22 lipca – Manifest Wolnej Polski

PKWN_Manifest

MANIFEST POLSKIEGO KOMITETU WYZWOLENIA NARODOWEGO

(Dz.U. z 1944 r. nr l – załącznik)

 

Do narodu polskiego! Polacy w kraju i na emigracji! Polacy w niewoli niemieckiej!
   R o d a c y!

Wybiła godzina wyzwolenia. Armia Polska obok Armii Czerwonej przekroczyła Bug. Żołnierz polski bije się na naszej ziemi ojczystej. Nad umęczoną Polskę powiały znów biało-czerwone sztandary.
Naród Polski wita żołnierza Armii Ludowej, zjednoczonego z żołnierzem Armii Polskiej w ZSRR. Wspólny jest wróg, wspólna walka i wspólne sztandary.

Zjednoczeni ku chwale Ojczyzny w jednym Wojsku Polskim pod wspólnym dowództwem wszyscy żołnierze polscy pójdą obok zwycięskiej Czerwonej Armii do dalszych walk o wyzwolenie Kraju.
Pójdą poprzez Polskę całą po pomstę nad Niemcami, aż polskie sztandary nie załopocą na ulicach stolicy butnego prusactwa, na ulicach Berlina.
   R o d a c y!

Naród walczący z okupantem niemieckim o wolność i niepodległość stworzył swą reprezentację, swój podziemny parlament – Krajową Radę Narodową. Weszli do Krajowej Rady Narodowej reprezentanci stronnictw demokratycznych – ludowcy, demokraci, socjaliści, członkowie PPR i innych organizacji. Podporządkowały się Krajowej Radzie Narodowej organizacje Polonii zagranicznej i w pierwszym rzędzie Związek Patriotów Polskich i stworzona przezeń Armia.
Krajowa Rada Narodowa, powołana przez walczący naród, jest jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce.
Emigracyjny „rząd” w Londynie i jego delegatura w Kraju jest władzą samozwańczą, władzą nielegalną. Opiera się na bezprawnej faszystowskiej konstytucji z kwietnia 1935 roku. „Rząd” ten hamował walkę z okupantem hitlerowskim, swą awanturniczą polityką pchał Polskę ku nowej katastrofie.
W chwili wyzwolenia Polski, w chwili gdy sojusznicza Armia Czerwona i wraz z nią Wojsko Polskie wypędzając okupanta z Kraju, w tym momencie musi powstać legalny ośrodek władzy, który pokieruje walką narodu o ostateczne wyzwolenie.

Dlatego Krajowa Rada Narodowa, tymczasowy parlament narodu polskiego, powołała

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego

 

jako legalną tymczasową władzę wykonawczą dla kierowania walką wyzwoleńczą narodu, zdobycia niepodległości i odbudowy państwowości polskiej.

Krajowa Rada Narodowa i Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego działają na podstawie konstytucji z 17 marca 1921 roku, jedynie obowiązującej konstytucji legalnej, uchwalonej prawnie. Podstawowe założenia konstytucji z 17 marca 1921 r. obowiązywać będą aż do zwołania wybranego w głosowaniu powszechnym, bezpośrednim, równym, tajnym i stosunkowym Sejmu Ustawodawczego, który uchwali, jako wyraziciel woli narodu, nową konstytucję.
   R o d a c y!

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego za naczelne swe zadania uważa wzmożenie udziału narodu polskiego w walce o zmiażdżenie Niemiec hitlerowskich.

Wybiła godzina odwetu na Niemcach za męki i cierpienia, za spalone wsie, za zburzone miasta, zniszczone kościoły i szkoły, za łapanki, obozy i rozstrzeliwania, za Oświęcim, Majdanek, Treblinkę, za wymordowanie getta.

  R o d a c y!

Sojusznicza Armia Czerwona swym bohaterstwem i ofiarnością zadała miażdżące ciosy Niemcom hitlerowskim. Armia Czerwona jako armia wyzwoleńcza wkroczyła do Polski.
Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wzywa ludność i wszystkie podległe mu władze do jak najściślejszego współdziałania z Czerwoną Armią i najwydatniejszej dla niej pomocy. Jak najwydatniejszy udział Polaków w wojnie zmniejszy cierpienia narodu i przyspieszy koniec wojny.

Chwytajcie za broń! Bijcie Niemców wszędzie, gdzie ich napotkacie! Atakujcie ich transporty, udzielajcie informacji, pomagajcie żołnierzom polskim i sowieckim! Na terenach wyzwolonych wypełniajcie karnie nakazy mobilizacyjne i śpieszcie do szeregów Wojska Polskiego, które pomści klęskę wrześniową i wraz z armiami Narodów Sprzymierzonych zgotuje Niemcom nowy Grunwald!

Stawajcie do walki o wolność Polski, o powrót do Matki-Ojczyzny starego polskiego Pomorza i Śląska Opolskiego, o Prusy Wschodnie, o szeroki dostęp do morza, o polskie słupy graniczne nad Odrą!
Stawajcie do walki o Polskę, której nigdy już nie zagrozi nawała germańska, o Polskę, której zapewniony będzie trwały pokój i możność twórczej pracy, rozkwit kraju!

Historia i doświadczenia obecnej wojny dowodzą, że przed naporem germańskiego imperializmu ochronić może tylko zbudowanie wielkiej słowiańskiej tamy, której podstawą będzie porozumienie polsko-sowiecko-czechosłowackie.
Przez 400 lat miedzy Polakami i Ukraińcami, Polakami i Białorusinami, Polakami i Rosjanami trwał okres nieustannych konfliktów ze szkodą dla obydwu stron. Teraz nastąpił w tych stosunkach historyczny zwrot. Konflikty ustępują przyjaźni i współpracy, dyktowanej przez obopólne życiowe interesy. Przyjaźń i bojowa współpraca, zapoczątkowana przez braterstwo broni Wojska Polskiego z Armią Czerwoną, winny przekształcić się w trwały sojusz i w sąsiedzkie współdziałanie po wojnie.

Krajowa Rada Narodowa i powołany przez nią Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego uznają, że uregulowanie granicy polsko-radzieckiej powinno nastąpić w drodze wzajemnego porozumienia.
Granica wschodnia powinna być linią przyjaznego sąsiedztwa, a nie przegrodą między nami a naszymi sąsiadami, i powinna być uregulowana zgodnie z zasadą: ziemie polskie – Polsce, ziemie ukraińskie, białoruskie i litewskie – Radzieckiej Ukrainie, Białorusi i Litwie. Trwały sojusz z naszymi bezpośrednimi sąsiadami, ze Związkiem Radzieckim i Czechosłowacją, będzie podstawową zasadą zagranicznej polityki polskiej, realizowanej przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego.

Braterstwo broni, uświęcone wspólnie przelaną krwią w walce z niemiecką agresją, jeszcze bardziej pogłębi przyjaźń i utrwali sojusz z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. Polska dążyć będzie do zachowania tradycyjnej przyjaźni i sojuszu z odrodzoną Francją, jak również do współpracy z wszystkimi demokratycznymi państwami świata.

Polska polityka zagraniczna będzie polityką demokratyczną i opartą na zasadach zbiorowego bezpieczeństwa.
Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego ustalać będzie systematycznie straty, zadane narodowi polskiemu przez Niemców, i poczyni kroki dla zapewnienia Polsce należnych jej odszkodowań.
   R o d a c y!

W imieniu Krajowej Rady Narodowej Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego obejmuje władzę na wyzwolonych terenach Polski. Ani chwili na ziemi polskiej, uwolnionej od najazdu niemieckiego, nie może działać żadna inna administracja prócz polskiej. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego sprawuje władzę poprzez Wojewódzkie, Powiatowe, Miejskie i Gminne Rady Narodowe i przez upełnomocnionych swych przedstawicieli. Tam, gdzie Rady Narodowe nie istnieją, demokratyczne organizacje obowiązane są natychmiast powołać je do życia, włączając w ich skład cieszących się zaufaniem ludności Polaków-patriotów, niezależnie od ich poglądów politycznych.

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego nakazuje natychmiastowe rozwiązanie organów administracji okupantów.

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego nakazuje natychmiastowe rozwiązanie tzw. granatowej policji.

Rady Narodowe tworzą niezwłocznie podlegającą im Milicję Obywatelską, której zadaniem będzie utrzymanie porządku i bezpieczeństwa.

Zadaniem niezawisłych sądów polskich będzie zapewnić szybki wymiar sprawiedliwości. Żaden niemiecki zbrodniarz wojenny, żaden zdrajca narodu nie może ujść kary.
   R o d a c y!

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, przystępując do odbudowy państwowości polskiej, deklaruje uroczyście przywrócenie wszystkich swobód demokratycznych, równości wszystkich obywateli bez różnicy rasy, wyznania i narodowości, wolności organizacji politycznych, zawodowych, prasy, sumienia. Demokratyczne swobody nie mogą jednak służyć wrogom demokracji. Organizacje faszystowskie, jako antynarodowe, tępione będą z całą surowością prawa.
   R o d a c y!

Kraj wyniszczony i wygłodzony czeka na wielki wysiłek twórczy całego narodu. Krzywdy, zadane przez okupantów, muszą być jak najprędzej naprawione. Własność, zrabowana przez Niemców poszczególnym obywatelom, chłopom, kupcom, rzemieślnikom, drobnym i średnim przemysłowcom, instytucjom i kościołowi, będzie zwrócona prawowitym właścicielom. Majątki niemieckie zostaną skonfiskowane. Żydom po bestialsku tępionym przez okupanta zapewniona zostanie odbudowa ich egzystencji oraz prawne i faktyczne równouprawnienie.

Majątek narodowy, skoncentrowany dziś w rękach państwa niemieckiego oraz poszczególnych kapitalistów niemieckich, a więc wielkie przedsiębiorstwa przemysłowe, handlowe, bankowe, transportowe oraz lasy, przejdą pod Tymczasowy Zarząd Państwowy. W miarę regulowania stosunków gospodarczych nastąpi przywrócenie własności.
   R o d a c y!

Aby przyspieszyć odbudowę Kraju i zaspokoić odwieczny pęd chłopstwa polskiego do ziemi, Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego przystąpi natychmiast do urzeczywistnienia na terenach
wyzwolonych szerokiej reformy rolnej.

W tym celu utworzony zostanie Fundusz Ziemi, podległy Resortowi Rolnictwa i Reform Rolnych. W skład tego funduszu wejdą wraz z martwym i żywym inwentarzem i budynkami ziemie niemieckie, ziemie zdrajców narodu oraz ziemie gospodarstw obszarniczych o powierzchni ponad 50 ha, a na terenach przyłączonych do Rzeszy – w zasadzie o powierzchni ponad 100 ha. Ziemie niemieckie i ziemie zdrajców narodu zostaną skonfiskowane. Ziemie gospodarstw obszarniczych przejęte zostaną przez Fundusz Ziemi bez odszkodowania, zależnego od wielkości gospodarstwa, lecz za zaopatrzeniem dla byłych właścicieli. Ziemianie, mający zasługi patriotyczne w walce z Niemcami, otrzymują wyższe zaopatrzenie. Ziemie skupione przez Fundusz Ziemi, z wyjątkiem przeznaczonych na gospodarstwa wzorowe, rozdzielone zostaną między chłopów małorolnych, średniorolnych, obarczonych licznymi rodzinami, drobnych dzierżawców oraz robotników rolnych. Ziemia rozdzielona przez Fundusz Ziemi za (minimalną) opłatą stanowić będzie na równi z dawniej posiadaną ziemią własność indywidualną. Fundusz Ziemi będzie tworzył nowe gospodarstwa względnie dopełniał gospodarstwa małorolne, biorąc za podstawę normę 5 ha użytków rolnych średniej jakości dla średniolicznej rodziny. Gospodarstwa, które nie będą mogły otrzymać tej normy na miejscu, będą miały prawo do udziału w przesiedleniu przy pomocy państwa na tereny z wolną ziemią, zwłaszcza na ziemie wywindykowane od Niemiec.
   R o d a c y!

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego stawia przed sobą jako bezpośrednie zadanie natychmiastową poprawę bytu szerokich rzesz narodu.

Kontyngenty, zabierające chłopu całą jego krwawicę, będą natychmiast zniesione. Dla potrzeb armii i aprowizacji miast na czas wojny na podstawie polskiej ustawy o świadczeniach wojennych
zostaną wprowadzone ściśle ustalone świadczenia w naturze, wydatnie zmniejszające ciężary wsi w stosunku do kontyngentów niemieckich.

Płace robotnicze i pracownicze, utrzymywane przez Niemców przymusowo na poziomie przedwojennym, zostaną ustawowo podniesione do norm, zapewniających minimum egzystencji.
Natychmiast rozpocznie się odbudowa i rozbudowa instytucji Ubezpieczeń Społecznych na wypadek choroby, inwalidztwa, bezrobocia oraz ubezpieczenia na starość. Instytucje Ubezpieczeń Społecznych oparte będą na zasadach demokratycznego samorządu. Wprowadzone zostanie nowoczesne prawodawstwo w dziedzinie ochrony pracy, rozpocznie się rozładowywanie nędzy mieszkaniowej.
Zniesione zostaną niemieckie znienawidzone zakazy, krępujące działalność gospodarczą, obrót handlowy między wsią i miastem. Państwo popierać będzie szeroki rozwój spółdzielczości. Inicjatywa prywatna, wzmagająca tętno życia gospodarczego, również znajdzie poparcie państwa. Zapewnienie normalnej aprowizacji będzie jedną z podstawowych trosk.
  R o d a c y!

Jednym z najpilniejszych zadań Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego będzie na terenach oswobodzonych odbudowa szkolnictwa i zapewnienie bezpłatnego nauczania na wszystkich szczeblach. Przymus powszechnego nauczania będzie ściśle przestrzegany. Polska inteligencja zdziesiątkowana przez Niemców, a zwłaszcza ludzie nauki i sztuki, zostaną otoczeni specjalną opieką. Odbudowa szkół zostanie natychmiast podjęta.
   R o d a c y!

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego dążyć będzie do najszybszego powrotu emigracji do kraju i podejmie kroki dla zorganizowania tego powrotu.

Jedynie dla agentów hitlerowskich i dla tych, którzy zdradzili Polskę we wrześniu 1939 r., granice Rzeczypospolitej będą zamknięte.
   R o d a c y!

Stoją przed nami gigantyczne zadania.

Będziemy je realizować dalej nieugięcie i zdecydowanie. Odrzucimy precz warchołów, agentów reakcji, którzy przez rozbijanie jedności narodowej, przez próby prowokowania walk między Polakami idą na rękę hitleryzmowi.

Zadanie wyzwolenia Polski, odbudowy państwowości, doprowadzenie wojny do zwycięskiego końca, uzyskanie dla Polski godnego miejsca w świecie, rozpoczęcie odbudowy zniszczonego kraju – oto nasze naczelne zadanie.

Nie można tych zadań urzeczywistnić bez jedności narodowej. Wykuwaliśmy tę jedność w ciężkiej walce podziemnej.

Powstanie Krajowej Rady Narodowej było wyrazem jej urzeczywistnienia. Powstanie Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego jest dalszym krokiem na tej drodze.

    R o d a c y!

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wzywa Was: Wszystko dla najprędszego wyzwolenia Kraju i rozbicia Niemców!
   P o l a c y!

Do walki! Do broni!

Niech żyje zjednoczone Wojsko Polskie, walczące o wolność Polski!

Niech żyje sprzymierzona Armia Czerwona, niosąca Polsce wyzwolenie!

Niech żyją nasi wielcy sojusznicy – Związek Radziecki, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej!

Niech żyje jedność narodowa! Niech żyje Krajowa Rada Narodowa – reprezentacja walczącego narodu!
Nich żyje Polska wolna, silna, niepodległa, suwerenna i demokratyczna!

  Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego

Rocznica urodzin Mao Zedonga

Mao Zedong o Mao Tse Tung en escritorio escribiendo

Máo Zédōng/ Tse-Tung urodził się 26-12-1893, był architektem i konstruktorem Chin Ludowych, przywódcą chińskiej rewolucji i chińskiego ludu pracującego miast i wsi. Wspólnie z Zhu De poprowadził Wyzwoleńczą Armię Ludową Chin do zwycięstwa nad faszystą Czang Kaj-Szejkiem. Od 1943 roku był szefem Biura Politycznego i Przewodniczącym Komunistycznej Partii Chin, aż do swojej śmierci. 1 października 1949, gdy masy chińskie zwyciężały reakcyjno-burżuazyjną kontrrewolucję, proklamował na Placu Tian’anmen powstanie Ludowej Republiki Chińskiej. Był również bohaterem w walce z japońskimi okupantami. Był twórcą tzw. chińskiej drogi do socjalizmu. Zmarł 09-09-1976. Podczas przemówienia na jubileuszowej sesji Rady Najwyższej ZSRR z okazji 40-tej rocznicy Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej 06-11-1957 rzekł:

W ostatecznym rachunku ustrój kapitalistyczny zostanie zastąpiony ustrojem socjalistycznym, jest to obiektywne prawo niezależne od woli ludzkiej. Wbrew wszelkim wysiłkom reakcjonistów, by zatrzymać bieg koła historii, rewolucja nastąpi wcześniej czy później i nieuchronnie osiągnie zwycięstwo. 

Jak „rządy ludowe” przeciwko ludowi walczyły

Część lewicy fetuje rząd Daszyńskiego za jego pakiet postępowych reform. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej złożona. Rząd ten reagował na falę wzrostu niezadowolenia społecznego, wprowadzał swoje reformy pod silnym naciskiem mas.

Cała władza w ręce Rad!

manifififPod koniec 1917 r. pod wpływem wydarzeń rewolucyjnych w Rosji, wiece chłopskie domagały się parcelacji wielkich majątków ziemskich. W następnym roku ruch ten stał się silniejszy. W kilku powiatach robotnicy rolni zajęli folwarki. Mnożyły się napady na dwory. Chłopi zaorywali grunty folwarczne. Zanim jeszcze na murach Lublina rozklejono Manifest Rządu Tymczasowego Polskiej Republiki Ludowej w tym samym mieście powstała pierwsza na naszych ziemiach Rada Delegatów Robotniczych. Właśnie owa Rada proklamowała 8-godzinny dzień pracy dla klasy robotniczej. Kiedy członkowie Rady dowiedzieli się o powstaniu rządu lubelskiego zamierzali roztoczyć nad nim kontrolę i wywierać presję, by dotrzymywał obietnic złożonych wobec mas pracujących. Od 2 listopada robotnicy Zagłębia rozbrajali Austriaków. Broń zdobytą na okupantach zamierzali użyć do uzbrojenia Czerwonej Gwardii. 8 listopada stanęły fabryki i kopalnie Zagłębia. Podczas wielotysięcznej demonstracji padł pierwszy robotnik ugodzony polską kulą – Eugeniusz Furman. Władze zamierzały za wszelką cenę nie dopuścić do pierwszego zebrania Rad Delegatów Robotniczych i Żołnierskich w Dąbrowie Górniczej. Zabójstwo Furmana wbrew intencjom władz nie przeszkodziło w zwołaniu planowanego zebrania. Rada zwróciła się do robotników całego kraju, by tworzyli Rady i przygotowywali się do przejęcia władzy w swoje ręce. W takich właśnie okolicznościach rząd Daszyńskiego zapowiadał nacjonalizację fabryk oraz upaństwowienie wielkiej i średniej własności ziemskiej i oddanie jej w ręce chłopów pod kontrolą państwa

Piłsudski rozkazuje – rząd słucha

Powracający z Magdeburga Piłsudski postanowił  zrobić porządek z rządem lubelskim. Najbliższe grono przyjaciół zbeształ za „eksperymenty społeczne” – czyli deklaracje rządu ludowego w sprawie reform socjalnych. Szydził też z niefachowości ministrów tego rządu. Nawet bliscy mu ludzie poczuli się dotknięci formą tej krytyki. Wezwał telefonicznie Daszyńskiego do Warszawy, a następnie cały skład gabinetu. Przewodniczył ostatniemu jego posiedzeniu, żądając rozwiązania rządu i pozostawienie mu swobody działania. Napotkał na opór zarówno ze strony premiera jak i niektórych członków gabinetu. Wezwał wówczas Rydza do posłuszeństwa. Rydz stanął na baczność, stwierdzając, że zawsze był podwładnym Komendanta i pragnie nim pozostać. Wystąpienie Rydza rozbiło jedność ministrów rządu lubelskiego, trudno też było spodziewać się oporu przeciwko Piłsudskiemu ze strony np. Sieroszewskiego. Po naradzie ministrowie rządu lubelskiego przystali na jego rozwiązanie, Piłsudski zażądał następnie unieważnienia wszystkich dekretów tego rządu. W ten sposób Rada Regencyjna zdetronizowana przed paroma dniami przez rząd lubelski została znowu uznana za władzę najwyższą legalnie działającą. Z rąk legalnej „najwyższej władzy” przejął z kolei władzę Piłsudski.

Władza po stronie kapitału

11 listopada powstała RDR w Warszawie, 13 – w Łodzi. Powstało ogółem ponad 100 rad. Delegaci tylko 19 największych z nich reprezentowali około 221 tysięcy robotników. Oprócz rad w miastach powstawały Rady robotników rolnych. Proklamowano strajki, samorzutnie wprowadzano 8-godziny dzień pracy. Zdarzały się wypadki przetrzymywania przez robotników w tymczasowym areszcie fabrykantów lub dyrektorów fabryk do czasu uwzględnienia żądań, wysuwanych przez załogi. Niekiedy robotnicy sami na własną rękę uruchamiali fabryki, których maszyny zatrzymywał właściciel, oczekując na to, że wygłodzeni ludzie będą bardziej ulegli i skłonni do ustępstw. Robotnicy po puszczeniu w nich maszyn, próbowali utrzymywać kontrolę nad produkcją, pilnować wypłaty, a nawet konfiskować na konto zaległych prac wyprodukowane przez siebie towary.

