Europejska Inicjatywa Komunistyczna w sprawie podwyżek cen

Europejska Inicjatywa Komunistyczna wydała oświadczenie, które dotyczy stałych podwyżek cen energii elektrycznej, paliw i towarów powszechnego użytku, które uderzają w klasę robotniczą i lud pracujący.

W ostatnim okresie zauważa się gwałtowny wzrost cen różnych podstawowych dóbr, w tym energii elektrycznej, paliw i innych niezbędnych towarów. Ta sytuacja, szczególnie niepokojąca u progu sezonu zimowego, dotyka klasę robotniczą i warstwy ludowe naszych krajów, które padły ofiarą rządów burżuazyjnych oraz ich antyspołecznego zarządzania ostatnim kryzysem.

Podwyżki cen podstawowych towarów nie są zaskoczeniem ani niechcianą konsekwencją kryzysu, nie spadły z nieba. Wynikają z nasilenia samego wyzysku, dążenia do maksymalnego zysku, konkurencji, która prowadzi do wzrostu cen produktów, a także z „ekstensywnej polityki”, dostarczającej miliardy euro wielkiemu kapitałowi zwiększającemu inflację.

Wynikają one z faktu, że rynki energii i żywności zostały stworzone po to, by zaspokajać interesy kapitalistów, a nie potrzeby ludzi. Całkowita liberalizacja rynków, tzw. strategia „zielonej transformacji” z handlem zanieczyszczeniami, „monokulturą” bardzo drogich i niestabilnych odnawialnych źródeł energii oraz spekulacją dobrami podstawowymi powoduje, że ich ceny są wysokie, a nie niższe jak twierdzą reprezentanci interesów kapitału.

Ten wzrost cen energii elektrycznej i paliw wpływa na produkcję innych towarów, co przyczynia się do ogólnego wzrostu cen, pogłębiającego już istniejące problemy rosnącego ubóstwa i jeszcze bardziej utrudnia zaspokojenie podstawowych potrzeb pracowników i ich rodzin. Jednocześnie narasta ryzyko konfrontacji między mocarstwami imperialistycznymi o kontrolę źródeł energii, rynków i szlaków transportowych, wynikające z faktu, że państwa i sojusze imperialistyczne nie będą milczeć, gdy są zagrożone interesy monopoli, które reprezentują. W rzeczywistości zależność UE od zasobów energetycznych pochodzących z krajów trzecich została już wskazana jako „strategiczna słabość”, która zostanie rozwiązana poprzez bardziej agresywne działania we wschodniej części regionu Morza Śródziemnego. Ofiarami imperialistycznych planów znów będą ludzie.

Mocarstwa UE już teraz wykorzystują tę sytuację do wzmocnienia agendy „zielonego kapitalizmu”, co w rzeczywistości oznacza tworzenie warunków dla nowych opłacalnych inwestycji promowanych przez państwa kapitalistyczne. Ogromna kampania propagandowa promująca tzw. „Nowy Zielony Ład” nie dotyczy interesów ludzi ani ochrony środowiska, ale ma na celu obronę interesów różnych sektorów wielkiego kapitału.

Zarówno kapitalistyczne kryzysy, jak i napędzany zyskiem wzrost mają poważne konsekwencje dla klasy robotniczej, a warstwy ludowe ujawniają, jak niezrównoważony jest ten system. W kapitalizmie nie ma przyszłości korzystnej dla ludzi. Codzienna walka o uwolnienie od dotkliwych problemów jest połączona z walką o zaspokojenie ludzkich potrzeb poprzez naukowe centralne planowanie gospodarki oparte na władzy robotników i społecznej własności skoncentrowanych środków produkcji.

Emigranci na granicy polskiej

Fala emigrantów z krajów ogarniętych wojnami spowodowanymi między innymi przez agresywną politykę NATO a szczególnie USA, dotarła do Polski. Emigranci znajdują się na granicy polsko-białoruskiej. Należy pamiętać, że jako kraj członkowski NATO, Polska walnie przyczyniła się do tragicznej sytuacji w krajach dotkniętych wojnami, zwłaszcza Iraku i Afganistanie.

Uchodźcy mają nadzieję, że poprzez Polskę dotrą do państw Europy Zachodniej. Często ludzie ci uciekają przed fundamentalizmem islamskim, imperializmem czy brakiem perspektyw w miejscu zamieszkania. Wielu emigrantów to Kurdowie, którzy stali się ofiarą tureckiego imperializmu w Syrii i Iraku. Skutecznie walczyli z Państwem Islamskim, a teraz USA wydało ich na pastwę reżimu Erdogana, który okupuje część terytorium Syrii i dokonuje nalotów na północny Irak.

Uchodźcy znajdujący się na granicy polsko-białoruskiej nie zamierzają osiedlić się na terenie naszego kraju, są przekonani, że poprzez Polskę mogą dostać się do Europy Zachodniej. Ich sytuację pogarszają napięte stosunki polsko-białoruskie, a kwestia uchodźców stała się instrumentem konfliktu. Nie miałby on miejsca gdyby nie prowadzona od lat przez władze RP polityka ingerencji w wewnętrzne sprawy Białorusi, w tym finansowanie opozycji, a także mediów takich jak propagandowa telewizja Bielsat.

Polityka polskiego rządu wobec uchodźców poniosła porażkę i doprowadziła do śmierci co najmniej kilkunastu osób. Stawiając nowe bariery i budując mur na granicy z Białorusią polski rząd nie rozwiązuje żadnego problemu. Przyczyni się natomiast do śmierci kolejnych ludzi. Negatywne skutki społeczne i ekonomiczne, zwłaszcza w warunkach narastającego kryzysu w wielu dziedzinach życia, powoduje także zwiększanie wydatków na cele wojskowe.

Wprowadzenie stanu wyjątkowego oraz zaostrzenie procedur przekraczania granicy odbija się także na lokalnych mieszkańcach. Dezorganizuje życie lokalnych społeczności, przyczynia się ogromnych strat gospodarczych, zwiększenia bezrobocia i innych problemów społecznych. Rząd, który nie umie rozwiązywać w pokojowy sposób tej sytuacji kryzysowej, powinien podać się do dymisji.

