Polityka zagraniczna PRL w czasach Edwarda Gierka (1970-1980) cz.2

Referat na konferencję popularno-naukową w Rzeszowie 23.03.2013

Charakterystyka ideowo-polityczna i ekonomiczna ekipy Gierka

Ekipa Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza nastąpiła z wyraźnie już ukształtowanej warstwy wykonawczo-zarządzającej, dawno wyalienowanej od klasy robotniczej, która jednak w propagandzie nadal posługiwała się frazesem komunistycznym. Gierek często powoływał się na (jego zdaniem) postępowy eurokomunizm co zbliżało go do głównych tez socjaldemokracji. Reformizm ten wpisywał się w ówczesną politykę Moskwy szukającą porozumienia z socjaldemokracją na arenie międzynarodowej. Wzmocnienie frontu socjaldemokratycznego było potrzebne kierownictwu KPZR w zaostrzającej się konfrontacji z socjalistycznymi Chinami i KPCh. Nowa ekipa to nie byli już nawet komuniści typu Gomułki. Byli to biurokraci w stylu Breżniewa, którzy tylko manipulowali tylko komunistycznymi hasłami. Ich głównym celem było utrzymanie władzy i przywilejów. Było to możliwe jedynie pod warunkiem przyspieszenia rozwoju gospodarczego i wzrostu stopy życiowej niezadowolonej ludności. Sięgnęli oni po kredyty nie wierząc w możliwość osiągnięcia pożądanego celu możliwościami wewnętrznymi, przy użyciu niezmienionego systemu gospodarki nakazowej. Kredyty te były łatwo dostępne dzięki wielkiemu strumieniowi tzw. petrodolarów, zwłaszcza po ogromnej podwyżce cen ropy na początku lat 70-tych. Dzięki temu w latach 1972-1976 zwiększono moc produkcyjną, majątek trwały przemysłu wzrósł o 70% w porównaniu z 1970 rokiem a produkcja wzrosła o 80%. Kredyty te były też w dużym stopniu przeznaczane na zakup pasz dla przyspieszenia produkcji zwierzęcej ponad możliwości wynikające ze wzrostu krajowej produkcji roślinnej. Pewna część tych kredytów (niektórzy oceniali, że nawet do 30%) została zmarnowana na skutek nietrafionych, przedwczesnych, nieskoordynowanych zakupów i samowolnie realizowanych inwestycji lokalnych i branżowych. Wyniki pierwszej pięciolatki (1971-1976) były bardzo obiecujące. Polska stała się wielkim placem budowy, uruchomiony został wielki przemysł budownictwa mieszkaniowego i przemysłowego. Rozwiązało to nabrzmiały problem mieszkaniowy (2,6 mln nowych mieszkań) i problem bezrobocia wyżu demograficznego (2,5 mln nowych miejsc pracy). Uruchomiono masową turystykę zagraniczną do czego znacznie przyczyniło się otwarcie granic z NRD i Czechosłowacją, rozwijała się kultura i nauka, wdrażano program edukacji narodu na średnim poziomie. Polityka ta cieszyła się poparciem narodu, miała jednak pewne minusy, które były zapowiedzią jej porażki w końcu lat 80-tych. Program ambitnej przemiany kraju okazał się jednak budowlą „na lotnych piaskach” co dokumentowały lata następnej pięciolatki (1976-1980). Zasada „otwartego planu” doprowadziła do deregulacji gospodarki, trudności kooperacyjnych, braków surowcowych, paliwowych i energetycznych. Na to nałożyły się trudności na rynkach zagranicznych i w polityce. W krajach kapitalistycznych doszły do głosu siły neoliberalne, dążące do konfrontacji z realnym socjalizmem już nie tylko na płaszczyźnie ideowo-politycznej ale także militarnej. Poligonem doświadczalnym stał się w 1979 roku Afganistan, fatalny jak się z czasem okazało błąd radzieckiego kierownictwa, który odsłonił m.in. słabość militarną ZSRR. Przyspieszyło to upadek Związku Radzieckiego i całego bloku wschodniego. W Polsce polityka zasilania w latach 70-tych w zagraniczne maszyny, przeważnie przestarzałe w stosunku do nowej generacji maszyn na Zachodzie, realizowana w ramach niesprawnego systemu ekonomicznego nie przyniosła oczekiwanej nadwyżki eksportowej, przy pomocy której miano spłacać zaciągnięte długi. W tej sytuacji rząd sięgnął po tradycyjną metodę drastycznej podwyżki cen, głównie artykułów spożywczych, w tym mięsa w czerwcu 1976 roku. Odpowiedzią na to były gwałtowne starcia z robotnikami w Radomiu i Ursusie w wyniku czego rząd wycofał się z podwyżek. Wydarzenia te pokazały wyraźnie wyobcowanie się rządzącej biurokracji z klasy robotniczej, która nie czuła się już zupełnie (o czym świadczyły też tragiczne wydarzenia grudnia ’70) gospodarzem swoich zakładów pracy i kraju a jedynie petentem w stosunku do obcego jej kierownictwa partii i rządu. Tolerowała je tylko do czasu, kiedy poważnie wzrastała jej stopa życiowa a przy każdej obniżce wykazywała swój wrogi do niej stosunek. Kierownictwo PZPR i rządu nadal usiłowało kontynuować poprzednią politykę gospodarczą w ramach tzw. „manewru gospodarczego” i zaciągało nowe pożyczki, których nie było w stanie spłacić. Pchało to cały system ku katastrofie. W 1979 roku tempo wzrostu PKB wynosiło już 0 i w 1980 roku Polska stanęła w obliczu nowych wyzwań i wydarzeń, które odsunęły ekipę Gierka od władzy.