Przejęto na potrzeby mas pracujących pozostawione przez okupanta zapasy żywności i rozdzielono je między rodziny robotnicze. Wprowadzono w kopalniach pracę na trzy zmiany, aby móc zatrudnić bezrobotnych. Częściowe koszty utrzymania Czerwonej Gwardii musieli pokrywać właściciele kopalń, hut i fabryk. Rozprawa z Czerwonym Zagłębiem stanowiła preludium akcji wrogich sił obawiających się groźby rewolucji. Wojsko i bojówki szerzyły terror na terenie Zagłębia, mordując działaczy Rad. Proletariat protestował przeciwko tym zbrodniom, organizując demonstracje  i strajki. Trzykrotnie w listopadzie 1918 roku protestacyjny strajk powszechny unieruchomił zakłady pracy Zagłębia. W grudniu na wezwanie RDR Zagłębie znowu stanęło do walki. Dwa pułki piechoty, 2 pułki artylerii i jeden pułk kawalerii rozbrajało Czerwoną Gwardię. Komisarz rządu Felicjan Sławoj Składkowski stanął po stronie kapitalistów Zagłębia w walce przeciwko klasie robotniczej, żądającej podwyżki płac i większych racji żywnościowych.

Republika Tarnobrzeska

Od listopada 1918 roku w powiatach Tarnobrzeg, Mielec, Kolbuszowa i Nisko działała milicja ludowa organizowana przez Tomasza Dąbala, członka Tarnobrzeskiego Komitetu Rewolucyjnego. Komitet wysuwał hasła m.in. walki o reformę rolną, konfiskaty dóbr kościelnych, upaństwowienia lasów i przedsiębiorstw przemysłowych. Współpracował z nim ksiądz Eugeniusz Okoń. Komitet miał wpływ na obsadę stanowisk wójtów i sołtysów, i organizował podział obszarniczej ziemi. Obszarnicy i reakcyjne mieszczaństwo utworzyli w odpowiedzi ośrodek walki z chłopami i robotnikami z hr. Zdzisławem Tarnowskim na czele. 6 listopada na 30-tysięcznym wiecu ogłoszono powołanie Republik Tarnobrzeskiej. Chłopi zabierali zboże i ziemniaki z magazynów obszarniczych, dzielili ziemię, a niekiedy zajmowali pałac na dom gminny. Brutalne represje na początku 1919 r. położyły kres Republice, ale dopiero w maju 1923 r. były urzędnik austriacki i starosta polski dr Spiss uznał ją za zlikwidowaną. Rok 1919 to początek generalnej rozprawy z rewolucją w Polsce. Rady Delegatów Robotniczych działały w rozproszeniu. Nie miały też jak się bronić, bo swoje siły zbrojne posiadało jedynie Zagłębie.

Rozbicie Rad to nasza wina

Norbert Barlicki, działacz PPS  jako były wiceminister Spraw Wewnętrznych poczuwał się do winy za rozbicie Rad. W 1933 r. wyznawał w artykule pt „Mea culpa”:

„Rozbrajano i demobilizowano masy ludowe, powoływano pod broń czasu wojny, na gwałt pisano konstytucje, dekretując ustrój demokratyczno-parlamentarny, ustrój oparty na automatyzmie bodaj nawet sztucznej większości, byle większości. Jak gdyby zapomniano, że ustrój  demokratyczno-parlamentarny bez ochrony czynnej siły mas robotniczo-chłopskich łatwo może ulec wynaturzeniu i ostatecznemu zniszczeniu ze strony wolnych od przymusu, a wrogich masom ludowym czynników reakcyjno-burżuazyjnych”.

Dawid Jakubowski

Artykuł ukazał się w dzienniku „Trybuna” w dn. 8.11.2013 r. i na konserwatyzm.pl

Rewolucja Październikowa a niepodległość Polski

Z okazji  dnia 11 listopada 2013 roku i święta niepodległości publikujemy tekst tow. Dawida Jakubowskiego w ramach refleksji nad wolnością (niepodległością) Polski.

Rewolucja Październikowa stworzyła sytuację bez której realizacja prawa Polski do pełnej niepodległości byłaby niemożliwa, przyczyniając się do obalenia, kontynuującej w praktyce, tradycje caratu w dziedzinie polityki narodowościowej burżuazyjno-demokratycznej rosyjskiego rządu tymczasowego. Dzięki anulacji traktatów rozbiorowych przez młody rząd radziecki w sierpniu 1918 r. sprawa polska została wniesiona formalnie na forum dyplomacji i polityki międzynarodowej.

Lenin-Trotsky_Red_Square

Literatura prezentująca tendencyjne spojrzenie na komunizm pomija konsekwentnie bądź przeinacza fakty, które musiałyby prowadzić do przewartościowania demonicznego wizerunku rewolucji październikowej w Rosji. Analiza faktów musiałaby doprowadzić do wniosku, że to nie białogwardziści, ale bolszewicy byli w owym czasie jedynym szczerym i konsekwentnym sojusznikiem polskich wysiłków niepodległościowych. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że byle tylko dopomóc w realizacji tego celu, bolszewicy nie wahali się kontaktować i negocjacjować z całą polską lewicą. Kierując się własnym oglądem sytuacji na ziemiach polskich byli gotowi na ustępstwa wobec najmniej rewolucyjnego skrzydła tej lewicy.

Nie należy zapominać, że deklarujących zainteresowanie sprawą polską zewnętrznych podmiotów w drugiej dekadzie XX w. było oczywiście kilka. Wśród nich przeważały partykularne polityczne interesy. W dobie I wojny światowej skłócone ze sobą i należące do dwóch przeciwstawnych bloków mocarstwa zaborcze, dążąc do poszerzenia źródeł rekruta, deklarowały zainteresowanie odzyskaniem niepodległości przez Polskę. Dlatego Rosja i rywalizujące z nimi w walce o kolonie Niemcy i Austria prześcigały się między sobą w oświadczeniach, w których każde z nich przekonywało, że jedynie służba w jego armii może przynieść Polakom, jeśli nie natychmiastową niepodległość, to przynajmniej autonomię i zabezpieczenie ich narodowego bytu.

Jednocześnie w propagandzie każdego z tych państw stosowano bałamutne interpretacje naginające fakty historyczne, by stworzyć czarno-biały obraz, w myśl którego, to przeciwnik był odwiecznym wrogiem i niszczycielem narodu polskiego. Rosyjski wódz naczelny eksponował walkę z żywiołem krzyżackim, przy skwapliwym pominięciu własnych agresji i obustronnych antagonizmów historycznych, jak choćby również agresywne ofensywy magnatów królów polskich w okresie dymitriad i panowania Wazów. Natomiast wilhelmińskie Niemcy odkrywając nagle miłość ku Polakom zarzekały się, że od zawsze wspierały polskie wysiłki w walce z nawałą wschodniego barbarzyństwa.

Sprawa polska stała się w tym czasie kartą przetargową nie tylko dla jej zaborców. Nagłą potrzebę opowiedzenia się po stronie odzyskania przez Polskę niepodległości i werbalnego wsparcia wysiłków do tego prowadzących dostrzegł też prezydent odległych Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson.

Punkt 13 deklaracji pokojowej W. Wilsona z 8 stycznia 1918 r. jest podkreślany w podręcznikach historii ostatnich dziesięcioleci i w propagandzie relacji polsko-amerykańskich na równi z kontaktami prezydenta USA z Ignacym Paderewskim jako niezbity dowód zapoczątkowania przez niego żywotnego zainteresowania Polską i jej sprawami przez administrację waszyngtońską. W rzeczywistości jednak deklaracja W. Wilsona, który chciał przy jej pomocy pozyskać głosy polonii amerykańskiej przed zbliżającymi się wyborami, miała bardzo ogólnikowy charakter, a on sam de facto nie miał zamiaru rozbijać jedności państwowej Austro-Węgier ani też gnębić Niemiec. Roman Dmowski poufnie dowiedział się wówczas, że amerykańska komisja ekspertów, pracująca dla potrzeb przyszłej konferencji pokojowej, otrzymała instrukcje, by nie zajmować się ziemiami polskimi, pozostającymi pod zaborem pruskim [1].

Wyczekującą postawę zajął natomiast Watykan. Papież unikał wszelkich wypowiedzi na temat sprawy polskiej. Zalecał cierpliwość i modlitwę.

Po rewolucji lutowej w 1917 r. także nowy rząd tymczasowy poczuł „głód rekruta” i zadeklarował, w mało wiążącej i oględnej formie, uznanie autonomii dla Polaków – wciąż w ramach Rosji, teraz już burżuazyjno-demokratycznej republiki. W tym samym czasie Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, pod wpływem bolszewickiego stanowiska w kwestii potrzeby samookreślenia narodów uciskanych przez imperializm, wydała 27 marca 1917 r. odezwę, w której bezwarunkowo uznano prawo Polski do pełnej niepodległości.

Rewolucja październikowa stworzyła sytuację bez której realizacja tego postulatu byłaby niemożliwa, przyczyniając się do obalenia kontynuującej w praktyce tradycje caratu w dziedzinie polityki narodowościowej burżuazyjno-demokratycznej republiki. 15 listopada 1917 r. – radziecka już Rosja proklamowała „prawo narodów Rosji do swobodnego samookreślenia aż do oderwania się i utworzenia samodzielnego państwa”. Przystąpiła także do unieważniania i ujawniania dokumentów polityki zagranicznej, związanej z imperialistycznymi praktykami caratu, zamierzając wnieść nową jakość opartą na jawności do relacji międzynarodowych. Jednocześnie, promieniując na inne monarchie zaborcze, idea jaka przyświecała bolszewikom, spowodowała swoim przykładem rewolucyjne wybuchy w pozostałych monarchiach zaborczych, a to otworzyło drogę do tworzenia całkowicie niezależnego bytu narodowego Polski. 29 sierpnia 1918 r. Rada Komisarzy Ludowych specjalnym dekretem anulowała wszystkie traktaty rozbiorowe.

Nowy rząd radziecki nie poprzestał na deklaracjach. Zespół archiwalny ze zbiorów Ministra Spraw Wewnętrznych Rady Regencyjnej – Jana Steckiego, zawierający raporty ówczesnego MSW z danymi konfidencjonalnymi o m.in. aktywności poszczególnych krajowych działaczy lewicy z grudnia 1918 r. ujawnia ni mniej, ni więcej tylko kwestię… rozmów całej rozpiętości liczących się polskich stronnictw lewicowych z wysłannikami bolszewickimi. W raportach tych powtarzają się nazwiska polskich komunistów takich, jak Żarski, Czeszejko-Sochacki, Leszczyński (Leński), Unszlicht, Bobiński, Fürstenberg-Hanecki, Budzyński, Cichowski, Łazowert i wiele innych. Dane przytaczane w raportach starano się uzupełniać i weryfikować.

22 grudnia 1917 r. doszło na warszawskim Solcu do zebrania socjalistycznego PPS – Frakcji Rewolucyjnej, PPS-Lewicy, SDKPiL oraz Bundu, na którym omawiano kwestię obalenia rządu. Rozmowy jednak potwierdziły poparcie przez Frakcję pertraktacji z rządem po atakach na Radę Regencyjną realizowanych poprzez Radę Stanu, ugodowe tendencje tego stronnictwa. Dopiero jeśli te ataki i pertraktacje nie odniosłyby skutku, rozważano odwołanie się do nastrojów ulicy, traktowanych raczej jako forma nacisku na władze niż cel sam w sobie. Wobec tego, że Frakcja, która na zebraniu „grała pierwsze skrzypce” i narzuciła swoje stanowisko, delegacja SDKPiL, opowiadająca się konsekwentnie za rewolucją socjalistyczną i dyktaturą proletariatu, opuściła te obrady. Już wówczas była mowa o „towarzyszu”, który miał przybyć z Petersburga i wyłonieniu delegatów do Petersburga „dla porozumienia z rosyjskim rządem” [2], jak stwierdzał konfident.

Raport nr 129 z 2 sierpnia 1918 r. donosił już wprost o rozmowach przedstawicieli partii bolszewickiej z delegacją PPS-Frakcji Rewolucyjnej, PPS-Lewicy oraz Bundu.

Same rozmowy utknęły w końcu, podczas kolejnych kontaktów, w martwym punkcie z przyczyn sekciarskiego stanowiska Frakcji, która nie chciała przyjąć konsekwentnie lewicowego programu działania i współdziałania z lewicowymi stronnictwami, ani nie bardzo wiedziała, jak wytłumaczyć swemu drobnomieszczańskiemu elektoratowi rozmowy z rewolucyjnym stronnictwem rosyjskim. Jednak ich przebieg dowodzi, że bolszewicy gotowi byli wesprzeć finansowo i logistycznie, na zasadzie bezwarunkowej internacjonalistycznej pomocy, polskie dążenia narodowowyzwoleńcze. Byli nawet w stanie zaakceptować fakt, że władzę w wolnej Polsce zdobyło by stronnictwo Frakcji z Józefem Piłsudskim, wówczas nie wiedzącym nic o tych rozmowach z racji odosobnienia w Magdeburgu.

Jednak i na tym nie kończą się dowody poparcia dla niepodległości Polski ze strony nowego rządu. Przedstawiciele radzieccy i uczestniczący w rokowaniach pokojowych w Brześciu, z inicjatywy strony radzieckiej, delegaci polskiej klasy robotniczej (m.in. Stanisław Bobiński) domagali się wycofania austriackich i niemieckich wojsk okupacyjnych z zajętych przez nie terenów polskich oraz dopuszczenia do obrad reprezentantów narodu polskiego [2]. S. Bobiński i delegacja polskich komunistów została sformowana wobec oporu państw centralnych w kwestii posiadania przez Polskę własnego przedstawicielstwa, referującego kwestie jej żywotnych interesów. W dniu 29 sierpnia 1918 r. rząd radziecki anulował traktaty o rozbiorach Polski zawarte przez były rząd carski z Prusami i Austro-Węgrami w latach 1772, 1793 i 1795 „ze względu na ich sprzeczność z zasadą samookreślenia narodów i rewolucyjnym poczuciem prawnym narodu rosyjskiego, który uznał niezaprzeczone prawo narodu polskiego do niepodległości i jedności”. Sprawa polska wniesiona więc została już formalnie na forum dyplomacji i polityki międzynarodowej [3]. Było to związane z nową jakością, jaką rząd radziecki zamierzał wdrażać w polityce zagranicznej i z sympatią do polskich dążeń narodowowyzwoleńczych traktowanych jako ważny element postępu społecznego druzgocącego dawne więzienia narodów.

W rewolucji wzięło udział na terenie całego dawnego carskiego imperium około 400 tys. Polaków, w tym byłych zesłańców i żołnierzy zmobilizowanych jeszcze przez carat, bądź robotników, których wraz z fabrykami ewakuowano na Wschód w czasie wojny. Polscy rewolucjoniści bardzo aktywnie zaangażowali się w różne dziedziny życia Rosji Radzieckiej, nie szczędząc swych sił i życia w obronie młodej republiki. W tym celu m.in. tworzyli własne formacje wojskowe podlegające dowództwu Armii Czerwonej (przykładem mogą być tu dzieje Czerwonego Pułku Rewolucyjnej Warszawy, które wymagałyby osobnego omówienia [4]), albo wstępowali do szeregów Czeki, by walczyć z wrogiem wewnętrznym i jego sabotażem. Nie zapominali jednak o sprawach własnego kraju. Protestowali zwłaszcza przeciw uciskowi zaborczemu, który nadal trwał w Polsce. Przykładowo, 3 listopada 1918 r. jeden z czołowych komunistów polskich i weteran polskiego i niemieckiego ruchu robotniczego Julian Marchlewski przemawiał na wielkim wiecu w Moskwie, wyrażając sprzeciw przeciwko okupacji ziem polskich przez Niemcy i zatrzymywaniu robotników polskich w Niemczech [5].

Nawet tak antykomunistyczni autorzy, jak Stanisław Cat-Mackiewicz musieli przyznać, że podobnie jak Karol Marks, Włodzimierz Lenin stanął bezwarunkowo na stanowisku odzyskania niepodległości przez Polskę – jeszcze w dobie walki z carskim samodzierżawiem: „Lenin w 1903 roku bronił zasady samostanowienia narodów, do prawa oddzielenia się od Rosji włącznie, a Socjalna Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy żądała skreślenia tej zasady i tylko dlatego w 1903 roku nie połączyła się z Leninem, że nie chciał on zrezygnować z teoretycznego prawa Polski do niepodległości” [6].

Jakkolwiek S. Mackiewicz przedstawiał stanowisko socjalistów internacjonalistów od czasów Ludwika Waryńskiego w postaci zniekształconej, potwierdza on stanięcie przez W. Lenina i bolszewików po stronie wyzwolenia narodowego Polski, w ramach łączenia walki narodowowyzwoleńczej z klasową.

W istocie polscy marksiści dążyli jedynie do oszczędzenia rozlewu krwi polskich robotników. S. Mackiewicz zaś przeciwstawiając tych rzekomych „renegatów” K. Marksowi i W. Leninowi, nie zadał sobie trudu przytoczenia choćby w ogólnym zarysie ostrej dyskusji i towarzyszących okoliczności i uwarunkowań ich postawy.

W. Lenina można uznać za twórcę absolutnie nowatorskiego w rosyjskich realiach programu samostanowienia narodów, uwzględniającego prawo decydowania każdego z narodów uciskanych również przez imperializm o własnym losie. Program ten starał się zaszczepić zarówno u swoich partyjnych towarzyszy, w pierwszej kolejności, jak i stopniowo w całym społeczeństwie. W czasie kiedy wschodnie agresje J. Piłsudskiego w 1919 i 1920 r. postawiły przed młodą republiką konieczność obrony i kontrofensywy, wygłaszał szereg pouczeń wobec zmobilizowanych na front żołnierzy, zwracając im uwagę, żeby szanowali uczucia narodowe Polaków.

5 maja 1920 r., przemawiając do czerwonoarmistów wyruszających na front polski, W. Lenin pouczał: „Towarzysze! Wiecie, ze polscy obszarnicy i kapitaliści, podżegani przez Ententę, narzucili nam nową wojnę. Pamiętajcie, towarzysze, że z polskimi chłopami i robotnikami nie jesteśmy poróżnieni, że niepodległość Polski i polską republikę ludową uznawaliśmy i uznajemy. Proponowaliśmy Polsce pokój na warunkach nietykalności jej granic, mimo, że granice te sięgały o wiele dalej niż tereny zamieszkałe przez ludność rdzennie polską i niech każdy z was pamięta o tym na froncie. Niech wasze postępowanie udowodni tam, że jesteście żołnierzami republiki robotniczo-chłopskiej, że idziecie do nich nie jako ciemiężcy, lecz jako wyzwoliciele. Teraz, kiedy polscy panowie wbrew naszym dążeniom zawarli sojusz z [Semenem] Petlurą, kiedy przeszli do ofensywy, kiedy zbliżają się do Kijowa, a prasa zagraniczna rozpowszechnia pogłoski, ze zdobyli już Kijów – co jest wierutnym kłamstwem, gdyż wczoraj jeszcze rozmawiałem przez bezpośrednią linię z przebywającym w Kijowie F. Konem – teraz mówimy: towarzysze, potrafiliśmy dać odprawę straszniejszemu wrogowi, potrafiliśmy pokonać własnych obszarników i kapitalistów – pokonamy również polskich obszarników i kapitalistów!… Niech żyją chłopi i robotnicy wolnej, niepodległej republiki polskiej! Precz z polskimi panami, obszarnikami i kapitalistami! Niech żyje nasza robotniczo-chłopska Armia Czerwona!” [7].

19 marca 1919 r. w referacie wygłoszonym na VIII Zjeździe RKP(b), W. Lenin mówił: „[…] nie ulega najmniejszej wątpliwości, że nie można obecnie nie uznawać samookreślenia narodu polskiego. To jest jasne. Polski ruch proletariacki kroczy obecnie tą samą drogą, co i nasz, kroczy ku dyktaturze proletariatu, ale nie tak, jak w Rosji. I straszą tam robotników tym, że Moskale, Wielkorusi, którzy zawsze Polaków gnębili, chcą wnieść do Polski swój wielkoruski szowinizm, osłonięty mianem komunizmu. Komunizm zaszczepia się nie w drodze przemocy. Jeden z najlepszych polskich towarzyszy komunistów [chodzi o J. Marchlewskiego], kiedy mu powiedziałem: ‘Wy zrobicie to inaczej’, odrzekł: ‘Nie, zrobimy to samo, ale zrobimy to lepiej niż wy’. Przecież takiemu twierdzeniu nie mogłem absolutnie zaoponować. Należy dać możność urzeczywistnienia skromnego pragnienia – stworzenia Władzy Radzieckiej lepiej niż u nas. […] nie można powiedzieć: ’Precz z prawem narodów do samookreślenia! Prawo samookreślenia przyznajemy tylko ludowi pracującemu’. Samookreślenie to odbywa się w sposób bardzo skomplikowany i trudny. Oprócz Rosji nie istnieje ono nigdzie i przewidując wszystkie stadia rozwoju, w innych krajach nie należy nic dekretować z Moskwy. Oto dlaczego propozycja ta [propozycja Nikołaja Bucharina] jest, z punktu widzenia zasad, nie do przyjęcia” [8].

Przebieg znacznie późniejszego sporu z Józefem Stalinem w kwestii gruzińskiej i formuły przyszłego ZSRR pokazał, że W. Lenin konsekwentnie bronił zasady podmiotowości, dobrowolnej przynależności i niezależności każdej z republik, wskazując, że jedynie w kwestii obrony granic i spraw zagranicznych republiki powinny mieć wspólne stanowisko ze względów bezpieczeństwa zewnętrznego. Jednocześnie pamiętając, że jednym z takich „więzień narodów” była Rosja, podkreślał coś, co można uznać za grzech pierworodny tych państw, których imperialna polityka uciskała przez stulecia inne narody. Dlatego domagał się poczucia winy i szczególnej delikatności ze strony imperiów wobec dawniej gnębionych przez siebie społeczeństw.

W rozważaniach zatytułowanych „W związku z zagadnieniem narodowości, czyli o „autonomizacji”” Lenin podkreślał nie bez samokrytycyzmu: „Ja, zdaje się, bardzo zawiniłem wobec robotników Rosji tym, że nie ingerowałem dość energicznie i dość ostro w sławetną kwestię autonomizacji, oficjalnie zwaną, zdaje się, sprawą związku socjalistycznych republik radzieckich. […] Pisałem już w swych pracach poświęconych kwestii narodowej, że nic nie jest warte abstrakcyjne ujmowani zagadnienia nacjonalizmu w ogóle. Należy odróżniać nacjonalizm narodu uciskającego od nacjonalizmu narodu uciskanego, nacjonalizm narodu wielkiego od nacjonalizmu narodu małego.

