Vő Nguyên Giáp nie żyje

0,,17136490_303,00

Vő Nguyên Giáp (1911 – 2013) – generał wojny obronnej Wietnamu i bohater narodowy, pogromca imperialistów z Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej  i jeden z największych geniuszy wojskowych XX wieku zmarł 4 października 2013 roku. 

Vő Nguyên Giáp udowodnił jak można walczyć zwycięsko bez przewagi w sprzęcie i technologi z przeważającymi siłami wroga. Dzisiaj Vő Nguyên Giáp jest uznanym na świecie autorytetem sztuki wojskowej, obrońcą i wyzwolicielem Wietnamu.

My, towarzysze z Komunistycznej Partii Polski, składamy najszczersze kondolencje towarzyszom wietnamskim i łączymy się w bólu z ludem wolnej republiki Wietnamu.

Cześć Jego pamięci! Towarzysze z Polski

Wojciech Giełżyński: Dramat na Monte Titano (Republika San Marino 1945-1957)

sanmarinooooejrjrj

O epizodzie socjalizmu w San Marino nie uczy się w szkołach. Nie ma na ten temat książek ani materiałów w internecie. Nie sposób odnaleźć też zdjęć z lat republiki. Co najwyżej można napotkać wzmiankę w wikipedii mówiącą o rządach koalicji socjalistów i komunistów. Tę lukę chcemy wypełnić.

Komentarz Dawida Jakubowskiego do reportażu Wojciecha Giełżyńskiego „Dramat na Monte Titano”:

O epizodzie socjalizmu w San Marino nie uczy się w szkołach. Nie ma na ten temat książek ani materiałów w internecie. Nie sposób odnaleźć też zdjęć z lat republiki. Co najwyżej napotkać można wzmiankę w wikipedii mówiącą o rządach koalicji socjalistów i komunistów, która rzekomo poniosła klęskę w wyborach parlamentarnych i została po prostu odsunięta od władzy po próbie anulowania wyników wyborów i wprowadzenia stanu wyjątkowego. Jedynym opracowaniem naukowym ma tu być książka wydana na zachodzie  Communism in history and theory: Asia, Africa, and the Americas z 2002 r.  autorstwa Donalda Busky’ego.

Dlatego relacja Wojciecha Giełżyńskiego, polskiego reportażysty, który we wrześniu 1959 r. osobiście obserwował na miejscu wybory do Wielkiej Rady, które zakończyły się klęską lewicy i falą terroru jest tak znacząca. Ten krótki tekst stanowi w istocie kontekstowy zapis wydarzeń pozwalający zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się w San Marino w 1957 r. i jakie siły w rzeczywistości zmiażdżyły republikę. Sam autor tego eseju, któremu zdarzało się wymieniać nazwę San Marino również w swojej późniejszej publicystyce nigdy już nie wrócił do tej historii ani opisu tego niewielkiego państwa w owym czasie. To, czego był wówczas świadkiem raczej nie pasuje do jego obecnych poglądów.

Nie zmienia to faktu, że jego ówczesne świadectwo trudno potraktować obojętnie. Opisuje on bowiem bardzo ciekawy proces budowy socjalizmu w specyficznej, stworzonej po II wojnie światowej sytuacji. Lata okupacji pogłębiające jeszcze tragiczne położenie klasy robotniczej sprzyjały temu, że zaistniały warunki wprowadzenia władzy ludowej bez konieczności przeprowadzania rewolucji socjalistycznej. Ewenementem wynikającym z tej specyfiki była także należąca do rzadkości rządowa współpraca socjalistów i komunistów.

Osłabienie pozycji wielkiego kapitału dające lewicowej koalicji możliwość realizowania swojego programu trwało jednak krótko, jak się miało niebawem okazać, a pozorny spokój zwiastował gwałtowny upadek i  więzienia dla bojowników o socjalizm.

Po 12 latach przemian, które zmieniły nie do poznania społeczne oblicze San Marino, tak, że stawało się ono atrakcyjnym przykładem sukcesu rządów klasy robotniczej, siły kontrrewolucyjne wznieciły pucz, a włoskie interwenckie czołgi przy poparciu przez USA rozjechały i pogrzebały nadzieje pogłębienia procesu budowy socjalizmu, w gruncie rzeczy mającą wiele wspólnego z projektem, który potem np. Allende, a jeszcze wiele lat po nim Chavez próbowali realizować w krajach Trzeciego Świata, w których znajduje się matryca, z jakiej odtwarzany jest eksploatacyjny wyzysk.