dr hab. Zbigniew Wiktor- prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Wrocławskiego (emerytowany) i prof. nadzw. Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Wynalazczości i Techniki w Polkowicach

Polityka zagraniczna PRL w czasach Edwarda Gierka (1970-1980) cz.1

Referat na konferencję popularno-naukową w Rzeszowie 23.03.2013

Ogólna ocena sytuacji międzynarodowej Polski w 1970 roku

U schyłku lat 60-tych ubiegłego wieku Polska weszła w okres głębokich sprzeczności wewnętrznych oraz protestów organizowanych przez różne siły społeczne. Kierownictwo PZPR traciło resztki autorytetu, kulminacją tego procesu były wydarzenia z marca 1968 i grudnia 1970 roku. Doprowadziły one w konsekwencji do upadku rządów Władysława Gomułki.  W tym czasie w Europie i szerzej na świecie trwała ostra rywalizacja między kapitalizmem na czele z USA i socjalizmem na czele z ZSRR w ramach zimnej wojny. W innych częściach świata trwały w tym czasie wojny, m.in. w Wietnamie i na Bliskim Wschodzie a w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej kontynuowany był proces dekolonizacji. W Europie umocniła się żelazna kurtyna dzieląc szczególnie Niemcy na dwa odmienne ustrojowo państwa- kapitalistyczną RFN i socjalistyczną NRD. Kraje Starego Kontynentu podzielone były na kraje NATO i kraje Układu Warszawskiego oraz EWG i RWPG. Europa nasycona była bazami wojskowymi obu stron. Dla Polski najważniejsze było wówczas uznanie granicy zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej. Ponieważ Niemcy Zachodnie były temu niechętne, Polska szukała wsparcia i gwarancji w tych dążeniach w ZSRR i innych państw bloku socjalistycznego, zwłaszcza NRD, które uznały tę granicę już w lipcu 1950 roku. W drugiej połowie lat 60-tych w RFN do władzy doszły do władzy nowe siły reprezentowane przez SPD i Liberałów na czele z kanclerzem Willym Brandtem. Uznały one za konieczną zmianę dotychczasowej polityki wschodniej co zaowocowało zawarciem w 1970 roku traktatów z ZSRR i Polską. Był to ostatni sukces ekipy Gomułki. W latach 1971-1976 władze polskie próbowały realizować wielki plan przyspieszenia rozwoju ekonomicznego. Rząd zaciągnął wielkie (jak na owe czasy) pożyczki w strefie dolarowej, dokonał otwarcia na Zachód i przystąpił do realizacji wielkich inwestycji, podnosząc jednocześnie renty i uposażenie ogółu ludności. Płace realne pracowników wzrosły w owym czasie o 40%. Liczono, że kredyty zostaną spłacone wyprodukowanymi w nowopowstałych zakładach towarami. Koncepcja ta załamała się w 1974 roku na skutek kryzysu energetyczno-paliwowego i walutowego na świecie. Szczególnie dotknęła Polskę dewaluacja dolara, zamknięcie rynków na towary produkowane w Polsce oraz przechwycenie dużych sum przez inne kraje socjalistyczne z ZSRR na czele, który zakupił np. okręty wyposażone w oprzyrządowanie zakupione w strefie dolarowej. Problemy ze spłatą pożyczek pojawiły się już w 1976 roku. Polska znalazła się w tzw. pułapce zadłużeniowej. Fiaskiem zakończyła się próba podwyżki cen w 1976 roku. W 1978 roku sytuacja gospodarcza Polski uległa gwałtownemu załamaniu. Z tego faktu skorzystały państwa zachodnie na czele z USA, które przypuściły ostry atak propagandowy na panujący w Polsce system społeczno-polityczny. Wsparcia tym siłom udzielił Watykan, zwłaszcza po wyborze kardynała Karola Wojtyły na Papieża. Rząd polski oskarżano o nieprzestrzeganie ustaleń zawartych w 1975 roku w Helsinkach dotyczących przestrzegania praw człowieka. Wzywano również do zerwania współpracy z ZSRR i wystąpienia z Układu Warszawskiego. Na to nałożyła się skomplikowana sytuacja wewnętrzna, gdzie po strajkach w Radomiu i Ursusie uaktywniła się opozycja antyustrojowa na czele z Komitetem Obrony Robotników (KOR) organizująca opozycyjną inteligencję i robotników do antysocjalistycznych wystąpień, które z całą mocą nastąpiły u schyłku dekady gierkowskiej w 1980 roku.