W stosunku do tego drugiego nacjonalizmu my, narodowcy wielkiego narodu, okazujemy się prawie zawsze w praktyce historycznej winnymi niezliczonej ilości gwałtów a nawet więcej — sami nie dostrzegamy, że popełniamy niezliczoną ilość aktów przemocy i zniewag; wystarczy tylko, gdy powołam się na swe własne wspomnienia nadwołżańskie, na to, jak u nas traktują obcoplemieńców, jak o Polaku nie powiedzą inaczej niż ‘polacziszka’, jak Tatara zwą zawsze drwiąco ‘kniaz’, Ukraińca — ‘chochoł’, Gruzina i innych obcoplemieńców kaukaskich — ‘kapkazskij czełowiek’.

Dlatego też internacjonalizm narodu uciskającego, czyli tak zwanego ‘wielkiego’ (choć jest on wielki tylko swą przemocą, wielki tylko jako wielki dzierżymorda), powinien polegać nie tylko na przestrzeganiu formalnej równości narodów, lecz i takiej nierówności, która rekompensowałaby ze strony narodu uciskającego, narodu wielkiego, to nierówność, która kształtuje się w życiu faktycznie. Kto tego nie zrozumiał, ten nie zrozumiał, co to jest prawdziwie proletariacki stosunek do kwestii narodowej, ten w gruncie rzeczy trwa na pozycjach drobnomieszczańskich i dlatego nie może nie staczać się ustawicznie na pozycje burżuazyjne.

Co jest ważne dla proletariusza? Dla proletariusza jest nie tylko ważne, lecz również żywotnie konieczne zapewnienie sobie ze strony obcoplemieńców maksimum zaufania w proletariackiej walce klasowej. Co jest do tego potrzebne? Potrzebna jest do tego nie tylko równość formalna. Potrzebne jest do tego zrekompensowanie w ten czy inny sposób — postępowaniem wobec obcoplemieńców lub ustępstwami na ich rzecz — krzywd, które w toku dziejów wyrządził obcoplemieńcom rząd narodu ‘wielkomocarstwowego’ i które zrodziły ową nieufność i podejrzliwość” [9].

Oceniając znaczenie Rewolucji Październikowej dla wyzwolenia narodowego Polski nie należy zapominać, że w pierwszych miesiącach po Rewolucji Październikowej uchwalono bezprecedensowy dekret, mówiący o oddawaniu narodowi polskiemu dóbr kultury zagrabionych przez carat. Obecnie pomija się także, że w trakcie wojny 1920 r. Lenin wskazywał, że walka nie toczy się z Polakami, ale z „burżuazyjnym jarzmem”, zapewniając o braku wrogości wobec polskich środowisk robotniczych i chłopskich. Co więcej, w trakcie tej wojny wyasygnowano olbrzymie środki na tworzenie szkół, szpitali i administracji na terenach polskich, których zapóźnienie i nędza były tym, o czym apologeci sanacyjnej Polski skrzętnie zapominają. Była to kontynuacja postawy SDPRR, która pod wpływem stanowiska bolszewików już od pierwszych lat początku XX w. stała na stanowisku poszanowania przyszłej niezależności Polski. Polscy uczestnicy rewolucji, wśród których byli też działacze niechętnej współpracy z rosyjskim ruchem robotniczym PPS – Frakcji Rewolucyjnej, zdawali sobie z tego sprawę i postrzegali swój udział w niej jako kontynuację braterskiego przymierza we wspólnej walce o świat bez wyzysku i ucisku narodowego. Ich identyfikacja ze sprawą rewolucji i wyzwolenia społecznego nie oznaczała wyrzeczenia się więzi z polską historią i tradycją, czego dowodzą zarówno prywatne listy, jak i wspomnienia działaczy z innych krajów, którzy stwierdzali, że dzięki nim uczyli się Polskę poznawać i szanować. Utrwalanie pojęcia, że „Rosja to odwieczny wróg”, jest obecnie domeną zacietrzewionych pogrobowców mitów wielkiej Polski i jest niezwykle szkodliwe.

___________________________________
1. Bożena Krzywobłocka – Spotkania z II Rzeczypospolitą. Zanim umilkły działa wielkiej wojny (mps ze spuścizny B. Krzywobłockiej, w zbiorach autora).
2. Bożena Krzywobłocka, Ugrupowania lewicowe w Królestwie po Rewolucji Październikowej w raportach Ministerstwa Spraw wewnętrznych Rady Regencyjnej, „Kwartalnik Historyczny” nr 1/58, s. 100-111.
3. Janusz W. Gołębiowski, Jan Sobczak, Historyczne znaczenie Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej (z perspektywy minionych 60 lat), Warszawa 1977, s. 26.
4. Dawid Jakubowski – Nie panom wysługiwać się – kwestie poglądowe (motywacje) i współczesna polityka historyczna dotycząca udziału Polaków w Rewolucji Październikowej http://www.1917.net.pl/?q=node/6873
5. Norbert Michta – Julian Baltazar Marchlewski. Kronika życia i działalności/1866-1925/ (Mps ze spuścizny B. Krzywobłockiej w zbiorach autora).
6. Stanisław Cat Mackiewicz – Klucz do Piłsudskiego, wersja elektroniczna: http://niniwa2.cba.pl/cat_mackiewicz_klucz_do_pilsudskiego.htm [dostęp z 01.05.2010].
7. Lenin – Dzieła wybrane, T. 4., Warszawa 1978, s. 140-141.
8. Lenin – Dzieła wybrane w dwóch tomach, t.II, Warszawa 1951, s.470 w: Dawid Jakubowski, Julian Marchlewski – bohater czy zdrajca, Warszawa 2007, s. 139.
9. Lenin – W związku z zagadnieniem narodowości, czyli o „autonomizacji”, wersja elektroniczna http://www.marxists.org/polski/lenin/1922/12/autonomizacja.htm.

Dawid Jakubowski, źródło: geopolityka.org

F. Dzierżyński: „my – komuniści, powinniśmy żyć tak…”

Zamiast wstępu

2013-08-31 19.50.27Feliks Dzierżyński to rewolucjonista budzący skrajne emocje. W Rosji ukazała się w tym miesiącu jego nowa biografia pióra Siergieja Kredowa, opublikowana przez wydawnictwo Młoda Gwardia. Jej autor, historyk i publicysta podjął się ukazania swojego bohatera na tle epoki. W wywiadzie poświęconym tej książce, przeprowadzonym w końcu sierpnia przez portal Kultura, Kredow został poproszony o ustosunkowanie się do tego, że Dzierżyńskiego postrzega się często jako symbol represji, a Che Guevara utrwalił się w pamięci społecznej jako bohater. W odpowiedzi badacz stwierdził m.in., że Dzierżyński był rewolucjonistą, a nie siepaczem. Podkreślał także, że nie torturował swoich aresztantów. „ Były skazaniec pogardzał takimi metodami” – zaznaczał, dochodząc do konkluzji: „dostanie się do niego na przesłuchanie uznawano za wielki sukces. Mówił i argumentował. Rozmawiał uprzejmie nawet z wrogami”*. Badania Kredowa wpisują w naukowe ustalenia ostatnich lat prowadzone za granicą przez m.in. prof. Aleksandra Plechanowa.

Kredov13W Polsce do pewnego stopnia przełamuje mit krwawego oprawcy publikacja UMCS „O Polską Republikę Rad Działalność polskich komunistów w Rosji Radzieckiej 1918-1922” autorstwa Konrada Zielińskiego, odwołująca się także do mojej książki „Julian Marchlewski – bohater czy zdrajca?”. Książce Zielińskiego należało by poświęcić odrębną, krytyczną recenzję. Ważne jest jednak, że autor jej zwrócił uwagę na kwestię niezależności myśli politycznej polskich komunistów, także w okresie tworzenia przez nich Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski i potwierdzał mimo woli kwestię poparcia tej inicjatywy przez klasę robotniczą i rzemieślników, jak też humanitarną postawę Dzierżyńskiego, przeciwstawiającego się gwałtom i nadużyciom i organizującego opiekę nad jeńcami i chorymi niezależnie od przekonań podczas wojny polsko-bolszewickiej, a także podczas opuszczania ziem polskich.

Poniższy tekst mojego autorstwa jest nie tylko rocznicowym wspomnieniem, ale też stanowi efekt wieloletnich badań. Myślę, że powinien stanowić przystępny zarys losów i działalności tego rewolucjonisty ukazanych na tle epoki. Wiele epizodów, na które zwróciłem uwagę, pozostaje nieznanych szerszemu ogółowi. Dominują zakłamane mity, bądź ukazujące Dzierżyńskiego jako współczesnego Wallenroda, który „wybił więcej Rosjan, niż ktokolwiek”, bądź też jako nieludzkiego kata. Wydawnictwa i portale odwołujące się do treści lewicowych wolą często milczeć w tej kwestii, niż przy pomocy faktów i związków przyczynowo-skutkowych uderzać w stereotypy utrzymywane w interesie wielkiego kapitału.

*Siergiej Kredow: Łubianka nie jest miejscem dla kamienia sołowieckiego, portal Kultura 31.08.2013

„my – komuniści, powinniśmy żyć tak…”
rzecz o Feliksie Dzierżyńskim [Z okazji 136 rocznicy urodzin]

Jego postać wciąż budzi zainteresowanie i żywe kontrowersje. Przyczyniają się także do tego złowieszcze legendy i spojrzenie przez pryzmat literackich paszkwili, jak np. książka hr. Ronikiera „Dzierżyński czerwony kat”. Jednak nawet wśród ideologicznych przeciwników pojawiają się niekiedy głosy zdradzające pewne wątpliwości, z którymi nie wiedzą, co zrobić. Należy do nich Jan Ciechanowicz, który w opracowaniu „Z rodu polskiego” przyznał: „Jak wynika z pierwoźródeł, Dzierżyński, uczestnicząc w posiedzeniach najwyższych organów władz bolszewickich, często przeciwstawiał się aktom okrucieństwa, do których szczególnie skłonni byli funkcjonariusze CzK wywodzący się z plebsu. Tak Blumkin, morderca posła Mirbacha, był oficerem CzK. Według zeznań F. Dzierżyńskiego w 1918 r. podpity Blumkin pozwalał sobie mówić takie rzeczy: życie ludzi jest w moim ręku, podpiszę papierek – po dwóch godzinach nie ma ludzkiego życia. Oto siedzi u mnie obywatel Pusłowski, poeta, wielka wartość kulturalna, podpiszę mu wyrok śmierci, ale, jeśli roz¬mówcy [Dzierżyńskiemu -DJ] to życie potrzebne, on mu je zostawi itd… (Krasnaja kniga WCzK; Sbornik dokumientow, Moskwa 1989, t. 1, s. 257). Dzięki wsta¬wiennictwu Dzierżyńskiego uratowano życie setkom niewinnych, czę¬sto wybitnie uzdolnionych, ludzi”.

Wątek różnic między Dzierżyńskim a ekstremistami w WCzK opisują także E. Watała i W. Woroszylski w pisanej w końcu lat 50. biografii Jesienina. Podali oni, że Blumkin przechwalał się, że zamierza rozstrzelać aresztowanego historyka sztuki. Doprowadziło to do scysji z Mandelsztamem. Ten poprzez znaną i zasłużoną komunistkę Larysę Reisner skontaktował się z Dzierżyńskim, który natychmiast rozkazał uwolnić aresztowanego. Znane i potwierdzone również w źródłach prywatnych i nie mających wiele wspólnego z komunizmem są liczne interwencje szefa WCzK ratujące życie uwięzionym i zagrożonym wyrokiem śmierci zarówno Polakom, jak i przedstawicielom narodów radzieckich, co do których niewinności się przekonał. Zdarzało się, że oprócz przeprosin za pozbawione podstaw aresztowanie, kazał ich odwozić służbowym samochodem. Wspomina o tym nawet wrogo nastawiony do komunizmu filozof Nikołaj Bierdiajew, co stanowi potwierdzenie innych relacji. Helena Bobińska, żona jednego z czołowych polskich działaczy komunistycznych w Rosji Radzieckiej Stanisława Bobińskiego, zanotowała w swoich zapiskach z kwietnia 1918 r.: „Zaraz po tym przyszła Zagoskina. Rozpromieniona. Mąż jej przyjechał wczoraj o dziesiątej wieczorem. Dzierżyński odesłał go własnym autem i przeprosił za «bezpodstawne», jak mówił, zatrzymanie”.

Do przemilczanych obecnie faktów należy, że do czasu wybuchu powstania lewicowych eserowców w sierpniu 1918 r. skutkującego rozstrzeliwaniem komunistów w 23 miastach Rosji, Lenin i Dzierżyński powstrzymywali egzekucje z przyczyn politycznych, mimo, że przeciwnicy rewolucji nie szczędzili zamachów przeciw władzy radzieckiej, mogących skończyć się nawet śmiercią samego bolszewickiego przywódcy.
Podczas zamieszek anarchistów w Moskwie przewodniczący WCzK dał im 24 godziny, aby opuścili miasto, a dopiero potem przystąpił do walki z nimi i i ich rozbrajania. Według cytowanych już zapisków dziennych Heleny Bobińskiej z 16 kwietnia 1918 r., przyczynił się do uwolnień nawet ideowych anarchistów, zwracając im broń, poświęcając całą noc na śledztwo mające wyodrębnić ich od zwykłych bandytów i agentów kontrrewolucyjnych organizacji kryjących się pod anarchistyczną flagą, pozostałych zatrzymując w więzieniu. A działo się to w dniach, gdy grzebano ofiary anarchistycznych zamachów. Także i potem uwięzionych za udział w zamachach bombowych anarchistów zwolnił na słowo honoru na pogrzeb księcia Kropotkina.
Na wniosek Dzierżyńskiego popartego przez Lenina zniesiono karę śmierci w Kraju Rad w 1920 roku, co było ewenementem na skalę światową. Po przejęciu władzy w 1917 roku przez bolszewików najcięższą karą dla przeciwników politycznych było więzienie w zakresie roku, dwóch lub przyrzeczenie, że nie będą szkodzić władzy Kraju Rad. Dopiero biały terror wymusił konieczność obrony w postaci czerwonego terroru, inspirowanego i realizowanego zresztą na własną rękę również przez czynniki oddolne. Nawet wrogi bolszewikom od rozpadu ZSRR dawniej umiejący odróżnić poglądy leninowskie od stalinowskich wypaczeń historyk Wołkogonow zmuszony był przyznać: ”Czerwony terror rozpoczął się w odpowiedzi na biały”.

Wbrew komentatorom, którzy na siłę chcieliby przedstawić go jako dyszącego żądzą mordu potwora, Dzierżyński nie był zbrodniarzem łaknącym ofiar i krwi. Obecnie łatwo przemilczeć, że trwała okrutna wojna, kapitaliści potracili olbrzymie majątki w Rosji i tracili równie wiele pieniędzy na sponsorowanie bezwzględnej walki przeciwko bolszewikom. W sytuacji, jakiej się znalazł Dzierżyński, musiał przeciwstawić się tym, przeciwko którym przez całe życie konsekwentnie i z determinacją walczył. Biorąc pojmanych na spytki, umiał dostrzec przyczyny ich postępowania, odróżniał ludzi, którzy walczyli dla mamony od przypadkowo uwięzionych i walczących dla swojej idei. Tych drugich szanował i często uwalniał, jak chociażby wspomnianych wyżej anarchistów, czy księży, którzy musieli wywrzeć swoją pokorą i wiarą wrażenie na Feliksie. I nie ważne dla niego było czy ich wiara zgadzała się z jego, umiał uszanować ludzi takich jak on sam, ludzi przesiąkniętych ideowością i pragnieniem zmiany człowieka na lepsze.

Lecz biografii Dzierżyńskiego nie powinno się rozpatrywać wyłącznie mając wzgląd na jego aktywność jako twórcy WCzk i podwalin wywiadu radzieckiego. Już cała jego działalność konspiracyjna na Wileńszczyźnie, a potem w Królestwie Polskim (choćby agitacja wśród żołnierzy w garnizonie w Puławach, tworzenie drużyn bojowych SDKPiL w dobie rewolucji 1905-1907 albo prowadzenie pochodu 1 majowego w 1906 r., krwawo zasieczonego carskimi nahajkami siepaczy, którzy nie wahali się odciąć głowy małej dziewczynce uczestniczącej w nim pod opieką rodziców i jego ofiarność w noszeniu rannych do szpitali) , czy w Galicji, a także w więzieniach carskich, w których organizował bunty tworząc np. na krótko wolną autonomiczną republikę w więzieniu siedleckim w 1901 r. stanowi materiał na doskonały film biograficzno – sensacyjny. Nie wspominając już o brawurze i fantazji, jaką wykazywał przy ucieczkach z zesłania. Co więcej zupełnie nieznana jest jego humanitarna pomoc jakiej udzielał w okresie uwięzienia w Siedlcach śmiertelnie choremu na gruźlicę swemu współwięźniowi i przyjacielowi, Antoniemu Rosołowi, synowi Jana Rosoła, wynosząc go na własnych rękach na świeże powietrze, gdy nie mógł już chodzić. Świadkowie tych faktów, jak np. robotnik, Józef Retke, późniejszy szef Organizacji Bojowej PPS, któremu podlegał Stefan Okrzeja twierdził także po latach, gdy już w Polsce międzywojennej tworzono wokół postaci Dzierżyńskiego czarną legendę, że jeśli znał kogoś, kogo można uznać za świętego, to był to Dzierżyński, któremu nawet gdyby nie uczynił już w życiu niczego więcej i tak należałby się pomnik, za to co zrobił dla Rosoła.

Jeśli ktoś uznałby to za element hagiografii, to warto to skonfrontować np. z z zapiskami z jedynym z ocalałych pamiętników więźnia, pisanych przez niego w czasie uwięzienia w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej i humanistycznym nastawieniem jakie prezentuje tam wobec nawet przeciwników klasowych, ale także z całą jego późniejszą działalnością w Rosji Radzieckiej widzianą nie przez pryzmat powielanych schematów, lecz solidnych badań uwzględniających konteksty wydarzeń i związki przyczynowo – skutkowe. Obecnie równolegle z innymi mrożącymi krew opowieściami, wyssanymi z palca i tworzącymi jego czarną legendę, przykładowo powtarza się zaczerpnięte np. z paszkwilu „Dzierżyński czerwony kat” napisanego przez chorego psychicznie hrabiego Bohdana Jaxę – Ronikiera bajki, że był to mściciel, który z satysfakcją organizować miał rzekomo mordowanie Rosjan.
Nic bardziej błędnego. W momencie, gdy kilkanaście obcych państw rzuciło swoje armie do walki z młodą republiką rządzoną przez robotników i chłopów, współpracując z rodzimymi armiami interwenckimi, które pragnęły odzyskać panowanie klasowe burżuazji, która dzięki fałszywym obietnicom pokoju dokonała obalenia caratu, bądź przywrócić monarchię, uchwycić na nowo władzę, biorąc Rosję w swe posiadanie choćby głodem, zorganizowanym sabotażem i bezlitosnym masowym terrorem uderzających nie tylko w rewolucjonistów, czy członków aparatu władzy lecz także ludność cywilną, Dzierżyński nie mógł otwarcie żądać zniesienia kary śmierci, dlatego jedynie starał się w owym najcięższym czasie oszczędzić jej tym, których sprawy do niego szczęśliwie dotarły i podczas rewizji których stwierdzał, że są przetrzymywani w więzieniu bądź skazywani na śmierć bezpodstawnie. W ten sposób ocalił wielu Polaków, Rosjan, Ukraińców, bądź przedstawicieli innych narodowości reprezentujących różne poglądy i wyznania.

Wśród tego rodzaju spraw, których liczne ślady można znaleźć także w archiwach domowych wielu również polskich rodzin, historykom powinien być znany przypadek niejakiego Sidorenko, który uciekł z ukraińskiego aresztu WCzK prosto do Moskwy i dotarł do Dzierżyńskiego, przedstawiając mu swoją sprawę i nie zawiódł się – Dzierżyński rozkazał uwolnić niewinnego człowieka, nad którym wisiał poprzednio wyrok śmierci. Dążąc do wyeliminowania ferowania wyroków wobec niewinnych czy obciążonych błahymi czynami, wprowadził nakaz, że jeśli zapadnie wyrok śmierci, śledczy który go wyda, ma obowiązek spojrzeć ofierze w twarz nie tylko odczytując wyrok, lecz osobiście go wykonując i dokonując pochówku.

Na jego wniosek doszło do pierwszej amnestii przeprowadzonej w 1919 r. Jednak w połowie 1920 r., kiedy tylko pierścień okrążenia wokół Rosji Radzieckiej za sprawą zwycięstw Armii Czerwonej, za cenę niemałych strat nieco osłabł, Dzierżyński przy wsparciu Lenina zażądał od Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad zniesienia kary śmierci z kompetencji WCzK i jej reorganizacji, uwzględniającej rozwiązanie terenowych organizacji, które splamiły się w poczuciu własnej fanatycznej racji stosowaniem ślepego terroru, bezprawnymi uwięzieniami, bądź innymi naruszeniami praworządności i godności aresztowanych. Zaznaczał wówczas, że „nie powinno być żadnego udowadniania przestępstwa samym pochodzeniem klasowym” i „nasza polityka karna nie jest dobra”. Kiedy indziej pisał do swego zastępcy Józefa Unszlichta, że lepiej pomylić się tysiąc razy dla liberalizmu, niż skazać jednego niewinnego człowieka, krytykując, że nie powinno być w więzieniach ludzi, których obciąża jedynie „nieszkodliwe gderanie na władzę radziecką”.