Uważamy, że obecny kryzys na granicy może być rozwiązany tylko środkami dyplomatycznymi. Niezbędne jest także udzielenie uchodźcom pomocy humanitarnej i wsparcia. Konieczna jest również zmiana polskiej polityki zagranicznej. Polska powinna wycofać się ze wspierania tureckiego reżimu destabilizującego sytuację w Syrii oraz irackim Kurdystanie a także powstrzymywać się od ingerencji w sprawy wewnętrzne Białorusi.

Porażka imperialistów w Afganistanie

Wkroczenie w sierpniu talibów do stolicy Afganistanu Kabulu kończy najdłuższą z tzw. „wojen z terroryzmem”. Marionetkowe władze utworzone pod patronatem USA i NATO rozpadły się.

Nastąpiło to jeszcze przed zakończeniem zapowiadanego wycofania z Afganistanu wojsk USA. Prezydent Aszraf Ghani zapewniał, że Kabul będzie się bronić, a sytuacja jest pod kontrolą. Jeszcze tego samego dnia uciekł z oblężonej stolicy, a wyposażone przez Waszyngton afgańskie wojsko złożyło broń niemal bez wystrzału.

Do władzy w kraju powrócili talibowie – kontynuatorzy radykalnego, islamskiego ruchu utworzonego dzięki wsparciu Pakistanu oraz USA w latach 80. zeszłego wieku. Wówczas radykałowie wyznający średniowieczne normy obyczajowe oraz islam w jego najbardziej zacofanej wersji, byli im potrzebni do walki z Armią Czerwoną.

Zwalczali również społeczne zdobycze, osiągnięte w latach 70. i 80. XX wieku, za czasów istnienia Ludowo-Demokratycznej Republiki Afganistanu. To CIA organizowało wsparcie finansowe dla islamistów, przerzut ochotników oraz szkolenia. Odpowiadało za radykalizację środowisk islamskich oraz promowanie najbardziej reakcyjnej wahabickiej odmiany islamu.

Bez zewnętrznej pomocy religijni radykałowie, zwani mudżahedinami nie byliby w stanie przejąć władzy ani się rozwinąć. Od 1992 roku, czyli momentu upadku Ludowo-Demokratycznej Republiki Afganistanu, kraj ten był pogrążony w ciągłej wojnie domowej. Wyłonili się z niej talibowie, kolejne pokolenie radykalnych islamistów, często przybyłych z Pakistanu. To oni w roku 1996 powołali islamski emirat Afganistanu – oparty na religijnych, reakcyjnych zasadach, nie uznający praw kobiet ani mniejszości narodowych.

Stworzony przez nich system odrzucał wiele zdobyczy nowoczesności. Najbardziej reakcyjne grupy zbrojne, w tym Al-Kaida, zaczęły tworzyć w Afganistanie swoje centra treningowe. Waszyngton sam stworzył ruch, który od 2001 roku zwalczał, napadając na Afganistan.

USA oraz ich sojusznicy, w tym Polska, ponoszą całkowitą winę za zniszczenie Afganistanu. 20 lat obcej okupacji oraz marionetkowych, proamerykańskich rządów to okres niszczenia infrastruktury oraz ogromnej korupcji. Okupanci nie interesowali się losem ludności cywilnej ani reformami społecznymi. Rozwijali jedynie ufortyfikowane bazy, z których wyruszali na karne wyprawy, aby zastraszać, zabijać i niszczyć. Współpracowali z lokalnymi watażkami, których rządy były równie krwawe co w okresie władzy Talibów.

Wybory w Afganistanie, wykorzystywane propagandowo jako „pierwsze wolne”, nie spełniały żadnych standardów demokratycznych, a na większości obszaru kraju stanowiły farsę. Lokalni przywódcy i urzędnicy zastraszali głosujących lub fałszowali wyniki. Brak nadzoru oraz przejrzystych procedur oznaczał, iż niemożliwa była weryfikacja kto wygrał. Ghani nie może więc być określany mianem demokratycznego prezydenta. Został nim tylko i wyłącznie ze względu na wypełnianie rozkazów płynących z Waszyngtonu, który przymknął oko na jego autorytarne tendencje.

Prawa kobiet, będące jednym z pretekstów do walki z Talibami, nie zostały zagwarantowane na terytoriach kontrolowanych przez proamerykańskich watażków. Postęp ograniczył się do nielicznej wielkomiejskiej elity. Powszechnie szerzył się natomiast chaos, porwania dla okupu oraz handel narkotykami. Pozbawieni zniszczonych upraw rolnicy, nie mogący dowieźć swoich produktów do miast, zostali zmuszeni do uprawiania opium lub współpracy z talibami. Pomoc udzielana Afgańczykom przez siły okupacyjne miała czysto propagandowy wymiar, a jej zakres był minimalny.

Skorumpowane władze Afganistanu rozsypały się jak domek z kart. Podobnie 300-tysięczna armia szkolona i wyposażona przez Amerykanów. Okazało się, iż całe jej oddziały istniały jedynie na papierze, aby lokalni watażkowie mogli pobierać wynagrodzenia oraz defraudować pieniądze na żołd. Żołnierze przechodzili na stronę przeciwnika lub dezerterowali nie wierząc skorumpowanym, proamerykańskim politykom. Okazało się, iż inwazja oraz 20 lat okupacji były prowadzone jedynie w interesie imperialistów. Twierdzenia o „wprowadzaniu demokracji” okazały się propagandowymi hasłami tworzącymi przyzwolenie społeczne na wojnę napastniczą.

Konflikt w Afganistanie obnażył bezwzględny charakter kapitalistycznej i imperialistycznej agresji. Przeciwko ludziom żyjącym w skrajnej nędzy, bez dostępu do opieki zdrowotnej, edukacji czy nawet czystej wody, skierowano najnowocześniejsze rodzaje broni. Tak zwana „koalicja antyterrorystyczna” złożona z sił NATO powodowała liczne ofiary cywilne. Wykorzystywała drony oraz bombardowania lotnicze do atakowania wiosek podejrzewanych o sprzyjanie ruchowi oporu.

