Totalna inwigilacja internetu przez specsłużby USA

PRISM to ściśle tajny program szpiegowski służb USA, który daje im dostęp do wszystkich danych internautów, zgromadzonych na serwerach największych firm internetowych takich jak: Microsoft, Yahoo, Google, Facebook, PalTalk, Youtube, Skype, AOL i Apple.

Informacje na temat PRISM ujawnił 29-letni Edward Snowden, technik komputerowy, który pracował dla podwykonawcy NSA (agencja amerykańskiego wywiadu odpowiedzialna za pozyskiwanie informacji dla USA z zagranicy drogą elektroniczną).

Snowden postanowił ujawnić ściśle tajne informacje o PRISM (skopiował szereg tajnych materiałów i przekazał je mediom, po czym ślad po nim zniknął w Hongkongu: z ostatnich doniesień wynika, że Rosja proponuje mu azyl polityczny), gdyż jak twierdzi był przerażony skalą inwigilacji świata internetu przez władze USA.

TVN24 podał:

PRISM ma dostęp do serwerów następujących firm: Microsoft (od 2007 roku), Yahoo (od 2008 roku), Google, Facebook, PalTalk (wszystkie od 2009 roku), YouTube (2010), Skype, AOL (obie od 2011 roku) i Apple (koniec 2012 roku). Z dużych firm dotychczas skutecznie oparł się jedynie Twitter. Firma Dropbox ma być na liście tych, które są obiektem „zainteresowania” władz i niedługo może dołączyć do PRISM. Program daje agentom NSA praktycznie nieograniczony dostęp do danych zgromadzonych na serwerach tych firm. Na przykład mogą przeczytać nasze e-maile zgromadzone w Gmail (należącym do Google’a), przejrzeć wszystko co umieściliśmy na Facebooku, podsłuchać rozmowę przez Skype, zbadać historię filmików oglądanych na YouTube czy otworzyć wszystkie pliki, które umieściliśmy „w chmurze” na serwerach Microsoftu czy Google. Oznacza to niemal totalną kontrolę nad naszą aktywnością w sieci i dostęp do wszystkich prywatnych danych, które w niej umieściliśmy przy pomocy „współpracujących” firm.

Unia Europejska zażądała wyjaśnień od prezydenta USA Baracka Obamy w/s aktywności PRISM w Europie (w/s inwigilacji obywateli UE przez służby amerykańskie.

Źródło: tvn24.pl

Walka lewicy ramię w ramię z pracownikami

Andrzej Żebrowski napisał 1 czerwca 2013:

Niektórzy aktywiści szeroko pojętej radykalnej lewicy mają opory przed włączeniem się do akcji związkowych. Wskazują na biurokratyzację związków zawodowych i na powiązania z PiS czy SLD.

Nieraz posługują się stereotypowym myśleniem, uważając że większość związkowców ma wsteczne poglądy w różnych sprawach.

Trzeba przekonywać, że w systemie opartym na wyzysku pracowników nie ma niczego ważniejszego od walki samych pracowników.

Zadaniem autentycznej lewicy nie jest więc głoszenie swoich krytycznych uwag przy staniu z boku tej walki, lecz angażowanie się w nią ramię w ramię z pracownikami – zarówno uczymy się od pracowników obok nas, jak i przekonujemy ich do swoich argumentów.

Sam tekst jest mocno dyskusyjny, jeśli nie wątpliwy, ale na uwagę zasługuje jedno zdanie w zacytowanym jego fragmencie.

Jest porozumienie między rządem kolumbijskim a FARC

Rząd kolumbijski i lewicowa partyzantka FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii) zawarły w niedzielę, 26 maja, porozumienie w sprawie reformy rolnej i rekompensat dla rolników, którzy utracili ziemię. Porozumienie w sprawie ziemi stanowi przełom w toczących się na Kubie negocjacjach mających na celu wypracowanie warunków zwarcia pokoju pomiędzy rządem a partyzantami.

Za: KMP, źródło: www.lewica24.pl

Niezbędnik historyczny lewicy

Sojusz Lewicy Demokratycznej patronuje wydanej przez jego think tank Centrum im. Ignacego Daszyńskiego małej książeczce w czerwonej okładce.

Niezbędnik historyczny lewicy

To jest broszurka propagandowa, prezentująca historię najnowszą (XX wiek), z punktu widzenia socjaldemokratycznego.

Tę książeczkę udostępniamy do zapoznania się z nią i wyrobienia sobie samemu o niej opinii.

Na szacunek zasługuje fakt, że zadaje kłam czarnej legendzie PRL-u, propagowanej przez polską prawicę.

Całość jest dostępna po kliknięciu w słowo „Niezbędnik” (powyżej).

Pierwszomajowe wezwanie do robotników

1M2013DG31M2013DG41M2013DG2

Komunistyczna Partia Polski jak co roku uczciła obchody Święta Pracy. W Dąbrowie Górniczej zorganizowano pochód pierwszomajowy, który swoją obecnością zaszczyciła także orkiestra miejska. Uczestnicy obchodów przeszli w tradycyjnym pochodzie spod pomnika Stanisława Staszica ulicami 3 Maja, Dąbrowskiego i Kościuszki pod pomnik Bohaterom Czerwonych Sztandarów, gdzie odbyła się część oficjalna.

Zawsze dumni z lewicowych poglądów, zjednoczeni pod czerwonymi sztandarami spotykamy się na  tradycyjnym pochodzie pierwszomajowym aby wyrazić swój sprzeciw przeciwko bezkarnemu i pospolitemu złodziejstwu i oszukańczym praktykom instytucji finansowych kierowanych przez zagraniczne i kapitalistyczne koncerny – mówił pod pomnikiem Bohaterów Czerwonych Sztandarów Marian Indelak.

1M2013DG1

W innych miastach (Warszawa, Rzeszów, Białystok, Wrocław) komuniści także pamiętali o uczczeniu tego święta. Uczestniczyliśmy w pochodach i wiecach, rozdawaliśmy Brzaski rozlepiane były także okolicznościowe plakaty. Wszędzie występowano przeciwko bezrobociu, pogarszającym się warunkom pracy, niskim płacom i kapitalistycznemu wyzyskowi. Wskazywano, że rzeczywista poprawa byty obywateli, w tym w szczególności robotników możliwa będzie tylko w ustroju socjalistycznym, w którym praca i zasoby ukierunkowane będą na zaspokajanie ludzkich potrzeb.

za: kompol.org

Strajk górników w Brzeszczach

Kilka tysięcy osób manifestowało w czwartek 6 czerwca w Brzeszczach w obronie miejscowej kopalni. Demonstracja rozpoczęła się o godzinie 11.30, a zakończyła się po godzinie 13. Górników z kopalni Brzeszcze, należącej do Kompanii Węglowej, w czasie manifestacji wspierali pracownicy innych kopalń należących do spółki, a także mieszkańcy miasta. Protest, który miał mieć pokojowy charakter, zakończył się interwencją policji.

Problemem kopalni są plany budowy drogi ekspresowej S1. Jej przebieg w jednym z wariantów, które ma do wybory Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, zagraża dalszemu funkcjonowaniu zakładu. Wariant ten jest popierany przez władze gminy, które nie przyjmują argumentów ze strony związków zawodowych, dyrekcji kopalni oraz zarządu Kompanii Węglowej. Warto przypomnieć, że kopalnia Brzeszcze zatrudnia ponad 3000 osób, a jedno miejsce pracy w górnictwie generuje około 4 miejsc w innych sektorach gospodarki. Likwidacja kopalni oznacza zatem, że grono bezrobotnych w Brzeszczach i okolicznych gminach może wzrosnąć o kilkanaście tysięcy osób.

Protestujący zebrali się pod halą sportową, skąd przemaszerowali pod Urząd Gminy. Poza licznymi transparentami dotyczącymi obrony kopalni, pojawiło się sporo petard, a także głośny ryk wuwuzeli. Manifestujący swoje niezadowolenie przejawiali także wykrzykując antyrządowe hasła i głośno żądając ustąpienia burmistrz Brzeszcz Teresy Jankowskiej.

W trakcie pochodu w stronę Urzędu Gminy protestujący wieźli na wozie wypełnionym gnojem kukłę przedstawiającą gospodynię miasta, która optuje za wariantem budowy drogi zagrażającym przyszłości kopalni.

Po dotarciu na pod Urząd Gminy do manifestujących przemówili liderzy organizacji związkowych. Głos zabrali m.in. Stanisław Kłysz – lider Solidarności w kopalni Brzeszcze, Jarosław Grzesik – lider górniczej Solidarności, Dominik Kolorz – przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności, Wacław Czerkawski – wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce, Bogusław Ziętek – szef Sierpień ’80 oraz Dariusz Trzcionka – lider PZZ Kadra.

Po przemówieniach Stanisław Kłysz złożył w kancelarii Urzędu Gminy petycję, w której zażądano, by burmistrz Jankowska i Rada Miasta złożyli dymisje.

Na tym oficjalnie zakończono manifestację. Pomimo próśb związkowych liderów manifestujący nie opuszczali terenu wokół Urzędy, głośno przy tym skandując: „Gdzie jest burmistrz?”. Napięta sytuacja spowodowała interwencję policji, która była zmuszona użyć gazu łzawiącego i pałek w sytuacji, gdy część protestujących chciała wedrzeć się do Urzędu Gminy. Wśród prowokujących znaleźli się także nastoletni, którzy byli wyjątkowo agresywni i zaogniali sytuację.

Ostatecznie po 30 minutach policja uspokoiła sytuację i ostatni z protestujących opuścili okolice Urzędu.

Przypomnijmy, że Kompania Węglowa zapowiedziała restrukturyzację zakładu, w którym zatrudnionych jest trzy tysiące osób. Tłumaczy, że powodem restrukturyzacji kopalni są jej złe wyniki. Górnicy uważają, że jest to jednak początek końca zakładu, który jest największym pracodawcą w rejonie. Kompania Węglowa uspokaja jednak i zaznacza, że nie ma zamiaru likwidować kopalni do momentu, kiedy nie nastąpi szczerpanie złoża. Warto podkreślić, że we wtorek (4 czerwca) w czasie posiedzenia Zespołu Trójstronnego ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników w Warszawie, strona rządowa, pracodawcy i reprezentanci związków zawodowych podpisali apel w sprawie kopalni Brzeszcze.

za: KMP, 6 czerwca 2013 r., źródło: Portal Górniczy nettg.pl

Sprzeciw Komunistycznej Partii Polski wobec antyspołecznej polityki Warszawy

Komunistyczna Partia Polski sprzeciwia się proponowanym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej kolejnym zmianom w Kodeksie pracy, mającym na celu przesunięcie regulacji dotyczących czasu pracy pracowników na poziom zakładu. W rzeczywistości wprowadzenie takiej nowelizacji spowoduje likwidację ośmiogodzinnego dnia pracy. Nawet dziś trudno jest wyegzekwować zapisy Kodeksu Pracy, a po wprowadzeniu proponowanych przez ministerstwo zmian stanie się to niemal niemożliwe.

Sprzeciwiamy się również proponowanym przez Parlamentarny Zespół do spraw Wolnego Rynku zmianom Kodeksu pracy zmierzającym do wyprowadzenia związków zawodowych poza zakłady pracy i likwidacji etatów związkowych. Projekt ten stanowi jawne złamanie dotychczas obowiązujących zasad. Pozbawi związki zawodowe nawet tych ograniczonych wpływów na warunki zatrudnienia i prawa socjalne, które jeszcze im pozostały a niezorganizowani pracownicy pozostaną bez możliwości obrony.

Już rok temu ostrzegaliśmy przed kolejnymi próbami uelastyczniania Kodeksu pracy tylko w interesie kapitalistów. Propozycje, z którymi dziś mamy do czynienia, to wyraz kapitalistycznego dążenia do pomnażania zysków za wszelką cenę oraz jawny atak na pracowników. W obliczu zbliżającej się perspektywy takich zmian, konieczne jest wyrażenie zdecydowanego sprzeciwu społecznego w postaci masowych protestów przeciwko ich wprowadzaniu.

Krajowy Komitet Wykonawczy Komunistycznej Partii Polski
Warszawa, 2 czerwca 2012 r.

Komunistyczna Partia Polski w obronie działkowców

Komunistyczna Partia Polski popiera aktywność działkowców na rzecz zachowania ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych, zaskarżonej do Trybunału Konstytucyjnego przez byłego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Lecha Gardockiego. Orzeczenie Trybunału planowane jest na 11 lipca br.