Starał się włączać do pracy w WCzK ludzi reprezentujących podobny poziom do jego własnego, jak np. Wiaczesław Mienżyński czy szef wywiadu WCzK Artur Artuzow. Jednak zdawał sobie sprawę, że do pracy w tym aparacie mogą przenikać, jak to określał, zarówno święci, jak i łajdacy. Dla tych ostatnich był bez litości. Wśród funkcjonariuszy WCzK, których Dzierżyński zamierzał aresztować za nadużycia władzy i naruszanie prawa znalazł się m.in. późniejszy szef specsłużb i prawa ręka Stalina, Ławrientij Beria. Jedynie interwencja Stalina i Ordżonikidzego ochroniła Berię. Mimo to trzeba zaznaczyć, że jeszcze do 1928 r. Rosja Radziecka, a potem ZSRR miał stukrotnie mniej więźniów niż w późniejszym okresie.

Anne Applebaum w swoim skądinąd tendencyjnym monumentalnym opracowaniu „Gułag” nie ukryła stukrotnie mniejszej liczby więźniów w okresie do końca lat 20 w stosunku do karceryzacji w okresie umocnienia stalinizmu. W rzeczywistości nawet w najcięższych latach wojny domowej było w Rosji Radzieckiej (wliczając kryminalistów) mniej niż 100 tys. uwięzionych, czyli około dwa razy więcej w porównaniu z obecną Polską. W 1930 r. liczba ta osiągnęła wielkość 662 257, systematycznie wzrastając w latach następnych . Więziony w okresie późniejszym przez Gestapo i NKWD Aleksander Weissberg-Cybulski, autor książki „Wielka czystka” wspominał, że w dobie lat 20 więzienia radzieckie miały opinię najbardziej humanitarnych w Europie.

Nawet Anne Applebaum we wspomnianym opracowaniu nie sugerowała masowej zagłady, która miała by być przyczyną znacznego spadku liczby więźniów (w 1922 -57 tys.; 1928 – 30 tys.) przed okrzepnięciem władzy biurokracji stalinowskiej, gdy statystyki te poszły w górę, wraz ze znacznym pogorszeniem warunków w miejscach odosobnienia, wskutek czego śmiertelność zaczęła zbierać tam spore żniwo. Przyznała za to, że jeszcze 6 lat po śmierci Lenina wpływ na los więźniów miał reaktywowany właśnie z udziałem Dzierżyńskiego tuż po rewolucji nielegalny, co warto podkreślić, zarówno za rządów caratu i za rządu tymczasowego Polityczny Czerwony Krzyż.

Wypada się zgodzić z tym, co napisał prof. Andrzej Andrusiewicz w podsumowaniu do wydanego w 2011 r. przez „Świat Książki” opracowania swego autorstwa „Piotr Wielki. Prawda i mit” o poglądach antykomunisty – nacjonalisty Sołżenicyna, który nazywał Piotra I i Lenina „agentami Zachodu” i opowiadał się za tradycją „zdrowej izolacji” czasów stalinowskich: „Sołżenicyn, ofiara stalinizmu, zdawał się nie zauważać, że to właśnie izolacja zrodziła Archipelag Gułag”.

Rewolucjoniści starali się wyeliminować zarówno w armii, jak i służbach specjalnych stosowane i uprawnione jeszcze po rewolucji lutowej kary cielesne, łączące się z brutalnymi pobiciami. Stosujących tego typu niedozwolone metody w śledztwie Dzierżyński karał surowo. Wszelkie zmiany w kodeksie karnym rozszerzające zasięg przestępstw, zaostrzające kary i sankcjonujące masowe egzekucje i drastyczne metody przesłuchań nastąpiły już po śmierci Dzierżyńskiego.

Ponadto wprzęgnął on podległe sobie służby do działalności mającej na celu ratowanie z ulicy sierot po wojnie domowej i I wojnie światowej, organizując budowanie sierocińców i adopcje dla bezdomnych dzieci, które nie mając innej możliwości przeżycia, chwytały się działalności przestępczej. Republika Rad przeznaczyła 20 miliardów rubli na żywienie dzieci. Na dworcach i placach miast w zimne dni rozpalano ogromne piece, by ogrzać bezdomnych malców, w ogromnych kotłach gotowano dla nich strawę. W kwietniu 1923 roku na apel Dzierżyńskiego ogłoszono „Tydzień chorego i bezdomnego dziecka”, zbierając ubrania, produkty żywnościowe i pieniądze dla dzieci.

Osobnym rozdziałem życia Dzierżyńskiego i materiałem na kolejny, trzeci już film, jest jego aktywność w charakterze działacza gospodarczego poczynając od przejęcia steru ludowego komisariatu komunikacji, a na przewodnictwie Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej kończąc.
Ujawnił się na tych stanowiskach jako wysoce krytyczny państwowiec wobec bezdusznej biurokracji, której realia pracy poznawał teraz z bliska, jednocześnie nie ukrywając, że brak mu fachowej wiedzy i doświadczenia i przyszedł do resortu gospodarczego uczyć się. Krytykując m.in. nadużycia i to co określał, jako „potęgę papierka”, wskazywał, że „patrzenie oczami aparatu – jest to zguba dla zarządzającego.” „Jaki system pracy jest najbardziej skuteczny? – pytał – I odpowiadał sam sobie: – System zaufania i osobistej odpowiedzialności”. Oczywiście mimo, że był on działaczem państwowym, zdawał sobie sprawę, że bez obumierania aparatu państwowego, które jest możliwe jedynie w warunkach braku poważnych zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych, nie ma mowy o komunizmie.
Włączając do współpracy przedrewolucyjnych ekonomicznych specjalistów, sprowadzanych także z emigracji, nie krył irytacji, że w pierwszym państwie robotników i chłopów, nie wydaje się prac rodzimych naukowców docenianych na zachodzie: „Jeśli byście się zaznajomili z sytuacją rosyjskiej nauki w dziedzinie technologii, to wy bylibyście zdziwieni sukcesami. Ale, niestety, kto czyta prace naszych naukowców? Nie my. Kto ich wydaje? Nie my. Z nich mają korzyść i publikują je Anglicy, Niemcy, Francuzi, którzy wspierają i korzystają z tej nauki, której my nie wiemy jak używać”.

W swoim niezwykle napiętym grafiku, Dzierżyński znalazł czas m.in., by udzielać się w posiedzeniach komisji ds. lotów międzyplanetarnych, gdzie dyskutował z prof. Konstantym Ciołkowskim, a także, by zainicjować powołanie towarzystwa przyjaciół kina radzieckiego i istniejącego do dziś klubu sportowego czekistów „Dynamo”. Żywo interesował się działalnością polskich komunistów na emigracji i w miarę możliwości brał w niej udział. Był współzałożycielem Związku Byłych Katorżników i Zesłańców Politycznych oraz wraz z Julianem Marchlewskim i Feliksem Konem Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom, mającej nieść materialną i moralną pomoc rodzinom więźniów politycznych w krajach kapitalistycznych.

Dość szybko przejrzał Stalina, w którym początkowo widział umiarkowanego centrowca, za sprawą jego zdolności maskowania się, stwierdzając otwarcie w rozmowie ze stojącym na czele Rady Komisarzy Ludowych Rykowem: „Polityki tych władz nie podzielam. Nie rozumiem jej i nie widzę żadnego sensu”. Nie popierał jednak opozycji, której działalność uważał za rozbijacką wobec partii, dlatego swoje krytyczne opinie na temat kierownictwa zawarł w prywatnych wypowiedziach i korespondencji. Daje się jednak zauważyć, że unikał w nich personalizowania tej krytyki pod adresem władz. Zwracał uwagę na ogólną sytuację, która jego zdaniem sprzyjała pogrzebaniu owoców rewolucji przez dyktatora, który będzie grabarzem rewolucji, niezależnie od tego, jak czerwone pióra będą przyozdabiały jego ubiór – jak przestrzegał w jednym z ostatnich listów. Rządzącej nowej biurokracji przeradzającej się w nomenklaturę były nie w smak jego przekonania, które formułował następująco: „my – komuniści, powinniśmy żyć tak, aby masy pracujące wiedziały, że nie dorwaliśmy się chciwie do władzy w imię osobistych interesów kasty, nie jako nowa arystokracja, lecz słudzy ludu”. Prawdopodobnie zdecydowało to o inwigilacji jego osoby przez prokuraturę z wyższej sankcji, która starała się od 1923 r. znaleźć bądź raczej sfabrykować dowody, że znany z nieprzekupności rewolucjonista bierze łapówki.
Atmosfera politycznego zaszczucia jakiej go poddano podkopała mocno jego i tak nadwyrężone zesłaniem i więzieniami zdrowie i równowagę psychiczną, co najprawdopodobniej stało się przyczyną jego śmierci, jeśli nie było to samobójstwo, którym w ostatnich miesiącach próbował szantażować swoich towarzyszy kilkakrotnie, na przemian z gotowością rezygnacji ze wszystkich stanowisk, by nie zarażać swymi wątpliwościami, lub też efekt działania trucizny, zaaplikowanej mu, by źródło tych wątpliwości uciszyć na zawsze. Wiadomo, że w ostatnich dniach życia odmówił spotkania Stalinowi.

Własnego syna, Jana starał się wychować w duchu krytycznego samodzielnego myślenia, przesyłając mu, według jego własnych wspomnień, także karykatury pokazujące w krzywym zwierciadle rzeczywistość radziecką, jednocześnie ucząc go języka polskiego, w którym mówili obydwoje z jego żoną w domu i zarażając miłością do ojczystej literatury i kultury. Nigdy nie wyzbył się tęsknoty za Polską, do której jednak wskutek drogi rewolucyjnej, którą obrał i związanymi z tym oszczerstwami burżuazji, nie mógł na stałe powrócić, choć jeszcze w liście z rosyjskiego więzienia pisanym w 1916 r. do siostry Aldony, wyrażał nadzieję, mając na myśli siebie i swoje rodzeństwo, że „Warszawa zbierze nas wszystkich w nowym życiu”. Jak się okazało, poza epizodem Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski w Białymstoku, miało to pozostać niespełnionym marzeniem.

Na marginesie wypada wskazać, że Lenin nie pomylił się, pisząc w 1922 r. swoje krytyczne uwagi w kwestii narodowościowej w ocenie Stalina, jako wielkorosyjskiego szowinisty – neofity. Popełnił jednak, jak odkrywają niedawno ujawnione dokumenty błąd w ocenie zrównywania postaw jego i Dzierżyńskiego. Po części był temu winien sam Dzierżyński, gdyż w kwestii gruzińskiej wprawdzie potępił rękoczyny kierując komisją wysłaną przez Lenina dla naruszeń praworządności na Zakaukaziu, gdy Ordżonikidze uderzył w napadzie szału miejscowego sekretarza partii – autonomistę, ale politycznie stanął po stronie Stalina. Jedno jest pewne, Dzierżyński wziął sobie do serca, jak się wydaje, krytyczne uwagi Lenina pod własnym adresem. Już gdy zaostrzał się konflikt z religią, przeciwstawiał się projektom zwalczania muzułmańskich duchownych. W 1923 r. wraz ze swoim ówczesnym zastępcą Wiaczesławem Mienżyńskim protestowali przeciwko aresztowaniu Mirsaida Sułtana Galijewa, tatarskiego komunisty – autonomisty postulowanemu przez Stalina. Mienżyński argumentował, że większość zarzutów wobec Galijewa nie jest popartych dowodami. Obaj zbojkotowali posiedzenie Politbiura poświęcone tej kwestii. Mimo, że uzyskał poparcie Zinowiewa i Kamieniewa w tej kwestii Stalin czekał z realizacją swej ofensywy przeciw Galijewowi do roku 1940. W kwestii polityki wobec Narodów Wschodu i Islamu warto odnotować, że w miarę możności powstrzymywał represyjne działania wobec tych republik zainicjowane w okresie odsuwania Lenina od spraw państwowych związanego z problemami zdrowotnymi.

Nie dziwi w tym kontekście, że Stalin uprzejmie, ale stanowczo uzasadnił swój sprzeciw wobec wniosku ustanowienia orderu im. Dzierżyńskiego, jaki 14 listopada 1932 r. przedłożony przez jego następcę Mienżyńskiego: „Nie potrzebujemy takiego orderu”. Dopiero w 1937 r. sekretarz generalny wystąpił z otwartą krytyką chwalonego dotąd publicznie rewolucjonisty, co miało uzasadnić kolejną falę represji w organach bezpieczeństwa.
Zgodnie z opracowaniem Nikity Pietrowa „Psy Stalina”, którego polskie wydanie opublikowane przez Demiart SA ukazało się w 2012 r., były czekista (a w momencie aresztowania w 1951 roku – scenarzysta) Maklarski zeznając na procesie dawnego wiceministra Bezpieczeństwa Państwowego Riumina, jak po oskarżeniu go o udział w „spisku syjonistycznym w MGB” podczas przesłuchania oświadczył, że jest uczciwym pracownikiem, nie popełnił żadnego przestępstwa przeciwko Ojczyźnie, przepracował w organach ponad 20 lat, a zaczynał jeszcze za Mienżyńskiego. Wówczas wiceminister Riumin odpowiedział: „Dzierżyński i Mienżyński niczego sobą nie reprezentowali”, dodając, że „wpuścili do organów szpiegów”, dlatego teraz trzeba „robić z tym porządek i pozbywać się tych szpiegów”, a „historia organów zaczyna się od nas„.

Nic nie oddaje lepiej niż przytoczone wyżej fakty, jak instrumentalnie propaganda tego czasu wykorzystywała legendę takich postaci jak Dzierżyński. Tak ciężkie oskarżenia skłaniają do przypuszczeń, że śmierć w 1926 r. uratowała go przed postawieniem przed sądem i staniem się jedną z pierwszych ofiar wielkiej czystki. Jednak ten instrumentalizm w zawłaszczaniu i interpretowaniu życiorysu Dzierżyńskiego w okresie stalinowskim miał także pokłosie w umocnieniu czarnej propagandy tworzonej przez jego przeciwników politycznych, jak też w towarzyszącej tej propagandzie interpretacjach, że być może był współczesnym Konradem Wallenrodem eksterminującym Rosjan…

Niniejszy szkic pozwala przedstawić w znacznym skrócie moje wieloletnie badania naukowe poświęcone postaci Feliksa Dzierżyńskiego. Chciałbym jednak, by przyczynił się on do zrozumienia jego postaci i epoki w której przyszło mu działać i kształtować swój światopogląd. A także zaprezentować choćby w zarysie ułamek szerokiego zakresu jego aktywności wykraczającej znacznie poza działalność w WCzK. Najwyższa już pora przywrócić godność postaci rewolucjonisty, który swoją postawą i życiem dochował wierności głoszonym ideałom i ocalił własne człowieczeństwo. Rewolucjonisty, którego przenikliwy krytycyzm pozwolił mu trafnie rozpoznać zagrożenia dla socjalizmu i ich skutki. Przy tym człowieka zdolnego do samokrytyki korygującej własne błędy i zarazem krytycznego, wiedzącego, kiedy należy się sprzeciwić i co wypada komuniście, a co przynosi mu ujmę. Nieubłaganego krytyka wypaczeń. Trzeba jednak pamiętać, że wroga propaganda nigdy nie wyrzeknie się kłamstw i mitów o nim.

Dawid Jakubowski

F. Dzierżyński – Projekt instrukcji WCzK o przeprowadzaniu przeszukiwań i aresztowań

Feliks Dzierżyński: 1375956_10202300724062244_1541340389_n

Numer dokumentu: 50.

Projekt instrukcji WCzK o przeprowadzaniu przeszukiwań i aresztowań [1]

[nie wcześniej niż marzec 1918]

Instrukcja dla przeprowadzających przeszukanie i notatka o wtargnięciu do prywatnych mieszkań i przetrzymywaniu pod strażą

Wtargnięcie uzbrojonych ludzi do prywatnego mieszkania i uwięzienie niewinnych ludzi jest złem, do którego w obecnym czasie trzeba się jeszcze uciekać, aby zatryumfowało dobro i prawda. Należy jednak zawsze pamiętać, że to jest złe, że nasze zadanie polega na tym, aby, wykorzystując to zło, wyeliminować potrzebę uciekania się do tej metody w przyszłości. Więc niech wszyscy ci, którym polecono przeprowadzić rewizję, aby pozbawić człowieka wolności, i trzymać go w więzieniu, to ostrożnie, będą wobec niego o wiele bardziej uprzejmi niż nawet wobec bliskiego człowieka, pamiętając, że pozbawiony wolności nie może się bronić i to, że znajduje się on w naszej władzy. Każdy musi pamiętać, że jest on przedstawicielem rządu radzieckiego robotników i chłopów, i że każdy jego wrzask,wulgarność, bezwstyd, nieuprzejmość – to piętno, które kładzie się na tej władzy.

Instrukcja dla przeprowadzającychprzesłuchanie i śledztwo

1. Broń wyjmuje się tylko w przypadku, jeśli grozi niebezpieczeństwo.

2.Traktowanie więźniów i ich rodzin powinno być najbardziej uprzejme, żadne moralizowanie i wrzaski nie są dopuszczalne.

3. Odpowiedzialność za rewizję i zachowanie  spada na wszystkich z oddziału.

4.Groźby rewolwerem i w ogóle jakąkolwiek bronią niedopuszczalne.

Winni naruszenia tej instrukcji będą podlegać aresztowi do trzech miesięcy, usunięciu z Komisji i wypędzeniu z Moskwy.

Archiwum Historyczne. 1958.Numer 1. S. 5-6.

 

1 W końcu lutego z 1918 r. F. E. Dzierżyński dowiedział się, że jeden z pracowników WCZK pozwolił sobie na grubiańskie traktowanie aresztantów. Przewodniczący WCZK osobiście przeprowadził dochodzenie w tej sprawie. Na protokole przesłuchania z 11 marca jest jego uwaga: « Komisja rozpatrzyła i postanowiła udzielić winnemu najbardziej energicznego napomnienia i na przyszłość oddawać pod sąd każdego, kto pozwoli sobie dotknąć aresztanta. F. E. Dzierżyński » (CA FSB Rosji. F. 1. Op.2. D. 12. L. 27).

Ф.Э. ДЗЕРЖИНСКИЙ — ПРЕДСЕДАТЕЛЬ ВЧК—ОГПУ. 1917–1926
1918 год [Док. №№ 21–148]

Документ № 50

Проект инструкции ВЧК опроизводстве обысков и арестов 1

[Не ранее марта 1918 г.]

Инструкция для производящих обыск

и записка о вторжении в частные квартиры и содержании под стражей

Вторжение вооруженных людей на частную квартиру и лишение свободы повинныхлюдей есть зло, к которому и в настоящее время необходимо еще прибегать, чтобывосторжествовало добро и правда. Но всегда нужно помнить, что это зло, что нашазадача, пользуясь этим злом, искоренить необходимость прибегать к этомусредству в будущем. А потому пусть все те, которым поручено произвести обыск,лишить человека свободы и держать его в тюрьме, относятся бережно к людям,арестуемым и обыскиваемым, пусть будут с ними гораздо вежливее, чем даже сблизким человеком, помня, что лишенный свободы не может защищаться и что он внашей власти. Каждый должен помнить, что он представитель Советской властирабочих и крестьян и что всякий его окрик, грубость, нескромность, невежливость— пятно, которое ложится на эту власть.

 

Инструкция для производящих обыск и дознание

1. Оружие вынимается только в случае, если угрожает опасность.

2. Обращение с арестованными и семьями их должно быть самое вежливое,никакие нравоучения и окрики недопустимы.

3. Ответственность за обыск и поведение падает на всех из наряда.

4. Угрозы револьвером и вообще каким бы то ни было оружием недопустимы.

Виновные в нарушении данной инструкции подвергаются аресту до трех месяцев,удалению из Комиссии и высылке из Москвы.

Исторический архив. 1958. № 1. С.5–6.

1 В конце февраля 1918 г. Ф.Э. Дзержинскому стало известно, что один из сотрудников ВЧКдопустил грубое обращение с арестованными. Председатель ВЧК личнопровел расследование по этому делу. На протоколе допроса от 11 марта имеется его помета: «Комиссиярассмотрела и решила сделать самое энергичное внушение виновными в будущем предавать суду всякого позволившего дотронуться до арестованного. Ф.Э. Дзержинский» (ЦА ФСБ России. Ф. 1. Оп. 2. Д. 12. Л. 27).

Link: http://www.alexanderyakovlev.org/fond/issues-doc/1018163

Dawid Jakubowski

LEF i Kolejarze Kazania w obronie idei leninowskich. „Nie kupczyć Leninem” (1924)

1452055_10202413005349206_230081615_n„W piątym numerze «LEF-u» (lato1924)  – pisze Woroszylski – ukazał się cykl artykułów o języku Lenina, pióra Szkłowskiego, Eichenbauma, Jakubińskiego,Tynianowa, Kazańskiego i Tomaszewskiego. […] Artykuł redakcyjny pt. Nie kupczyć Leninem! został usunięty przez cenzurę.” W tym artykule przedrukowano gazetowy anons: reklamę popiersi Lenina (gipsowych, patynowanych,z brązu, marmuru, granitu), „wielkości naturalnej oraz podwojonej”, dla państwowych urzędów, organizacji partyjnych, związków zawodowych, spółdzielni etc. Replika Lef-u brzmiała jak kolejny manifest: „Zgadzamy się z kolejarzami Kazania, którzy zaproponowali malarzowi, by urządził w ich klubie salę Leninowską bez popiersi i portretów Lenina, mówiąc: «nie chcemy ikon». Domagamy się: – Nie matrycujcie Lenina. Nie drukujcie jego portretów na plakatach, na ceratach, na talerzach, na książkach, na papierośnicach. Nie brązujcie Lenina. Nie pozbawiajcie go żywego kroku i człowieczego oblicza, które on potrafił ocalić – kierując historią. Lenin to ciągle jeszcze nasz współczesny. Jest pośród żywych”.