dr hab. Zbigniew Wiktor- prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Wrocławskiego (emerytowany) i prof. nadzw. Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Wynalazczości i Techniki w Polkowicach

Strajkowa klapa

Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno – Strajkowy (Solidarność, OPZZ, Forum Związków Zawodowych, WZZ Sierpień 80) zaplanował na dzień 26 marca strajk generalny na Górnym Śląsku. Strajk miałby objąć główne gałęzie przemysłu (m.in. górnictwo, hutnictwo, energetykę) oraz niektóre usługi np. transport publiczny. Strajk ma się odbyć w godzinach od 6 do 10, chyba że w rozmowach ostatniej szansy związkowcy znajdą porozumienie z rządem dotyczące postulatów strajkowych. Postulatami MKP-S są:

6)      stworzenie osłonowego systemu regulacji finansowych oraz ulg podatkowych dla przedsiębiorstw utrzymujących zatrudnienie w okresie niezawinionego przestoju produkcji,

wprowadzenie systemu rekompensat dla przedsiębiorstw objętych skutkami pakietu klimatyczno – energetycznego,

ograniczenie ustaw dopuszczających stosowanie tzw. umów śmieciowych,

likwidacja NFZ i stworzenie systemu opieki zdrowotnej opartego na podobnych zasadach na jakich działała dawna Śląska Kasa Chorych,

zaniechanie likwidacji rozwiązań emerytalnych przysługujących pracownikom zatrudnionym w szczególnych warunkach,

zaprzestanie likwidacji szkół i przerzucania finansowania edukacji na samorządy.

Z tego wszystkiego wynika moim zdaniem co następuje: związki zawodowe, które chcą pokazać rządowi siłę i determinację, pokażą raczej swoją słabość. Organizacja „strajku generalnego” (właściwie będzie on takim tylko z nazwy), to raczej ostatni przedśmiertelny zryw niż przejaw siły i witalności związków zawodowych w Polsce. Wskazują na to następujące fakty: po pierwsze – zasięg terytorialny strajku. Jest on ograniczony wyłącznie do województwa śląskiego, a więc do bardzo małego obszaru Polski. W innych województwach związkowcy nie są po prostu w stanie zorganizować podobnej akcji. Po drugie – nawet na Śląsku strajk nie obejmie nawet połowy pracujących. Ograniczony jest on właściwie do sektora publicznego i do branż w których związki mają jeszcze tradycyjnie w miarę pewną pozycję.