Bezpośredni koszt wojny w Afganistanie przez 20 lat wyniósł około 2 biliony dolarów, czyli około 300 mln USD dziennie. Przekazanie nawet części tej kwoty Afgańczykom mogłoby odmienić ich życie, pozwolić na odbudowę ze zniszczeń i normalizację sytuacji. Liczba ludności Afganistanu to 39 040 000, 2 miliardy dolarów przełożyłyby się więc na 52,5 tys USD na każdego mieszkańca kraju.

„Koalicja antyterrorystyczna” popełniła zbrodnie przeciwko ludom Afganistanu. Doprowadziła do śmierci nawet kilkudziesięciu tysięcy cywilów. Dziś debatuje nad tym jak ograniczyć swoją odpowiedzialność. Stara się nie przyjmować jako uchodźców, nawet tych Afgańczyków, którzy z nią wcześniej współpracowali. Administracji prezydenta Joe Bidena na rękę jest zwiększanie niestabilności w regionie oraz tworzenie kolejnego zagrożenia dla państw poradzieckich. Dopełnia się scenariusz, o którym od roku 2001 mówiły ruchy antywojenne, konsekwentnie walczące z imperializmem. Agresje militarne nie wyeliminowały terroryzmu, ani nie poprawiły sytuacji międzynarodowej.

Nadal rośnie koncentracja kapitału

Podczas tegorocznego światowego Forum Ekonomicznego w Davos międzynarodowa organizacja Oxfam przedstawiła doroczny raport dotyczący bogactwa na świecie. Wynika z niego, że postępuje koncentracja kapitału, a„klasa średnia”, promowana przez kapitalistów jako motor rozwoju, jest iluzją.

Według raportu 2 153 miliarderów posiada tyle majątku, co 4,6 miliarda ludzi, czyli 60% populacji świata. Majątek 1% najbogatszych jest równy wszystkim oszczędnościom i zasobom 6,9 mld ludzi. Wzrostowi liczby miliarderów towarzyszy powiększanie się nierówności społecznych, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się. W latach 2011-2017 płace w krajach G7 zwiększyły się średnio jedynie o 3%, podczas gdy zyski największych akcjonariuszy wielkich korporacji o ponad 30%. Nie działa więc teoria o „skapywaniu bogactwa” od najbogatszych do reszty społeczeństw.

Raport Oxfam zwraca uwagę na przyszłe zagrożenia. Koncentracja kapitału oraz cięcia socjalne wraz ze zniszczeniem środowiska naturalnego do 2025 roku mogą pozbawić ponad 2,4 mld ludzi dostępu do zdatnej do picia wody.

W bieżącym roku Oxfam skupił się na kwestii prac nisko płatnych i nieodpłatnych, które wiążą się głównie z utrzymaniem gospodarstw i rodzin. Są one częściej wykonywane przez kobiety niż przez mężczyzn. Ich szacunkowa wartość jest trzykrotnie wyższa od wartości sektora internetowego. Kobiety w biednych wspólnotach wiejskich spędzają do 14 godzin na bezpłatnej pracy w domu. Jest to najczęściej spowodowane brakiem lub likwidacją pomocy socjalnej ze strony państw, które tną wydatki na cele społeczne.

Aż 42% kobiet nie ma możliwości podjęcia pracy zarobkowej, ponieważ muszą zajmować się rodzinami. Zwiększa to ich zagrożenie biedą i wykluczeniem społecznym. Nasila się również tendencja do wykorzystywania wykluczonych społecznie kobiet jako taniej siły roboczej, na przykład w charakterze pomocy domowej. Tylko 1 na 10 zatrudnionych w takim charakterze kobiet ma wystarczającą ochronę prawną oraz zagwarantowane minimalne zarobki. Połowa nie ma limitowanych godzin pracy, nie przysługują im także zabezpieczenia socjalne, takie jak urlopy macierzyńskie.

Pomimo słusznej krytyki oraz zauważania wielu katastroficznych trendów Oxfam nie wzywa jednak do zniesienia systemu kapitalistycznego i mechanizmów zwiększających rozwarstwienie społeczne. Postuluje jedynie obłożenie 1% najbogatszych 0,5% podatkiem majątkowym. Według szacunków organizacji w ciągu 10 najbliższych lat dałoby to możliwość inwestycji państwowych w sektorze społecznym i stworzenia 117 milionów miejsc pracy w edukacji, opiece zdrowotnej, opiece nad dziećmi oraz osobami starszymi.

Organizacja nie podaje w jaki sposób ów podatek miałby zostać wprowadzony. Przedstawia przykłady walk oraz organizowania się pracownic sektora opieki społecznej na całym świecie. Są to jednak tylko doraźne walki nie zmieniające systemu.

Przeznaczenie na cele charytatywne odsetka majątku miliarderów nie jest rozwiązaniem. Kapitał zawsze będzie przejawiał tendencję do koncentracji, a rządy zarówno państw rozwijających się, jak i rozwiniętych, nie będą działać wbrew interesom wielkiego kapitału, ponieważ pozostają pod jego kontrolą. Raporty organizacji takich jak Oxfam nie poparte walką o zmianę systemu oraz mobilizacja społeczną, pozostaną jedynie ciekawostką w serwisach ekonomicznych.

KPP w obronie suwerenności Polski i przeciwko amerykańskiemu imperializmowi


Wyrażamy głębokie zaniepokojenie kierunkiem rozwoju sytuacji na arenie międzynarodowej oraz wynikających z niej zmianami o charakterze ustrojowym w Polsce. Tempo wydarzeń wyraźnie przyspiesza, a ich skutki mogą być katastrofalne!

Stany Zjednoczone Ameryki, dążąc do stworzenia świata jednobiegunowego, w którym chcą pełnić rolę hegemona, eskalują nacisk na Rosję, Chiny, Iran oraz wszystkie inne kraje, które chcą obronić własną niezależność polityczną.