[Edward Balcerzan Włodzimierz Majakowski. Wydawnictwo: Czytelnik 1984, s.113]

[ Lenin to dla Lef-owców metafora teraźniejszości]

Dawid Jakubowski

Lew Trocki – Polski naród to nasz brat i towarzysz (1920)

74559_10202396842625148_1360729371_nLew Trocki:

Towarzysze, przystępując do tej ciężkiej walki po pierwszych niepowodzeniach my powinniśmy oczyścić swoją duszę i sumienie od nienawiści do polskiego narodu. Polski naród to nasz towarzysz i brat. Część jego oszukano, uwiedziono, druga część pojmuje wielkie wykroczenie swego rządu, ale przygnieciona kleszczami gwałtu. Nasza wojna skierowana nie przeciw polskim robotnikom i chłopom – nie, wiedziemy ją za nich. Kiedyś polscy powstańcy przeciw carowi i caryzmowi mówili do rosyjskich rewolucjonistów,rosyjskich obywateli: „Za wolność naszą i waszą”. Polscy powstańcy przeciw samodzierżawiu sądzili, że prowadzą walkę i za naszą polską i za waszą rosyjską  swobodę i oni mieli wtedy słuszność. Teraz my zmuszeni jesteśmy do wojny z polskimi panami. I mówimy polskim robotnikom i chłopom:

„Nie przeciw wam,przyjaciele i bracia, za naszą wolność i waszą wolność, przeciw naszym i waszym wrogom, przeciw ciemięzcom, magnatom prowadzimy wojnę. I o tym nie można nigdy zapominać, że kiedy zostanie zrzucona polska burżuazja, Polska zostani swobodna, o Polskę nie będziemy się kusić, zawrzemy bratni sojusz z robotniczo-włościańską polską w interesach tak naszego jak i polskiego ludu”.

Prawda, towarzysze, że Piłsudski,zagarnąwszy Wołyń, Podole, Kijów, zagrażając Homelowi, Witebskowi, Smoleńskowi,cała swoją drogę zaznaczając zbrodniami, grabieżami, rozstrzliwanianiami, pogromami – mówi, że jego zadaniem – oswobodzenie Ukrainy! Od kogo? Od ukraińskich robotników i włościan. I znalazł on dla swego rozbójniczego pochodu i szyld, prawda stary, znoszony i nie bardzo czysty, ale zawsze szyld wyzwolenia, który zowie się – Petlurą. On, Piłsudski, uznaje na Ukrainie rząd Petlury i dla niego walczy. On przelewa krew rosyjskich i polskich robotników i włościan tylko dla władzy tego wielkiego człowieka z soroczyńskiego jarmarku – hetmana Petlury.

Sowiecka Rosja i burżuazja polska.
Mowa na mitingu w Homelu dnia 10 maja 1920 roku [fragment]
Wydawnictwo Oddziału Politycznego N-ej Dywizji”Czerwona Galicja”, tekst został wydany w postaci 11 stronicowej broszurki.

Dawid Jakubowski

Wojciech Giełżyński: Dramat na Monte Titano (Republika San Marino 1945-1957)

sanmarinooooejrjrj

O epizodzie socjalizmu w San Marino nie uczy się w szkołach. Nie ma na ten temat książek ani materiałów w internecie. Nie sposób odnaleźć też zdjęć z lat republiki. Co najwyżej można napotkać wzmiankę w wikipedii mówiącą o rządach koalicji socjalistów i komunistów. Tę lukę chcemy wypełnić.

Komentarz Dawida Jakubowskiego do reportażu Wojciecha Giełżyńskiego „Dramat na Monte Titano”:

O epizodzie socjalizmu w San Marino nie uczy się w szkołach. Nie ma na ten temat książek ani materiałów w internecie. Nie sposób odnaleźć też zdjęć z lat republiki. Co najwyżej napotkać można wzmiankę w wikipedii mówiącą o rządach koalicji socjalistów i komunistów, która rzekomo poniosła klęskę w wyborach parlamentarnych i została po prostu odsunięta od władzy po próbie anulowania wyników wyborów i wprowadzenia stanu wyjątkowego. Jedynym opracowaniem naukowym ma tu być książka wydana na zachodzie  Communism in history and theory: Asia, Africa, and the Americas z 2002 r.  autorstwa Donalda Busky’ego.

Dlatego relacja Wojciecha Giełżyńskiego, polskiego reportażysty, który we wrześniu 1959 r. osobiście obserwował na miejscu wybory do Wielkiej Rady, które zakończyły się klęską lewicy i falą terroru jest tak znacząca. Ten krótki tekst stanowi w istocie kontekstowy zapis wydarzeń pozwalający zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się w San Marino w 1957 r. i jakie siły w rzeczywistości zmiażdżyły republikę. Sam autor tego eseju, któremu zdarzało się wymieniać nazwę San Marino również w swojej późniejszej publicystyce nigdy już nie wrócił do tej historii ani opisu tego niewielkiego państwa w owym czasie. To, czego był wówczas świadkiem raczej nie pasuje do jego obecnych poglądów.

Nie zmienia to faktu, że jego ówczesne świadectwo trudno potraktować obojętnie. Opisuje on bowiem bardzo ciekawy proces budowy socjalizmu w specyficznej, stworzonej po II wojnie światowej sytuacji. Lata okupacji pogłębiające jeszcze tragiczne położenie klasy robotniczej sprzyjały temu, że zaistniały warunki wprowadzenia władzy ludowej bez konieczności przeprowadzania rewolucji socjalistycznej. Ewenementem wynikającym z tej specyfiki była także należąca do rzadkości rządowa współpraca socjalistów i komunistów.

Osłabienie pozycji wielkiego kapitału dające lewicowej koalicji możliwość realizowania swojego programu trwało jednak krótko, jak się miało niebawem okazać, a pozorny spokój zwiastował gwałtowny upadek i  więzienia dla bojowników o socjalizm.

Po 12 latach przemian, które zmieniły nie do poznania społeczne oblicze San Marino, tak, że stawało się ono atrakcyjnym przykładem sukcesu rządów klasy robotniczej, siły kontrrewolucyjne wznieciły pucz, a włoskie interwenckie czołgi przy poparciu przez USA rozjechały i pogrzebały nadzieje pogłębienia procesu budowy socjalizmu, w gruncie rzeczy mającą wiele wspólnego z projektem, który potem np. Allende, a jeszcze wiele lat po nim Chavez próbowali realizować w krajach Trzeciego Świata, w których znajduje się matryca, z jakiej odtwarzany jest eksploatacyjny wyzysk.

Wybory, których świadkiem był Giełżyński, odbywające się w atmosferze politycznego terroru, zastraszenia i ostrej propagandy antykomunistycznej spowodowały upadek socjalizmu w San Marino. Jednak nim to się stało, robotnicy byli gotowi bronić reprezentującej ich interesy władzy ludowej, powołując ochotniczą milicję gotową walczyć w obronie Republiki.

Mimo ostatecznej klęski bilet wizy­towy komunizmu, wetknięty za cholewę włoskiego bu­ta, jak określił go w swoim reportażu Giełżyński, stanowi jeden z najbardziej pouczających tego rodzaju eksperymentów, zarówno w aspekcie swoich osiągnięć, jak i tragicznego zakończenia.

Wobec San Marino ciężko było stosować propagandowe oskarżenia o wpływy Związku Radzieckiego. Co nie przeszkadzało wrogom Republiki po przejęciu władzy w propagowaniu antykomunistycznych haseł.  Uniknęła też ekonomicznej blokady, jaka dobiła i utopiła we krwi ostrożny proces przemian Salvadora Allendego wraz zatwierdzonym przez Nixona planem działań sabotażowych amerykańskiej korporacji Międzynarodowe Telefony i Telegrafy (ITT), czy jaka dręczy od ponad 50 lat Kubę. Jednak i to nie uchroniło jej przed puczem reakcjonistów wspartym przez włoskie czołgi oraz popartym przez rząd USA i marionetkową Republikę Moluków, będącą w istocie częścią Indonezji, w której do dziś toczą się krwawe konflikty o podłożu etnicznym i religijnym.

Mimo to osiągnięcia 12 lat budowy socjalizmu i sympatia światowej opinii publicznej, jaką ta próba się cieszyła, zasługują by wydobyć ją z mroków zapomnienia.

Warto też pamiętać o tym, kto zainicjował te przemiany, gdy obecnie libertariańska propaganda chwali osiągnięcia San Marino, jako kraju kapitalistycznego.  Żałuję, że będąc w tym państwie w 1999 r. jednego z wakacyjnych dni, nie znałem dziejów Republiki Socjalistycznej tworzonej przez bojowników ze śpiewem Bandiera Rossa.

Dawid Jakubowski
Dramat na Monte Titano
Byłem gościem Biura Politycznego. Pierwszy Sekre­tarz dolewał mi chianti. Sekretarz propagandy raczył mnie muscatelem. Towarzysze z KC odłożyli pękate teczki i zręcznymi obrotami widelców ukręcali kłębuszki spaghetti. Ulicą przeciągał pochód miejscowych kramikarzy, wznosząc spazmatyczne okrzyki: „Pokój – tak! Komunizm – nie!”. Działo się to w San Marino, 8 września 1959 roku. Na pięć dni przed wyborami do Wielkiej Rady. Wybory miały zdecydować, czy naj­mniejsza republika świata pozostanie wierna swej dumnej dewizie „Starożytna ziemia wolności”.

Na zębatym szczycie Monte Titano, który ni stąd ni zowąd wyrasta spośród nieśmiałych pagórków, osie­dlił się ongi bogobojny Marinus, kamieniarz rodem z Dalmacji, ażeby ujść prześladowaniom chrześcijan, za cesarza Dioklecjana ponownie rozszalałym.

Kryjówkę wybrał dogodną. Wolna gmina, imieniem świętego Marinusa ochrzczona, oparła się w wiekach średnich i nowszych zaborczym sąsiadom, Malatestom, Borgiom i Albertonim, obronną ręką wychodząc z ko­lejnych wojen. Napoleon, w dobrym będąc humorze, proponował republice… stokrotne powiększenie jej tery­torium. Ale sanmariński mąż stanu Antonio Onofri wy­kazał zdumiewającą trzeźwość polityczną i grzecznie podziękował za swoisty podarunek: „Tylko nasza małość – powiedział – jest gwarancją naszej wolności”. W latach walki o zjednoczenie Włoch dwukrotnie ko­rzystał tu ze schronienia Garibaldi, z rodziną i garstką najwierniejszych przyjaciół. Podczas ostatniej wojny San Marino zachowało ścisłą neutralność, dając na swym maleńkim terytorium azyl tysiącom zbiegów po­litycznych! Niemcy tylko w cywilnych ubraniach mieli prawo wstępu do republiki. Cała granica wymalowana była dla orientacji lotników szerokim, białym pasem; nie uchroniło to jednak państewka przed ciężkim na­lotem angielskich bombowców.
W ostatniej fazie wojny wielu ochotników sanmarińskich walczyło w szeregach włoskiej antyfaszystow­skiej partyzantki. A gdy w roku 1945 rozpisano wybory, większość uzyskali komuniści wraz z socjalistami. San Marino stało się najmniejszą z demokracji ludo­wych.

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Gdy lewica obejmowała rządy, kraj był na dnie nędzy. Angielskie bombardowania – poza setką ofiar w lu­dziach – przyniosły szkody na 3 miliardy lirów. Doskwierał głód. Warunki higieniczne były w stanie opłakanym. Śmiertelne żniwo zbierała gorączka tyfoidalna. Szerzyła się gruźlica.

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Usunięto w tym czasie wszystkie szkody wojenne. Ufundowano wzorowy system opieki społecznej. Zało­żono 20 kilometrów kanalizacji, bez reszty likwidując gorączkę tyfoidalną. Kraj szczyci się najgęściejszą w świecie siecią dróg. Liczba turystów wzrosła z 200 tysięcy w 1949 roku do półtora miliona obecnie. Są dni, kiedy Monte Titano odwiedza 30 tysięcy gości zagra­nicznych! Rozwinięto przemysł, głównie ceramiczny: w 1945 roku było tu 68 warsztatów, w 1958 – 537. Ogromnie wzrosła produkcja zbóż i wina. Budżet zamykał się rokrocznie nadwyżką 400 milionów lirów. Wybudowano dziesiątki domów mieszkalnych dla ro­botników, a do wszystkich mieszkań doprowadzono światło i wodę. San Marino stało się państewkiem do­statku i spokoju.

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Rzym z rosnącą niechęcią obserwował ten bilet wizy­towy komunizmu, wetknięty za cholewę włoskiego bu­ta. Parokrotnie, zwłaszcza w 1951 i 1952 roku, docho­dziło do granicznych awantur. Miały one odstraszyć zagranicznych turystów. Skutek jednakże był całkiem odwrotny. Dreszczyk emocji przy przekraczaniu grani­cy kraju, rządzonego przez czerwonych, najmocniej właśnie przyciągał szwajcarskich czy amerykańskich mieszczuchów…

30 września 1957 roku pięciu deputowanych socjali­stycznych przeszło na stronę opozycji. Wielka Rada znalazła się w impasie. 19 komunistów i 11 socjali­stów przeciwko 23 chadekom i 7 socjaldemokratom. 30 na 30.

Nazajutrz rano nowa wolta. Deputowany Attilio Giannini, niezależny, wybrany z listy komunistycznej, zgłosił akces do chrześcijańskiej demokracji. Legalny rząd stracił poparcie parlamentarnej większości.
W myśl Konstytucji San Marino dwaj kapitanowie regenci, którzy – na wzór rzymskich konsulów – wspólnie pełnią najwyższą władzę w republice, nie mogą być pozbawieni mandatów przed upływem swej sześciomiesięcznej kadencji. Ale chrześcijańscy demo­kraci ani myśleli czekać na objęcie rządów. W pogranicznej miejscowości Rovereta, w posępnym budynku nie dokończonej hali fabrycznej, powołali rząd rewolu­cyjny. Tegoż  samego dnia do Roverety przybywa z Florencji konsul USA, przywożąc samozwańcom ofic­jalne uznanie swego rządu. Depesza analogicznej treści nadchodzi z… Republiki Moluków, istniejącej jedynie w imaginacji niektórych amerykańskich polityków. Na szosę San Marino – Rimini wtaczają się włoskie czołgi i samochody pancerne. Ze wszystkich stron ciągną ku bezbronnym granicom bataliony wojska i żandarmerii. W sumie około 12 000 żołnierzy – cała dywizja. San Marino liczy 18 000 mieszkańców.

Legalny rząd komunistyczno-socjalistyczny nie daje za wygraną. Czternastoosobowy korpus żandarmerii, przywykły jedynie do parad w dni uroczyste, staje w gotowości bojowej, obsadza punkty strategiczne. Formuje się ochotnicza milicja ludowa, w dubeltówki uzbrojona. Patrole jej na skuterach obserwują ruchy czołgów, które bezceremonialnie wyszczerzają lufy dział w stronę granicznych posterunków.
Samozwańcy nawet za włoskimi plecami nie czują się bezpiecznie i przekształcają w twierdzę swe tymczasowe pomieszczenie. W rogach budynku czuwają gniazda karabinów maszynowych, uprzejmie dostar­czonych – wraz z obsługą – przez chrześcijański i demokratyczny rząd Włoch. Nocą, po polach, ślizgają się światła reflektorów, aby zapobiec nagłej inwazji komunistów.

Dzień po dniu mija w pełnym pogotowiu. Legalny rząd odwołuje się do ONZ, oskarżając Włochy o interwencję w wewnętrzne sprawy San Marino. Cała światowa prasa na pierwszych stronach zamieszcza infor­macje o zatargu i grożącym przelewie krwi. Setki mło­dych komunistów z Rimini, Bolonii, Ferrary przybyły w sukurs swym sanmarińskim towarzyszom, z pochod­niami w rękach, z „Bandiera rosa” na ustach, z żyw­nością w plecakach. Bo od paru dni głód już gościł w oblężonym państewku. Blokada była tak nieprzenikliwa, że nawet matki z chorymi dziećmi, udające się do lekarzy-specjalistów w Rimini, zawrócono z drogi.

Burzy się światowa opinia. Gwałt Guliwera nad Lili­putem nie w smak idzie nawet ludziom odległym od komunizmu. Lecz nagle uwaga świata odwraca się bez reszty w zupełnie innym kierunku. Na niebie pojawia się pierwszy sputnik! Wieści z San Marino giną ze szpalt gazetowych. Osaczony, osamotniony, zapomniany rząd republiki – ustępuje. W państewku, które od wieków było dla wszystkich bezpiecznym azylem, rozpętuje się monstrualny terror policyjny. Wszyscy lewicowcy są zwolnieni z administracji. 29 komunistów i socjalistów traci swe mandaty poselskie. Kilku wędruje do wię­zienia. 27 czołowych działaczy postępowych – w tym byli kapitanowie-regenci – idzie pod sąd, pod zarzu­tem zdrady stanu. Grożą im długoletnie roboty…

Widząc bezpodstawność tego oskarżenia, znakomity prawnik włoski – najwyższy sędzia San Marino – profesor Carlo Artoro Yemolo, podaje się do dymisji. Chociaż sam jest chadekiem, nie ulega naciskowi swych władz partyjnych. Ustępują po nim dwaj inni, kolejno mianowani sędziowie. Wreszcie czwarty, Michele Grifa, nikomu nie znany prawnik z Bolonii, po­dejmuje się prowadzenia procesu. Złamana zostaje tradycja sanmarińska, według której sędziami w re­publice mogą być wyłącznie obcokrajowcy z tytułami profesorów.
Proces trwa miesiąc za miesiącem. Wyrok nie za­pada.

Wyrok już zapadł, lecz leży w szufladzie.

Zbliża się termin wyborów do Wielkiej Rady.

Niech sobie wyrok leży w szufladzie.

Nic tak nie hańbi, jak papier…

Już za pięć dni wybory! W Borgo, na robotniczym przedmieściu stolicy, zbierają się na rogach ulic gro­mady ludzi, gestykulujących w żywym podnieceniu. Jakiś szczupły chłopak nerwowo nalepia wielki plakat „Vota comunista”. Jakiś facet ze złością kopie rozrzu­cone komunistyczne ulotki.

W „Citta”, stolicy położonej na samym szczycie Mon­te Titano, atmosfera nie jest tak zapalna. Transparenty z hasłami wszystkich czterech partii wiszą obok siebie w spokoju. Przed listami kandydatów przystają dostoj­ni starsi panowie (kobiety praw wyborczych nie posia­dają) i skrupulatnie wynajdują na nich nazwiska swych najbliższych przyjaciół. Mój Boże, toż wszyscy się w tym kraju znają przynajmniej z widzenia!
„Casa” – dom partii wybudowany ze składek człon­kowskich – wre praca w dzień i w nocy. Stukają powielacze. Ścinki papieru fruwają po nie otynkowanych korytarzach. Agitatorzy wbiegają i wybiegają. Burczy telefon.

Gildo Gasperoni, I sekretarz KP San Marino, znaj­duje czas na rozmowę. Referuje mi argumenty, który­mi komuniści chcą trafić do przekonania mas wyborców.

Naruszenie przez chadeków praw obywatelskich, na przykład zakaz zebrań i manifestacji. Przekreślenie niezawisłości sądów. Dwa miliardy deficytu w ciągu 23 miesięcy władzy, co przy 950 milionowym rocznym budżecie państwa jest chyba sumą rekordową w świa­towej skali. Za rządów lewicowych każdy rok budże­towy zamykał się nadwyżką.

– Czy spodziewacie się odnieść przy urnach zwy­cięstwo? – pytam obcesowo.
–  Spodziewamy się, że większość mieszkańców San Marino głosować będzie na komunistów i socjalistów. Ale nie znaczy to jeszcze, że odniesiemy zwycięstwo. Nowa ordynacja wyborcza jest tak spreparowana, że gwarantuje sukces sprawującej władzę chadecji…

San Marino przyznaje prawo głosu wszystkim oso­bom, zrodzonym na jego terytorium. 52 procent gło­sów wpływa przeto z zagranicy, od licznie rozsianej po świecie emigracji. Według dawnej ordynacji wybor­czej każdy mógł swój głos przysłać korespondencyjnie.

Obecnie przywilej  ten zachowali wyłącznie San Marińczycy, zamieszkali w Ameryce. Inni muszą głosować
osobiście.
– Emigranci mieszkający za oceanem – tłumaczy Gasperoni – są to przeważnie ludzie zasobni, a więc
naturalni sprzymierzeńcy prawicy. Natomiast we Francji, Niemczech, Belgii, we Włoszech przede wszystkim, pracuje mnóstwo naszych rodaków. Oczywiście tylko nieliczni będą w stanie pokryć koszt swego przy­jazdu do San Marino dla złożenia głosu.

Zbliża się obiadowa pora. Idziemy w piątkę do knajp­ki zakamuflowanego komunisty, który swym towarzyszom partyjnym do połowy skraca rachunki. Człowiek w czerwonej bluzie – to Józef Berardi; był dowódcą milicji ochotniczej w gorących dniach przewrotu, grozi mu surowy wyrok za zbrojny opór władzy. Virginio Reffi, barczysty adwokat, wypróbowany sympatyk partii, której przedstawicieli broni w procesie dwudzie­stu siedmiu, żartuje z przyjaciela:

–  Jeśli dostaniesz piętnaście lat ciężkich robót, bę­dziesz miał dość czasu, by usypać drugą górę jak Monte Titano!
Wszyscy się śmieją. Jak groteskowo brzmią oskar­żenia o zdradę stanu w tym beztroskim, słonecznym, zasobnym kraiku dobrego wina, pięknych krajobrazów i wspaniałej sztuki. Nawet poważny Gasperoni, choć głowę ma zaprzątniętą szczegółami wyborczej kam­panii, rozchmurza się przy kielichu musującego Muscatelu.
Przychodzi jeszcze Umberto Barulli – uważany za pewnego kandydata na I sekretarza, gdyby Gasperoni musiał złożyć swe obowiązki.

–  Opowiem wam historyjkę – mówi. – Pewien chadek, śmiertelnie złożony chorobą, wezwał do łoża swego spowiednika.
–  Synu mój – rzekł spowiednik, opatrzywszy go sakramentami – masz jeszcze parę godzin życia. Czy pragniesz, bym spełnił jakieś twoje życzenie?

– Tak jest, ojcze. Pragnę, byś zapisał mnie do partii komunistycznej.

–  W imię Ojca i Syna… A cóż ci do głowy przycho­dzi, tobie, najwierniejszej bożej owieczce?
–  Ojcze, spełnij mą prośbę. Kiedy umrę, będzie na świecie mniej o jednego komunistę…
Mija butelka za butelką. Jedni towarzysze wychodzą obsługiwać wiece i konferencje w dzielnicach. Przychodzą inni, podnieceni gorączką na mieście. Urzęduję w samym sztabie. Ludziom tym grożą lada dzień cięż­kie roboty. Nikt o tym nie myśli. Uśmiech i żart. Piękne jest San Marino.
–  Jeśli wygramy wybory – mówi Virginio Reffi – zapraszamy ciebie z wizytą. Będziesz gościem rządu. Musisz wiedzieć – dodał – że „polski październik” jest w San Marino, jak w całych Włoszech, ogromnej wagi argumentem dla propagandy komunistycznej.