Istnienie ogródków działkowych ma ponad stuletnią tradycję. W Polsce Ludowej stworzono dynamicznie rozwijający się system Pracowniczych Ogrodów Działkowych. Na przełomie lat 80. i 90. liczba działek pracowniczych przekroczyła 950 tysięcy, zlokalizowanych w ponad 5 tysiącach ogrodów działkowych o łącznej powierzchni prawie 44 tysięcy hektarów. Stały się one miejscem rekreacji oraz czynnego wypoczynku dla pracowników i ich rodzin. Są również „zielonymi płucami” rozrastających się miast, stanowiąc oazy zieleni, które wrosły w miejski krajobraz. Ich obecny stan jest efektem długoletniej pracy, poświęcenia i entuzjazmu użytkowników.

Przyszłość ogrodów działkowych jest jednak zagrożona. Od 1990 roku ze strony władz podejmowane są działania na rzecz ich likwidacji, wysuwano też roszczenia reprywatyzacyjne, które spotkały się ze sprzeciwem działkowców. Rezultatem tego starcia stała się wspomniana ustawa z 8 lipca 2005 r., która pomimo zastąpienia nazwy pracownicze ogrody działkowe – rodzinnymi, gwarantowała zachowanie ich dotychczasowego społecznego charakteru. Utrzymywała również istnienie Polskiego Związku Działkowców, zarządzającego ogrodami działkowymi i skutecznie pomagającego działkowcom w egzekwowaniu ich praw.

We wniosku do Trybunału Konstytucyjnego L. Gardocki podważył m.in. uprawnienia Polskiego Związku Działkowców do przydzielania działek oraz wymóg zgody PZD na likwidację ogrodów, co jasno wskazuje na prowadzone w interesie wielkiego kapitału dążenia do odebrania działkowcom gruntów. Wiele ogrodów znajduje się na obszarach atrakcyjnych dla biznesu, a zwłaszcza deweloperów, dla których jedynym kryterium aktywności jest zysk, bez oglądania się na skutki społeczne i ekologiczne.

Oskarżenia kierowane pod adresem Polskiego Związku Działkowców są oczywiście bezpodstawne. W polskim systemie prawnym rozwiązanie polegające na przekazaniu jednemu związkowi kompetencji w sprawie zarządzania całością zagadnień związanych z pewną specyficzną działalnością, (jaką są ogrody działkowe) zastosowano kilkukrotnie. Na podobnych zasadach działają m.in. Polski Związek Łowiecki i Polski Związek Wędkarski – nikt nie może uprawiać danej działalności nie będąc członkiem danego związku. Przytoczony przykład jest wyraźnym dowodem na to, że kolejny zmasowany atak na PZD i tym samym wszystkich działkowiczów jest motywowany nie przesłankami merytorycznymi, ale politycznymi.

KPP uważa, że ogrody działkowe pełnią ważne funkcje społeczne – zarówno rekreacyjną jak i ekonomiczną, szczególnie istotne w warunkach obecnego kryzysu gospodarczego. Tereny zajmowane przez ogrody działkowe powinny należeć do ich zbiorowych użytkowników, obecna forma działania jest przykładem dobrze zorganizowanego samorządnego ruchu społecznego, który sprawdził się w różnych warunkach politycznych.

Atak na ogrody działkowe (i tym samym chęć ich zawłaszczenia) jest zamachem na jeden z ostatnich przyczółków własności społecznej w przestrzeni miejskiej, na co Komunistyczna Partia Polski nigdy się nie zgodzi.

Krajowy Komitet Wykonawczy Komunistycznej Partii Polski

Apel o azyl dla Juliana Conrado

@pc_venezuela@alicmanaure

@pc_venezuela@alzadoencanto

Partia Komunistyczna Wenezueli apeluje do władz Wenezueli o przyznanie azylu politycznego dla

Guillermo Enrique Torresa, pseud. Julian Conrado,

przywódcy rewolucyjnych sił kolumbijskich FARC.

Poparcie dla Juliana Conrado wyraził wiceprezydent Wenezueli Jose Vincente Rangel.

Julian Conrado obecnie jest ciężko chory i przebywa na intensywnym leczeniu w Wenezueli. Władze kolumbijskie, dla których jest wrogiem publicznym nr 1 złożyły wniosek do władz wenezuelskich o jego ekstradycję. Jeśli dojdzie do ekstradycji Juliana Conrado do Kolumbii, to czeka go sąd kapturowy.

Yoani Sanchez – słów kilka o słynnej kubańskiej blogerce

Dawid Jakubowski:

Y_sanchez_flagusNa zaproszenie Gazety Wyborczej i Instytutu Lecha Wałęsy 25 maja 2013 r. do Polski przyjechała Yoani Sanchez. Pierwszego dnia jej pobytu, Adam Michnik, Wanda Rapaczyńska i Maciej Stasiński na uroczystej gali uhonorowali tytułem Człowieka Roku swojej gazety. Kulisy działalności tej jednej z najbardziej wpływowych kobiet świata wg magazynu Time, pokazują jednak inne oblicze jej działalności…

– Abyś widziała, że reżimy rujnują miasta, ale potem można je odbudować, jeśli duch jest niezłomny – powiedział prowadzący galę Maciej Stasiński [1], wręczając „wybitnej kubańskiej blogerce” album z wybranymi zdjęciami Warszawy lat 60-80 i obecnej. Dziennikarz zapomniał jedynie dodać, że miasto odbudowane zostało po wojnie z gruzów, a i obecnie nie brak dzielnic, w których dominują domy nie nadające się do zamieszkania, nie mówiąc o tym, że część z nich ma w dodatku wartość historyczną.

Bohaterka korporacyjnie lojalnych mediów, jaką jest Y. Sanchez, przebywała w Polsce, w ramach rozpoczętej 18 lutego, 80-dniowej podróży, obejmującej 12 państw. Na trasie wyjazdu, którego przebieg relacjonowały międzynarodowe serwisy informacyjne, nieprzypadkowo figurowały Miami i Waszyngton. W rzeczywistości bowiem kubańska bloggerka wielokrotnie uczestniczyła w prywatnych i zbiorowych spotkaniach przeciwników kubańskiej władzy z przedstawicielami Sekcji Interesów Stanów Zjednoczonych w Hawanie (SINA). Spotkania te zostały udokumentowane zarówno w ujawnionych przez Wikileaks dokumentach Departamentu Stanu USA [2], jak i na licznych zdjęciach, na których obok Y. Sanchez można rozpoznać etatowych pracowników Sekcji.

Fot01Y_SFot. 1. Yoani Sanchez (w ciemnych okularach) w towarzystwie Lilian Nigaglioni, byłej sekretarz prasowej i kultury Sekcji Interesów Stanów Zjednoczonych (SINA), udające się do przedstawicielstwa USA w Hawanie, gdzie blogerka otrzymuje wskazówki i wsparcie (marzec 2011, źródło yohandry.com, Cubadebate).

Pierwszym przystankiem podróży aktywistki była Brazylia. Na brazylijskim lotnisku, sławiona przez zachodnie media, blogerka spotkała się z protestami studentów, nazywających ją wprost agentką CIA. Do kolejnych demonstracji doszło także w innych miastach, wskutek czego odwołano spotkanie z nią, na którym miał być wyświetlony film dokumentalny, przedstawiający media i wolność prasy na Kubie z perspektywy propagandy zachodniej. Jednak media korporacyjne i sama zainteresowana dwoili się i troili, by zbagatelizować skalę i znaczenie tego protestu. Mimo to incydenty te zdenerwowały Kubankę na tyle, że zaapelowała do rządu Dilmy Roussef o bardziej energiczne i zdecydowane stanowisko wobec socjalistycznej Kuby [3]. Podobna sytuacja powtórzyła się m.in. w Genewie 16 maja i dwa dni później w Zurychu, na których członkowie ruchu solidarności z Kubą w Szwajcarii wygwizdali Y. Sanchez [4]. Aktywiści potępili również, towarzyszący drugiemu ze spotkań, zorganizowanemu przez stowarzyszenie „Reporterzy bez Granic”, seans filmowy o niej, który został, w oświadczeniu wydanym przez Stowarzyszenie Szwajcaria-Kuba, scharakteryzowany jako oszustwo [5]. Jego autorzy zwrócili uwagę, że recenzentami produkcji, zmontowanej tak, by budzić współczucie, przy pominięciu kontrowersyjnych i kompromitujących kwestii i opieraniu się na wersji wydarzeń przedstawionej przez jej bohaterkę, byli sami jej scenarzyści. Na filmie, pełnym rodzinnych scen, nie ma ani słowa o tym, że Y. Sanchez wyemigrowała w 2002 r., zawierając fikcyjne małżeństwo (mimo, że była mężatką), do Szwajcarii i że zwróciła się, po dwóch latach pobytu do Biura Imigracji na Kubie, prosząc o anulowanie statusu imigrantki i prawo powrotu. Interesujące, że Y. Sanchez podała w aktach imigranckich jako powód powrotu – trudności natury ekonomicznej, jakie napotkała w obcym kraju… [6].

Boliwijska blogerka o pseudonimie Ulupika, uczestniczka spotkania w genewskim Graduate Institute Student Association (GISA), przekazała w Internecie inną, własną relację z tego wydarzenia. Zauważyła ona, że Y. Sanchez jest utalentowaną propagandystką, skrzętnie pomijającą odpowiedzi na niewygodne pytania, a jej styl ubierania i bycia idealnie wpisuje się we wzorzec kultury zachodniej. „Byłam pod wrażeniem jej przeciętności” – stwierdziła Ulupika. Publiczność w wypełnionej do połowy sali, składała się z około 40 osób, w tym 15 stanowili zwolennicy rewolucji kubańskiej. W tej liczbie znalazło się też 6 ochroniarzy blogerki i fotograf. Pod koniec spotkania autorka relacji, podeszła do Y. Sanchez i poprosiła ją o przekazanie narodowi kubańskiemu najgłębszych wyrazów wdzięczności, dla odważnych ludzi, niezmordowanych i szczerych, w niestrudzonej pracy, lekarzy, którzy ratują życie najsłabszych, ich nauczycieli i szkoleniowców, którzy zwalczają choroby i analfabetyzm w Boliwii. Zgodnie z relacją, wyraz twarzy Y. Sanchez zmienił się. Pojawili się jej ochroniarze, którzy szybko pomogli jej opuścić salę. Później Y. Sanchez przekazała własną wersję wydarzeń, zgodnie z którą miała zostać zaatakowana przez młodą kobietę, która jej groziła, że nie znajdzie miejsca, w którym zdoła się ukryć. Jak skomentowała Ulupika – nie atakowała jej fizycznie, ale nie mogła pozwolić na kłamstwa i przemilczenia [7].

Zwraca też uwagę, że Yoani Sanchez spotyka się z działaczami i przywódcami politycznymi, prowadzącymi w swoich krajach skrajnie antyspołeczną politykę. W Szwecji przyjmował ją i wyrażał poparcie dla jej walki o „wolność Kuby” Carl Bildt, centroprawicowy polityk, którego partia zwalcza związki zawodowe, ogranicza służbę zdrowia, jest przeciwko prawu głosu dla kobiet i urlopom dla robotników [8]. Nie zabrakło jej także czasu na pełne serdeczności spotkania ze zwolennikami byłej dyktatury w Brazylii, skrajnie prawicowymi parlamentarzystami w USA i politycznymi spadkobiercami Francisco Franco w Hiszpanii [9]. Spotkanie z byłym premierem hiszpańskim Jose Marią Aznarem, politycznie związanym nie tylko ze spuścizną dyktatora, ale i współodpowiedzialnym za interwencję w Iraku, które uznała za „wielki zaszczyt”, nie przeszkadzało Y. Sanchez w publicznym wymienianiu jednym tchem wśród innych dyktatur frankizmu hiszpańskiego, czemu dała wyraz np. w swoich wywiadach przeprowadzonych w Polsce.

Podczas pobytu w Brazylii kubańska blogerka wzbudziła jednak pewne kontrowersje wśród członków prawicowej części diaspory pochodzenia kubańskiego w Miami, kiedy, jak potem sama przyznała, mając odmienne intencje, pozornie opowiedziała się za zniesieniem amerykańskiego embarga i uwolnieniem Kubańskiej Piątki, czyli antyterrorystów kubańskich, de facto więźniów sumienia przetrzymywanych w USA, o których wolność walczy wielu aktywistów praw człowieka na całym świecie. W kwestii zniesienia embarga, można łatwo zauważyć zbieżność tonu wypowiedzi Y. Sanchez i polityków republikańskich w USA. Przy tym identyczna była również jawnie głoszona motywacja tego typu deklaracji zarówno u Y. Sanchez, jak i u waszyngtońskich oficjeli. Zaostrzona blokada, z której skutkami społeczeństwo kubańskie musi radzić sobie od ponad 50 lat, po prostu nie spełniła, ich zdaniem, swojej funkcji [10].