Stosują przy tym politykę jedno- oraz wielostronnych sankcji, wojny handlowej, kontrolowanych z zagranicy przewrotów, zwanych „kolorowymi rewolucjami”, oraz wojen hybrydowych, polegających na stosowaniu dezinformacji, paraliżowaniu komunikacji społecznej – samodzielnie lub łącznie z pozostałymi środkami.

Najbardziej jednak przerażająca jest skokowo rosnące ryzyko poważnego konfliktu zbrojnego, w związku z groźbami kierowanymi wobec Iranu oraz działaniami, które wskazują na prawdopodobny zamiar ich realizacji. Wojna regionalna na Bliskim Wchodzie może być początkiem konfrontacji między mocarstwami.

Polska, która od roku 1989 wyraźnie zatraciła niezależność w polityce zagranicznej, gospodarczej i wewnętrznej, zaś w wyniku podpisania ręką prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego – zrzekła się głównych atrybutów suwerenności, w mijającym już okresie stanowiła kondominium amerykańsko-niemieckie.

Obecnie z kraju zależnego i eksploatowanego ekonomicznie, wespół z takimi krajami jak Ukraina, Litwa, Łotwa i Estonia, zamieniana jest w zaplecze Flanki Wschodniej NATO, tj. kraj, w którym cały porządek społeczny podporządkowany ma być właśnie takiej roli.

Dotychczas wszelka opozycja w sprawach dotyczących podstawowych kierunków polityki rządu była skutecznie odsuwana od życia publicznego i marginalizowana. Obecnie nie ma już dla niej miejsca w ogóle.

Na wszystkich, którzy kwestionują politykę rządu, zwłaszcza zagraniczną, spada nie tylko potępienie i eliminacja ze środków przekazu, ale otwarte, brutalne represje, obejmujące takie środki jak procesy polityczne, długotrwałe aresztowania i prześladowania.

Prawo do zrzeszania się ograniczane jest środkami pozaprawnymi, zaś prawo do wolności wypowiedzi sprowadza się coraz bardziej do wolności popierania kierunków polityki rządu i ewentualnie licytowania się z rządem w gorliwości realizacji jej celów.

Wkroczenie do Polski wojsk amerykańskich, poprzedzone czołobitnym rytuałem błagania o ich przybycie, stanowi element przygotowań do konfrontacji zbrojnej z Federacją Rosyjską, którą amerykańscy stratedzy wojskowi zaplanowali przeprowadzić przy wykorzystaniu terytorium Polski. Taki scenariusz stanowi śmiertelne zagrożenie dla bytu całego narodu polskiego.

Polska polityka zagraniczna, sprowadza się do nadgorliwego popierania celów polityki amerykańskiej i dodatkowej eskalacji napięcia w takiej sytuacji.

Nie do przyjęcia jest brak stanowczej reakcji na ustawę Kongresu Stanów Zjednoczonych nr 447, która szkaluje Polskę i zmierza do podniesienia względem niej nieuczciwych roszczeń, pomimo istnienia wiążącej umowy międzynarodowej w tej sprawie.

Kwestionowanie ciągłości państwa, poprzez podważanie zdolności Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej do zawierania umów międzynarodowych przez ministra Waszczykowskiego, należy w tym kontekście ocenić bardzo negatywnie.

Podobnie jak nagłe podjęcie się organizacji antyirańskiej konferencji w Warszawie, której głównym beneficjentem był Izrael. Taka polityka stanowi naruszenie polskiej racji stanu.

W takiej sytuacji należy wezwać wszystkie siły polityczne w kraju, organizacje społeczne i osoby indywidualne, bez względu na orientację polityczną, ideologiczną, czy światopoglądową; dostrzegające powagę tejże sytuacji, do zawiązania porozumienia mającego na celu odsunięcie tych zagrożeń, podejmowanie wspólnych inicjatyw oraz wymianę ważnych informacji.

Sprzeciw wobec imperializmu nie może być oderwany od walki z wyzyskiem, dotykającym klasę pracującą, która najdotkliwiej odczuwa skutki militaryzmu, rosnących wydatków na zbrojenia z jednej strony, a cięć socjalnych z drugiej. Programy takie jak 500+ czy podniesienie płacy minimalnej, zmniejszyły wprawdzie skalę skrajnej nędzy, jednak nie wyeliminowały problemu biedy znacznej części społeczeństwa.

Problemem pozostają także zjawiska takie jak zatrudnienie na podstawie umów cywilnoprawnych, outsourcing usług, korzystanie z usług agencji pracy czasowej, czy inne mechanizmy służące rozbiciu klasy pracującej. Przyczyniają się one do wzmacniania wyzysku pracowników.

Do jego wyeliminowania potrzebna jest walka w obronie praw pracowniczych, o zniesienie dominacji kapitału oraz ideologii wyrażającej interesy klas posiadających.

Uważamy, że walkę o zmianę społeczną można prowadzić poprzez podnoszenie świadomości klasowej wśród ludzi pracy, włączanie się w bieżące walki społeczne oraz wspieranie akcji strajkowych. Wyzwolenie klasy pracującej powinno być dziełem niej samej.

Ideologia państwowa, narzucona jest poprzez aparat propagandowo-polityczny, w skład którego wchodzą ośrodki propagandowe – państwowe lub wspierane przez państwo, Instytut Pamięci Narodowej, a wciągane jest szkolnictwo.

Promowane są postawy ekstremistyczne, w tym wychwalane zbrodnie dokonywane z motywacji antykomunistycznej. Propagowane są niebezpieczne mity.

Zagrożona została poważnie zasada niezawisłości sądów.

Zjazd potępia praktykę prokuratorsko-sądowego prześladowania komunistycznej Partii Polski, a także innych postępowych organizacji i ich przedstawicieli.

Jako haniebną praktykę oceniamy trwający od lat proces karny mający na celu nie tylko prześladowanie działaczy naszej partii, ale zastraszenie opinii publicznej.

