Ideologia kapitalizmu i rzeczywistość

Politycy, entuzjaści dzisiejszego ustroju, często umyślnie unikają na jego określenie nazwy „kapitalizm”. Zastępują je określeniem „wolny rynek” i wychwalają go jako wzór demokracji. Sugerują, że jest to droga do wolności i powszechnego dobrobytu. Upajając się tymi wizjami nie są w stanie wytłumaczyć prawdziwych problemów współczesnego świata. Jako największe zagrożenie przedstawiają terroryzm, przestępczość i istnienie krajów uznawanych przez nich za „niedemokratyczne”. Wstydliwie ukrywają przyczyny stanu rzeczy, który popycha ludzi do desperacji i wyzwala opór w tak wielu narodach. Nie chcą dostrzegać ogromu nędzy, która jest prawdziwą tragedią ludzkości. Tymczasem z głodu i chorób uleczalnych codziennie umiera już kilkadziesiąt tysięcy osób. Jest to kilkukrotnie więcej niż zginęło w największych zamachach terrorystycznych.

Trzy czwarte ludzkości cierpi nędzę i chroniczne niedożywienie. Sytuacja pogarsza się z roku na rok, chociaż przy dzisiejszych mocach produkcyjnych można wytworzyć ilość żywności i lekarstw dla wszystkich mieszkańców naszej planety. Wojny wywoływane przez wielkie mocarstwa każdego roku zbierają krwawe żniwo. Ludzie giną od bomb, min i pocisków. Tracą swoje domy, uprawy i miejsca pracy. Coraz częściej stosuje się broń masowej zagłady. Nikt jednak nie podnosi lamentu, kiedy taka tragedia dzieje się gdzieś w trzecim świecie a nie jest wygodna ze względów propagandowych, bo mogłaby zburzyć pielęgnowany przez środki masowego przekazu obraz USA i Unii Europejskiej jako „obrońców wolności i demokracji”. Zwykle nie podaje się takich informacji do publicznej wiadomości, nawet gdy skala zjawiska przyćmiewa oficjalnie dostrzegane problemy.

Propaganda nazywa ten stan „wolnym rynkiem”. Rozwój kapitalizmu doprowadził jednak do powstania wielkich monopoli. Potęg przemysłowych, które faktycznie kontrolują rynek, zasoby naturalne i technologię. Najlepszym dowodem jest ogromny, regularny dochód, który przynoszą swoim właścicielom. Owa „wolność” rynku oznacza nieograniczone prawo koncernów do dysponowania siłą roboczą i wszystkimi zasobami.

Zdecydowana większość ludzkości zmuszona jest respektować ten dyktat. Za prawo do egzystencji oddawać swój czas, życie i zdrowie. Wykonywać pracę, z której główne korzyści przypadają właścicielom kapitału.

Kapitalizm pogłębia nierówności między ludźmi i narodami. Kumuluje bogactwa w rękach nielicznej oligarchii a masy na całym świecie spycha na skraj nędzy. W 2014 r. 85 najbogatszych ludzi na świecie posiadało majątek o wartości takiej jak 3,5 miliarda najuboższych mieszkańców globu. Według raportu organizacji Oxfam w 2016 r. majątek 1% najbogatszych przekroczy zasoby pozostałych 99 % ludzkości. Panowie tego świata stworzyli system, w którym to po jednej stronie jest przepych i marnotrawstwo, a po drugiej codzienna walka o przetrwanie. Kapitalistyczna chciwość i żądza pomnażania zysku przekracza granice i każdego dnia skazuje na śmierć głodową tysiące ludzi, zwłaszcza w Afryce, Azji Południowej i na Dalekim Wschodzie. Chociaż potencjał i zasoby naszej planety z powodzeniem wystarczają aby wyżywić nawet 20 miliardów ludzi, to dziś głód zagraża co piątemu człowiekowi. Jest to wina ustroju kapitalistycznego, nastawionemu nie na zaspokajanie ludzkich potrzeb, tylko na gromadzenie i kumulację kapitału bez względu na koszty społeczne.

Na drugim biegunie, w rozwiniętych, bogatych krajach Północy, szeroko propaguje się kulturowe i konsumpcyjne wzorce przypisywane tzw. „klasie średniej”. Sugeruje się, że taki poziom życia jest możliwy do osiągnięcia dla każdego. Stwarza się złudzenie powszechnego dobrobytu. Stosuje się moralną dyskryminację tych, którym dochody na to nie pozwalają. Wywołując uczucie wstydu skłania się większość ludzi do ukrywania swojej przynależności społecznej, do nie wiązania z nią żadnej aktywności, szczególnie politycznej.

Dla utrzymania tego stanu nie wystarcza przymus państwowy. Jego nieodłącznym elementem jest celowo wytworzona fałszywa świadomość większości społeczeństwa. Dlatego tworzy się mity o wolnym rynku i równych szansach. Propagują tę ideologię podręczniki szkolne i kanały telewizyjne. Ogłaszano już „koniec historii” – wieczność i nienaruszalność tego stanu. Za zbrodnię uznano każdą próbę jego zmiany. Rządy wielkich mocarstw chętnie szermują demokratycznym frazesem. Usiłują przedstawiają się jako demokratyczne i twierdzą, że kierują się prawami człowieka. Ale w rzeczywistości często posuwają się do brutalnych interwencji w życie słabszych narodów. Nie cofają się przed obalaniem pochodzących z wyboru władz, ani ustanawianiem w ich miejsce krwawych dyktatur.

Wybieralność władz wprawdzie daje pewne prawa obywatelom, jednak sposób wybierania podlega daleko idącym ograniczeniom. Ordynacja wyborcza skonstruowana jest tak, aby do minimum ograniczyć kontakt wyborcy z jego przedstawicielem. Informacje trafiają jedynie poprzez środki masowego przekazu. Te zaś należą do prywatnych właścicieli, zainteresowanych przede wszystkim utrzymaniem ustroju kapitalistycznego.

Przeciętny obywatel na co dzień wyłączony jest z życia publicznego. Wymaga się od niego jedynie posłuszeństwa i pracy zorganizowanej według ściśle określonego reżimu, który znajduje się całkowicie poza jego kontrolą. W wyniku takich ograniczeń ludzie stają się biernymi obserwatorami prezentowanych przez telewizję, radio czy prasę obrazów i tym łatwiej padają ofiarami manipulacji. Wreszcie rządy burżuazyjne uciekają się do aktów przemocy nawet w stosunkach wewnętrznych, kiedy tylko poczują, że prowizoryczne wolności mogłyby zostać naprawdę wykorzystane przez większość społeczeństwa do przeprowadzenia zmian. Polscy robotnicy takiej przemocy doświadczali niejednokrotnie. W takich warunkach nie można mówić o prawdziwej władzy ludu. Określanie takich stosunków społecznych jako „demokratyczne” zakrawa na hipokryzję.

Reklamy