Epilog
Nie będę gościem rządu San Marino. Ordynacja od­niosła zwycięstwo nad wolą wyborców.
W kilkanaście dni później przeczytałem krótki ko­munikat PAP.

Dwaj byli regenci San Marino – komunista i socja­lista oraz ich czołowi współpracownicy w liczbie pięciu zostali skazani na więzienie, czyli według obowiązują­cej tam nomenklatury na roboty publiczne.
Po piętnaście lat więzienia otrzymali: były regent-komunista, Primo Marani i były regent-socjalista Giordano Giacomini, po dwanaście lat więzienia – były komunistyczny minister spraw wewnętrznych Domenico Morgante, były socjalistyczny minister spraw zagranicznych Gino Giacomini oraz sekretarz miejscowej partii komunistycznej Ermenegildo Gasperoni. Po­nadto na 5 lat więzienia skazano innego byłego ministra spraw zagranicznych z ramienia lewicy oraz byłe­go dowódcę milicji ochotniczej.

1959 r.

Źródło:

Wojciech Giełżyński, Aż do najdalszych granic, seria Łowcy sensacji, Państwowe Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 1972,  s. 115-123.

Dawid Jakubowski, źródło

Ten gniewny Che Guevara

Polemika z Piotrem Ikonowiczem

Na łamach „Trybuny” z 29 lipca br. Piotr Ikonowicz przedstawił swoją wizję postaci i spuścizny ideowej Che Guevary. „Che nie był Chrystusem. Zabijał wrogów i sam zginął, walcząc o wolność i szczęście milionów”- informuje dziennik na pierwszej stronie, zachęcając do lektury tekstu „Hasta la victoria siempre!” autorstwa Ikonowicza.

Artykuł nie jest pozbawiony refleksji bardzo wymownych, demaskujących walkę Guevary z wrogiem nie mającym żadnych skrupułów i stosującym znacznie mniej humanitarne metody walki niż rewolucyjni partyzanci. Nie brak w nim jednak także niestety uproszczeń, wskazujących na to, że autor bardzo powierzchownie i wybiórczo potraktował kwestię tego, jak Rewolucja Kubańska odnosiła się do zagadnień związanych z przemocą. Nie ma nic o traktowaniu jeńców, Che Guevara w wizerunku naszkicowanym przez Ikonowicza jawi się jako człowiek czynu, napędzany do walki z potężnymi przeciwnikami jedynie poprzez gniew będący reakcją na ich zbrodnie przekraczające wszelkie granice.

Udowodnieniu tej z góry założonej tezy służą cytaty, jakie Ikonowicz dobrał z publicystyki Che, a właściwie jeden i to ten najczęściej interpretowany przez antykomunistów: „Nienawiść jako element walki. Niewzruszona nienawiść do wroga, która rozsadza naturalne granice człowieka i zamienia go w skuteczną i zimną maszynę do zabijania. Tacy muszą być nasi żołnierze. Lud bez nienawiści nie zdoła zatriumfować nad brutalnym wrogiem.” Ikonowicz przy tym przemilcza fakt, że cytat ten pochodzi z „Dzienników motocyklowych” i powstał w naturalnym odruchu oburzenia na ogrom nędzy i zbrodni popełnianych przez północnoamerykańskie imperium i jego marionetki z bananowych reżimów na narodach Ameryki Łacińskiej. Ten ogrom nędzy i zbrodni Guevara zobaczył na własne oczy objeżdżając wzdłuż i wszerz Amerykę Łacińską na motocyklu wraz z swym przyjacielem – Alberto Granado. Były to typowe wrażenia spisane na gorąco, pod wpływem silnych przeżyć i równie silnych emocji podczas rocznej podróży, stanowiącej swego rodzaju przełom w dojrzewaniu świadomości politycznej Guevary, rozpoczęty w 1951 roku.

Jest prawdą, że Che miewał również i potem, szczególnie w okresie swoich rewolucyjnych misji w Kongo i Boliwii, chwilowe napady gniewu, związane głównie z błędami podkomendnych mogącymi kosztować życie całej partyzanckiej grupy, bądź wynikające w sposób logiczny z ogólnego położenia. Sam odnosił się do nich bardzo samokrytycznie, czego świadectwem są niektóre zapisy z „Dziennika z Boliwii”. Guevara miejscami rozważa, czy jego stan nerwowy nie czyni z niego balastu dla sprawy, o którą walczy. Jednak sprowadzanie go do wymiaru człowieka wybuchowego, kierującego się w swoich koncepcjach wyłącznie romantycznym buntem wobec zastanej rzeczywistości i związanymi z tym bieżącymi emocjami jest tylko częścią, jeśli nie cząstką całej prawdy. Nie działał on bowiem jedynie pod wpływem tego słusznego gniewu, ale postępował zgodnie z rozumną koncepcją, której ostatecznym celem miała być transformacja człowieka na lepsze. Ten wymiar postaci Che Guevary Ikonowicz wyraźnie traci z pola widzenia.

Celowości tej dowodzą zarówno wypowiedzi Che, których autor tekstu w „Trybunie” nie przytoczył, jak i rewolucyjna praktyka działań Guevary, która wbrew tezom Ikonowicza bynajmniej nie sprowadza się wyłącznie do buntu wobec ludobójczych działań Imperium, których efektem miałaby być rozszerzająca się na odpowiedzialnych za utrwalanie opresji i wyzysku nienawiść wraz z zemstą.

„Lud musi nienawidzić” –  tak zatytułowany został podrozdział artykułu, w którym Ikonowicz omawia motywację Che do walki i przytacza cytowany wyżej fragment o maszynie do zabijania, konfrontując to ze wzmianką o tym, jak Che stwierdzał także, że prawdziwym rewolucjonistą kieruje miłość. „Myślę, że miłość i nienawiść są ze sobą zrośnięte. Kto kocha wolność, nienawidzi jej przeciwieństwa. Każda miłość, która nie niesie ze sobą nienawiści, jest po części podejrzana”- skomentował to Eduardo Galeano, niekwestionowany autorytet moralny wśród intelektualistów Ameryki Łacińskiej, ceniony także na Kubie, którego Ikonowicz sam poprosił o jego interpretację tej sprzeczności. Choć wypowiedź Galeano ma podłoże logiczne i racjonalne, nie aspiruje chyba jednak do sprowadzenia meritum poglądów Guevary do odpowiadania nienawiścią i wychowywania w nienawiści do wroga całych generacji Kubańczyków. Dowody wskazują raczej jednoznacznie, że nienawiść za krzywdy narodziła się i rozprzestrzeniła w społeczeństwie kubańskim niezależnie od zamiarów Che Guevary, czy któregokolwiek z wybitnych rewolucjonistów. Kluczowe i warte przytoczenia są w tym kontekście zarówno dane liczbowe dotyczące liczby egzekucji na Kubie po rewolucji jak i strat ludzkich spowodowanych przez najemny terroryzm, skonfrontowane z ilością ofiar terroru ancien regime, jak i statystyki odnośnie oddolnych nastrojów społecznych, idących w kierunku zdecydowanego poparcia dla rozprawy ze znienawidzonymi mordercami na służbie Batisty i ich płatną agenturą.

Według m.in. niezależnych od siebie ustaleń Paco Ignacio Taibo II i Davida Sandisona 93% Kubańczyków znajdowało się „w nastroju linczu” w stosunku do byłych funkcjonariuszy reżimu Batisty obciążonych odpowiedzialnością za okrutne zbrodnie. Stanowi to potwierdzenie deklaracji wyrażanych ze strony przedstawicieli władz kubańskich. Raúl Gómez Treto, starszy radca prawny kubańskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, uzasadniał stosowanie kary śmierci koniecznością zapobiegania masowym linczom, jakie miały miejsce po rewolucji, która obaliła dyktaturę Machado w 1933 r. Philip Agee, śledzący ciężar win skazywanych na śmierć oficer operacyjny CIA, któremu zlecano wykonywanie (opisanych potem przez niego w książce „Inside the Company: CIA Diary”) metod sabotażowych przeciw Kubie i innym krajom w Ameryce Łacińskiej, także podkreślał praworządność tych procesów sądowych. „Przed sądami stanęło wielu ludzi związanych z CIA, odpowiedzialnych za zbrodnie popełniane na własnym społeczeństwie, takie jak masowe egzekucje i tortury” – mówił Agee podczas kręcenia dokumentalnego filmu w reżyserii Estelli Bravo „Fidel. Untold history”.

Ikonowicz nie myli się, kiedy pisze, że Che Guevara wykazywał jednolitość poglądów i działania, co zresztą można odnieść i co dotyczyło w historii niejednego wybitnego rewolucjonisty.

Jednak wbrew temu, co zdaje się sugerować przez swoje przemilczenia jego artykuł w Trybunie, Guevara nie wpisał się wyłącznie w schemat ludowego mściciela, który stał się  skuteczną i zimną maszyną do zabijania. Zacząć trzeba od stosunku wobec jeńców, jaki reprezentował zarówno sam Che, jak i wszyscy czołowi komendanci kubańskiej rewolucji jeszcze w okresie walki z  Batistą.

Na stronie głównej Międzynarodowego Czerwonego Krzyża można przeczytać następujące wspomnienie wydrukowane pierwotnie w „Marine Corps Gazette” z zaznaczeniem, że jest to relacja opisująca fakty potwierdzone przez wiele innych źródeł:

„Wieczorem byłem świadkiem kapitulacji setek batistianos z garnizonu w pewnej mieścinie. Z czterech stron otoczyli ich buntownicy uzbrojeni w thompsony, po czym przemówił Raul Castro:

„Wierzymy, że przyłączycie się do nas, by walczyć przeciwko panu, który was tak źle potraktował. Jeżeli nie zechcecie skorzystać z tego zaproszenia – a nie zamierzam go powtarzać – jutro odstawimy was do obozu Kubańskiego Czerwonego Krzyża. Wierzymy, że jeżeli wrócicie pod rozkazy Batisty, nie podniesiecie broni przeciwko nam. A jeżeli to uczynicie, pamiętajcie to, co teraz powiem.

Złapaliśmy was teraz. Możemy złapać znowu. A kiedy złapiemy, nie będziemy was terroryzować ani torturować, ani zabijać. […] Jeżeli złapiemy was drugi albo i trzeci raz […] znowu was odeślemy, jak teraz to czynimy”.

Jak stwierdzają znawcy przedmiotu, tacy jak Michael Waltzer, z reguły armie partyzanckie dążą raczej do tego, by zabijać jeńców, a nawet jeśli postępują tak jak bojownicy Castro, to i tak nigdy nie mają gwarancji, że przeciwnik wykaże się równą wspaniałomyślnością.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że w swoim reportażu „Chrystus z karabinem na ramieniu” Ryszard Kapuściński opisywał kontynuację tych praktyk postępowania z jeńcami, jaką Che uskuteczniał w Boliwii i Kongo. Inna rzecz, że jak już wspomniałem, była to norma postępowania, jaką wypracowali przywódcy rewolucji kubańskiej w okresie walk z Batistą.

Nawet w okresie klęski inwazji w Zatoce Świń, gdy w warunkach ogromnych zbrodni najemników, musiało dojść do masowych aresztowań krajowych przeciwników, Fidel Castro nie potraktował ich, mimo, że jego kraj padł ofiarą najemnego terroryzmu, tak jak chociażby traktowano więźniów baz amerykańskich w ostatnich latach.

W długim przemówieniu wyjaśniającym przyczynę klęski najeźdźców 23 kwietnia 1961 r. bezpośrednio i otwarcie odniósł się do aresztowań:

„W tego rodzaju akcji zawsze oczywiście może mieć miejsce pewna niesprawiedliwość, ale to jest nieuniknione. Kraj znajdujący się w niebezpieczeństwie musi przedsięwziąć środki obronne. Powtarzam, mogły zaistnieć wypadki niesprawiedliwych aresztowań, przez pomyłkę mogło się nawet zdarzyć, że został zaaresztowany jakiś rewolucjonista, ale kto naprawdę jest rewolucjonistą, ten to zrozumie. Poza tym po zlikwidowaniu agresji, kiedy sytuacja się unormuje, wszystkie te osoby, na których nie ciąży żadne konkretne przestępstwo, ci wszyscy, którzy zostali zaaresztowani tylko dlatego, że ich osoby budziły podejrzenia, zostaną zwolnieni. Pozostaną oczywiście w więzieniu ci, którym udowodni się ich działalność kontrrewolucyjną. Już od wczoraj rozpoczęto zwalniać osoby zaaresztowane w trybie prewencyjnym”.

Rine R. Leal milicjant z Batalionu nr 111 opisał następujące wydarzenie. Na przeraźliwe wrzaski jednego z czterdziestu pojmanych przez jego oddział najemników, który chciał by go zabić, bo nie może już dłużej cierpieć z powodu cukrzycy i wrzodu żołądka, Castro spokojnie odpowiedział:

– Po co mamy ciebie zabijać. Wyleczymy cię, abyś mógł żyć.

Lektura wspomnień partyzanckich Che publikowanych w 1963 r. w cyklicznych odcinkach na łamach pisma „Verde Olivo”, wydawanych potem również w Polsce pod różnymi tytułami, pokazuje, że Che odnosił się wprawdzie w sposób surowy i wymuszony przez okoliczności w stosunku do tych, którym udowodniono zdradę, ale jego ówczesnego postępowania bynajmniej nie można wpisać w schemat działania odczłowieczonego automatu.

Czy była w tym sprzeczność, że Che jako dowódca i żołnierz musiał decydować o życiu lub śmierci przestępców, którzy podszywając się pod żołnierzy armii rewolucyjnej, a nawet kradnąc tożsamość komendantów rewolucji (jeden podawał się np za Juana Almeidę Bosque) gwałcili, mordowali i plądrowali chłopów? Dla tych, których zdaniem Guevara to wampir zabijający dla przyjemności i z których tezą moim zdaniem Ikonowicz polemizuje w sposób niedostateczny, powinna być zaskakująca następująca wypowiedź tego „wampira”, pokazująca raczej pogardę wobec bezmyślnego okrucieństwa: „Złodzieje bydła”, których „wspaniałe uczynki” były wymierzone w masy wieśniaków mordowanych w Escambray, gdzie siali większy terror niż sama armia Batisty. Są oni częścią naszego sumienia. Przypominają nam o naszym grzechu, grzechu rewolucji, którego nie popełnimy już nigdy, lekcji, jaką odebraliśmy. Historia rewolucji jest odzwierciedleniem rewolucyjnej wiary. Kiedy ktoś, kto nazywa się rewolucjonistą, nie zachowuje się jak przystało rewolucjoniście, jest tylko szarlatanem. Niech wszyscy oni uścisną sobie dłonie: Ventura i Tony Varona, którzy tak zaciekle ze sobą walczyli, Prio i Batista, Gutierrez Menoyo i Sanchez Mosquera, zabójcy, którzy mordowali, aby zaspokoić swoje żądze, i którzy robili to w imię wolności. Złodzieje i kupczący uczciwością, wszelkiego rodzaju oportuniści, kandydaci na prezydenta – wspaniała paczka. Tak dużo się od was nauczyliśmy! Dziękujemy wam ! [Ernesto Che Guevara – Rewolucja. Wspomnienia z kubańskiej wojny rewolucyjnej, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2009, s.293]. Dodać należy także, że ci którzy palili się do egzekucji dla przyjemności, dołączali często potem do grona najemników, krzycząc o zbrodniach dyktatury. Che opisuje w swoich „Epizodach wojny rewolucyjnej” (późniejsze wydanie ma tytuł „Rewolucja”) tego rodzaju przypadki, gdy np. skazany za zabójstwo więźnia kapitan uciekł do USA, oskarżając potem Kubańską Rewolucję o najcięższe zbrodnie.

Już wówczas starał się nie dopuszczać do linczów. Zauważył też prawidłowość, że sadyści pragnący tylko się wyżyć, najczęściej kończyli jako zdrajcy oskarżający rewolucję o najgorsze okrucieństwa. Nadmienia, podając konkretne przykłady, że nie brakło też takich renegatów rewolucji, którym rewolucja przywracała poprzednie stanowiska, wybaczając lekką zdradę, którzy następnie łączyli się z terrorystami przeciw własnemu krajowi.

Nikt jednak dzisiaj nie jest w stanie zrozumieć tego, jak ciężkie były to wówczas decyzje i jak decydowały one, w warunkach walki partyzanckiej, o życiu bądź śmierci ludzi… Nikt, kto nie zna wojennych realiów nie jest w stanie sobie uświadomić faktu, że to wskutek zdrad lotnictwo Batisty bombardowało obozowiska powstańców, znając trasy ich przemarszów… Trudno przychodzi także zrozumienie tak prostych prawd, że jeśli ktoś podszywał się pod rewolucjonistów, popełniając czyny zbrodnicze i niegodne, to robił to właśnie po to, by chłopi szli na współpracę z oficerami Batisty, wydając powstańców – dzięki temu można było ich następnie kompromitować i wyniszczyć. Ponadto umożliwiało to później dokonywanie krwawych pacyfikacji na wsiach udzielających im schronienia.

Na marginesie dodam też, że myliłby się ten, kto wyobrażałby sobie rewolucjonistów kubańskich przez cały czas skoncentrowanych jedynie na operacjach wojskowych. W rzeczywistości starali się oni wypracować już w tym czasie metody oddolnego świadomego gospodarowania. Guevara opisuje w wyżej wymienionych wspomnieniach, publikowanych w 1963 roku, że obok organizowania sieci szpitali polowych, w których rewolucjoniści starali się też udzielać pomocy przedstawicielom ludu, którzy padli ofiarą zemsty Batisty, próbowali założyć piekarnię, którą jednak lotnictwo wroga zbombardowało. W tym ostatnim przypadku kierowała nimi konkretna, co zdradza Che, myśl o przekształceniu prawie niepiśmiennych chłopów, znających się jedynie na gospodarce rolnej, w świadomych i samodzielnych gospodarzy poznających nowe tajniki produkcji. Dalekosiężnym celom służyło też projektowanie budowy elektrowni, o czym również można tam przeczytać. Pokazuje to dobitnie, że partyzanci, nie znając własnego jutra i nie wiedząc ilu z nich odda jeszcze życie w ciężkich i nierównych walkach, myśleli o życiu społecznym i o gospodarce na czas pokoju.

Jak wyglądała wówczas sytuacja Kuby najlepiej scharakteryzował John Fitzgerald Kennedy na bankiecie wydanym przez Partię Demokratyczną w mieście Cincinnati w stanie Ohio 6 października 1960 r.

„W 1953 roku kubańska rodzina miała dochód sześć dolarów tygodniowo. Od 15 do 20 procent siły roboczej było chronicznie bezrobotne. Tylko jedna trzecia z kast zamieszkujących na wyspie miała bieżącą wodę, a w ciągu ostatnich lat poprzedzających rewolucję Castro, te fatalne standardy życia pogorszyły się, obejmując dalszą część populacji, która nie brała udziału w rozwoju gospodarczym. […].”

Podkreślając, że rząd ten służył maksymalizacji zysków i interesów firm prywatnych, które były zdominowane przez północnoamerykańskie koncerny, Kennedy wyliczał:

„Na początku 1959 r. do amerykańskich spółek należało około 40 procent ziem cukrowniczych, prawie wszystkie gospodarstwa rolne, 90 procent kopalni i koncesji mineralnych, 80 procent usług i praktycznie cały przemysł naftowy, obejmujący dwie trzecie kubańskiego importu. […]”.

Jako symbol relacji jego rządu z Batistą, Kennedy przytoczył przykład złotego telefonu, który został uroczyście wręczony kubańskiemu dyktatorowi w 1957 r. przez amerykańskiego ambasadora Gardnera, a obecnie znajduje się w Muzeum Rewolucji. W tym kontekście wypowiedź liderki opozycyjnej sekty, „Damy w Bieli” Berty Soler, która w czasie podróży do Hiszpanii w ramach antysocjalistycznej kampanii przeciw własnemu rządowi nazwała Kubę przedrewolucyjną „klejnotem ze złota”, jest po prostu porażająca.

„Za rządów Fulgencio Batisty – ciągnął późniejszy prezydent – zamordowano 20.000 Kubańczyków W ciągu siedmiu lat odsetek ludności Kuby zmniejszył się bardziej niż liczba Amerykanów, którzy zginęli w dwóch wojnach światowych [… ] rzecznicy administracji [USA] pochwalili Batistę, zachwalali go jako zaufanego partnera i dobrego przyjaciela, w czasie, kiedy Batista mordował tysiące ludzi, niszczył resztki wolności i kradł setki milionów dolarów narodowi kubańskiemu”.

Młody senator przyznał, że rząd waszyngtoński wspierał walkę Batisty z rewolucjonistami wysyłając broń, stwierdzając: „Nawet kiedy nasz rząd wstrzymał wysyłanie broni, nasza misja wojskowa pozostała, by trenować żołnierzy Batisty do walki z rewolucjonistami i odmówiła opuszczenia kraju, dopóki siły Castro nie pojawiły się na ulicach Hawany „.

20 tysięcy ofiar – warto zapamiętać tę liczbę i skonfrontować ją z ogólną liczbą egzekucji porewolucyjnych, nie wspominając już nawet o 4 tys. zabitych na przestrzeni lat Kubańczykach wskutek działań najemnego terroryzmu. Według różnych źródeł było tych egzekucji kilkaset.

