jaruzelskim”, to przyjąć musimy narrację o „szeregowym Piłsudskim” i „szeregowym Rydz-Śmigłym”.

Inicjatywa bardzo znanej Moniki Jaruzelskiej, córki generała Wojciecha Jaruzelskiego, przy wsparciu socjaldemokratów z SLD, w tej sytuacji jest bardzo cenną. Organizuje ona bowiem centrum monitorowania skutków tzw. ustawy degradacyjnej. Na konferencji prasowej 9 marca mówiła, czym miałoby się zajmować:

centrum ma sprawdzać, jakie konsekwencje dla ludzi związanych z wojskiem przynosi ustawa

Całość konferencji można obejrzeć na Periscope.

Na koniec niewielkie pocieszenie, że jednak komuniści mają rację, albowiem sprawdzają się wszystkie nasze twierdzenia, że burżuazja zapatrzona jest w przeszłość a nie w teraźniejszość i nie w przyszłość i że buduje kapitalizm ukierunkowany na to co było. W wolnym i w pełni demokratycznym społeczeństwie komunistycznym zwracać się będziemy ku przyszłości. Lepszej, sprawiedliwej i wolnej przyszłości.

Dzisiaj w obliczu szaleństwa polskiej prawicy i wszystkich solidaruchów Komunistyczna Partia Polski jest ostatnim szańcem wolności słowa i sumienia w Polsce. Jej delegalizacja oznacza koniec wolności!

Zdelegalizowanie KPP stanowić będzie rażące naruszenie swobody wypowiedzi i wywrze negatywne skutki z punktu widzenia debaty publicznej. Dzisiaj Komunistyczna Partia Polski jest otwartą przestrzenią publiczną (całkowicie legalną), w obrębie której każdy może swobodnie wyrażać poglądy komunistyczne. Jeśli wszystkie siły lewicowe, liberalne i postępowe pozwolą prawicy pod sztandarem PiS-u na delegalizację KPP, to pozwolą na nieakceptowalny i skandaliczny wręcz precedens do jeszcze większej eskalacji bezprawia, przemocy, represji i prześladowań politycznych.

Niech wiersz Martina Niemöllera stanowi lekcję, dlaczego wszystkie demokratyczne siły polityczne i społeczne w Polsce powinny stanąć w obronie KPP.

Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem,
nie byłem komunistą.
Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,
nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.

Wszelkie represje i prześladowania zawsze zaczynają się od komunistów. Czy znowu wiersz Martina Niemöllera się spełni?

Tutaj można przeczytać najnowsze wieści o pisowskiej delegalizacji KPP. KLIKNIJ TUTAJ.
A tutaj obszerny komentarz przewodniczącego KPP tow. Krzysztofa Szweja, co oznacza dekomunizacja. KLIKNIJ TUTAJ.

Bibliografia:
Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2011 r.
Krzysztof Pacewicz, OKO PRESS (dostęp 13.03.2018 19:30)
Odpowiedź podsekretarza stanu Janusza Niemcewicza z Ministerstwa w sprawie Związku Komunistów Proletariat z dnia 29 stycznia 1998 r.
Ustawa o partiach politycznych
Ustawa tzw. „dekomunizacyjna”
Rozporządzenie MEN z dnia 14 lutego 2017 r. w sprawie podstawy programowej
Ustawa tzw. „dezubekizacyjna” i jej nowelizacja
Ustawa tzw. „degradacyjna”

artykuł publicystyczny nadesłał kyfo