Zwracamy uwagę na to, że obecna sytuacja, w której na coraz bardziej masową skalę naruszane są podstawowe zasady praworządności ma swoje pierwotne źródło w naruszeniu fundamentalnej zasady demokratycznej, wyrażonej w art. 96 ust. 1 konstytucji, który gwarantuje proporcjonalność wyborów do Sejmu.

Jego skutkiem jest doprowadzenie do duopolu politycznego, w której motywacja do głosowania nie wynika z rzeczywistego poparcia dla konkretnej partii politycznej, ale z obawy przed tą drugą.

Wobec takiej sytuacji zwracamy się z apelem do wszystkich postępowych i demokratycznych sił o podjęcie wspólnej walki w obronie fundamentalnych zasad demokracji i praworządności.

Niech żyje pokój!

Niech żyje socjalizm!

V Zjazd Delegatów KPP, Bytom dnia 21 lipca 2019 r.

Wasalizacja Polski wobec USA

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w USA potwierdziła kurs polityki zagranicznej RP polegający na wasalizacji wobec Stanów Zjednoczonych. Podpisane porozumienie o współpracy obronnej ma przede wszystkim charakter propagandowy.

4,5 tysiąca żołnierzy, którzy docelowo mają znaleźć się w Polsce to element przejmowania dominacji wojskowej nad Europą Środkową i nowego wyścigu zbrojeń. Bazy wojskowe USA mają wymiar bardziej polityczny niż militarny. Stanowią element wzmacniania „wschodniej flanki NATO”, czyli postępowania wojsk amerykańskich na wschód, którego kolejnym etapem będzie zapewne zwiększanie obecności również w państwach bałtyckich, na Ukrainie, w Gruzji i innych krajach byłego ZSRR.

Za podpisanym porozumieniem stoją interesy wielkiego kapitału. Podczas spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem polskiemu prezydentowi zaprezentowano samoloty F-35 – najnowszy produkt koncernu Lockheed Martin. Przeleciały one nad Białym Domem podczas wspólnego spaceru prezydentów. Takie zaaranżowanie wydarzenia dowodzi, że Trumpowi chodziło o pochwalenie się nie przed partnerem w polityce zagranicznej, lecz wasalem, podatnym na sugestię i propagandę.

Po pokazie polskie media zaczęły określać myśliwiec mianem najlepszego rozwiązania dla rozwoju rodzimego lotnictwa. Chwalono nowoczesność oraz wielozadaniowość F-35, zapominając o wymiarze ekonomicznym propozycji.

Lockheed Martin to koncern, który z Polski uczynił centrum swojej działalności w Europie Środkowej. Zawarł z rządem PiS umowę na dostawy systemów rakietowych HIMARS – intratną dla strony amerykańskiej. Koncern uzyskał duże zyski kosztem polskiego przemysłu obronnego.

Pod wpływem politycznych nacisków rząd PiS zakupił zagraniczne rozwiązania, nie domagając się nawet inwestycji offsetowych. Zyski z serwisowania zakupionych systemów również będą trafiać do Lockheed Martin. Dodatkowo wybór amerykańskiego systemu oferowanego jako gotowe rozwiązanie stanowi zagrożenie dla rozwoju polskich technologii.

Podobnie przedstawia się oferta F-35. Strona amerykańska nie udostępni wraz z nim technologii pozwalających na serwisowanie czy wytwarzanie części zamiennych. Polskie zakłady będą wyłączone z procesu dostaw, gdyż Polska nie należy do międzynarodowej sieci współpracy stworzonej przy okazji produkcji i wdrażania F-35. Sugestia włączenia polskich podmiotów do niej nawet się nie pojawiała w kontekście informacji o planowanym zakupie.

Dodatkowo pojawi się konieczność unowocześniania infrastruktury oraz rozbudowy baz lotniczych, na czym również skorzystają amerykańscy dostawcy sprzętu. Lockheed Martin zyska również na szkoleniu załóg nowych maszyn.

Dodać też trzeba, że choć bez wątpienia F-35 jest konstrukcją nowoczesną, cierpi na rozmaite „choroby dziecięce” – usterki techniczne i konstrukcyjne wykrywane tych maszynach kilkakrotnie powodowały ich uziemienie. Nie jest to także myśliwiec przewagi powietrznej – choć niektórzy komentatorzy wychwalający planowany zakup tak go określają – jak starszy F-22, który nie jest oferowany na sprzedaż: jego wyłącznym użytkownikiem jest i ma pozostać lotnictwo USA.

Osobną jeszcze kwestią jest porównanie F-35 z nowymi konstrukcjami rosyjskimi i chińskimi, które – co bardzo prawdopodobne – mogą okazać się znacznie bardziej zaawansowane. Warto zauważyć, że propozycję kupna F-35 odrzuciły Niemcy, które prawdopodobnie zdecydują się raczej zaangażować w projekt nowego myśliwca Airbusa. Francja nawet zakupu F-35 nie rozważała, skupiając się na rozwoju rodzimego Rafale wersji F4. Oba kraje planują wspólnie produkować myśliwiec VI generacji bez udziału Amerykanów – miałby on wejść do służby około 2035 roku.

Zakup myśliwców stanowi ogromne obciążenie dla budżetu państwa, w sytuacji gdy coraz poważniejsze jest niedoinwestowanie służby zdrowia czy systemu edukacji. Według informacji Lockheed Martin, cena jednego samolotu F-35 w przyszłym roku ma wynieść około 80 mln USD. Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak zapowiedział już, że rozważany jest zakup 32 takich maszyn (n.b. właśnie tylu maszyn nie dostanie prawdopodobnie Turcja, ukarana w ten sposób za zakup rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej S-400), realizowany w kilku partiach. Dla amerykańskiego koncernu będzie to ogromny dopływ gotówki i istotny kontrakt.

Prezydencki minister Andrzej Dera zapowiedział, że wydatki na zakup F-35 będą finansowane z dodatkowego funduszu, a nie środków MON, co jest równoznaczne z ogromnym wzrostem wydatków zbrojeniowych.