Największą burzę i oburzenie w kręgach ekstremistów w Miami i przedstawicieli amerykańskiej ekspozytury na Kubie, wywołały słowa o uwolnieniu Kubańskiej Piątki. Jednak własne słowa Y. Sanchez szybko zdementowała, wyjaśniając wszem i wobec, że nigdy nie opowiadała się za ich wolnością i że zostali oni słusznie skazani, a jej własna ironia została jedynie źle zinterpretowana. W jej przekonaniu wolałaby po prostu, by rząd jej kraju nie przeznaczał tak dużych środków na bezsensowne jej zdaniem kampanie [11]. Przy tym przemilczała dyskretnie, że jej własne zagraniczne tournee jest bardzo kosztowną kampanią, sponsorowaną przez zagraniczne ośrodki.

Podkreślanie praworządności procesu i słuszności skazania Kubańskiej Piątki przez Y. Sanchez współbrzmi ze stanowiskiem republikańskiej deputowanej w kongresie USA, znanej z wrogiego stosunku do Kuby – Ileany Ros-Lethinen, która stwierdziła, że był to uczciwy proces, pomijając m.in. fakt, że w 2010 r. ujawnione zostały taśmy i billingi dziennikarzy, którzy otrzymali od administracji waszyngtońskiej spore sumy pieniędzy, by przedstawiali działalność Piątki w zakłamanym świetle i domagali się jak najwyższych dla niej wyroków, a także to, że rozprawa rewizyjna w 2005 r. udowodniła polityczne podłoże procesu, uzasadniając to w 93 stronicowej analizie [12].

Zbieżność stanowisk Y. Sanchez i waszyngtońskich polityków zdradza, jak dalece głoszone przez nią poglądy, są zaprogramowane i uzależnione od tego, co głoszą aktualnie jej mocodawcy, mający na celu ocieplenie jej wizerunku. Warto przypomnieć, że z tym mechanizmem, wykreowano postać głównego kontrkandydata Hugo Chaveza w przedostatnich ostatnich wyborach prezydenckich w Wenezueli, którym był Enrique Caprilles Radonski [13].

– Ta kobieta jest fałszywa. Zrobi i powie wszystko, by wygrać zwolenników. To co robi, to jest wielki biznes. Ona jest wilkiem w przebraniu owcy – tak scharakteryzowała postawę Y. Sanchez młoda kubańska bloggerka i dziennikarka. W rzeczywistości, nagradzaną przez zachodnie ośrodki szerzenia demokracji, działalność Y. Sanchez można scharakteryzować jako ciąg fałszerstw. Przykładowo w 2009 r. media prozachodnie, również w Polsce, solidaryzowały się z kampanią ogłoszoną przez sponsorowaną blogerkę w postaci napisania kwestionariusza z serią pytań. Powtarzały one twierdzenia Y. Sanchez, że kwestionariusze otrzymali zarówno Barack Obama, jak i Raul Castro, przy czym ten drugi miał nie raczyć odpowiedzieć. W rzeczywistości Y. Sanchez, wbrew własnym słowom, nigdy nie wysłała listu do kubańskiego prezydenta. Przywódca kubański nie miał nawet okazji poznać jego treści. Kwestię tę ujawniły po jakimś czasie poufne dokumenty SINA, opublikowane przez Wikileaks. Szef Sekcji, Jonathan D. Farrar, potwierdził te fakty w depeszy wysłanej do Departamentu Stanu: „Nie oczekuje żadnej odpowiedzi, bo przyznała, że nigdy [pytania] nie zostały przekazane kubańskiemu prezydentowi” [14].

Liczne mijanie się z prawdą przez Y. Sanchez zmuszają niekiedy nawet podmioty, nie mające nic wspólnego z Kubą, do wyjaśnień obalających jej wywody. Tak było w przypadku, gdy kubańska blogerka napisała na swoim twitterowym koncie, że wie o rzekomej dyskryminacji Kubańczyków w dostępie do Internetu, prowadzonych za pośrednictwem Hotelu Park Central w Hawanie, będącego, według jej twierdzeń, w gestii międzynarodowej sieci hotelowej NH. Firma ta odpowiedziała, o czym pisał również hiszpański dziennik El Pais, że nie zarządza ona żadnym hotelem na Kubie [15].

Innym razem blogerka oskarżyła rząd kubański o zablokowanie jej konta na Twitterze, co spotkało się ze zdecydowanym dementi, zarówno ze strony wiceministra Informatyki i Komunikacji, który oświadczył, że Kuba nie blokuje żadnemu obywatelowi dostępu do sieci społecznościowych, jak i administracji Twittera, która sama przyznała, że tymczasowo zawiesiła uczestnictwo wszystkich kubańskich użytkowników i ponosi za to wyłączną odpowiedzialność [16].

Kubańczycy znają również Y. Sanchez z wyjątkowo pogardliwych, wobec własnego społeczeństwa, twierdzeń. We wrześniu 2011 r., w rozmowie z portorykańską gazetą „El Nuevo Dia”, blogerka stwierdziła, że 80% Kubańczyków, to chorągiewki na wietrze, gdyż „oportunizm przeniknął głęboko od wewnątrz jej kraj” [17]. Y. Sanchez zręcznie zaniża do 10% skalę publicznych debat i aktywności w nich Kubańczyków, broniących obecnego kształtu politycznego Kuby, reprezentowanej nie tylko przez działalność kilku tysięcy blogerów (wobec liczby zaledwie dwudziestu kilku antykomunistycznych blogów), jak i platform medialno-informacyjnych, nie cenzurujących również krytycznych komentarzy [18]. Nie przeszkadza jej to jednak występować w roli rzeczniczki Kubańczyków. Podczas pobytu w Brazylii, starając się udowodnić, że rząd ignoruje potrzeby społeczne stwierdziła, że sama ma problem z ubytkiem zęba, ale podczas pobytu w Waszyngtonie wstawią jej złoty ząb, gdyż w jej własnym kraju usługi dentystyczne są rzekomo zarezerwowane jedynie dla przedstawicieli rządu. Krytykowała również wyżywienie na Kubie, stosując argumentację, że obywatele kubańscy nie mogą rzuć gumy, a „karmieni są jedynie zupą” [19]. Dziennikarka i blogerka kubańska, której opinię o autorce bloga Generacion Y cytowałem już wyżej, gdy pokazałem jej materiał z tymi stwierdzeniami Y. Sanchez, zwróciła uwagę, że wystarczyłaby wypowiedź rodowitego bądź wieloletniego mieszkańca Kuby, by obalić te twierdzenia. To bardzo ciekawe uwagi również w kontekście niezależnych danych na temat kubańskiej służby zdrowia i ogólnie kondycji zdrowotnej i społecznej „pozostających masowo w nędzy” (według Y. Sanchez ) obywateli kubańskich dostępnych chociażby na stronie oficjalnej UNICEF. Kubańczycy, z którymi zetknął się Piotr Ikonowicz, podczas swojego wyjazdu w 2007 r., a którzy mieli takie zapotrzebowanie, otrzymywali od rządu, nie ponosząc za to żadnych opłat, zarówno złote koronki, jak i protezy [20].

Warto zwrócić uwagę też na inną kwestię. Blogerka, która za swoją działalność zdołała zgromadzić majątek ponad 250 tys. euro czyli równowartość 20 lat płacy minimalnej we Francji [21] narzeka na swoją kondycję finansowo-społeczną i sama nie może ani zgłosić się do krajowego dentysty, jak czynią to jak widać powyżej inni Kubańczycy. Woli natomiastby leczono ją stomatologicznie w USA, do czego sama się przyznaje [22]. Nie wydaje się to jednak dziwne w kontekście jej twierdzenia, że musi walczyć z rządem Kuby „zębami i pazurami” skądinąd nie bardzo przystającego do wizerunku pokojowej obywatelskiej działaczki, jaki przy różnych okazjach stara się budować.

W wygłaszanych przez siebie wypowiedziach Y. Sanchez często próbuje podkreślać ubóstwo kubańskiego społeczeństwa oraz to, że „nic nie zostało z dawnej rewolucji”. Ciekawie to brzmi w kontekście badań naukowych, przeprowadzonych przez różne światowe instytucje. Przykładowo wg FAO, rocznie z głodu umiera 17.000 dzieci – żadne z nich nie jest Kubańczykiem [23]. UNICEF w raporcie z marca 2010 r. stwierdził, że wszystkie szpitale na Kubie zapewniają pełną opiekę nowo narodzonym dzieciom i ich matkom, dając doskonałe warunki życiowego startu [24]. Zgodnie z wynikami badań działającej od 1919 r. pozarządowej organizacji Save the Children z siedzibą w Wielkiej Brytanii Kuba jest najlepszym krajem w Ameryce Łacińskiej pod względem warunków macierzyństwa i wychowania dzieci, w światowych rankingach zajmując 33 miejsce [25].

W swoich wywiadach podczas pobytu w Polsce Y. Sanchez używała również argumentu, który często powraca w wymierzonej w rząd kubański argumentacji, że Kubańczycy masowo opuszczają wyspę, choć jak sama zaznaczyła w wywiadzie z PAP, w rzeczywistości nie wie, ile naprawdę wyjeżdża. Jednak statystyki emigracji i powrotów na Kubę obalają te twierdzenia. Pomiędzy rokiem 2000 a 31 sierpnia 2012 r. spośród wszystkich Kubańczyków, który poprosili o zgodę na opuszczenie na stałe lub czasowo, to uprawnienie otrzymało 99,4%. Zaledwie 0,6% z uzasadnionych powodów nie dostało takiego zezwolenia. Od 2000 r. do dnia 31 sierpnia 2012 wyjechało z przyczyn indywidualnych 941 953 Kubańczyków, co daje razem liczbę blisko miliona. Spośród nich nie wróciło do kraju zaledwie 12,8%, łącznie 120 705 osób. W tym okresie wśród prawie miliona wyjeżdżających, 156 068 stanowili absolwenci uczelni. Pozostało spośród nich za granicą 17.153, co daje razem 10,9% spośród wyjeżdżających absolwentów [26].

Powyższe dane pokazują, że większość Kubańczyków, w tym absolwentów szkół wyższych, którzy byli za granicą, powraca systematycznie do kraju. Od siebie mogę dodać, że dzięki Internetowi mam kontakt również z niektórymi pośród wyjeżdżających czasowo lub przebywających za granicą (nawet w Miami) Kubańczyków, którzy wciąż celebrują socjalistyczne święta i w pełni popierają rewolucyjny rząd, broniąc go przed nieuczciwymi atakami ze strony przeciwników rewolucji. Ci ostatni najczęściej nie robią tego bezinteresownie.

Nie brak jednak i wśród tych przeciwników rozczarowanych ofiar zachodniej propagandy, które płacą cenę własnych złudzeń. Jak zauważył kubański dziennikarz Juan Carlos Pereyra, gdyby 50-letniemu Gilberto Martinezowi, którego w dniu 7 maja bieżącego roku policja hiszpańska eksmitowała z mieszkania wraz z żoną i trojgiem dzieci, powiedziano wcześniej, z jakimi realiami będzie się musiał zderzyć w Hiszpanii, nazwałby to niewątpliwie propagandą „reżimu Castro”. G. Martinez przez dwa lata nie znalazł pracy i przyznał, że rodzina nie ma żadnych środków utrzymania. Z płaczem zwrócił się do dziennikarzy El Pais, tłumacząc, że on i jego bliscy chcą jak najszybciej powrócić na Kubę [27]. To już kolejny przypadek, o którym dane mi było czytać, który w dość drastycznej postaci pokazuje, jak sen o lepszym życiu poza Kubą okazuje się koszmarem. Nawet w nowojorskim ruchu oburzonych znalazła się kubańska emigrantka, pozbawiona środków do życia.

Fakty przeczące propagandzie emigracyjnej, uprawianej także przez Y. Sanchez, wykazują również badania prof. Salima Lamraniego, które, na podstawie porównania Kuby z innymi krajami, ujawniły, że w 1993 r., po upadku ZSRR i wyczerpaniu krajowych rezerw, w najgorszym roku dla gospodarki kubańskiej, wyemigrowało 13.666 osób, a w tym samym czasie z Kanady 17.156, z Jamajki 17.241, z Salwadoru 26.818, z Dominikany 45.420, a z Meksyku 126.561. Pod względem liczby osób emigrujących do USA Kuba znalazła się na szóstym miejscu na kontynencie.

Dziesięć lat później, a więc w czasie rzekomej „obławy na dysydentów”, w 2003 r. do USA wyemigrowały z Kuby 9.304 osoby. Na kontynencie amerykańskim Kuba znalazła się na 10 miejscu pod względem liczby emigrantów, za Peru, Kanadą, Haiti, Jamajką, Gwatemalą, Kolumbią, Dominikaną, Salwadorem i Meksykiem. W rzeczywistości to za rządów Fulgencio Batisty emigracja do USA była większa, niż z obu Ameryk i innych krajów, jak Chiny, Indie czy Indonezja [28].