Branże w pełni prywatne, usługi, finanse, handel nie przyłączą się do strajku. Po trzecie – zakres żądań strajkowych. Są one niewystarczające i mało zdecydowane. Nie da się oprzeć wrażeniu, że związkowcy bardziej troszczą się o losy przedsiębiorstw niż robotników. Ponadto postulaty są sformułowane w sposób umożliwiający rządowi manipulowanie, oszukiwanie i udawanie. Rząd może się na nie zgodzić, aby później zwodzić, obiecywać, następnie obiecywać że obietnic dotrzyma, udawać, że je dotrzymuje itd. itd. aż do momentu gdy o sprawie wszyscy zapomną.

Postulaty i żądania powinny być postawione konkretnie i stanowczo, tak aby uniemożliwić opaczną interpretację i szukanie półśrodków. Postulatami powinno być np. zwiększenie płacy minimalnej o 500 zł, skrócenie wieku emerytalnego do czasu sprzed jego wydłużenia, zmiana konkretnych zapisów Kodeksu Pracy itp. Po czwarte – już przed samym strajkiem związkowcy wywiesili białą flagę.  Strajk w godzinach 6-10 to  jakiś kiepski żart. Chyba związkowcy posłuchali pouczeń rządu i cięgów od mediów, że osłabianie fabryk raczej nie pomoże robotnikom. Idąc tym tropem, związkowcy rzeczywiście powinni raczej zastrajkować w niedzielne po południe, gdzieś w domu prywatnie, tak aby nie zakłócać spokoju ludności i dobrego samopoczucie przedsiębiorców. Toż to barbarzyństwo strajkować w godzinach pracy! Jakie to koszty, kto za to zapłaci! – wzmaga się oburzenie burżuazji i rządu, a związkowcy z podkulonym ogonem organizują strajk tak aby jak najmniej im zaszkodzić.

Ruch związkowy jest w agonii. Zmiany legislacyjne, prywatyzacja, strach przed utratą pracy, słabi i przekupni liderzy związkowi, śmieciowe umowy pracy – to wywołało pożądany przez burżuazję efekt. Robotnicy są podzieleni, zobojętniali, zatomizowani, nie mają poczucia jedności klasowej i wspólnoty interesów. Praca i życie zostały sprywatyzowane i szczelnie zamknięte do własnego „ja”. Nie liczą się inni, nawet koledzy przy maszynie, a co dopiero robotnicy z innych fabryk czy miast. Dopóki ja mam pracę i co włożyć do garnka, to jest dobrze i nie warto się wychylać. Protesty, strajki? – nie warto. Lepiej siedzieć cicho i cieszyć się, że jak zwalniają to innych a nie mnie. Taka jest mentalność dzisiejszego „sprywatyzowanego” robotnika. Dzisiaj nie wymaga się od niego aby brał sprawy w swoje ręce, aby domagał się praw i sprawiedliwości. Dzisiaj ma on siedzieć cicho, robić co mu każą i dziękować za łaskę tysiąca pięciuset złotych jaką dostaje raz w miesiącu. To wszystko. Czasy gdy wymagano od robotników aktywności i protestów skończyły się 25 lat temu. Dziś robotnicy są bezsilni, związki ubezwłasnowolnione. Rząd może niemal wszystko – wydłuża wiek emerytalny, likwidować uprawnienia pracownicze, zmniejszać stawki za nadgodziny, wydłużać dzień pracy… i nie napotka na żaden opór. To niestety bardzo przykre ale prawdziwe. Organizując strajk generalny związkowcy liczą chyba na cud, że poprzez strajk uda im się wskrzesić bojowego ducha robotniczego. Choć z drugiej strony, być może wcale na ten cud nie liczą. Może to jest tylko ich prywatna rozgrywka o nieodległe już rozdanie stołków w parlamencie.

Ludwik Granma

Kilka słów o PO

Zorganizowane w minioną niedzielę spotkanie Platformy Oburzonych, nieskonsolidowanej jeszcze formacji przewodniczącego Solidarności Piotra Dudy stało się ucieleśnieniem tego czego mogliśmy spodziewać się prędzej czy później- Ruch Oburzonych przetaczający się od momentu wybuchu gwałtownego wybuchu kryzysu kapitalistycznej gospodarki przez cały świat euroatlantycki dotarł w końcu także i do nas.