Zapłacą polscy obywatele potrzebujący dostępu do publicznej służby zdrowia oraz posyłający dzieci do szkół publicznych.

Za imperializmem politycznym idzie więc również ekonomiczny, polegający na kolonizacji dokonywanej przez wielkie koncerny zbrojeniowe, głównie z USA.

Brzask, 18 czerwca 2019

20. rocznica agresji NATO na Jugosławię

24 marca mija 20. rocznica agresji NATO na Jugosławię. Była to pierwsza zbrojna interwencja paktu w kraju nie należącym do niego.

Pod pozorem wsparcia dla niepodległościowych aspiracji, obrony prześladowanych mniejszości, wprowadzania demokracji na zachodnią modłę wsparto separatystów w Kosowie. Sfabrykowane zostały dowody rzekomych czystek etnicznych i zbrodni wojennych sił jugosłowiańskich.

Lotnicze ataki na Jugosławię spowodowały od 1200 do nawet 5 tysięcy ofiar cywilnych. Zniszczyły przede wszystkim infrastrukturę kraju. Ich celem było zastraszenie ludności cywilnej.

Po 1999 roku miało miejsce więcej podobnych interwencji. Zbliżone preteksty, inne kraje i kultury, jedynie efekty takie same – Zamęt chaos, śmierć dzieci i kobiet jako efekt uboczny „humanitarnych” bombardowań. Skutkiem NATOwskich interwencji był również lawinowy wzrost zorganizowanej przestępczości, wzmocnienie najbardziej zacofanych grup religijnych fanatyków w „wyzwolonych” w ten sposób krajach.

W Kosowie do władzy doszła lokalna zorganizowana przestępczość oraz powiązane z nim klany rodzinne. Obecnie jest to jeden z najbiedniejszych regionów Europy. Osiągnięcia społeczne z czasów Jugosławii zostały celowo zniszczone.

Dla kapitalizmu wojny to interes, instalowanie sprzyjających im władz to szansa na zagarnianie bogactw naturalnych i opanowanie gospodarek wpisuje się w kontynuację polityki neokolonializmu i uzależniania od najbogatszych jak największych obszarów planety. Oto prawdziwy cel wszelkich wyzwoleńczych i humanitarnych akcji.

red.

20 lat temu Polska przystąpiła do NATO

20 lat temu, 12 marca 1999 roku, Polska przystąpiła do Paktu Północnoatlantyckiego. Z tej perspektywy możemy ocenić bilans tego członkostwa.

Już 12 dni po przyjęciu nowych państw członkowskich – Polski, Czech i Węgier, NATO dokonało pierwszej agresji poza swoim terytorium. 24 marca zaatakowało Jugosławię. W wyniku trwający 78 dni natowskich nalotów zginęło, według rożnych szacunków, od 1200 do ponad 5 tysięcy cywilów.

Polska, jako nowy członek Sojuszu poparła tę agresję, pomimo dotychczasowych przyjaznych stosunków z Jugosławią. Do kolejnej natowskiej wojny, tym razem w Afganistanie przystąpiła w roku 2001. Wówczas polski kontyngent wojskowy po raz pierwszy został wysłany aby walczyć poza granicami kraju w imię imperialnych interesów. W operacji tej poległo co najmniej 37 polskich żołnierzy.

W 2003 roku jednostka wojskowa GROM uczestniczyła w agresji na Irak. Nie była to wprawdzie wojna prowadzona bezpośrednio przez NATO, jednak rozpętały ją główne kraje Sojuszu – Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania. W trakcie udziału Wojska Polskiego w okupacji Iraku zginęło co najmniej 23 żołnierzy. Polska, jako członek NATO poparła również agresję Sojuszu wobec Libii oraz destabilizację sytuacji w Syrii.

Przynależność do NATO oznacza także zaostrzenie kursu w polityce zagranicznej oraz udział w narastającej rywalizację międzynarodowej oraz wyścigu zbrojeń. Zobowiązania wobec NATO wiążą się z udziałem w misjach wojskowych takich jak udział polskiego lotnictwa w patrolowaniu przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich jako „wschodniej flanki” Sojuszu.

Członkostwo w NATO ma również wymiar ekonomiczny. W latach 2000-2017 wydatki zbrojeniowe Polski wzrosły prawie trzykrotnie, z 13,3 mld zł do 37,3 mld zł. W ramach zaleceń dla państw członkowskich, jakie sformułowano na szczycie NATO w Warszawie w lipcu 2016 r., polskie wydatki na wojsko osiągnęły gwarantowany poziom 2% PKB.

Wśród polityków PiS pojawiają się plany podniesienia tego poziomu do 3% PKB. Ma to miejsce w sytuacji, gdy państwo nie potrafi zagwarantować obywatelom podstawowych świadczeń medycznych, a nauczyciele czy pielęgniarki nie otrzymują pensji na godziwym poziomie.

Rosnące wydatki zbrojeniowe nie przyczyniają się nawet do poprawy poziomu bezpieczeństwa. Są przeznaczane na utrzymywanie wojska w stanie gotowości do udziału w imperialistycznych agresjach. Uzbrojenie jest kupowane z myślą o nich, a nie poprawie poziomu obronności. Zakup samolotów myśliwskich, systemów rakietowych czy artyleryjskich pokazują, że głównymi beneficjentami tego stanu stały się wielkie koncerny zbrojeniowe, głównie ze Stanów Zjednoczonych.

Po 20 latach członkostwa Polski w NATO możemy potwierdzić, że pakt ten nadal działa w interesie kapitalistów przysparzając im zysków z kontroli nowych terytoriów oraz handlu bronią. Skłócając ludy i podsycając nacjonalizm, służy zastraszeniu państw, które sprzeciwiają się imperializmowi. Wywołuje wojny, a ich koszty przerzuca na społeczeństwa krajów członkowskich.

red.

Wenezuela – agresja pod pozorem pomocy

Wenezuela stanowi test dla nowej strategii działania Waszyngtonu i jego sojuszników. Za pretekst do agresji miał posłużyć plan dostarczenia pomocy humanitarnej.