Na trasie tournee Y. Sanchez znalzł się także Meksyk. Domagająca się od Brazylii zdecydowanego stanowiska w sprawie Kuby kubańska aktywistka stwierdziła, że gdyby miała możliwość wyboru, gdzie ma przyjść na świat, byłby to właśnie ten kraj bądź Brazylia. Meksykańska lewica, piórem dziennikarza Alberto Buitre, zauważyła, że gdyby Y. Sanchez była szczerą obrończynią wolności prasy, powinna zwrócić uwagę, że jedzie do kraju, w którym zamordowano jedynie w ostatnim roku 11 niezależnych publicystów. Taka sama liczba ofiar pośród nich została zanotowana w Brazylii, a o pięć mniej w Hondurasie. Według raportu Krajowej Komisji Praw Człowieka w Meksyku od 1999 r. do chwili obecnej doszło do 85 zabójstw dziennikarzy, 18 zaginięć i 33 ataków na media, w sumie 843 zamachów na dziennikarzy. Zgodnie z informacją Press Emblem Campaign (PEC) z siedzibą w Genewie w 2012 roku, zginęło 141 dziennikarzy w 29 krajach Natomiast na Kubie ostatnią taką zbrodnię popełniono za dyktatury F. Batisty w 1958 r. na korespondencie, pochodzącym z Ekwadoru, nazwiskiem Carlos Bastidas Argüello [29].

Fakty, których małą część zdołałem tutaj przytoczyć, należy jednoznacznie do skrajnie nieuczciwych kampanii dyskredytowania Kuby, w której Y. Sanchez i jej koledzy odgrywają jedną z decydujących ról. Dodać można, że równie nieuczciwe standardy kazały „dysydentom” kubańskim, w tym również „Damom w Bieli” popierać jako przejaw walki o tzw. demokrację, krwawy zamach stanu w Hondurasie w 2009 r., którego ofiarą padło wielu rzeczywistych obrońców praw człowieka.

Fot2Y_SFot. 2. Nieżyjąca liderka Dam w Bieli Laura Pollan w towarzystwie Berty Soler i jednej z członkiń ich organizacji o imieniu Alejandrina (w środku) opuszczają biuro Sekcji Interesów Stanów Zjednoczonych z siatkami z materiałów propagandowych. Fotografia z grudnia 2010 r. (źródło: http://fanalcubano.blogspot.com)

Owo opozycyjne towarzystwo wzajemnej adoracji nie dostrzegło również masowych grobów odkrytych w Kolumbii w 2010 r. Zwolenników rewolucji, swoich współobywateli grupka ta określa słowem „motłoch”. Z kolei inny wykreowany przez USA kolejny bohater opozycujny – Guillermo Farinas posunął się w jednym z wywiadów do twierdzenia, że walczący o swoje prawa, zamieszkujący Chile Mapucze, ludność pochodzenia indiańskiego, walczący z dyskryminacją ze strony rządu, jakiej są poddani, to pospolici terroryści [30]. Warto zauważyć, że Mapucze zastosowali praktykowany przezeń strajk głodowy, który prowadzili oni w sumie przez 82 dni, domagając się m.in. zaprzestania przemocy i prześladowań wobec cywili przez miejscowe wojskowe władze. Media chilijskie, eksponując i wyolbrzymiając znaczenie nieukrywanego na Kubie strajku G. Farinasa, równocześnie ocenzurowały film, na którym jeden z uratowanych górników z katastrofy kopalni w San Jose wyraził okrzyk solidarności z Mapuczami. Nic lepiej nie pokazuje, kto stosuje podwójne standardy. Nagrodzony przez Parlament Europejski Nagrodą im. Sacharowa G. Farinas, podobnie jak inni „dysydenci”, wykazał się brakiem świadomości, czym są prawa człowieka.

Fot.4Y_SFot. 4. Guillermo Farinas w czułym uścisku Joaquina Monserrate, funkcjonariusza Sina. Fotografia z 7 października 2011 ( Ismael Francisco/Cubadebate).

Wśród wielu moich przyjaciół i rozmówców na Kubie słyszę nieraz wyrazy wstydu i zażenowania, że tego typu dobrze opłacani najemnicy również są, mimo wszystko, Kubańczykami, choć zdradzają własny kraj. Jeden z nich zauważył, że bycie rewolucjonistą oznacza wystawianie się na próbę każdego dnia. Potwierdził znane fakty, że w całym kraju w wielu placówkach Amerykanie posiadają punkty werbunkowe i trzeba mieć wiele samozaparcia, by nie ulec ich namowom. Opowiedział mi epizod z własnego życiorysu. Kiedy był studentem, jedna z takich komórek na uczelni, chciała go zwerbować, zwracając uwagę na jego talent fotograficzny, który jeśli będzie robił to, co mu każą jego nowi mocodawcy, zapewni mu lepszą przyszłość i sytuację ekonomiczną.

* * *

Motywy działalności opłacanej agentury, której przedstawicielką jest biorąca udział w tej farsie Y. Sanchez są oczywiste. Budująca swój wizerunek otwartej na dyskusję nawet z protestującymi komunistami (których protest de facto stara się zbagatelizować) prześladowanej i niewinnej humanistki, bloggerka nigdy nie odpowiedziała na listę 40 pytań, które skierował do niej prof. Salim Lamrani, który trzy lata wcześniej przeprowadził z nią wywiad opublikowany w drugiej połowie kwietnia 2010 r., w związku z rozpoczęciem jej światowej podróży 19 lutego 2013 r. [31]. Jednak nie ma co liczyć, że Yoani Sanchez, która we wtorek 28 maja br spotkała się z Lechem Wałęsą ustosunkuje się do wyżej przytoczonych faktów. L. Wałęsę nazywa ona „ważną postacią dla kubańskiej opozycji”. „Miałam 14 lat, kiedy w 1989 r. obalał pan komunizm w Polsce i wtedy po raz pierwszy o panu usłyszałam i to zmieniło zupełnie moje życie” – powiedziała blogerka [32].

Wykształcenie zdobyła jednak na Kubie i to poważne – poznając literaturę klasyczną i kończąc filologię z dyplomem. Zapomniała też dodać, że działalność podjęła dopiero po powrocie ze Szwajcarii, gdzie, jak się podejrzewa, nawiązała pierwsze kontakty z północnoamerykańskimi przedstawicielami. Michael Parmly, były szef SINA w Hawanie, który odbywał regularne spotkania z Y. Sanchez w rezydencji amerykańskiego personelu dyplomatycznego, wyraził zaniepokojenie z powodu publikacji amerykańskich dokumentów dyplomatycznych przez Wikileaks „Miałbym wiele kłopotów, gdyby ujawniono wiele rozmów miałem z Yoani Sánchez. Mógłbym zapłacić trwałymi konsekwencjami” [33].

Według badań prof. S. Lamraniego do 12 lutego 2012 r. Yoani Sanchez miała 214 tys. obserwatorów na swoim twitterowym koncie, z czego tylko 32 mieszkało na Kubie. Ona sama obserwowała natomiast więcej niż 80 tys. kont [34]. W tej kwestii należy dodać, że wśród jej obserwatorów starających się po prostu wiedzieć na bieżąco o kolejnych przeinaczeniach kubańskiej blogerki nie brak również moich przyjaciół. Bloggerka twierdzi na swoim profilu na Twitterze, że porozumiewa się z tymi kontami za pośrednictwem smsów, bez dostępu do sieci. Tymczasem nie jest możliwe, by śledziła tyle kont bez dziennego dostępu do sieci, jedynie posługując się smsami i korzystając raz na tydzień z połączenia hotelowego.

Witryna http://www.followerwonk.com analizuje wszystkie konta użytkowników twittera. Analiza konta Y. Sanchez wykazała, że od czerwca 2010 r. rejestrowała ona ponad 200 różnych kont każdego dnia na twitterze, niekiedy osiągając nawet rejestrację 700 kont w ciągu 24 godzin. Nie jest możliwe stworzenie tak wielu kont w tak krótkim czasie, co sugeruje, że konta te zostały wygenerowane przez program komputerowy [35]. Okazało się też, że około 50 tys. internetowych „zwolenników” Y. Sanchez to konta-duchy lub nieaktywne. 3363 konta spośród tych duchów nie ma nawet żadnych obserwatorów, a 2897 innych utrzymują stałą liczbę 1-2 kont obserwujących [36].

Zadziwiające, że Y. Sanchez zdaje się momentami pamiętać bardzo wybiórczo historię własnego kraju. W rozmowie z prof. S. Lamranim wykazała, że nie zna ani aktów terrorystycznych antysocjalistycznych grup z Miami (zwanych na Kubie Mafią z Miami), ani inwazji w Zatoce Świń. W rozmowie tej nazwała system rządów F. Batisty dyktaturą, zaznaczyła jednak, że… wówczas panowała wolność prasy, radia i wypowiedzi. Kiedy S. Lamrani przypomniał, że między grudniem 1956 r. a styczniem 1959 r. wprowadzono cenzurę i prześladowania opozycji, Y. Sanchez przyznała: „To prawda, była cenzura, zastraszanie i w końcu śmierć” [37]. W kontekście tym warto przypomnieć, że rząd F. Batisty przyczynił się do śmierci 20 tys. obywateli kubańskich, o czym mówił John Fitzgerald Kennedy na bankiecie wyborczym wydanym przez Partię Demokratyczną w mieście Cincinnati w stanie Ohio 6 października 1960 r.

* * *

Przypadek Y. Sanchez pokazuje dobitnie, że współcześnie tym łatwiej dzięki możliwościom, jakie daje Internet, wykreować taką opozycyjną postać i zapewnić jej sztuczną popularność. Zasłanianie się przez nią sloganami o demokracji i prawach człowieka, w rzeczywistości wyraża poglądy i interesy obcego mocarstwa. Mocarstwa, z którego winy jej kraj pozbawiony jest dostępu do technologii z powodu sankcji ekonomicznych, sabotażu czy akcji terrorystycznych. W efekcie zginęło ponad 4 tys. obywateli kubańskich. Być może autorka bloga Generacion Y potrafi lekko puścić w niepamięć te zbrodnie imperializmu wymierzone we własny kraj. Nie powinna jednak oczekiwać od Kubańczyków takiej amnezji. Nie ma co liczyć, że zapomną oni o tym.

Działalność nielicznej opozycji na Kubie, której nieodrodną częścią jest Y. Sanchez, demaskuje nieuczciwość operowania hasłami praw człowieka przez tego rodzaju grupy, rozwijające aktywność przy wsparciu propagandowym i finansowym ze strony zachodnich ośrodków, zasłaniających się wspieraniem praw człowieka i wolności słowa.

Tam, gdzie rzeczywiście popełniane są zbrodnie, i to w masowej skali, ale interesy imperium pozostają nie naruszone, kwestia praw człowieka dla tych ośrodków nie istnieje, a w najlepszym razie budzi znacznie mniejsze emocje. Natomiast tu, gdzie rządy kierując się ideą sprawiedliwości społecznej, chcą zachować niezależną politykę i kierują się rzeczywistymi prawami człowieka, czyli przede wszystkim prawem do godnego życia, stawiając to jako wartość nadrzędną, wbrew interesom imperium, wówczas każde fałszerstwo i ingerencja w suwerenność takiego kraju okazują się godne i sprawiedliwe, dla tych ośrodków i wspierających je mediów. Rozwinięcie tego tematu w kontekście genezy i teraźniejszości finansowania z zewnątrz kubańskiej opozycji wymaga poświęcenia mu odrębnego opracowania.