Czas pokaże czy i jak wielce inicjatywa ta będzie skuteczna i będzie oddziaływać na życie polityczne w Polsce. Póki co można jednak pochylić się nad postulatami zaprezentowanymi przez tę formację, swoiste alter ego obecnie rządzącego ugrupowania, nad rzeczywistymi intencjami przewodniczącego „S” a także czy wręcz przede wszystkim nad niemal histerycznymi reakcjami polityków głównego nurtu w różny sposób bagatelizującymi i deprecjonującymi tę inicjatywę.

Abstrahując w tym momencie od rzeczywistych pobudek Piotra Dudy należy przyznać, iż postulaty wysuwane przez jego PO są nad wyraz słuszne choć nie da się oprzeć wrażeniu, że również mocno populistyczne. Jednym z zaproszonych gości był muzyk Paweł Kukiz, twarz stowarzyszenia Zmieleni.pl promującego jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW).  Celem tego stowarzyszenia jest zmiana obowiązującej w naszym kraju ordynacji wyborczej na wzór ordynacji znanej z krajów anglosaskich.  Nie rozwodząc się już nad praktycznością tego typu ordynacji (każda ma bowiem swoje wady) należy jak najbardziej uznać tę inicjatywę za cenną. Każda bowiem inicjatywa zmierzająca do ruszenia z posad obecnie obowiązującej, skostniałej i pewnej swoich pozycji rządzącej klasy burżuazyjnej jest cenna.

Obecny system w zasadzie nie daje żadnej możliwości zmiany obecnej elity rządzącej, niezależnie od legitymacji partyjnej jakie osoby z owej elity aktualnie posiadają. Obecna ordynacja stworzyła trwałe podstawy do supremacji kapitalistycznej, burżuazyjnej elity, swego rodzaju magnackiej oligarchii, w której niższe klasy społeczne, lud pracujący jest pozbawiony rzeczywistego wpływu na władzę, który rzekomo daje im ustrój demokratyczny. Z tego też powodu owo ludowładztwo stało się tzw. „demokracją raz na 4 lata” a los coraz bardziej tracącego nadzieję ludu pracującego znalazł się w rękach burżuazji, której ów system jak najbardziej odpowiada, system którego nie zamierza ona zmienić a wszelkie deklaracje chęci do zmian są jedynie PR-owymi zagrywkami mającymi na celu „udobruchać” choć na chwilę niezadowolony lud.

Oczywiście aby zdobyć władzę we współczesnym świecie należy również posiadać niemałe zasoby finansowe i media. Nie zmienia to jednak faktu, iż zmiana ordynacji wyborczej mogłaby się przyczynić do choć częściowego poruszenia rządzącej od ponad 20 lat kliki. Dlatego właśnie JOW należy uznać za inicjatywę cenną i wartą poparcia.

Drugą ważną kwestią jaką poruszono w niedzielę był postulat zmiany prawa o referendach. Jest to kolejna paląca kwestia, która powinna zostać uregulowana w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Instytucja referendum zapisana w obowiązującej od 16 lat konstytucji pozostaje instytucją fasadową, niewykorzystanym instrumentem demokracji. Niewykorzystanym bo niewygodnym. Na dużą skalę instrument ten, oddający w pełni władzę w ręce ludu choć na chwilę został bowiem wykorzystany do tej pory tylko raz- przy okazji akcesji Polski do struktur Unii Europejskiej. Wówczas wykorzystany zostać musiał, gdyż po pierwsze referendum akcesyjne jest unijnym wymogiem a po drugie rządząca w tamtym czasie ekipa spod logo SLD, po gigantycznej kampanii propagandowej, była pewna wyniku jego wyniku.  Dziś jednak, gdy nastroje społeczne wybitnie nie są po stronie i po myśli rządzących referendum jest narzędziem ignorowanym. Rządząca koalicja nie dopuszcza myśli o organizacji referendum w sprawie wejścia Polski do strefy euro czy podwyższenia wieku emerytalnego. Nie dopuszcza gdyż zna już jego hipotetyczny wynik, nie dopuszcza bo zgodnie z obecnie obowiązującym prawem może nie dopuszczać. Dlatego również ten postulat jest wart poparcia.

Oprócz tych dwóch, zdecydowanie najważniejszych postulatów przewijało się też szereg pomniejszych wniosków, z których poważnością i słusznością można byłoby polemizować. Z tego też względu postanowiłem je pominąć w tym artykule.