Samozwańczy „prezydent Wenezueli” Juan Guaido oświadczył, że 23 lutego jego zwolennicy umożliwią transport przez granicę „pomocy humanitarnej”. Wezwał również do masowej mobilizacji przeciwko władzom Wenezueli. Było to elementem prowadzonej przez niego kampanii przedstawiającej Wenezuelę jako kraj, w którym brakuje żywności, a ludzie głodują.

W ramach wojny informacyjnej główne międzynarodowe agencje informacyjne powtarzały relacje o umierających dzieciach potrzebujących pomocy powołując się na polityków wenezuelskiej opozycji, jednak bez sprawdzenia ich doniesień.

Do działania włączyła się również tak zwana Grupa z Limy zrzeszająca przedstawicieli rządów kilkunastu krajów Ameryki Północnej i Południowej, w tym Kanady, Kolumbii i Brazylii. Wezwała ona do „negocjacji” potępiając „reżim” prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, co oznacza w rzeczywistości poparcie samozwańczego „prezydenta” Guaido.

23 lutego zwolennicy Guaido próbowali sprowokować poważny incydent międzynarodowy na granicy wenezuelsko-kolumbijskiej. Złożony z kilku ciężarówek konwój osłaniany przez bojówkarzy miał sforsować granicę. Nie wiadomo co w rzeczywistości znajdowało się w pojazdach. Organizatorzy oświadczyli jedynie, że przewoziły one materiały przygotowane przez amerykańska agencję pomocy USAID, powiązaną w rzeczywistości ze służbami specjalnymi i wywiadem, w tym CIA.

Podczas próby przedarcia się konwoju przez granicę zaatakowani zostali wenezuelscy pogranicznicy oraz żołnierze Gwardii Narodowej. W trakcie starcia bojówkarze podpalili ciężarówki co przedstawiali później jako agresywne działanie wenezuelskich służb bezpieczeństwa.

Prowokacja nie powiodła się. Nie doszło do nielegalnego przekroczenia granicy. Siły wenezuelskie odparły atak. Zapowiadana przez Guaido masowa mobilizacja okazała się klęską. Nie doszło do wielkich demonstracji opozycji.

Samozwańczy prezydent nie został po incydencie wpuszczony do kraju, w związku z czym przedstawia się jako „przywódca na uchodźstwie”.

Nie powiodła się również operacja propagandowa. Do mediów wyciekły nagrania pokazujące bojówkarzy podpalających ciężarówki. Po przeszukaniu resztek ładunku okazało się iż znajdowały się w nim prawdopodobnie materiały do budowy barykad podczas ulicznych protestów i inne niezwiązane z pomocą humanitarną materiały.

Międzynarodowy Czerwony Krzyż potępił wykorzystywanie przez ludzi biorących udział w konwoju emblematów MCK, twierdząc, że nie można mieszać pomocy humanitarnej z działalnością polityczną.

Odpowiedzią na prowokacje ze strony sterowanej przez Waszyngton opozycji jest wspólne działanie wenezuelskiej rewolucyjnej lewicy. Komunistyczna Partia Wenezueli (PCV), socjalistyczna partie Ojczyzna Dla Wszystkich (PPT) i Rewolucyjna Partia Pracy (PRT) oraz reprezentujący ludność tubylczą Ruch Gayones podpisały wspólną deklarację Ludowego Frontu Antyfaszystowskiego i Antyimperialistycznego (FPAA).

W tej deklaracji potępiają działania imperialistów i występują w obronie Rewolucji Boliwariańskiej. Odnoszą się również do problemów gospodarczych Wenezueli. Domagają się powstrzymania spekulacji cenami, a także uspołecznienia środków produkcji, i wzywają do przeprowadzenia reformy rolnej znoszącej wyzysk i zależność chłopów.

Przed i po 23 lutego, na granicach Wenezueli odbywają się masowe protesty organizowane przez obrońców rewolucji boliwariańskiej. Uczestniczą w nich przede wszystkim mieszkańcy biednych przedmieść, rolnicy oraz ludność tubylcza.

Rewolucja boliwariańska przetrwała fale ataków ze strony międzynarodowego imperializmu – zwłaszcza USA oraz UE. Nowa strategia stosowana przez imperialistów okazała się jak dotąd nieskuteczna.

red.

Dalsze postępy zwycięstwa kapitalizmu na Ukrainie?

Po pomyślnym obaleniu władzy prezydenta Ukrainy Janukowycza wydaje się, iż kapitalizm zachodnio-europejski dokonał dalszego postępu w umacnianiu swej tożsamości obalając prezydenta Ukrainy Janukowycza w tym kraju, a w dalszym pochodzie, będzie dążył do umacniania swojego panowania na terenach wschodnich Europy, wchodząc prawdopodobnie w konflikt z Rosją.

Ścigany listem gończym przez aktualnie sprawującą władzę ekipa związana z byłą premier Julią Timoszenko, reprezentująca interesy monopoli amerykańskich oraz zachodnioeuropejskich, będzie dążyła do eliminacji konkurenta w tym regionie jakim jest Rosja.

Rada Najwyższa Ukrainy (parlament) dąży aby postawić Janukowycza przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze, odpowiadając za śmierć ponad 100 osób, a także za spowodowanie obrażeń u ponad 2000 demonstrantów na Kijowskim Majdanie.

Jak wynika z doniesień prasowych rosyjscy politycy dążą do wykorzystywania nastrojów antyukraińskich na wschodzie i południu kraju (Krym, Sewastopol), domagając się aby Rosyjska Federacja, nadała tamtejszym mniejszościom rosyjskim rosyjskie obywatelstwo. Jako przykład podawany jest fakt nadania obywatelstwa rosyjskiego mieszkańcom Abchazji oraz Osetii Południowej, byłym obywatelom Gruzji, którzy podczas wojny gruzińsko-rosyjskiej tego zażądali. W organizowanych demonstracjach antyukraińskich mieszkańcy tych regionów podejmowali uchwały o odłączenia półwyspu krymskiego od Ukrainy i przyłączenia go do Rosji, aż w końcu zagłosowali w „referendum” za akcesją do Rosji.