_____________________________________
1. Kubańska blogerka Yoani Sanchez Człowiekiem Roku ”Gazety Wyborczej”: ”Dusiłam się z braku wolności. Musiałam zostać dziennikarką”: http://wyborcza.pl/1,75477,13982051,Yoani_Sanchez__wybitna_kubanska_blogerka_Czlowiekiem.html
2. Wikileaks ujawnia rozmowy Yoani Sanchez z Michaelem Parmly: http://razonesdecuba.cubadebate.cu/noticias/wikileaks-revela-conversaciones-de-yoani-sanchez-con-michael-parmly/; Cable reference id: #07HAVANA622; http://www.cablegatesearch.net/cable.php?id=07HAVANA622&q=parmly%20sanchez%20yoani Cable reference id: #09HAVANA689; http://www.cablegatesearch.net/cable.php?id=09HAVANA689&version=1314919461
3. Nil Nikandrov – Kubańska bloggerka pracuje dla CIA I Departamentu Stanu http://www.globalresearch.ca/yoani-maria-sanchez-blogger-on-state-department-and-cia-service/5325806
4. W Genewie i Zurychu wygwizdano i potępiono Yoani sanchez i ujawniono, że dokument Zakazane głosy jest oszustwem (+zdjęcia) http://www.cubainformacion.tv/index.php/en-portada/50108-en-ginebra-y-zurich-abuchearon-a-yoani-sanchez-y-denunciaron-que-documental-forbidden-voicesa-es-un-fraude-fotos
5. Tamże
6. Tamże
7. Tamże; relacja Ulupiki z odniesieniem do innych materiałów na temat Y. Sanchez znajduje się m.in. także na stronach:
https://www.yoanislandia.com/noticias/yoani-sanchez-no-es-la-mater-dolorosa-que-quiere-aparentar/#.UaJlf9Kjfa8;
http://tobleronecubano.wordpress.com/2013/05/20/la-conoci-en-persona-yoani-sanchez-es-todo-un-personaje-cuba-yoani-sanchez/
8. http://www.britannica.com/EBchecked/topic/387122/Moderate-Party Yoani Sanchez! http://nadzin.blox.pl/2013/05/Yoani-Sanchez.html
9. W Genewie i Zurychu wygwizdano i potępiono Y. Sanchez i ujawniono, że dokument „Zakazane głosy” jest oszustwem (+zdjęcia): http://www.cubainformacion.tv/index.php/en-portada/50108-en-ginebra-y-zurich-abuchearon-a-yoani-sanchez-y-denunciaron-que-documental-forbidden-voicesa-es-un-fraude-fotos.
10. Yoani Sánchez przystaje do klasy politycznej USA w kwestii embarga Kuby: http://www.youtube.com/watch?v=khDVsFeA-AU&feature=share
11. 6. Blogger Yoani Sánchez says comment on ‘Cuban Five’ was ironic, misunderstood http://www.miamiherald.com/2013/02/20/3244596/yoani-sanchez-calls-for-the-release.html
12. 9. Rząd USA potajemnie zapłacił tysiące dolarów dla dziennikarzy z Miami opisujących uwięzienie i proces Kubańskiej Piątki http://www.pslweb.org/site/News2?page=NewsArticle&id=14079&news_iv_ctrl=1261
13. Maciek Wiśniewski – Bilans Chaveza http://lewica.pl/?id=27629&tytul=Maciek+Wi%B6niewski%3A+Wenezuela+-+bilans+Ch%E1veza
14. Santana Armando Martinez- Wikileaks ujawnia żale kompromitujące Yoani Sanchez:
http://old.kaosenlared.net/noticia/revela-wikileaks-comprometedor-lamento-yoani-sanchez ; Cable reference id: #09HAVANA527 http://www.cablegatesearch.net/cable.php?id=09HAVANA527&q=sanchez%20yoani ;Cable reference id: #07HAVANA622 http://www.cablegatesearch.net/cable.php?id=07HAVANA622#para-194721-5 ; W kwestii Yoani http://www.giannimina-latinoamerica.it/1961-a-proposito-di-yoani/
15. Jak ugasić pożar w Internecie http://elpais.com/diario/2011/04/24/negocio/1303652847_850215.html Periódico El País denuncia mentira de Yoani Sánchez http://cambiosencuba.blogspot.com/2011/04/periodico-el-pais-denuncia-mentira-de.html
16. Gazeta El Pais ujawnia kłamstwo Yoani Sánchez http://cambiosencuba.blogspot.com/2011/04/periodico-el-pais-denuncia-mentira-de.html
17. 80% Kubańczyków to oportuniści, według Yoani Sanchez http://lapupilainsomne.wordpress.com/2011/09/20/oportunistas-el-80-de-los-cubanos-segun-yoani-sanchez/
18. Główne z tych platform to Cubadebate, Rebellion, Juventud Rebelde, Prensa Latina, Trabajadores. Więcej – D. Jakubowski: Kuba – deficyt demokracji czy współuczestnictwo ludu http://www.1917.net.pl/?q=node/7629
19. Kubańska blogerka mówi, że jest w gorszej sytuacji broniąc demokracji zębami i pazurami http://www.sensacionalista.com.br/2013/02/20/blogueira-cubana-se-diz-em-desvantagem-para-defender-democracia-com-unhas-e-dentes/
20. Piotr Ikonowicz- Kiedy Amerykanie wylądują na Kubie… http://www.lewica.pl/index.php?id=14348&tytul=Ikonowicz:-Kiedy-Amerykanie-wyl%B1duj%B1-na-Kubie…
21. Salim Lamrani – Kto stoi za Yoani Sanchez? http://www.cubadebate.cu/opinion/2012/02/26/quien-esta-detras-de-yoani-sanchez/ http://ratb.org.uk/news/cuba/223-dissident-sanchez-exposed1
22. Kubańska blogerka mówi, że jest w gorszej sytuacji broniąc demokracji zębami i pazurami http://www.sensacionalista.com.br/2013/02/20/blogueira-cubana-se-diz-em-desvantagem-para-defender-democracia-com-unhas-e-dentes/
23. Kuba Statystyki (2010) http://www.unicef.org/spanish/infobycountry/cuba_statistics.html
24. David Koch – Szpitale na całej Kubie są przyjazne dla nowo narodzonych i ich matek http://www.unicef.org/spanish/infobycountry/cuba_53057.html
25. Kuba jest najlepszym krajem w Ameryce Łacińskiej, aby być matką … W4SE4W4SE44E444ESE3’
http://www.esmaelmorais.com.br/2013/05/cuba-e-o-melhor-pais-da-america-latina-para-ser-mae-diz-estudo-e-agora-a-velha-midia-vai-ao-stf/
26. Kuba będzie kontynuować emigrację legalną, uporządkowaną i bezpieczną http://www.cubadebate.cu/especiales/2012/10/25/cuba-seguira-apostando-por-una-emigracion-legal-ordenada-y-segura/
27. Juan Carlos Pereyra – “Przeklęta ulica” http://www.cubadebate.cu/opinion/2013/05/14/a-la-puta-calle/
28. Salim Lamrani- Emigracja z Kuby w świetle faktów http://internac.home.pl/roa-wiatrow/ameryka-aciska/298-salim-lamrani-emigracja-z-kuby-w-wietle-faktow.html; D. Jakubowski – Kuba Fidela Castro przez lata uwolniła tysiące przeciwników http://www.konserwatyzm.pl/artykul/7947/kuba-fidela-castro-przez-lata-uwolnila-tysiace-przeciwnikow
29. Alberto Buitre – Chciałbym być Yoani Sánchez http://www.rebelion.org/noticia.php?id=164185
30. Mapucze polityczni więźniowie podczas 82-dniowego strajku głodowego http://www.mediafreedominternational.org/2011/04/09/34-mapuche-political-prisoners-on-hunger-strike-during-82-days/
31. Benijamin Willis i Maria Isabel Alfonso – Kubańska bloggerka I “Wielki Zły Wilk”. Kuriozalny przypadek Yoani Sanchez http://www.counterpunch.org/2013/03/20/the-curious-case-of-yoani-sanchez/
32. Yoani Sanchez: Wałęsa bardzo ważną postacią dla kubańskiej opozycji
http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130528/KRAJSWIAT/130529486
33. A proposito di yoani http://www.giannimina-latinoamerica.it/1961-a-proposito-di-yoani/
34. Salim Lamrani – Kto stoi za Yoani Sanchez? http://www.cubadebate.cu/opinion/2012/02/26/quien-esta-detras-de-yoani-sanchez/ http://ratb.org.uk/news/cuba/223-dissident-sanchez-exposed1
35. Tamże.
36. Tamże
37. Ernesto Perez Castillo – Yoani Sánchez: Obieranie cebuli http://cambiosencuba.blogspot.com/2010/04/yoani-sanchez-pelando-la-cebolla.html
Salim Lamrani – Wywiad z Yoani Sanchez http://www.cubadebate.cu/especiales/2010/04/17/ciberbestiario-la-entrevista-de-salim-lamrani-a-yoani-sanchez/
38. Speech of Senator John F. Kennedy, Cincinnati, Ohio, Democratic Dinner October 6, 1960 http://www.presidency.ucsb.edu/ws/?pid=25660

Imperializacja europejska

Zapowiedziane ostatnio przez szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso kolejne zacieśnienie integracji w ramach Unii Europejskiej jest kolejnym sygnałem, iż imperialistyczne i antypaństwowe tendencje w ramach Wspólnoty mają się coraz lepiej. Szczegóły, które mają zostać podane do publicznej wiadomości przed przyszłorocznymi wyborami do parlamentu europejskiego już wzbudziły niepokój wśród polityków różnych opcji politycznych, nie tylko polskich ale również zagranicznych. Niepokój jak najbardziej słuszny, gdyż „integracja” nabiera coraz niebezpieczniejszych rozmiarów.

Ze słów Barroso najbardziej uderzająca była zapowiedź utworzenia urzędu centralnego ministra finansów mającego w przyszłości kontrolować finanse poszczególnych państw członkowskich. W jaki sposób miałby je kontrolować oraz jakie dokładnie miałby uprawnienia na razie nie wiadomo. Tym niemniej, sam fakt ewentualnego pojawienia się takiego nowego politycznego bytu jest wielce niebezpieczny gdyż uderzałby w najbardziej integralną i najważniejszą część niepodległości państw członkowskich. Poszczególne państwa, w tym Polska stracić mogą wszelką kontrolę nad swoimi finansami a więc także nad wszystkimi gałęziami gospodarki a co za tym idzie staną się posłusznymi wykonawcami władz w Brukseli. Uderzy to w szczególności w kraje takie jak właśnie Polska, których gospodarka już teraz opiera się w zasadzie wyłącznie na obcym kapitale i unijnych dotacjach. Pewien obraz tego jak może to w nieodległej przyszłości wyglądać daje obecna sytuacja polityczno-gospodarcza krajów Południa takich jak Cypr czy Grecja, które za cenę ustępstw w sferze własnej samodzielności otrzymują unijną pomoc. Ustępstw wymuszonych, gdyż podstawione pod ścianą zapaści kraje szantażowane przez unijnych imperialistów brakiem innych rozwiązań (choć takowe istnieją) przyjmują oferowaną im „pomoc”. Ów system, sprawdzony właśnie na krajach Południa widocznie na tyle spodobał się brukselskim elitom, że postanowiły go rozszerzyć na całą Unię Europejską.

Efekt jednak, choć niestety raczej nie w przypadku Polski, może być odwrotny od zamierzonego. Dwaj z trzech najważniejsi aktorzy na unijnej scenie, Niemcy i Wielka Brytania, coraz wyraźniej próbują przeciwdziałać polityce Brukseli, która już nawet im wymknęła się spod kontroli. Pierwsze skrzypce gra Wielka Brytania, w której tendencje eurosceptyczne wśród społeczeństwa są już bardzo wyraźnie widoczne. Stają się również coraz bardziej zauważalne w brytyjskich kręgach politycznych, zwłaszcza w rządzącej a tracącej poparcie Partii Konserwatywnej premiera Davida Camerona. Nie jest wcale wykluczone, iż premier chcąc reperować niekorzystne sondaże przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi przychylniejszym okiem spojrzy na mocno eurosceptyczne skrzydło swej macierzystej partii zdobywając tym samym społeczny poklask i władzę na kolejną kadencję. Szczególnie, że na prawej stronie rośnie mu wyczuwająca tendencje silna konkurencja- Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) oraz Brytyjska Partia Narodowa (BNP).

Co zaś tyczy się Niemiec, wzmacniają one sukcesywnie swoje państwowe instytucje nadając im coraz większe uprawnienia kosztem unijnych uregulowań. W tym przypadku jest to również podyktowane względami nowych tendencji w niemieckim społeczeństwie, coraz bardziej zmęczonym spłacaniem nie swoich długów oraz zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, w których rządząca Niemcami chadecka koalicja CDU-CSU będzie chciała utrzymać władzę. Bez ukazania swoich zasług w utrzymaniu niezależności może być to znacznie utrudnione, zwłaszcza w dobie kryzysu gdy rządzące partie tracą władzę. Oczywiście Niemcy są głównym unijnym graczem, państwem mającym ostatnie słowo w podejmowaniu wielu ustalonych w niej decyzji. Jednakże tendencje do wzmacniania samych siebie kosztem Unii ukazują wyraźnie, iż nawet im wymyka się ona powoli spod kontroli.

Na koniec warto byłoby się pokusić o przewidzenie efektu imperialistycznych dążeń Brukseli. Przede wszystkim mogą być one początkowo różne w przypadku różnych państw, w przypadku wspomnianej Wielkiej Brytanii mogą skutkować dalszym zamknięciem się na Unię czy wręcz wystąpieniem ze Wspólnoty. W przypadku państw takich jak Polska może skutkować to dalszym popadaniem w zależność od Brukseli i w konsekwencji utratę możliwości samodzielnego podejmowania decyzji. Jednakże, ostatecznie scenariusz w przypadku wszystkich państw członkowskich może być taki sam- po wystąpieniu jednego państwa nastąpi efekt domina i występowanie kolejnych co ostatecznie będzie skutkować upadkiem Unii, który w dłuższej perspektywie wydaje się być nieuchronny. Oby tylko z nie dającego się w takiej sytuacji uniknąć chaosu powstałego po jej upadku narodziła się nowa, lepsza i pozbawiona imperialistycznych zapędów Europa.