Drugą interesującą kwestią, która łączy się z kwestią trzecią są także rzeczywiste intencje przewodniczącego Dudy. Otóż lider Solidarności został przez polityków zasiadających obecnie w polskim parlamencie w zdecydowanej większości odsądzony od czci i wiary jako osoba próbująca zorganizować sobie zaplecze polityczne, które pozwoli mu wejść do świata wielkiej polityki.

Jedynie politycy populistyczno-prawicowo-nacjonalistycznej- gospodarczo-tak-jakby-socjalizującej partii Jarosława Kaczyńskiego wypowiadali się w innym tonie niż politycy z innych formacji. Jakie są rzeczywiste intencje Piotra Dudy wie tylko sam Piotr Duda. Nie mam w zwyczaju odmawiać nikomu dobrych intencji, także osobo spoza kręgu pracowniczej lewicy gdyż również i nam oponenci mogą tych dobrych, szczerych intencji odmówić. Ponadto intencje są czymś, czego po prostu udowodnić się nikomu nie da przy użyciu słów a jedynie czynów. Jakie będą w związku z tym dalsze posunięcia lidera „S”- czas pokaże. Najciekawsze jednak jest podejście mainstreamowych polityków do owych intencji. Pogardliwe, bagatelizujące sprawę i wręcz histeryczne reakcje świadczą z jednej strony o skrajnej pewności siebie i pewności trwania obecnego systemu, którego gwarantem są nie tylko pieniądze i media ale również świat Zachodu, któremu ten system również jak najbardziej sprzyja. Czemu- to już materiał na kolejny, być może niejeden artykuł. Z drugiej strony reakcje te świadczyć mogą również o podskórnej obawie przed ogólnopolskim, antysystemowym ruchem, który może pozbawić obecnie dzierżącą burżuazyjną oligarchię władzy. O podskórnej obawie przed słowami „a co jeżeli…[im się jednak uda]?”

Bez wątpienia jednak najbliższe miesiące będą gorące, z resztą sama Solidarność zapowiada gorącą wiosnę. Można mnożyć scenariusze na temat tego jak może się to zakończyć. Najprawdopodobniejszy jednak z nich jest, niestety, taki że nie zmieni się nic.

Jaką rolę w tej sytuacji powinna odegrać KPP? Historycznie i w dużym stopniu również światopoglądowo daleko KPP do Solidarności, wątpliwe jest też aby którakolwiek ze stron wykazała się jakąś inicjatywą współpracy. Również ze względów wizerunkowych (pewna kompromitacja obydwu środowisk) taka współpraca nie jest możliwa. Tym niemniej postulaty proponowane przez to największe w Polsce zrzeszenie ludzi pracujących należy przynajmniej słownie wspierać. Są to bowiem inicjatywy jak najbardziej korzystne dla mas pracujących. Mas, których reprezentantem jest również KPP.

El Compañero

Związki, związki, związki. Bynajmniej nie z lewicą

W ostatnich tygodniach mamy do czynienia z operą mydlaną na temat tak zwanych związków partnerskich, których legalizacja stała się priorytetem dla wielu polityków z różnych opcji politycznych zasiadających w Sejmie. Abstrahując już od tego czy projekt legalizacji tego typu związków jest słuszny, czy też nie, warto byłoby zadać sobie pytanie czy zajmowanie się tego typu kwestią jest rzeczą słuszną, potrzebną i zmieniającą cokolwiek w życiu przeciętnego Polaka.

Zostawmy w tym momencie Platformę Obywatelską gdyż jako partia liberalnych eurofilów (nie licząc sporego aczkolwiek nie aż tak wcale przesadnie licznego i raczej demonizowanego przez media skrzydła konserwatywnego tej partii firmowanego przez Jarosława Gowina) jest skłonna poprzeć prawa mniejszości i skupmy się na partiach tzw. lewicowych (a raczej należałoby powiedzieć „eurolewicowych”) mających reprezentację w polskim parlamencie.