Zgodnie z raportami Amnesty International (nie zainteresowanej przecież prezentowaniem danych korzystnych dla Kuby) statystyki te wyglądają następująco:

Liczba wydanych wyroków śmierci w latach 1959-1987: 237
Liczba wykonanych wyroków śmierci w latach 1959-1987: 21
(źródło: http://files.amnesty.org/ai50timeline/1989-when-state-kills – str. 135 PDF-u)

Jak widać, rewolucja kubańska szła raczej w kierunku minimalizowania a nie maksymalizowania liczby wyroków śmierci. Zamiana zasądzonej egzekucji w wyniku rewizyjnego procesu w końcu 2010 r. na współwykonawcy zamachów terrorystycznych i wspólniku Luisa Posady Carillesa nazwiskiem Francisco Chávez Abarca i fakt, że kary śmierci nie wykonano na Kubie od 2003 r. pokazuje w jakim kierunku idzie ten kraj, wbrew przekazom prozachodnich ośrodków. Ciekawie wypada pod tym względem porównanie z USA, gdzie w latach 1950-1959  wykonano 717 wyroków śmierci, na przestrzeni 1960-1969 -191, a pomiędzy 1990-1999 – 518. Natomiast według danych z 29 maja 2013 r., gromadzonych przez Death Penalty Information Center, od 1976 r. po dzień dzisiejszy przeprowadzono łącznie 1340 egzekucji, a około 3125 obywateli nadal przetrzymywanych jest w celach śmierci – jak ujawnia z kolei artykuł z Chicago Tribune z marca 2011 roku. Oczywiście można dyskutować nad przyczynami tak wysokiego współczynnika, zestawienie to pokazuje jednak po raz kolejny zasadniczą hipokryzję oskarżeń wobec Kuby.

Tekst P. Ikonowicza to rzecz jasna esej i choćby z tego względu stanowi on tylko wywołanie tematu, a nie kompleksową analizę. Jednak dobór cytatów i teza którą posłużył się autor przedstawiona w takiej postaci nie uderza w antykomunistyczny mit, w myśl którego Guevara odpowiadał złem na zło. Sednem nie jest tutaj argumentacja: inni mordowali jeszcze więcej i to rozgrzesza Che. Takie podejście nie uświadamia różnicy między straceniem łącznie na przestrzeni lat po rewolucji kubańskiej kilkuset morderców, zdrajców  i degeneratów, a 20 tysiącami ofiar poprzedniego ustroju, które sprawiły, że gdyby nie stracenie najbardziej odpowiedzialnych, lud kubański rozerwałby ich na strzępy za własne krzywdy. To nie pozwala – niezależnie od intencji autora – obalić zafałszowanego mitu, w myśl którego Guevara to ludobójca mający na koncie setki tysięcy, jeśli nie miliony ofiar.

Dzięki temu zafałszowaniu w ostatnich latach wygodniej jest powtarzać opowieści uciekinierów niż badać źródła i fakty. Są to opowieści uciekinierów, którzy odkrywali swój własny interes we współpracy z krajem, który odpowiadał za ciężkie krzywdy narodu kubańskiego, po prostu przechodząc na obcy żołd. Taką samą propozycję złożono z resztą samemu Guevarze i to pokazuje, że w tej roli – demaskatora socjalistycznej Kuby – byłby on dla CIA równie cenny, jak tamci zdrajcy, często mający na sumieniu np. nadużycia wobec więźniów. Dla tych zbiegów był to często sposób na ucieczkę przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie, za które więziono ich i karano na Kubie.

Uderzając słusznie w komercjalizację wizerunku Che, chcąc pokazać, że chodziło mu o co innego, Ikonowicz równocześnie nie odpowiada właściwie na pytanie o co walczył Ernesto Guevara i pomija skrzętnie jego światopogląd, ograniczając się do ogólników o jego wzburzeniu niesprawiedliwością na świecie i wynikającej z tego miłości do ciemiężonych i zapiekłej nienawiści wobec wrogów.

Guevara, który na spotkaniach z młodzieżą uczył ją współczucia, w jednym z przemówień stwierdził jednoznacznie: „Bycie rewolucjonistą oznacza smutek, gdy gdzieś na świecie zostanie zabity człowiek i radość, gdy gdziekolwiek zostanie rozwinięty sztandar wolności”. Rzuca się w oczy, że jeśli potrzebowałby wychowywać żywe automaty do zabijania, w takim właśnie duchu musiałby szkolić młodzież.

Takie wypowiedzi Guevary stoją jednak w sprzeczności z jego upowszechnianym przez ostatnie lata obrazem. Za to dobrze do niego pasują wyjęte z kontekstu smakowite z pozoru kąski, takie jak groźnie brzmiące deklaracje, jakie dawał on w wystąpieniu polemicznym w czasie obrad ONZ w Nowym Jorku w 1964 r. Che zapewnił tam z właściwą sobie swadą ni mniej ni więcej tylko to że rewolucjoniści kubańscy rozstrzeliwują i będą rozstrzeliwać, jeśli będą do tego zmuszeni. Była to odpowiedź na oskarżenia przedstawiciela USA, który by uniknąć niewygodnego tematu, poruszył temat kilkuset egzekucji na Kubie. Odpowiedź tą trzeba rozpatrywać w kontekście wcześniejszego długiego wystąpienia Guevary, w którym szczegółowo przedstawiał on kwestię sponsorowanego i organizowanego przez USA (oraz marionetki) masowego ludobójstwa w Ameryce Łacińskiej i wielu innych krajach: (http://www.marxists.org/archive/guevara/1964/12/11.htm).

Ponadto wystosował szereg żądań – w tym zaprzestania pirackich ataków na kubańskie wybrzeże, wskutek których ginęli obywatele kubańscy. We wspomnianej odpowiedzi Che starał się po prostu zwrócić uwagę opinii publicznej na konieczność zdecydowanej i samotnej obrony kraju przed najemnymi bandami, obrony związanej z koniecznością karania najemnych zbrodniarzy i degeneratów. Słowa te były po części na postrach, by wykazać, że wobec ignorancji gremiów międzynarodowych w stosunku do zagrożeń i dokonanych już na ich kraju inwazji i zbrodniczego sabotażu Kubańczycy będą zmuszeni stosować radykalne środki.

Zaskakuje też niezachwiane przekonanie autora co do tego, że obecnie walka Che w tej postaci, w której ją prowadził byłaby w Ameryce Łacińskiej pozbawiona sensu, ponieważ lewica wygrywa w tych krajach wybory, a „uwikłane w konflikty w Iraku i Afganistanie USA nie są już w stanie wysyłać wojsk do krajów Ameryki Łacińskiej”. Czyżby na tym kończyły się przeciwieństwa międzyklasowe? Czyżby fakt, że prawicowe wpływy znajdują się w pewnym odwrocie, powstrzymywał je przed wspieraniem z zagranicznych funduszy kampanii dezinformacyjnych, czy krwawych rozruchów, jak te, które niedawno towarzyszyły atmosferze powyborczej w Wenezueli? Czy nie próbowały one wszelkimi środkami wykorzystać śmierci Hugo Chaveza dla zwiększenia własnych wpływów, czego dowodem jest chociażby wynik ostatnich wyborów, którego odrzucenie ogłosiły jeszcze przed samym głosowaniem, we wspólnym stanowisku antykomunistyczne rządy Europy wraz z pro waszyngtońskimi spośród rządów Ameryki Łacińskiej?

Wreszcie ostatnia kwestia, autor artykułu w „Trybunie” twierdzi, że prawica jest jakoby o Che Guevarę zazdrosna i zniesławia go, bo nie ma własnych, dorównujących mu bohaterów, których może wziąć na sztandary. Czyżby Ikonowicz nie dostrzegał, że ruchy antykomunistyczne także mają swoich bohaterów? Żołnierze wyklęci, Pinochet, Franco, Mussolini, Reagan, Margaret Thatcher… Postacie te czczone są właśnie za skuteczność w rozprawie z „czerwoną zarazą”, z takimi jak Che…

 „Nie jestem wyzwolicielem, wyzwoliciele nie istnieją. Są jedynie ludzie, którzy się sami uwalniają” – podsumował kiedyś swą postawę Guevara. Kim był w takim razie Che i skąd czerpał swoje przekonania?

Był komunistą, który swoją koncepcję rewolucji i społeczeństwa socjalistycznego wywodził z prac klasyków socjalizmu naukowego. Opierał się jednak dogmatyzmowi, zapoczątkowując na Kubie np. krytykę podręczników radzieckich i wykazując w nich upraszczanie koncepcji Marksa, Engelsa i Lenina. Przez sporą część swojej działalności podziwiał Stalina, odnosząc się krytycznie jednak do jego spuścizny w swoich tzw. „Zeszytach Paryskich”. Razem z Fidelem Castro poddawał miażdżącej krytyce oportunizm tzw. „starych partii”. Wybitnych rewolucjonistów często przedstawia się w glorii wizerunku Robin Hooda bądź, gdy robi to przeciwnik, w kostiumie upiornego mordercy. Wizja, jaką przedstawił Ikonowicz wpasowuje się idealnie w ten pierwszy schemat. Tyle, że takie podejście de facto zaciera prawdę o tym skąd tak naprawdę czerpali swoje inspiracje i jakimi przesłankami kierowali się ci rewolucjoniści.

Dawid Jakubowski, Socjalizm Teraz

Łódzka rewolucja czerwcowa

1012128_562018157184139_1060482276_n

Dziennik Trybuna napisał na FB: Najważniejszym dla Łodzi wydarzeniem doby rewolucji było z pewnością Powstanie Łódzkie, trwające od 22 do 24 czerwca. To wtedy sponiewierane masy ludności spontanicznie rzuciły się do walki z caratem — z wojskiem i policją — budowano barykady i mimo przewagi liczebnej i technicznej wroga, próbowano stawić mu opór. Walczono o wolność i godność. Istotnym impulsem do rozpoczęcia walk była wiadomość o śmierci robotników żydowskich, ranionych przez wojsko kilka dni wcześniej. Pogłoska mówiła, że władze pochowały ciała nocą w tajemnicy, bo obawiały się masowej demonstracji na pogrzebie. To wtedy robotnicy niemieccy, polscy i żydowscy wystąpili solidarnie. Tak walczyła wielokulturowa Łódź.

Zapraszając na uroczystości do Łodzi 22 czerwca.

22 czerwca 1905 roku wybuchło w Łodzi powstanie robotnicze, zwane czerwcowym, które rozpoczęło się szturmem robotników na ul. Wschodniej na kompanię piechoty i pół sotni Kozaków. W nocy 22/23 czerwca do pacyfikacji skierowano 6 pułków piechoty, 2 pułki kawalerii oraz 1 pułk Kozaków. Robotnicy wznieśli ponad 100 barykad. Najcięższe i krwawe walki toczyły się głównie na trzech ulicach Wschodniej, Północnej i Południowej, szosie rokicińskiej i w parku Źródliska. Zginęło ok. 160 osób. Ostatnie barykady padły na Wschodniej i w Źródlisku.

1 grudnia 1905 roku papież Pius X potępił łódzkich robotników.

10 października 1906 roku wyrokiem sądu polowego skazano na śmierć 5 robotników, a ich śmierć stała się impulsem do protestów prawie 70 tysięcy robotników.

Rok 1905 był ogólnie rokiem masowych strajków robotniczych w całym Imperium Rosyjskim.

Źródło: Trybuna, Wikipedia

Wanda Wasilewska – Fidel

Untitled1

Wanda Wasilewska

Mała motorówka czeka koło drewnianego pomostu. Siadamy do niej — Fidel*, ja** z Nataszą, moją tłumaczką i nieocenioną towarzyszką w niełatwej podróży po Ameryce Łacińskiej, mechanik i jego pomocnik. Przez wąskie przesmyki między wysepkami, przez gmatwaninę odnóg jeziora wypływamy na jego szeroką taflę.
Jest jedna wędka. Fidel odstępuje ją mnie, a sam majstruje sobie „wędkę”. Gruba linka, na końcu — potrójny wielki haczyk i drewniana rybka z ogonkiem z różnobarwnych piórek czy nitek. Masywne ciężarki. Motorówka jedzie powoli, będziemy łowić „dróżką”, ciągnąc za sobą przynętę. Castro śmieje się. Ma teraz twarz chłopca, który wyrwał się ze szkoły na wakacje.
— Będziemy współzawodniczyć! — mówi wyrzucając daleko swoją drewnianą rybkę.
Nie przywykłam do takiej przynęty, i woda tu inna, i ryby. Co to będzie?
Boję się porażki, lecz przyjmuję wyzwanie. Zarzucam wędkę, łódka płynie dalej.
— Złapałem — mówi Fidel. Kilkadziesiąt metrów za nami widzę przecinający wodę jakiś przedmiot, od którego rozchodzą się drobniutkie fale, stanowiące niejako miniaturę fal, ciągnących się za naszą łódką. Fidel szybko ściąga linkę, rzucając ją na dno łódki. Przedmiot przybliża się, rośnie… Na dno łódki pada duża ryba, ma ze trzy kilogramy. Fidel patrzy na mnie figlarnie. Ale w tej chwili i ja czuję, że linka drga inaczej niż dotąd, a spinning wygina się w łuk. Jaki sukces — ryba! Gorączkowo zwijam linkę, ryba stawia opór, zbliża się powoli, serce mi bije ze strachu. I oto jest! Złapałam rybę nie w Dnieprze, nie w Dunaju, złapałam rybę na dalekiej Kubie, współzawodnicząc z Fidelem Castro. Moja ryba jest trzykrotnie mniejsza niż ryba Fidela, czy to jednak ważne!

Jestem pewna, że zaraz znowu poczuję szarpnięcie, że znowu woda zapieni się, przecięta głową ryby. Ale, jak na złość, mechanik powiada:
— Benzyna się kończy.
Na tym kończy się łowienie ryb. Naradzamy się.
— Jeśli nie pojedziemy po benzynę — uprzedza Fidel, możemy siedzieć tu nawet i całą dobę, zanim nas odszukają. Nikt nie wie, dokąd pojechaliśmy.
Niepostrzeżenie przyglądam się Fidelowi. W rozpiętej kurtce, z odkrytą głową, pogrążony jest zupełnie w rozplątywaniu swojej linki. W każdej chwili może pojawić się nad nami piracki samolot i ostrzelać maleńką łódkę. Z tych nie kończących się bagien, wód, trzcin, z labiryntu wysepek może w każdej chwili wyskoczyć łódka z uzbrojonymi wrogami. Nie, to nie jest poza. Temu człowiekowi nie przychodzi na myśl, że może grozić mu niebezpieczeństwo. Teraz nie jest premierem, wodzem, mówcą i przywódcą. Jest jak uczeń na wakacjach, któremu udało się wymknąć na krótko od ciężkich obowiązków, który potrafi radować się z całego serca pięknem wód, zachodem słońca, ciszą wspaniałej przyrody….
Z trudem dobijamy do maleńkiego zalewu, wcinającego się w błotnisty brzeg wysepki. W trzcinie ukryte są trzy beczki benzyny. Obok — strzegący ich człowiek. Szybko napełniamy zbiornik. Zaczyna zmierzchać. Płyniemy po jeziorze, połyskującym ostatnimi odblaskami dnia. Nagle spoza zakrętu wyskakuje duża łódź, z rozpędu przepływa mimo nas, i nagle zawraca. To szukają Fidela; jego długa nieobecność wzbudziła niepokój.
Uczestnicy wycieczki, oczekujący naszego powrotu, siadają do samochodów. Fidel zabiera mnie i Nataszę do swego wozu. Zjeżdżamy na bok, przepuszczamy całą karawanę samochodów.
Fidel chce nam pokazać spółdzielnię węglarzy, zbaczamy więc z głównej drogi.
Tu na półwyspie Sepata, przed rewolucją zupełnie odciętym od świata, żyli ludzie trudniący się wypalaniem węgla drzewnego z korzeni krzewów rosnących na bagnach. Węglarze prowadzili na pół koczownicze życie biedaków wśród bagien i zarośli. Zjadały ich moskity, za swą ciężką pracę dostawali grosze, pomoc lekarska była dla nich zupełnie niedostępna, ich dzieci nie chodziły do szkoły. Teraz utworzyli spółdzielnię.
Wśród ciemności docieramy wreszcie do oświetlonego budynku. To stołówka spółdzielni. Robotnicy skończyli właśnie kolację. Fidel każe i nas nakarmić tą samą strawą, którą jedli wszyscy. Czuje się tu jak w domu. Podchodzi do okienka, przez które wydają jedzenie z kuchni, i zaczyna żywą rozmowę z kobietą krzątającą się przy płycie. Ledwie siadamy do stołu, już otacza nas tłum; ludzie usłyszeli, że przyjechał Fidel. Fidel od razu zaczyna rozmowę o tym, co wydaje się być dziś najważniejsze na Kubie — o walce z analfabetyzmem. W całym kraju, z niesłychaną siłą i rozmachem prowadzi się walkę z analfabetyzmem.
Dowiadujemy się, że także tu, w spółdzielni pracuje czworo nauczycieli-ochotników, którzy przyjechali z Hawany. Ładna Murzynka jest z zawodu nauczycielką, ale druga, o jasnej skórze, jest studentką medycyny, młodzieniec jest robotnikiem cukrowni, w której pracuje sezonowo, drugi młodzieniec — także jest studentem lub robotnikiem.
— Gdzie wasi uczniowie?
— O, na przykład ten….
Z tłumu wysuwa się starszy człowiek w słomianym kapeluszu. Zdaje się, że kapelusza nie zdejmuje się tu prawie nigdy.
— No, jak umiesz czytać?
— Trochę, jeszcze niezupełnie.
— Jak to niezupełnie? Każdy z przyjemnością uczyłby się u takich nauczycieli, a ty — niezupełnie!
— Fidel, nie mam czasu.
— Jak to, nie masz czasu? Skończyłeś pracę — ucz się!
— Kiedy nasza praca nie ma końca. W dzień pracujemy, a w nocy budujemy.
To prawda. Tu, gdzie ludzie kiedyś gnieździli się w nędznych szałasach i norach, buduje się spiesznie osadę z domkami o trzech i czterech pokojach. Przed stołówką, na dużym wyrównanym placu wykopane są rowy, leżą stosy piasku i gliny, kłody i deski. Rodziny węglarzy i drwali, rozproszone dawniej po lasach i bagnach, teraz wspólnie wypalają węgiel i gromadzą różne cenne gatunki drewna na wyroby stolarskie. Nie są już nędzarzami, są właścicielami gospodarstwa. Pracując razem z brygadą budowlaną wznoszą osadę dla siebie.
Korzystają z przyjazdu Fidela, żeby załatwić dziesiątki różnych spraw — społecznych i osobistych.
Jedna z kobiet skarży się: mąż opuścił ją, została sama z trojgiem dzieci. Pojechał do Hawany uczyć się. Nie przysyła jej nic, bo sam nie zarabia. Ona nie może pracować; musi opiekować się dziećmi. Kobieta chce, żeby wzięto jej dzieci do domu dziecka w Hawanie, będzie wtedy mogła pracować.
Fidel każe odnaleźć męża, niech wraca i zajmie się rodziną. Jak się ma troje dzieci, trzeba pracować. Ze swojej strony obiecuje pomoc pieniężną, zanim mąż nie wróci.
Z kuchennego okienka wygląda kucharka.
— Fidel, nie mamy mydła, każ przysłać mydło.
— Nie ma mydła ? A byłaś w Hawanie ?
— Byłam.
— Widziałaś tam dużo mydła?
— Nie, i tam jest za mało.
— A widzisz. Z mydłem ciągle jest jeszcze kiepsko. Trzeba mieć pretensję do Amerykanów, nie do nas. No, ale rośnie przecież u was (wymienia jakieś drzewo), można jego liśćmi prać, zamiast mydłem.
Mimo to poleca jednemu z towarzyszących mu żołnierzy, by zapisał tę prośbę. Sam zaś zaczyna długą rozmowę z robotnikami budowlanymi, którzy domagają się większej ilości spychaczy i ciągników. Dyskutują nad tym, czy naprawdę potrzebny jest jeszcze jeden spychacz.
— Nie, nie mogę od razu powiedzieć: damy. Zorientuję się w Hawanie. Wiecie sami, jak dużo buduje się teraz, maszyny potrzebne są wszędzie. Każdy chce, każdy ciągnie w swoją stronę, a o innych nie myśli. Jak mogę od razu, bez obliczenia, powiedzieć: damy?
Robotnicy kiwają głowami ze zrozumieniem. Ale twarze ich rozjaśniają się, kiedy i ich prośba zostaje zapisana.
Nagle z tłumu wyskakuje młody chłopak.
— Fidel, przyślijcie nam broń. Chcemy zorganizować własną milicję, chętnych jest dużo, a co my mamy?
I kładzie na stół jako dowód rzeczowy coś, co przypomina karabin. Stary rupieć. Wszyscy śmieją się. Śmieje się też i Fidel.
— Dobrze ci się śmiać — zżyma się chłopak. A co mamy robić,
jak bandyci napadną? Bronić się tym drewienkiem czy co? A jeśli zechcą podpalić domy?
— Ile karabinów wam potrzeba?
— Chociaż dziesięć.
— Nie, dziesięciu nie dam.
— A jeśli przyjdą bandyci?
Spór przedłuża się. Obaj gestykulują z ożywieniem i przerywają sobie. Wreszcie Fidel obiecuje:
— Dobrze, przyślemy sześć.
— Dziesięć.
— Powiedziałem — sześć!
Podają nam kolację. Fidel ogląda ryż na talerzu i woła dostawcę produktów do spółdzielni, którym okazuje się mąż kucharki. Fidel wypytuje szczegółowo, ile płacą za ryż, radzi kupować inny, lepszy gatunek. Interesuje się cenami pomidorów, dowiaduje się, gdzie kupują mięso. Radzi, żeby ktoś z członków kolektywu zajął się łowieniem ryb. Ryby są tańsze od mięsa, urozmaicają pożywienie, a poza tym w rybim mięsie jest więcej białka.
A Fidel nie może nacieszyć się kolacją. Jest i ryż, i mięso, i sałatka z pomidorów, i jajka. Kolacja jest naprawdę smaczna i obfita.
Odprowadzani przez tłum ludzi siadamy do samochodu.
W ciemnym samochodzie, na tle jaśniejszego okna rysuje się słabo grecki profil Fidela. Dziwna twarz — zmieniająca się ciągle, wyrażająca natychmiast każdy nastrój i uczucie.
W ciemności nocy kubańskiej patrzę na regularny profil i myślę, że ten wódz jest przecież niewiele starszy od mojej córki. Że dźwiga on odpowiedzialność za kraj i naród, za siedem milionów ludzi, którzy bez odpoczynku uczą się i budują, przekształcając swą wspaniałą wyspę z byłej kolonii amerykańskiej w samodzielne państwo.