Podkreślić należy fakt, iż angażowanie się po stronie Antyjakunowiczowskiej władz polskich może spowoduje bardzo poważne gospodarcze oraz polityczne reperkusje dla Polski ze strony Rosji, w postaci cen gazu czy importu produktów rolnych na rosyjski rynek. Z obserwacji działań władz polskich wydaje się, że nie bardzo orientują się w sytuacji i naiwnie wierzą, że USA i UE ochronią Polskę, jak i nie zdają sobie sprawy, ile ta „opieka” może kosztować, a czy w ogóle okaże się skuteczną…

Warszawa 2014-02-26 W.Kukielski

Imperializacja europejska

Zapowiedziane ostatnio przez szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso kolejne zacieśnienie integracji w ramach Unii Europejskiej jest kolejnym sygnałem, iż imperialistyczne i antypaństwowe tendencje w ramach Wspólnoty mają się coraz lepiej. Szczegóły, które mają zostać podane do publicznej wiadomości przed przyszłorocznymi wyborami do parlamentu europejskiego już wzbudziły niepokój wśród polityków różnych opcji politycznych, nie tylko polskich ale również zagranicznych. Niepokój jak najbardziej słuszny, gdyż „integracja” nabiera coraz niebezpieczniejszych rozmiarów.

Ze słów Barroso najbardziej uderzająca była zapowiedź utworzenia urzędu centralnego ministra finansów mającego w przyszłości kontrolować finanse poszczególnych państw członkowskich. W jaki sposób miałby je kontrolować oraz jakie dokładnie miałby uprawnienia na razie nie wiadomo. Tym niemniej, sam fakt ewentualnego pojawienia się takiego nowego politycznego bytu jest wielce niebezpieczny gdyż uderzałby w najbardziej integralną i najważniejszą część niepodległości państw członkowskich. Poszczególne państwa, w tym Polska stracić mogą wszelką kontrolę nad swoimi finansami a więc także nad wszystkimi gałęziami gospodarki a co za tym idzie staną się posłusznymi wykonawcami władz w Brukseli. Uderzy to w szczególności w kraje takie jak właśnie Polska, których gospodarka już teraz opiera się w zasadzie wyłącznie na obcym kapitale i unijnych dotacjach. Pewien obraz tego jak może to w nieodległej przyszłości wyglądać daje obecna sytuacja polityczno-gospodarcza krajów Południa takich jak Cypr czy Grecja, które za cenę ustępstw w sferze własnej samodzielności otrzymują unijną pomoc. Ustępstw wymuszonych, gdyż podstawione pod ścianą zapaści kraje szantażowane przez unijnych imperialistów brakiem innych rozwiązań (choć takowe istnieją) przyjmują oferowaną im „pomoc”. Ów system, sprawdzony właśnie na krajach Południa widocznie na tyle spodobał się brukselskim elitom, że postanowiły go rozszerzyć na całą Unię Europejską.

Efekt jednak, choć niestety raczej nie w przypadku Polski, może być odwrotny od zamierzonego. Dwaj z trzech najważniejsi aktorzy na unijnej scenie, Niemcy i Wielka Brytania, coraz wyraźniej próbują przeciwdziałać polityce Brukseli, która już nawet im wymknęła się spod kontroli. Pierwsze skrzypce gra Wielka Brytania, w której tendencje eurosceptyczne wśród społeczeństwa są już bardzo wyraźnie widoczne. Stają się również coraz bardziej zauważalne w brytyjskich kręgach politycznych, zwłaszcza w rządzącej a tracącej poparcie Partii Konserwatywnej premiera Davida Camerona. Nie jest wcale wykluczone, iż premier chcąc reperować niekorzystne sondaże przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi przychylniejszym okiem spojrzy na mocno eurosceptyczne skrzydło swej macierzystej partii zdobywając tym samym społeczny poklask i władzę na kolejną kadencję. Szczególnie, że na prawej stronie rośnie mu wyczuwająca tendencje silna konkurencja- Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) oraz Brytyjska Partia Narodowa (BNP).

Co zaś tyczy się Niemiec, wzmacniają one sukcesywnie swoje państwowe instytucje nadając im coraz większe uprawnienia kosztem unijnych uregulowań. W tym przypadku jest to również podyktowane względami nowych tendencji w niemieckim społeczeństwie, coraz bardziej zmęczonym spłacaniem nie swoich długów oraz zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, w których rządząca Niemcami chadecka koalicja CDU-CSU będzie chciała utrzymać władzę. Bez ukazania swoich zasług w utrzymaniu niezależności może być to znacznie utrudnione, zwłaszcza w dobie kryzysu gdy rządzące partie tracą władzę. Oczywiście Niemcy są głównym unijnym graczem, państwem mającym ostatnie słowo w podejmowaniu wielu ustalonych w niej decyzji. Jednakże tendencje do wzmacniania samych siebie kosztem Unii ukazują wyraźnie, iż nawet im wymyka się ona powoli spod kontroli.

Na koniec warto byłoby się pokusić o przewidzenie efektu imperialistycznych dążeń Brukseli. Przede wszystkim mogą być one początkowo różne w przypadku różnych państw, w przypadku wspomnianej Wielkiej Brytanii mogą skutkować dalszym zamknięciem się na Unię czy wręcz wystąpieniem ze Wspólnoty. W przypadku państw takich jak Polska może skutkować to dalszym popadaniem w zależność od Brukseli i w konsekwencji utratę możliwości samodzielnego podejmowania decyzji. Jednakże, ostatecznie scenariusz w przypadku wszystkich państw członkowskich może być taki sam- po wystąpieniu jednego państwa nastąpi efekt domina i występowanie kolejnych co ostatecznie będzie skutkować upadkiem Unii, który w dłuższej perspektywie wydaje się być nieuchronny. Oby tylko z nie dającego się w takiej sytuacji uniknąć chaosu powstałego po jej upadku narodziła się nowa, lepsza i pozbawiona imperialistycznych zapędów Europa.

El  Compañero