El  Compañero

Rynek zbyt wolny

W moim poprzednim artykule skrytykowałem postawę SLD-owskiej młodzieżówki, Młodych Socjalistów za ostrą krytykę „Niezbędnika polskiej lewicy”. Tym razem jednak postanowiłem powiedzieć o owej Federacji kilka ciepłych słów w kontekście inicjatywy wysłania do Ministra Pracy i Polityki Społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza listu sprzeciwiającego się powszechnej od dłuższego czasu praktyce zatrudniania młodzieży na bezpłatne staże.

O ile sama inicjatywa z całą pewnością pozostanie bez echa ze strony ministerstwa o tyle warto zastanowić się nad tym elementem polskiego rynku pracy. Elementem, który choć istnieć nie powinien istnieje i ma się dobrze.

Otóż praktyka ta, słusznie nazwana przez młodzieżówkę Sojuszu „pańszczyzną XXI wieku” jest jednym z najczarniejszych symboli kapitalizmu z jakimi spotyka się polskie społeczeństwo od wielu lat. Praktyką, która boleśnie dotyka młodzież wchodzącą na rynek pracy. Kolejne rządy, niezależnie od wyznawanych poglądów politycznych, po cichu popierają bezpłatne staże, które są złamaniem wszelkich praw pracowniczych jakie powinny obowiązywać w cywilizowanym świecie. Staże, których celem jest zapewnienie sobie całkowicie darmowej siły roboczej naiwnie wierzącej w świetlaną przyszłość jaką zapewnią im kolejne tego typu staże zapisane w CV. Staże, które wyraźnie obnażają prawdziwe intencje ustroju kapitalistycznego jako ustroju opartego na wyzysku pracownika i zapewnieniu jak największego zysku pracodawcy, klasie wyzyskiwaczy. Klasa ta może pozwalać sobie na tę i podobne jej praktyki z dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że wykorzystuje globalny kryzys i związaną z nim zapaść na rynku pracy. Nadmiarowi siły roboczej, którą jest każdy młody, chcący się usamodzielnić człowiek i każda jego osobista tragedia związana z bezrobociem lub pracą za nieadekwatne do włożonego weń wysiłku wynagrodzenie trudno się dziwić albowiem „tonący brzytwy się chwyta” i nie mając wyboru poddaje się kapitalistycznym mechanizmom wyzysku. Dziwić się nie należy władzom, które z ową nikczemną praktyką nic nie robią. Brak przeciwdziałania jej jest podyktowany interesom klasy w imieniu której owe władze rządzą i do której same należą. Kapitalistyczne władze, które są sowicie wynagradzane przez wielki biznes będący głównym ogniwem współczesnej polskiej gospodarki nie sprzeciwią się mu gdyż to właśnie on finansuje bieżącą działalność popierających kapitalizm partii a także ich kampanie wyborcze. Występuje tu więc swoista symbioza- biznes finansuje pro-kapitalistyczne partie będąc zainteresowanym utrzymaniem obecnego stanu rzeczy w zamian za co dając najważniejszym politykom tych partii udział we władzy i zyskach z tytułu jej posiadania. Sami politycy zaś również są zainteresowani utrzymaniem dotychczasowego status quo ponieważ również należą do klasy posiadaczy i zależy im na utrzymaniu jak największej wolności rynku, gdyż tylko to gwarantuje zgodne z prawem wyzyskiwanie a na każde poddające państwu i dobru mas pracujących uregulowania reagują z wielką dezaprobatą i lekceważeniem połączonym z udawanym zrozumieniem i okrągłymi, nie wnoszącymi żadnych wiążących deklaracji zdaniami. Tymczasem jedynie ograniczenie wolności rynku poprzez korzystne dla klasy pracującej uregulowania prawne może przynieść pewne wymierne, choć doraźne efekty.

W związku z tym inicjatywa wystosowania owego listu do ministra Kosiniaka-Kamysza, choć cenna i warta poparcia z góry jest skazana na niepowodzenie. Jedyną realną szansą na realną zmianę, nie doraźną lecz tym razem trwałą, jest więc ponowne zdobycie i utrzymanie władzy przez klasę pracującą i reprezentującego ją organu. Innymi słowy jedyną szansą na zmianę jest zmiana ustroju na komunistyczny. Choć, tak na marginesie, biorąc pod uwagę krytykę wspomnianego na samym początku „Niezbędnika” nie wydaje się, żeby młodzieżówce Sojuszu się to uśmiechało.

El Compañero

Quo Vadis Lewico?

Ostra krytyka jaką na zaprezentowany ostatnio w Sejmie „Niezbędnik polskiej lewicy” przypuścili Młodzi Socjaliści, młodzieżówki SLD skłania po raz kolejny do refleksji nad kondycją mainsteamowej polskiej lewicy. Wydarzenie to, choć istotne, zostało pominięte przez reakcyjne media w naszym kraju. A jest ono istotne z dwóch powodów. Po pierwsze, jak zostało wyżej wspomniane, skłania do przemyślenia kondycji polskiej lewicy głównego dziś nurtu i dyskusji ideologicznych wewnątrz niej się toczących. Po drugie dlatego, iż jest to cenna inicjatywa zmierzająca do przynajmniej częściowego odkłamania polskiej historii ostatnich dziesięcioleci, historii z uporem i namiętnością fałszowanej przez prawicę od ponad dwudziestu lat. Historii fałszowanej z całkiem dobrym skutkiem, zwłaszcza w kontekście zamętu jakiego dokonują owe przekłamania w głowach ludzi młodych, nie pamiętających Polski sprzed roku 1989 i nie mających porównania. Ale po kolei.

„Niezbędnik polskiej lewicy”, publikacja Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, zaprezentowany przez posłów SLD w tym jego przewodniczącego Leszka Millera został ostro skrytykowany przez młody narybek swej własnej partii a mianowicie przez Federację Młodych Socjalistów. Ukazała się tym samym olbrzymia przepaść dzieląca stary aparat partyjny od młodych działaczy. Otóż młodzieżówce partyjnej nie spodobała się, jak to nazwali, „manipulacja faktami”. „Nie podejrzewając autorów <<Niezbędnika>> o brak podstawowej znajomości historii polskiej lewicy” sami na siebie owe podejrzenia rzucili zapominając, że znakomitą większość historii polskiej lewicy XX wieku stanowią partie komunistyczne, począwszy od PPS-Lewicy a na współczesnej KPP kończąc. I nie były to bynajmniej „ciemne wieki” polskiej historii jak wydaje się wyzierać z opinii Młodych Socjalistów. Opinii wyraźnie już podszytej prawicowym zakłamaniem wpajanym do głów polskiej młodzieży, jak widać skutecznej nawet wobec młodzieży identyfikującej się w jakiś sposób z lewicą. Widoczny brak spójności pomiędzy partią a jej młodzieżówką stał się tym samym bardzo wyraźny, brak jasnej wizji linii ideologicznej partii i brak wychowania własnych, młodych szeregów w duchu socjalistycznym, prawdziwie lewicowym. W takiej sytuacji samo nasuwa się więc pytanie kto w tej sytuacji jest bardziej szczery w swych poglądach, SLD czy jego młodzieżówka. Wydaje się jednak, iż ta druga robiąca przy tym niedźwiedzią przysługę najwyższym szczeblom partyjnym, której strategia polityczna w ostatnim czasie obliczona jest wyraźnie na zjednanie sobie mocno lewicowego elektoratu mającego diametralnie odmienne zdanie o czasach sprzed zmiany ustroju na kapitalistyczny. Także zablokowanie uchwały dotyczącej uczczenia trzydziestej rocznicy śmierci Grzegorza Przemyka jest wyraźnym mrugnięciem okiem w stronę komunistycznego lub chociaż komunizującego elektoratu. Sojusz przy tym próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu- pozostać tzw. „nowoczesną lewicą” wstydzącą się od czasu do czasu swych komunistycznych korzeni oraz, z drugiej strony, pokazać się jako partia tych czerwonych korzeni się niewstydząca, ugrupowanie które zachowuje ciągłość ideologiczną z dawnym PZPR co jest oczywistą nieprawdą. Ugrupowanie Leszka Millera miota się tym samym między dwiema radykalnie odmiennymi koncepcjami a celem takiej strategii jest odróżnienie się od największego obecnie politycznego konkurenta na lewej (czy aby na pewno lewej?) stronie sceny politycznej a mianowicie Ruchu Palikota i związanej z nim nowopowstałej Europy Plus, którym to z lewicowych haseł poza walką o prawa mniejszości nie pozostało już nic. Strategia ta może okazać się jak najbardziej słuszna, gdyż lewicowi wyborcy, rozczarowani Ruchem oraz Platformą Obywatelską, na którą wielu głosowało z obawy przed Prawem i Sprawiedliwością zwrócą się na powrót w stronę Sojuszu przy okazji pójścia do urn w wyborach do europarlamentu i później w wyborach parlamentarnych. SLD może sobie pozwolić na taką strategię także, a może przede wszystkim, dlatego iż brakuje mu konkurenta po lewej stronie, prawdziwie lewicowego adwersaża, który nie ma żadnych wątpliwości co do swojej ideologii i swych komunistycznych korzeni się nie wstydzi. Innymi słowy, konkurenta w postaci partii komunistycznej takiej jak KPP.

Drugą wielce istotną kwestią jest sam fakt opublikowania owego „Niezbędnika”. Fakt ten celowo został przemilczany przez prawicowe media. Celem tego zabiegu jak i całej propagandy prowadzonej od ponad dwudziestu lat jest przede wszystkim ukształtowanie sposobu myślenia pokolenia wychowanego w całości lub prawie w całości w starym-nowym ustroju kapitalistycznym. Całkowite obrzydzenie obrazu komunizmu i lewicy w ogóle ma stworzyć nowego, właściwego Polaka bezrefleksyjnie krytykującego pozytywny wkład lewicy w polską historię a w szczególności dorobek okresu PRL-u. Skutki takiej polityki zaczynają przynosić coraz lepsze efekty gdyż swoista moda na prawicę wśród młodzieży jest coraz bardziej widoczna i niebezpieczna. Odpuszczono sobie przy tym starsze pokolenie uznając jego indoktrynację za niepotrzebną gdyż katolicko-narodowej części tej generacji indoktrynować nie trzeba a pozostałych spisano na straty ponieważ, jak wiadomo nie od dziś, starszych zindoktrynować nieporównywalnie trudniej niż młodych. Tym bardziej więc fakt publikacji takiego „Niezbędnika” jest cenny i mimo wszystko warty poparcia, nawet jeśli kryje się za nim doraźny interes polityczny a nie wszystkie zawarte w nim fakty i opinie są stuprocentowo zgodne z prawdą.

Niezależnie więc od intencji publikujących i reklamujących tę pozycję należy się cieszyć, że lewa noga naszego społeczeństwa nadal istnieje i działa. Być może to, a także inne przyszłe inicjatywy, staną się zalążkiem do odwrócenia niekorzystnych reakcyjnych tendencji występujących w naszym kraju od ponad dwóch dekad. Tendencji, których celem jest wychowanie wzorcowego kapitalistycznego społeczeństwa i poddanie go wolnorynkowej machinie wyzysku. Machinie, którą owe społeczeństwo, nie znając żadnej alternatywy lub ową alternatywę potępiając, bezkrytycznie przyjmie wraz z całym „dobrodziejstwem” tego niesprawiedliwego ustroju. Tendencji, których celem jest stworzenie człowieka pragnącego i celebrującego katolicko-narodowo-imperialistyczny charakter swojego państwa i społeczeństwa w nim mieszkającego. Tendencji, które są drogą donikąd.

El  Compañero

Atos, Portos i Aramis

czyli o trzech muszkieterach polskiej lewicy

Najnowsza inicjatywa znanych od lat polityków szeroko pojętej polskiej socjaldemokracji pod nazwą Europa Plus, której celem jest zdobycie mandatów w przyszłorocznych wyborach euro parlamentarnych odbiła się szerokim echem w mediach i wywołała spory ferment na polskiej tzw. lewicy. Za przyczyną powstania tego nowego tworu politycznego uwidocznił się w pełnej krasie tlący się od dłuższego czasu, coraz bardziej i bardziej, konflikt na lewej stronie polskiej sceny politycznej. Konflikt interesów a także ambicjonalny i personalny nie zaś konflikt ideologiczny.