*Fidel Castro (ur. w. 1927 r.) – narodowy bohater kubański; na czele armii powstańczej prowadził walkę przeciwko dyktatorowi Batiście i po zwycięskiej rewolucji w r. 1959 objął władzę na Kubie jako premier. Jest również I Sekretarzem Połączonych Organizacji Rewolucyjnych.
**Wanda Wasilewska (1905–1964) – powieściopisarka i wybitna działaczka społeczna. W okresie międzywojennym współpracowała z prasą socjalistyczną, a przez pewien czas była w zespole redakcyjnym dziecięcych czasopism „Płomyk” i „Płomyczek”. W tym czasie ukazały się jej powieści m. in.: Ojczyzna, Pokój na poddaszu, Ziemia w jarzmie. Po napaści Niemców na Związek Radziecki wstąpiła do Armii Czerwonej. W 1943 r. była jednym ze współorganizatorów Związku Patriotów Polskich, którego została przewodniczącą, oraz Armii Polskiej w ZSRR. Po zakończeniu wojny zamieszkała na stałe w Kijowie, zajmując się pracą pisarską oraz dziennikarską.

Źródło: Jan Stanisław Kopczewski: „Między dawnymi a nowymi laty. Wypisy dla klasy VIII szkoły podstawowej”, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1967, s.294-298.

Strategia i taktyka partii komunistycznych

Ryszard Frelek, 1978 r.:

„Dzięki zwycięstwu rewolucji 1917 roku socjalizm, który Marks i Engels wskazywali jego przyszłościowy cel walki proletariatu, z teorii przekształcił się w realną siłę społeczno-polityczną. W następstwie rewolucyjnej walki i dokonań rosyjskiego proletariatu, kierowanego przez Włodzimierza Lenina i partię bolszewików, nowa formacja społeczno-ekonomiczna stała się rzeczywistością (…)

Przewodnią siłą światowego procesu rewolucyjnego jest międzynarodowy ruch komunistyczny i robotniczy. (…)

(…) komuniści od początku są siłą najbardziej konsekwentną w walce o interesy najszerszych mas ludowych i podejmują najważniejsze problemy ludzkości. Należą do nich w pierwszym rzędzie: walka o pokój i rozbrojenie, współpracę i postęp społeczny. (…)

Podstawową przesłanką pomyślnego rozwoju międzynarodowego ruchu komunistycznego i robotniczego i jego społecznego oddziaływania jest naukowy socjalizm, marksizm-leninizm, wierność jego fundamentalnym zasadom i twórcze ich stosowanie w konkretnych warunkach, w jakich działa każda partia. Jednym z głównych źródeł siły partii komunistycznych jest łączenie poczucia odpowiedzialności za swoją klasę robotniczą, swój naród i swój kraj z poczuciem współodpowiedzialności za umacnianie międzynarodowych pozycji socjalizmu, ze świadomością istnienia nierozerwalnej więzi wszystkich jego sił – łączenie patriotyzmu z internacjonalizmem. (…)

Rozważając perspektywy dalszego rozwoju procesu rewolucyjnego w świecie, Lenin przewidywał możliwość różnych dróg, odmienność form i rozpiętość tempa przechodzenia poszczególnych krajów do socjalizmu. Podkreślał on, że każdy naród „…wniesie coś swoistego do tej czy innej formy demokracji, do tej czy innej odmiany dyktatury proletariatu, do tego czy innego tempa przeobrażeń socjalistycznych z różnych dziedzin życia społecznego”. Równocześnie Lenin przestrzegał przed niedocenianiem ogólnych zasad budownictwa socjalistycznego, mających charakter uniwersalny.

W tym właśnie tkwi istota sprawy: w wierności uniwersalnym zasadom marksizmu-leninizmu i w twórczym stosowaniu ich w zależności od konkretnych warunków każdego kraju. Jest oczywiste, że każda partia samodzielnie określa swoją strategię i taktykę, biorąc pod uwagę układ sił klasowych i stopień świadomości społecznej mas. Jest także oczywiste, że każda partia musi uwzględniać poziom rozwoju sił wytwórczych, tradycje narodowe i inne specyficzne cechy swego kraju. Nie podważa to jednak w niczym ogólnych prawidłowości.”

Wybrane fragmenty z „Wstępu”  Ryszarda Freleka do „Partie komunistyczne i robotnicze świata. Zarys encyklopedyczny”, Warszawa 1978 r., wyd. Książka i Wiedza.

Polityka zagraniczna PRL w czasach Edwarda Gierka (1970-1980) cz.3

Referat na konferencję popularno-naukową w Rzeszowie 23.03.2013

Podstawowe cele polityki zagranicznej PRL w latach 1971-1980

Podstawowe cele w owym czasie wynikały z generalnej linii polityki sformułowanej u zarania Polski Ludowej i realizowanej z różnym nasileniem w latach 1944-1980. Polityka ta zabezpieczała żywotne interesy narodu polskiego i jego socjalistycznego państwa, zapewniała jego terytorialną integralność, suwerenność i bezpieczeństwo, była ważnym czynnikiem tworzenia sprzyjających warunków zewnętrznych dla realizacji planów społeczno gospodarczych rozwoju kraju i zaspokajania potrzeb narodu. Polityka ta opierała się na trzech podstawach:

  • na zasadzie trwałego sojuszu, braterstwa i współpracy z ZSRR oraz innymi państwami socjalistycznymi;
  • na zasadzie solidarności z siłami walczącymi o wolność narodów i postęp społeczny, poparcia dla krajów uwalniających się z więzów imperializmu, kolonializmu i neokolonializmu;
  • na zasadzie współpracy z państwami kapitalistycznymi w oparciu o zasady pokojowego współistnienia.

Generalnie polityka ta przyniosła Polsce w epoce Gierka wielkie sukcesy na arenie międzynarodowej i umocniła miejsce Polski we wspólnocie państw socjalistycznych.

Polska otwarła się na kraje tzw. trzeciego świata rozwijając z nimi liczne kontakty polityczne, gospodarcze i kulturalne, popierała ich dążenia do niepodległości i równoprawnych stosunków na arenie międzynarodowej. Jeśli chodzi o kraje kapitalistyczne Polska umocniła tradycyjnie dobre stosunki z Francją oraz krajami skandynawskimi, przełamała złą passę stosunków z RFN i nawiązała liczne stosunki z USA zwieńczone trzema wizytami amerykańskich prezydentów w Polsce i wizytą Edwarda Gierka w Stanach Zjednoczonych. Ważnym elementem była aktywna polityka kredytowa upatrywana przez władze jako istotny czynnik modernizacji kraju. Nadzieje i rachuby tej polityki nie zawsze sprawdzały się w późniejszym okresie dekady gierkowskiej. W stosunkach z krajami socjalistycznymi kluczową rolę odgrywały stosunki z ZSRR. Był to strategiczny wówczas sojusznik Polski, gwarant jej wewnętrznej i międzynarodowej polityki. Poziom rozwoju technologicznego, z wyjątkiem przemysłu zbrojeniowego i surowcowego był niższy w Związku Radzieckim niż w Polsce co prowadziło do różnic interesów między obydwoma krajami. Próbowano to rozwiązać na drodze układów dwustronnych w ramach RWPG a także umów Polski z bardziej rozwiniętymi krajami socjalistycznymi. Rodziło to różnego rodzaju napięcia jednocześnie widząc w otwarciu Polski na Zachód remedium na zmniejszenie opóźnienia technologicznego w ZSRR. Polska udzielała poparcia moralnego i politycznego Wietnamowi w jego wieloletniej walce z imperializmem francuskim i amerykańskim, popierała również KRLD i Mongolię. Stosunki z ChRL były chłodne ze względu na głębokie podziały i spory ideologiczne między KPZR i KPCh. Od połowy lat 60-tych Chiny szły własną drogą do socjalizmu oskarżając Moskwę o rewizjonizm i wielkomocarstwowy szowinizm. Osłabiło to socjalizm w skali światowej, miało to jednak wpływ na uratowanie socjalizmu w Chinach w obliczu klęski „realnego socjalizmu” w ZSRR i Europie w latach 1989-1991. Lata 70-te przyniosły dalszy postęp w walce narodów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej z imperializmem, kolonializmem i rasizmem. Wiele krajów w tym czasie weszło na drogę niekapitalistycznego i socjalistycznego rozwoju. Polska popierała współpracę z ruchem państw niezaangażowanych i przysłała obserwatora na konferencję tych państw w Hawanie w połowie lat 70-tych. Polska popierała walkę narodów Namibii i Zimbabwe w ich walce o niepodległość, ludność RPA w walce z apartheidem i prawo narodu palestyńskiego do stworzenia własnego państwa. Polityka zagraniczna Polski wobec krajów tzw. trzeciego świata opierała się na popieraniu dążeniu do zachowania i umocnienia światowego pokoju, rozbrojenia i przebudowy międzynarodowych stosunków gospodarczych. Popierała liczne inicjatywy ONZ w tym zakresie. Rozwijała intensywne stosunki z kapitalistycznym Zachodem. Polityce odprężenia sprzyjały ustalenia Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie na temat pokojowego współistnienia przyjęte w latach 1972-1975. Strony budowały wzajemne zaufanie. W maju 1972 roku wizytę w Moskwie złożył prezydent Richard Nixon a później Leonid Breżniew podróżował do USA. Wcześniej, w lutym 1972 roku Nixon spotkał się w Pekinie z Mao Tse Tungiem. W 1975 roku tak samo uczynił prezydent Gerald Ford. W 1973 roku ChRL przyjęto do ONZ i stała się ona stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Bezprecedensowym wydarzeniem była KBWE zakończona w 1975 roku. Wzięły w niej udział wszystkie państwa europejskie poza Albanią oraz USA i Kanada. Przyjęto zasady współpracy a dwustronne rokowania radziecko-amerykańskie doprowadziły w marcu 1972 roku do podpisania układów na temat do częściowego rozbrojenia. Wielkim przełomem było uznanie na arenie międzynarodowej NRD jako odrębnego państwa, uregulowanie stosunków między obydwoma państwami niemieckimi i przyjęcie ich do ONZ. Układ Helsiński z 1975 roku był postrzegany jako wzajemne zwycięstwo, zwłaszcza między NATO a Układem Warszawskim. Jednakże dla państw socjalistycznych okazał się brzemienny w skutkach. Tzw. trzeci koszyk, zawierający postulat przestrzegania praw obywatelskich, stał się punktem wyjścia dla rosnących szybko ruchów opozycyjnych przeciwnych coraz bardziej wyrodniejącemu systemowi „realnego socjalizmu” i partiom, już teraz tylko z nazwy, komunistycznym. Doprowadziło to w konsekwencji do upadku bloku wschodniego. Polska w tym czasie rozwijała przyjazne stosunki z Francją i Stanami Zjednoczonymi, kontynuowała politykę normalizacji stosunków z RFN i zabezpieczania swoich interesów na Bałtyku poprzez przekształcenia go w strefę pokoju i przyjaznej współpracy oraz rozszerzenie swych wód terytorialnych. Polska dążyła do zahamowania wyścigu zbrojeń, ustanowienia w Niemczech i Europie środkowej strefy bezatomowej oraz występowała na rzecz likwidacji wszelkich ognisk zapalnych i konfliktów. Siły zbrojne PRL brały udział w Doraźnych Siłach Zbrojnych ONZ na Bliskim Wschodzie. Z inicjatywy Edwarda Gierka ONZ uchwalił deklarację o wychowaniu społeczeństw w duchu pokoju. Uregulowano stosunki z Kościołem Katolickim czego konsekwencją było były wizyty polskich przywódców w Watykanie i pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w 1979 roku.

Polska umacniała suwerenność własnego państwa, pogłębiała współpracę z innymi państwami bloku socjalistycznego, popierała walkę uciskanych państw i narodów tzw. trzeciego świata i prowadziła politykę pokojowego współistnienia z państwami kapitalistycznymi. Bez wątpienia był to jeden z najlepszych okresów państwa polskiego w XX wieku. Jednocześnie wewnątrz kraju konsolidowały się siły antysocjalistyczne, które wzięły górę w następnej dekadzie (1980-1989).

dr hab. Zbigniew Wiktor- prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Wrocławskiego (emerytowany) i prof. nadzw. Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Wynalazczości i Techniki w Polkowicach

 

Polityka zagraniczna PRL w czasach Edwarda Gierka (1970-1980) cz.2

Referat na konferencję popularno-naukową w Rzeszowie 23.03.2013

Charakterystyka ideowo-polityczna i ekonomiczna ekipy Gierka

Ekipa Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza nastąpiła z wyraźnie już ukształtowanej warstwy wykonawczo-zarządzającej, dawno wyalienowanej od klasy robotniczej, która jednak w propagandzie nadal posługiwała się frazesem komunistycznym. Gierek często powoływał się na (jego zdaniem) postępowy eurokomunizm co zbliżało go do głównych tez socjaldemokracji. Reformizm ten wpisywał się w ówczesną politykę Moskwy szukającą porozumienia z socjaldemokracją na arenie międzynarodowej. Wzmocnienie frontu socjaldemokratycznego było potrzebne kierownictwu KPZR w zaostrzającej się konfrontacji z socjalistycznymi Chinami i KPCh. Nowa ekipa to nie byli już nawet komuniści typu Gomułki. Byli to biurokraci w stylu Breżniewa, którzy tylko manipulowali tylko komunistycznymi hasłami. Ich głównym celem było utrzymanie władzy i przywilejów. Było to możliwe jedynie pod warunkiem przyspieszenia rozwoju gospodarczego i wzrostu stopy życiowej niezadowolonej ludności. Sięgnęli oni po kredyty nie wierząc w możliwość osiągnięcia pożądanego celu możliwościami wewnętrznymi, przy użyciu niezmienionego systemu gospodarki nakazowej. Kredyty te były łatwo dostępne dzięki wielkiemu strumieniowi tzw. petrodolarów, zwłaszcza po ogromnej podwyżce cen ropy na początku lat 70-tych. Dzięki temu w latach 1972-1976 zwiększono moc produkcyjną, majątek trwały przemysłu wzrósł o 70% w porównaniu z 1970 rokiem a produkcja wzrosła o 80%. Kredyty te były też w dużym stopniu przeznaczane na zakup pasz dla przyspieszenia produkcji zwierzęcej ponad możliwości wynikające ze wzrostu krajowej produkcji roślinnej. Pewna część tych kredytów (niektórzy oceniali, że nawet do 30%) została zmarnowana na skutek nietrafionych, przedwczesnych, nieskoordynowanych zakupów i samowolnie realizowanych inwestycji lokalnych i branżowych. Wyniki pierwszej pięciolatki (1971-1976) były bardzo obiecujące. Polska stała się wielkim placem budowy, uruchomiony został wielki przemysł budownictwa mieszkaniowego i przemysłowego. Rozwiązało to nabrzmiały problem mieszkaniowy (2,6 mln nowych mieszkań) i problem bezrobocia wyżu demograficznego (2,5 mln nowych miejsc pracy). Uruchomiono masową turystykę zagraniczną do czego znacznie przyczyniło się otwarcie granic z NRD i Czechosłowacją, rozwijała się kultura i nauka, wdrażano program edukacji narodu na średnim poziomie. Polityka ta cieszyła się poparciem narodu, miała jednak pewne minusy, które były zapowiedzią jej porażki w końcu lat 80-tych. Program ambitnej przemiany kraju okazał się jednak budowlą „na lotnych piaskach” co dokumentowały lata następnej pięciolatki (1976-1980). Zasada „otwartego planu” doprowadziła do deregulacji gospodarki, trudności kooperacyjnych, braków surowcowych, paliwowych i energetycznych. Na to nałożyły się trudności na rynkach zagranicznych i w polityce. W krajach kapitalistycznych doszły do głosu siły neoliberalne, dążące do konfrontacji z realnym socjalizmem już nie tylko na płaszczyźnie ideowo-politycznej ale także militarnej. Poligonem doświadczalnym stał się w 1979 roku Afganistan, fatalny jak się z czasem okazało błąd radzieckiego kierownictwa, który odsłonił m.in. słabość militarną ZSRR. Przyspieszyło to upadek Związku Radzieckiego i całego bloku wschodniego. W Polsce polityka zasilania w latach 70-tych w zagraniczne maszyny, przeważnie przestarzałe w stosunku do nowej generacji maszyn na Zachodzie, realizowana w ramach niesprawnego systemu ekonomicznego nie przyniosła oczekiwanej nadwyżki eksportowej, przy pomocy której miano spłacać zaciągnięte długi. W tej sytuacji rząd sięgnął po tradycyjną metodę drastycznej podwyżki cen, głównie artykułów spożywczych, w tym mięsa w czerwcu 1976 roku. Odpowiedzią na to były gwałtowne starcia z robotnikami w Radomiu i Ursusie w wyniku czego rząd wycofał się z podwyżek. Wydarzenia te pokazały wyraźnie wyobcowanie się rządzącej biurokracji z klasy robotniczej, która nie czuła się już zupełnie (o czym świadczyły też tragiczne wydarzenia grudnia ’70) gospodarzem swoich zakładów pracy i kraju a jedynie petentem w stosunku do obcego jej kierownictwa partii i rządu. Tolerowała je tylko do czasu, kiedy poważnie wzrastała jej stopa życiowa a przy każdej obniżce wykazywała swój wrogi do niej stosunek. Kierownictwo PZPR i rządu nadal usiłowało kontynuować poprzednią politykę gospodarczą w ramach tzw. „manewru gospodarczego” i zaciągało nowe pożyczki, których nie było w stanie spłacić. Pchało to cały system ku katastrofie. W 1979 roku tempo wzrostu PKB wynosiło już 0 i w 1980 roku Polska stanęła w obliczu nowych wyzwań i wydarzeń, które odsunęły ekipę Gierka od władzy.

dr hab. Zbigniew Wiktor- prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Wrocławskiego (emerytowany) i prof. nadzw. Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Wynalazczości i Techniki w Polkowicach

Polityka zagraniczna PRL w czasach Edwarda Gierka (1970-1980) cz.1

Referat na konferencję popularno-naukową w Rzeszowie 23.03.2013

Ogólna ocena sytuacji międzynarodowej Polski w 1970 roku

U schyłku lat 60-tych ubiegłego wieku Polska weszła w okres głębokich sprzeczności wewnętrznych oraz protestów organizowanych przez różne siły społeczne. Kierownictwo PZPR traciło resztki autorytetu, kulminacją tego procesu były wydarzenia z marca 1968 i grudnia 1970 roku. Doprowadziły one w konsekwencji do upadku rządów Władysława Gomułki.  W tym czasie w Europie i szerzej na świecie trwała ostra rywalizacja między kapitalizmem na czele z USA i socjalizmem na czele z ZSRR w ramach zimnej wojny. W innych częściach świata trwały w tym czasie wojny, m.in. w Wietnamie i na Bliskim Wschodzie a w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej kontynuowany był proces dekolonizacji. W Europie umocniła się żelazna kurtyna dzieląc szczególnie Niemcy na dwa odmienne ustrojowo państwa- kapitalistyczną RFN i socjalistyczną NRD. Kraje Starego Kontynentu podzielone były na kraje NATO i kraje Układu Warszawskiego oraz EWG i RWPG. Europa nasycona była bazami wojskowymi obu stron. Dla Polski najważniejsze było wówczas uznanie granicy zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej. Ponieważ Niemcy Zachodnie były temu niechętne, Polska szukała wsparcia i gwarancji w tych dążeniach w ZSRR i innych państw bloku socjalistycznego, zwłaszcza NRD, które uznały tę granicę już w lipcu 1950 roku. W drugiej połowie lat 60-tych w RFN do władzy doszły do władzy nowe siły reprezentowane przez SPD i Liberałów na czele z kanclerzem Willym Brandtem. Uznały one za konieczną zmianę dotychczasowej polityki wschodniej co zaowocowało zawarciem w 1970 roku traktatów z ZSRR i Polską. Był to ostatni sukces ekipy Gomułki. W latach 1971-1976 władze polskie próbowały realizować wielki plan przyspieszenia rozwoju ekonomicznego. Rząd zaciągnął wielkie (jak na owe czasy) pożyczki w strefie dolarowej, dokonał otwarcia na Zachód i przystąpił do realizacji wielkich inwestycji, podnosząc jednocześnie renty i uposażenie ogółu ludności. Płace realne pracowników wzrosły w owym czasie o 40%. Liczono, że kredyty zostaną spłacone wyprodukowanymi w nowopowstałych zakładach towarami. Koncepcja ta załamała się w 1974 roku na skutek kryzysu energetyczno-paliwowego i walutowego na świecie. Szczególnie dotknęła Polskę dewaluacja dolara, zamknięcie rynków na towary produkowane w Polsce oraz przechwycenie dużych sum przez inne kraje socjalistyczne z ZSRR na czele, który zakupił np. okręty wyposażone w oprzyrządowanie zakupione w strefie dolarowej. Problemy ze spłatą pożyczek pojawiły się już w 1976 roku. Polska znalazła się w tzw. pułapce zadłużeniowej. Fiaskiem zakończyła się próba podwyżki cen w 1976 roku. W 1978 roku sytuacja gospodarcza Polski uległa gwałtownemu załamaniu. Z tego faktu skorzystały państwa zachodnie na czele z USA, które przypuściły ostry atak propagandowy na panujący w Polsce system społeczno-polityczny. Wsparcia tym siłom udzielił Watykan, zwłaszcza po wyborze kardynała Karola Wojtyły na Papieża. Rząd polski oskarżano o nieprzestrzeganie ustaleń zawartych w 1975 roku w Helsinkach dotyczących przestrzegania praw człowieka. Wzywano również do zerwania współpracy z ZSRR i wystąpienia z Układu Warszawskiego. Na to nałożyła się skomplikowana sytuacja wewnętrzna, gdzie po strajkach w Radomiu i Ursusie uaktywniła się opozycja antyustrojowa na czele z Komitetem Obrony Robotników (KOR) organizująca opozycyjną inteligencję i robotników do antysocjalistycznych wystąpień, które z całą mocą nastąpiły u schyłku dekady gierkowskiej w 1980 roku.

dr hab. Zbigniew Wiktor- prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Wrocławskiego (emerytowany) i prof. nadzw. Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Wynalazczości i Techniki w Polkowicach