Wybory, których świadkiem był Giełżyński, odbywające się w atmosferze politycznego terroru, zastraszenia i ostrej propagandy antykomunistycznej spowodowały upadek socjalizmu w San Marino. Jednak nim to się stało, robotnicy byli gotowi bronić reprezentującej ich interesy władzy ludowej, powołując ochotniczą milicję gotową walczyć w obronie Republiki.

Mimo ostatecznej klęski bilet wizy­towy komunizmu, wetknięty za cholewę włoskiego bu­ta, jak określił go w swoim reportażu Giełżyński, stanowi jeden z najbardziej pouczających tego rodzaju eksperymentów, zarówno w aspekcie swoich osiągnięć, jak i tragicznego zakończenia.

Wobec San Marino ciężko było stosować propagandowe oskarżenia o wpływy Związku Radzieckiego. Co nie przeszkadzało wrogom Republiki po przejęciu władzy w propagowaniu antykomunistycznych haseł.  Uniknęła też ekonomicznej blokady, jaka dobiła i utopiła we krwi ostrożny proces przemian Salvadora Allendego wraz zatwierdzonym przez Nixona planem działań sabotażowych amerykańskiej korporacji Międzynarodowe Telefony i Telegrafy (ITT), czy jaka dręczy od ponad 50 lat Kubę. Jednak i to nie uchroniło jej przed puczem reakcjonistów wspartym przez włoskie czołgi oraz popartym przez rząd USA i marionetkową Republikę Moluków, będącą w istocie częścią Indonezji, w której do dziś toczą się krwawe konflikty o podłożu etnicznym i religijnym.

Mimo to osiągnięcia 12 lat budowy socjalizmu i sympatia światowej opinii publicznej, jaką ta próba się cieszyła, zasługują by wydobyć ją z mroków zapomnienia.

Warto też pamiętać o tym, kto zainicjował te przemiany, gdy obecnie libertariańska propaganda chwali osiągnięcia San Marino, jako kraju kapitalistycznego.  Żałuję, że będąc w tym państwie w 1999 r. jednego z wakacyjnych dni, nie znałem dziejów Republiki Socjalistycznej tworzonej przez bojowników ze śpiewem Bandiera Rossa.

Dawid Jakubowski
Dramat na Monte Titano
Byłem gościem Biura Politycznego. Pierwszy Sekre­tarz dolewał mi chianti. Sekretarz propagandy raczył mnie muscatelem. Towarzysze z KC odłożyli pękate teczki i zręcznymi obrotami widelców ukręcali kłębuszki spaghetti. Ulicą przeciągał pochód miejscowych kramikarzy, wznosząc spazmatyczne okrzyki: „Pokój – tak! Komunizm – nie!”. Działo się to w San Marino, 8 września 1959 roku. Na pięć dni przed wyborami do Wielkiej Rady. Wybory miały zdecydować, czy naj­mniejsza republika świata pozostanie wierna swej dumnej dewizie „Starożytna ziemia wolności”.

Na zębatym szczycie Monte Titano, który ni stąd ni zowąd wyrasta spośród nieśmiałych pagórków, osie­dlił się ongi bogobojny Marinus, kamieniarz rodem z Dalmacji, ażeby ujść prześladowaniom chrześcijan, za cesarza Dioklecjana ponownie rozszalałym.