Otóż 12 kwietnia na specjalnie zorganizowanej w Warszawie konferencji prasowej trzej weterani polskiej polityki: Aleksander Kwaśniewski, Marek Siwiec i Janusz Palikot jako liderzy nowo powstałego bytu politycznego zaprezentowali wojewódzkich koordynatorów swojej formacji rozpoczynając tym samym powoli ofensywę propagandową, której celem jest przekonanie jak największych mas, przede wszystkim tej części elektoratu, który rozczarowany jest nieudolnymi rządami Platformy Obywatelskiej a także poczynaniami skostniałego do granic możliwości SLD. Trzech liderów łączy przy tym przede wszystkim wspólnota interesów, każdy z nich bowiem ma w tym bowiem swój partykularny biznes a także jeden wspólny cel o charakterze ambicjonalno-personalnym.

Na przewodnią twarz tego projektu wysuwany jest były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Polityk ten, cokolwiek by o nim nie sądzić, doświadczony w politycznych bojach znajduje się od 2005 roku na politycznej bocznicy, na której przebywanie coraz mniej mu odpowiada. Bez wątpienia jest on jeszcze człowiekiem na tyle żwawym, że mógłby i chciałby do życia publicznego, w takim czy innym charakterze, wrócić. Nie jest to jednak możliwe pod sztandarem SLD gdyż konflikt byłego prezydenta z byłym premierem a obecnym (i byłym także) przewodniczącym Sojuszu Leszkiem Millerem jest powszechnie znany. Jak wiadomo łączy ich „szorstka przyjaźń”. Widocznie jednak jest zbyt szorstka by porozumienie było możliwe choć obie strony prezentują przy tym całkiem odmienny pogląd na dalszy kształt lewicy w Polsce. Drugą z osób jest Janusz Palikot, polityk bez wątpienia nadal rozpoznawalny ale szybko się wypalający w ostatnim czasie. Widząc coraz bardziej niekorzystne sondaże Palikot postanowił wziąć udział w budowaniu nowej inicjatywy, swoistego zabezpieczenia dla swojej własnej osoby przeczuwając zapewne klęskę Ruchu jego imienia w kolejnych wyborach parlamentarnych. Licząc na ewentualny sukces Europy Plus liczy zapewne przy tym na bezbolesną ewakuację z tonącego okrętu jakim jest jego własna partia. Trzecim z liderów jest Marek Siwiec, człowiek któremu w ostatnim czasie było widocznie już za ciasno w SLD i nie po drodze z wszechwładnym Leszkiem Millerem i być może również starą gwardią go otaczającą, na którą składają się tacy ludzie jak choćby Józef Oleksy a do której zapewne należą także inni, nieobecni na piedestale od lat politycy Sojuszu, a którzy mogą znów się, także medialnie, uaktywnić. Przeczuwając być może rychłą marginalizację swojej osoby i niskie miejsce na liście wyborczej w eurowyborach 2014 a co za tym idzie iluzoryczne szanse na mandat europosła postanowił, podobnie jak Palikot choć z innego powodu, ewakuować się z okrętu, na którym nie jest mu już wygodnie.

Oprócz powyższych osobistych powodów utworzenia nowej formacji tych trzech muszkieterów polskiej „lewicy” łączy jeszcze jeden, wspólny cel. Tym celem jest Leszek Miller. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że żaden z przywódców Europy Plus nie darzy szefa SLD sympatią i z niekłamaną przyjemnością zmarginalizowałby go politycznie czy mówiąc bardziej kolokwialnie- dokopałby mu. Przy tym zarówno jedna jak i druga strona nie ma zamiaru ustąpić nawet o krok choć obie stosują całkiem odmienną retorykę. Liderzy Europy Plus stawiają na puste hasła o współpracy, której w rzeczywistości wcale nie chcą i postawa Leszka Millera jest dla nich jak najbardziej na rękę. On sam zaś postawił na pójście swoją drogą, bez ugrupowania Kwaśniewskiego, Palikota i Siwca. Przy tym spór ambicjonalny toczący polską eurolewicę są już tak bardzo widoczne,  że niewiele już brakuje do wybuchu otwartej wojny między tymi formacjami, której wyrazem będzie pewnie polityka czarnego PR-u prowadzona przez obie strony podczas przyszłorocznej kampanii wyborczej. Polska tzw. lewica głównego nurtu przeżywa w ten sposób tę samą chorobę, na którą cierpiała prawica w latach 90-tych polegającą na rozdrobnieniu i wzajemnym zwalczaniu się. Po latach chaosu na prawicy doszło do zjednoczenia większości środowisk pod logo Prawa i Sprawiedliwości. Czy do podobnej sytuacji dojdzie kiedyś na lewicy czas pokaże.

Bez żadnych jednak wątpliwości między tymi dwoma lewicującymi bytami politycznymi nie ma i nie będzie sporu ideologicznego gdyż polska „lewica” od dawien dawna wyprana jest ze wszystkich lewicowych ideałów i jest tylko i wyłącznie wspólnotą interesów grupy politycznych weteranów. Nawet jeśli podnoszone będą pewne hasła ukazywane jako sporne to będą to sztuczne spory o rozwiązanie spraw, w które sami przywódcy obydwu ugrupowań sami nie wierzą i rozwiązać nie chcą w żaden sposób, w szczególności zaś nie w myśl lewicowych ideałów.

Nie ulega wątpliwości, że podział ten osłabi lewą stronę jeszcze bardziej zapewniając dalszą supremację środowiskom prawicowym, PO i PiS. Ile procent poparcia otrzyma jedna i druga strona tego sporu i kto kogo wyprzedzi czas pokaże. Pewne są natomiast dwie rzeczy. Po pierwsze w takim czy innym układzie będzie to garstka wyborców ponieważ na wybory do euro parlamentu chodzi zaledwie ok. 20% wyborców a w obecnej sytuacji kryzysu w UE i ogólnego nią rozczarowania więcej nie będzie. Po drugie na kanwie tego sporu szeroko otwierają się drzwi dla partii prezentujących prawdziwie lewicowy program wyborczy takich jak KPP i zagospodarowania rozczarowanego lewicowego elektoratu, którego w Polsce jest więcej niż niejeden mógłby przypuszczać.

El Compañero

Terroryzm dotarł w końcu także i do nas

Tytuł ten wzięty z jednego ze skeczów Kabaretu Moralnego Niepokoju, choć w satyrycznym świetle przedstawiający Koreę Północą jak najbardziej posłużyć może do opisania ostatnich wydarzeń na Półwyspie Koreańskim. Ciekawa choć groźnie wyglądająca sytuacja jaka powstała w ostatnich dniach w tamtym rejonie świata wygląda bowiem odwrotnie niż przedstawiają to media kapitalistycznego świata.

Cała awantura zaczęła się od kolejnej atomowej próby Phenianu jaka miała miejsce 12 lutego. Rząd tego kraju rozwija technologię atomową już od początku XXI wieku, tak do celów cywilnych jak  i militarnych. W 2007 roku, podstawiona pod ścianą szantażu Korea Północna zamknęła swój ośrodek badawczy w Jongbion przenosząc go w inne, nieznane służbom specjalnym państw NATO miejsce. Cel owych badań jest oczywisty choć odwrócony zupełnie przez zachodnie, w tym polskie media. Rzec by można było, iż „odwrócono kota ogonem”. Otóż Korea Północna, w drodze modernizacji swojego kraju postanowiła rozwijać technologię dostępną, według Waszyngtonu jedynie wybranym. Tym, którzy Waszyngton popierają i są gotowi za niego walczyć. Zabawne są przy tym lamenty Zachodu wskazujące na skrajne zacofanie tego komunistycznego kraju przy jednoczesnym potępieniu próby modernizacji sektora energetycznego tego państwa. Zauważyć przy tym warto, że KRLD finansuje owe atomowe ambicje z własnych środków co zadaje kłam apokaliptycznym wizjom stanu gospodarki tego kraju, w którym ludzie jedzą wodorosty popijane morską wodą. Fakt ten nie uszedł uwadze Stanom Zjednoczonym a przy tym, niejako z przymusu, ich sojusznikom, którym nie w smak silne i niezależne antyamerykańskie państwo. W związku z tym postawiono na stary jak świat zabieg polityczny- prowokację. W tym wypadku prowokację militarną pod postacią wspólnych ćwiczeń wojskowych armii Korei Południowej i USA. Biorąc to pod uwagę militarny aspekt ambicji atomowych Korei Północnej jest jak najbardziej zrozumiały. Broń atomowa jest dla Korei Północnej jedynym gwarantem niezależności przed imperialistycznymi zakusami Stanów Zjednoczonych, swoistym „straszakiem” na państwa Paktu Północnoatlantyckiego. Albowiem nikt kto jest przy zdrowych zmysłach nie uważa chyba, że mała Korea, której jedynym i wcale nie tak do końca pewnym sojusznikiem są Chiny może rozpocząć działania zbrojne przeciwko państwu południowokoreańskiemu a w związku z tym także państwom, które są jej sojusznikami czyli Stanom Zjednoczonym i Japonii. Tym bardziej nikt chyba nie uważa, że taka hipotetyczna wojna miałaby jakikolwiek, militarny czy polityczny, sens dla Korei Północnej. Byłaby to bowiem wojna, której KRLD nie byłaby przecież w stanie wygrać. Sytuacja jest więc odwrotna- władze koreańskie rozwijają swój potencjał atomowy jako potencjał defensywny. Kim Dzong Un i inni najwyżsi przedstawiciele władz koreańskich nie są przecież ślepi i widzą kolejne upadające antyamerykańskie państwa takie jak Irak, Libia czy, już niedługo, Syria. Z tego powodu ową technologię rozwijają, z resztą z tych samych powodów robi to także Iran.

Czy wystarczy to do powstrzymania imperialistycznych zakusów USA czas pokaże. Tym niemniej, jest to jedyna w zasadzie linia obrony Korei Północnej a w związku z tym dążenia tego kraju należy popierać. Dążenia, których celem jest obrona swojej niezależności i możliwości decydowania o sobie samym. A terroryzm? Dotarł w końcu także i do nas mogliby powiedzieć Koreańczycy z północy. Terroryzm made in USA.

El Compañero

Cypr a sprawa polska

Mamy to jak w banku

Zataczający coraz szersze kręgi kryzys eurostrefy dotarł w ostatnim czasie także na Cypr, kolejne z państw, które przyjęło wspólnotową walutę, kolejne z państw „na dorobku”, kolejne w którego sytuacji możemy znaleźć analogie do polityki unijnej polskiego rządu. Rozpaczliwe działania cypryjskich notabli pchają ów kraj jak i całą strefę euro w coraz głębszą przepaść. Sam kryzys zaś ma niejako dwa aspekty- ten czysto ekonomiczny, widoczny i namacalny zarówno dla elit jak i obywateli i ten ulotny, którego skutki będą równie długofalowe i bardziej bolesne czy wręcz katastrofalne dla obecnego układu sił w Europie i nie tylko. Ten drugi aspekt to kryzys zaufania nie tylko dla sektora bankowego ale i w ostateczności dla całej Unii Europejskiej. W kontekście tych aspektów można rozpatrywać także przetaczającą się w ostatnim czasie przez Polskę dyskusję na temat przyjęcia unijnego pieniądza i ogólnego miejsca naszego kraju w Unii Europejskiej.