Choć temat jest dość wyświechtany to jednak niepokojącym jest fakt, iż wśród polskich elit politycznych nie ma żadnej partii reprezentującej interesy ludzi pracy, tak robotników jak i inteligentów. Dla polskich, nazwijmy to umownie, lewicujących na swój sposób partii szczytem lewicowości stała się bowiem walka o prawa mniejszości seksualnych. Przy tym polska „lewica” spod sztandarów SLD i Ruchu Palikota absolutnie zapomniała o sprawach bytowych niższych klas społecznych stając się klasycznymi partiami interesu, partiami których jedynym celem jest zdobycie władzy.

Brak zainteresowania sprawami bytowymi gros polskiego społeczeństwa jest dla tych partii niezwykle wygodny gdyż dzięki temu mogą liczyć na poparcie co bogatszych obywateli, których pieniądze wydatnie wzmacniają kasę partyjną. Skupienie się na sprawach materialnych w taki sposób jaki robi to Komunistyczna Partia Polski jest dla tych jak najbardziej kapitalistycznych i w gruncie rzeczy liberalnych w swoim gospodarczym programie partii wielce niekorzystne ponieważ wspomniane co bogatsze jednostki przestałyby owe ugrupowania wspierać.

Ani SLD, ani Ruch Palikota nie mają interesu w zmianie gospodarczego status-quo a wręcz widzą w niej zagrożenie dla obecnego, korzystnego także dla nich samych układu. Obydwa te stronnictwa, pełne ludzi zamożnych a w związku z tym absolutnie niezainteresowanych losem biedniejszych klas społecznych, zapewne nie zmienią się.

I tu właśnie otwiera się przestrzeń dla partii autentycznie lewicowej takiej jak Komunistyczna Partia Polski. Mówienie o rzeczywistych, a nie wyszukiwanie wydumanych problemów ludzi pracy, wskazywanie bez hipokryzji na przyczyny bieżącej sytuacji materialnej dołów społecznych oraz znajdowanie prostych i skutecznych metod jej poprawy, to jest program, który może zwrócić społeczeństwo w stronę autentycznej lewicy.

Duża jego część jest bowiem rozczarowana burżuazyjnymi ugrupowaniami, które w ofercie mają co najwyżej znakomicie rozwinięty marketing społeczno – polityczny, stanowiący listek figowy skrywający ruinę gospodarczą do jakiej doprowadzają Polskę. Ten właśnie niezagospodarowany elektorat na swoją stronę próbuje przeciągnąć w ostatnim czasie SLD, ale biorąc pod uwagę zarówno nastroje społeczne jak i mniej lub bardziej miarodajne sondaże, raczej nikogo pustym, „komunizującym” gestem ustanowienia roku 2013 rokiem towarzysza Edwarda Gierka ta partia nie skusi.  Tak samo elektoratu nie skusi ostentacyjne manifestowanie otwartości wobec mniejszości seksualnych.

A co do samych związków partnerskich, to kolejne przygotowywane przez PO projekty pokazują to co w gruncie rzeczy od dawna wiadomo a mianowicie: jeśli jakieś głosowanie przebiegło nie po myśli potężnych lobby unijnych należy zagłosować jeszcze raz aby dane prawo, mówiąc kolokwialnie, przepchnąć. Podobny los spotkał niedawno ustawę w sprawie GMO. Natomiast jeśli chodzi o kwestię związków partnerskich to oprócz tego, że polskie społeczeństwo ma inne, ważniejsze problemy to na dodatek jest nadal dość konserwatywne. W związku z tym zdecydowanej większości ludzi nie przeszkadza fakt, że aby zyskać pewne przywileje należy zawrzeć chociaż ślub cywilny. I dlatego prawo do zawierania formalnych związków partnerskich także przez osoby heteroseksualne należy traktować raczej jako zasłonę dymną dla legalizacji związków homoseksualnych. Ustawę, której przeforsowanie jest priorytetem dla lobby homoseksualnych mających oparcie w ideologii Unii Europejskiej. Kolejną ustawę, która w żaden sposób nie poprawia materialnego bytu niższych klas polskiego społeczeństwa.

El Compañero

Hugo Chávez nie żyje

Komunistyczna Partia Wenezueli: El fusil del Presidente Chávez es empuñado x todo el pueblo revolucionario ¡CHÁVEZ

5 marca o 16:25 zmarł prezydent Wenezueli Hugo Chávez – ogłosił wiceprezydent Maduro. Dziś chcemy w obronie Wenezueli przez zakusami imperialistów i burżujów solidarnie zawołać „No volverán„!!