Pierwszy z tych aspektów, ekonomiczny, jest dosyć klarowny. Tonący w długach Cypr, państwo na skraju bankructwa zwraca się z prośbą do swych sojuszników o pożyczki mające uratować strzępy państwowego budżetu. Cypr siedzi przy tym okrakiem na barykadzie zwracając się to do instytucji unijnych to do Federacji Rosyjskiej licząc przy tym zapewne na zapewnienie równowagi i swoistej niezależności. Niezależności opartej na zależności finansowej od niejednego partnera lecz wielu. 10 mld euro pomocy unijnej jaką Cypr zacznie niebawem otrzymywać, a której pierwsza transza zostanie podarowana bankrutującemu państwu już w maju uczyni z Cypru kolejnego wasala Unii a w szczególności Niemiec, których imperialistyczne dążenia są już aż nadto widoczne. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, iż bankructwo tego wyspiarskiego kraju nie skutkowałoby dla Wspólnoty żadnymi poważniejszymi konsekwencjami, szczególnie nie na dłuższą metę. Cypr bowiem jest małym państwem o dość nikłym znaczeniu gospodarczym, ulubionym miejscem turystów oraz wszelkiej maści posiadaczy wielkiego kapitału, legalnego lub nie. Ewentualna niewypłacalność wyspy mogłoby skutkować więc co najwyżej chwilowymi perturbacjami na światowych giełdach, nic więcej. Jednakże cel pomocy, swoistej „solidarności” z Cyprem ma wymiar czysto polityczny, imperialistyczny. Reakcja unijnych urzędników, którzy ochoczo ofiarowują Cyprowi pieniądze potrzebne mu do załatania dziur w budżecie ma na celu uzależnienie tego kraju od 27-mki, przejęcie kontroli nad jego finansami a w konsekwencji ewentualnie szantażowaniu ekonomicznemu i w zasadzie zrzeczenie się faktycznej niezależności na rzecz unijnych instytucji. Instytucji, których imperialistyczny charakter już teraz jest bardzo niebezpieczny. Drugi aspekt, ten ulotny, jest dużo groźniejszy choć dający również pewną nadzieję. Rozczarowani Cypryjczycy zapewne już więcej nie zaufają bankom, którym powierzyli swoje pieniądze. Nie zaufa zarówno bogata burżuazja jak i masy pracujące. Burżuazja z powodu strat jakie przyniesie im wkrótce strata części swoich oszczędności ulokowanych w tym słonecznym raju podatkowych. Masy pracujące z powodu strachu przed kolejnymi zamknięciami banków na wiele dni co skutkuje niemożnością wypłaty pieniędzy na nawet najpotrzebniejsze rzeczy. Sytuację tę obserwuje cała Europa. Wydarzenia z Cypru będą zapewne w nadchodzących latach skutkować spadkiem zaufania do sektora bankowego w całej Unii Europejskiej. Efektem może być wręcz załamanie się tego sektora, który przecież żyje w dużej mierze z obsługi kont prywatnych osób. Ostatecznym efektem może być całkowite podcięcie skrzydeł europejskiej ekonomii co zakończyć może się dalszym pogłębieniem kryzysu kapitalistycznego Zachodu. Oczywiście jak to zawsze bywa w tego typu przypadkach najboleśniej skutki takiej hipotetycznej póki co sytuacji odczują niższe klasy społeczne. Skończyć może się to falą wystąpień, zamieszek i ogólnych niepokojów w krajach europejskich. Lecz, tak jak zostało wcześniej wspomniane, daje to pewną nadzieję. Nadzieję na zmianę obecnej sytuacji polityczno-ekonomicznej w Europie. Czy będą to zmiany na lepsze oraz w którym kierunku ewentualnie pójdą czas pokaże.

W kontekście tego zamieszania można też rozważyć sytuację Polski. Rząd bowiem, ustami premiera Donalda Tuska czy Radosława Sikorskiego podczas jego niedawnego expose w Sejmie zdecydowanie forsuje przystąpienie Rzeczypospolitej do strefy euro. Nie bacząc na zarówno widoczne gołym okiem niewprawnego obserwatora, ekonomicznego laika wydarzenia i ich skutki a także na ostrzeżenia płynące od person poważanych w świecie ekonomii jak choćby amerykańskiego noblisty w tej dziedzinie z 2008 roku Paula Krugmana zabiega o przyłączenie Polski do eurozony. Co ciekawe, nawet sam minister Sikorski wskazywał w swym expose jedynie na wątpliwe korzyści polityczne a nie na korzyści ekonomiczne. Nie da się bowiem ukryć, że korzyści ekonomiczne są bowiem żadne gdyż mówiąc najogólniej żaden kraj do tej pory nie wzbogacił się na przystąpieniu do strefy euro, w szczególności zaś masy pracujące, których dobrobyt nie zależy przecież od przyjęcia jednej wspólnej waluty. Co zaś się tyczy korzyści politycznych to argumentacja polityków rządzącej partii, zwłaszcza premiera i ministra spraw zagranicznych wręcz zdumiewa. Otóż rządzący uważają, iż dzięki przyjęciu euro „wejdziemy do najściślejszego kręgu decyzyjnego Unii Europejskiej” (cyt. z min. Sikorskiego- przyp. autora). Jednakże minister nie zauważył bądź pominął dość nieistotny fakt, iż państwa takie jak Hiszpania czy Grecja, również duże i ludne jak Polska do tego „najściślejszego kręgu” dotychczas nie weszły a wręcz straciły na zmianie waluty. Nie zauważył lub nie chciał zauważyć, że jednym z wiodących państw Unii jest Wielka Brytania, która ani myśli o zamianie funta na euro. Nie wziął również pod uwagę tego, że wiodące we Wspólnocie prym Niemcy raczej nie podzielą się władzą a ich imperialistyczne dążenia mają na celu jedynie uzależnienie kolejnego państwa. Retoryka rządu świadczy więc albo o skrajnej ignorancji albo o zaprzedaniu się politykom zachodnim. Lub też o jednym i drugim.

Niezależnie od pobudek rządzącej Polską burżuazji należy stanowczo sprzeciwić się przyjęciu przez nasz kraj unijnego pieniądza co Komunistyczna Partia Polski czyni. W innym przypadku w nieodległym czasie staniemy się kolejną Grecją, Cyprem czy Hiszpanią. Krajem, który podzieli los krajów Południa. Bezwolną satelitą imperialistycznych Niemiec, krajem posłusznie wykonującym dyrektywy biurokratycznej unijnej machiny.

El Compañero

Polityka zagraniczna PRL w czasach Edwarda Gierka (1970-1980) cz.3

Referat na konferencję popularno-naukową w Rzeszowie 23.03.2013

Podstawowe cele polityki zagranicznej PRL w latach 1971-1980

Podstawowe cele w owym czasie wynikały z generalnej linii polityki sformułowanej u zarania Polski Ludowej i realizowanej z różnym nasileniem w latach 1944-1980. Polityka ta zabezpieczała żywotne interesy narodu polskiego i jego socjalistycznego państwa, zapewniała jego terytorialną integralność, suwerenność i bezpieczeństwo, była ważnym czynnikiem tworzenia sprzyjających warunków zewnętrznych dla realizacji planów społeczno gospodarczych rozwoju kraju i zaspokajania potrzeb narodu. Polityka ta opierała się na trzech podstawach:

  • na zasadzie trwałego sojuszu, braterstwa i współpracy z ZSRR oraz innymi państwami socjalistycznymi;
  • na zasadzie solidarności z siłami walczącymi o wolność narodów i postęp społeczny, poparcia dla krajów uwalniających się z więzów imperializmu, kolonializmu i neokolonializmu;
  • na zasadzie współpracy z państwami kapitalistycznymi w oparciu o zasady pokojowego współistnienia.

Generalnie polityka ta przyniosła Polsce w epoce Gierka wielkie sukcesy na arenie międzynarodowej i umocniła miejsce Polski we wspólnocie państw socjalistycznych.

Polska otwarła się na kraje tzw. trzeciego świata rozwijając z nimi liczne kontakty polityczne, gospodarcze i kulturalne, popierała ich dążenia do niepodległości i równoprawnych stosunków na arenie międzynarodowej. Jeśli chodzi o kraje kapitalistyczne Polska umocniła tradycyjnie dobre stosunki z Francją oraz krajami skandynawskimi, przełamała złą passę stosunków z RFN i nawiązała liczne stosunki z USA zwieńczone trzema wizytami amerykańskich prezydentów w Polsce i wizytą Edwarda Gierka w Stanach Zjednoczonych. Ważnym elementem była aktywna polityka kredytowa upatrywana przez władze jako istotny czynnik modernizacji kraju. Nadzieje i rachuby tej polityki nie zawsze sprawdzały się w późniejszym okresie dekady gierkowskiej. W stosunkach z krajami socjalistycznymi kluczową rolę odgrywały stosunki z ZSRR. Był to strategiczny wówczas sojusznik Polski, gwarant jej wewnętrznej i międzynarodowej polityki. Poziom rozwoju technologicznego, z wyjątkiem przemysłu zbrojeniowego i surowcowego był niższy w Związku Radzieckim niż w Polsce co prowadziło do różnic interesów między obydwoma krajami. Próbowano to rozwiązać na drodze układów dwustronnych w ramach RWPG a także umów Polski z bardziej rozwiniętymi krajami socjalistycznymi. Rodziło to różnego rodzaju napięcia jednocześnie widząc w otwarciu Polski na Zachód remedium na zmniejszenie opóźnienia technologicznego w ZSRR. Polska udzielała poparcia moralnego i politycznego Wietnamowi w jego wieloletniej walce z imperializmem francuskim i amerykańskim, popierała również KRLD i Mongolię. Stosunki z ChRL były chłodne ze względu na głębokie podziały i spory ideologiczne między KPZR i KPCh. Od połowy lat 60-tych Chiny szły własną drogą do socjalizmu oskarżając Moskwę o rewizjonizm i wielkomocarstwowy szowinizm. Osłabiło to socjalizm w skali światowej, miało to jednak wpływ na uratowanie socjalizmu w Chinach w obliczu klęski „realnego socjalizmu” w ZSRR i Europie w latach 1989-1991. Lata 70-te przyniosły dalszy postęp w walce narodów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej z imperializmem, kolonializmem i rasizmem. Wiele krajów w tym czasie weszło na drogę niekapitalistycznego i socjalistycznego rozwoju. Polska popierała współpracę z ruchem państw niezaangażowanych i przysłała obserwatora na konferencję tych państw w Hawanie w połowie lat 70-tych. Polska popierała walkę narodów Namibii i Zimbabwe w ich walce o niepodległość, ludność RPA w walce z apartheidem i prawo narodu palestyńskiego do stworzenia własnego państwa. Polityka zagraniczna Polski wobec krajów tzw. trzeciego świata opierała się na popieraniu dążeniu do zachowania i umocnienia światowego pokoju, rozbrojenia i przebudowy międzynarodowych stosunków gospodarczych. Popierała liczne inicjatywy ONZ w tym zakresie. Rozwijała intensywne stosunki z kapitalistycznym Zachodem. Polityce odprężenia sprzyjały ustalenia Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie na temat pokojowego współistnienia przyjęte w latach 1972-1975. Strony budowały wzajemne zaufanie. W maju 1972 roku wizytę w Moskwie złożył prezydent Richard Nixon a później Leonid Breżniew podróżował do USA. Wcześniej, w lutym 1972 roku Nixon spotkał się w Pekinie z Mao Tse Tungiem. W 1975 roku tak samo uczynił prezydent Gerald Ford. W 1973 roku ChRL przyjęto do ONZ i stała się ona stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Bezprecedensowym wydarzeniem była KBWE zakończona w 1975 roku. Wzięły w niej udział wszystkie państwa europejskie poza Albanią oraz USA i Kanada. Przyjęto zasady współpracy a dwustronne rokowania radziecko-amerykańskie doprowadziły w marcu 1972 roku do podpisania układów na temat do częściowego rozbrojenia. Wielkim przełomem było uznanie na arenie międzynarodowej NRD jako odrębnego państwa, uregulowanie stosunków między obydwoma państwami niemieckimi i przyjęcie ich do ONZ. Układ Helsiński z 1975 roku był postrzegany jako wzajemne zwycięstwo, zwłaszcza między NATO a Układem Warszawskim. Jednakże dla państw socjalistycznych okazał się brzemienny w skutkach. Tzw. trzeci koszyk, zawierający postulat przestrzegania praw obywatelskich, stał się punktem wyjścia dla rosnących szybko ruchów opozycyjnych przeciwnych coraz bardziej wyrodniejącemu systemowi „realnego socjalizmu” i partiom, już teraz tylko z nazwy, komunistycznym. Doprowadziło to w konsekwencji do upadku bloku wschodniego. Polska w tym czasie rozwijała przyjazne stosunki z Francją i Stanami Zjednoczonymi, kontynuowała politykę normalizacji stosunków z RFN i zabezpieczania swoich interesów na Bałtyku poprzez przekształcenia go w strefę pokoju i przyjaznej współpracy oraz rozszerzenie swych wód terytorialnych. Polska dążyła do zahamowania wyścigu zbrojeń, ustanowienia w Niemczech i Europie środkowej strefy bezatomowej oraz występowała na rzecz likwidacji wszelkich ognisk zapalnych i konfliktów. Siły zbrojne PRL brały udział w Doraźnych Siłach Zbrojnych ONZ na Bliskim Wschodzie. Z inicjatywy Edwarda Gierka ONZ uchwalił deklarację o wychowaniu społeczeństw w duchu pokoju. Uregulowano stosunki z Kościołem Katolickim czego konsekwencją było były wizyty polskich przywódców w Watykanie i pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w 1979 roku.

Polska umacniała suwerenność własnego państwa, pogłębiała współpracę z innymi państwami bloku socjalistycznego, popierała walkę uciskanych państw i narodów tzw. trzeciego świata i prowadziła politykę pokojowego współistnienia z państwami kapitalistycznymi. Bez wątpienia był to jeden z najlepszych okresów państwa polskiego w XX wieku. Jednocześnie wewnątrz kraju konsolidowały się siły antysocjalistyczne, które wzięły górę w następnej dekadzie (1980-1989).

dr hab. Zbigniew Wiktor- prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Wrocławskiego (emerytowany) i prof. nadzw. Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Wynalazczości i Techniki w Polkowicach