W związku ze śmiercią Prezydenta Hugo Chaveza Komunistyczna Partia Polski wyraża ludowi Wenezueli najszczersze kondolencje, które przesłaliśmy do Ambasady Boliwariańskiej Republiki Wenezueli oraz na solidnet.

Komunistyczna Partia Polski składa najszczersze kondolencje narodowi
wenezuelskiemu z powodu śmierci jego wielkiego przywódcy i przyjaciela ludu
Prezydenta Hugo Chaveza. Jesteśmy głęboko dotknięci i łączymy się w bólu ze
wszystkimi, który opłakują śmierć tego wspaniałego człowieka.

Dziś świat stał się uboższy o wybitną postać, niestrudzonego bojownika o
prawa najsłabszych i najuboższych.

Opuścił nas człowiek o nieskazitelnych walorach
moralnych, charyzmie i sile woli, człowiek który swoim entuzjazmem i zapałem
porywał tłumy do walki o lepszy i sprawiedliwszy świat.

Hugo Chavez przywrócił dumę swojemu narodowi a milionom poniżonych i zniewolonych na całym świecie dał nadzieje na wyzwolenie z uwłaczającego godności człowieka wykluczenia ekonomicznego i cywilizacyjnego. Jego śmierć jest niepowetowaną stratą nie tylko dla narodu wenezuelskiego, ale dla całej Ameryki Łacińskiej i dla całego postępowego świata.

Odszedł wielki człowiek, ale przykład jego niezachwianej pozycji moralnej
i wkład pracy w budowę lepszego świata będą wieczne. Zapał i nadzieje, jakie przez lata wlewał w nasze serca, pozostają żywe i gorące, stanowią niezachwiane gwarancje na ziszczenie się idei o które walczył.

Wierzymy, że Jego największe osiągnięcie – rewolucja boliwariańska będzie
rozwijana oraz że nie ma odwrotu od rozwoju sprawiedliwego i socjalistycznego społeczeństwa.

Cześć jego pamięci!
Komunistyczna Partia Polski

Sprzeciw wobec fałszowania historii przez prawicę

Uchwała  Krajowego Komitetu Wykonawczego Komunistycznej Partii Polski

KKW wyraża sprzeciw wobec zgłoszonej przez warszawski PiS propozycji kolejnej tury zmiany nazw ulic w stolicy. Apelujemy o organizację akcji protestacyjnych w tej sprawie, proponujemy kampanię informacyjną prezentującą patronów tych ulic oraz wskazującą na koszty, które musieliby ponieść ich mieszkańcy.

Dąbrowa Górnicza, 29 września 2012 r.

Poparcie dla Międzynarodowego Dnia Działań

Uchwała Krajowego Komitetu Wykonawczego Komunistycznej Partii Polski

Wyrazy poparcia dla Międzynarodowego Dnia Działań organizowanego przez Światową Federację Związków Zawodowych

Komunistyczna Partia Polski wyraża pełne poparcie dla Międzynarodowego Dnia Działań organizowanego
3 października przez Światową Federację Związków Zawodowych.

W warunkach obecnego kryzysu i kapitalistycznej globalizacji walka z barbarzyństwem tego systemu staje się coraz ważniejsza. Kapitalizm pozbawia klasę robotniczą nie tylko praw pracowniczych, ale również podstawowych zabezpieczeń społecznych, godziwych warunków mieszkaniowych, opieki zdrowotnej, edukacji, a nawet dostępu do żywności i czystej wody.

Obecnie w Polsce mamy do czynienia z ciągłymi atakami na publiczną oświatę, opiekę zdrowotną oraz prawo do dachu nad głową. Ludziom odmawia nawet podstawowej opieki medycznej, pogarsza się dostęp do edukacji, przede wszystkim w regionach wiejskich i małych miastach. Lokatorzy, których nie stać na płacenie czynszu żądanego przez właścicieli, są eksmitowani ze swoich mieszkań.

Dlatego promujemy hasła Międzynarodowego Dnia Działań i uznajemy go za bardzo użyteczną inicjatywę, wskazującą, że klasowo zorientowane związki zawodowe działają na rzecz zmiany całego systemu społecznego
i gospodarczego w interesie ludzi pracy.

Dąbrowa Górnicza, 29 września 2012 r.