Kryjówkę wybrał dogodną. Wolna gmina, imieniem świętego Marinusa ochrzczona, oparła się w wiekach średnich i nowszych zaborczym sąsiadom, Malatestom, Borgiom i Albertonim, obronną ręką wychodząc z ko­lejnych wojen. Napoleon, w dobrym będąc humorze, proponował republice… stokrotne powiększenie jej tery­torium. Ale sanmariński mąż stanu Antonio Onofri wy­kazał zdumiewającą trzeźwość polityczną i grzecznie podziękował za swoisty podarunek: „Tylko nasza małość – powiedział – jest gwarancją naszej wolności”. W latach walki o zjednoczenie Włoch dwukrotnie ko­rzystał tu ze schronienia Garibaldi, z rodziną i garstką najwierniejszych przyjaciół. Podczas ostatniej wojny San Marino zachowało ścisłą neutralność, dając na swym maleńkim terytorium azyl tysiącom zbiegów po­litycznych! Niemcy tylko w cywilnych ubraniach mieli prawo wstępu do republiki. Cała granica wymalowana była dla orientacji lotników szerokim, białym pasem; nie uchroniło to jednak państewka przed ciężkim na­lotem angielskich bombowców.
W ostatniej fazie wojny wielu ochotników sanmarińskich walczyło w szeregach włoskiej antyfaszystow­skiej partyzantki. A gdy w roku 1945 rozpisano wybory, większość uzyskali komuniści wraz z socjalistami. San Marino stało się najmniejszą z demokracji ludo­wych.

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Gdy lewica obejmowała rządy, kraj był na dnie nędzy. Angielskie bombardowania – poza setką ofiar w lu­dziach – przyniosły szkody na 3 miliardy lirów. Doskwierał głód. Warunki higieniczne były w stanie opłakanym. Śmiertelne żniwo zbierała gorączka tyfoidalna. Szerzyła się gruźlica.

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Usunięto w tym czasie wszystkie szkody wojenne. Ufundowano wzorowy system opieki społecznej. Zało­żono 20 kilometrów kanalizacji, bez reszty likwidując gorączkę tyfoidalną. Kraj szczyci się najgęściejszą w świecie siecią dróg. Liczba turystów wzrosła z 200 tysięcy w 1949 roku do półtora miliona obecnie. Są dni, kiedy Monte Titano odwiedza 30 tysięcy gości zagra­nicznych! Rozwinięto przemysł, głównie ceramiczny: w 1945 roku było tu 68 warsztatów, w 1958 – 537. Ogromnie wzrosła produkcja zbóż i wina. Budżet zamykał się rokrocznie nadwyżką 400 milionów lirów. Wybudowano dziesiątki domów mieszkalnych dla ro­botników, a do wszystkich mieszkań doprowadzono światło i wodę. San Marino stało się państewkiem do­statku i spokoju.

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Rzym z rosnącą niechęcią obserwował ten bilet wizy­towy komunizmu, wetknięty za cholewę włoskiego bu­ta. Parokrotnie, zwłaszcza w 1951 i 1952 roku, docho­dziło do granicznych awantur. Miały one odstraszyć zagranicznych turystów. Skutek jednakże był całkiem odwrotny. Dreszczyk emocji przy przekraczaniu grani­cy kraju, rządzonego przez czerwonych, najmocniej właśnie przyciągał szwajcarskich czy amerykańskich mieszczuchów…

30 września 1957 roku pięciu deputowanych socjali­stycznych przeszło na stronę opozycji. Wielka Rada znalazła się w impasie. 19 komunistów i 11 socjali­stów przeciwko 23 chadekom i 7 socjaldemokratom. 30 na 30.

Nazajutrz rano nowa wolta. Deputowany Attilio Giannini, niezależny, wybrany z listy komunistycznej, zgłosił akces do chrześcijańskiej demokracji. Legalny rząd stracił poparcie parlamentarnej większości.
W myśl Konstytucji San Marino dwaj kapitanowie regenci, którzy – na wzór rzymskich konsulów – wspólnie pełnią najwyższą władzę w republice, nie mogą być pozbawieni mandatów przed upływem swej sześciomiesięcznej kadencji. Ale chrześcijańscy demo­kraci ani myśleli czekać na objęcie rządów. W pogranicznej miejscowości Rovereta, w posępnym budynku nie dokończonej hali fabrycznej, powołali rząd rewolu­cyjny. Tegoż  samego dnia do Roverety przybywa z Florencji konsul USA, przywożąc samozwańcom ofic­jalne uznanie swego rządu. Depesza analogicznej treści nadchodzi z… Republiki Moluków, istniejącej jedynie w imaginacji niektórych amerykańskich polityków. Na szosę San Marino – Rimini wtaczają się włoskie czołgi i samochody pancerne. Ze wszystkich stron ciągną ku bezbronnym granicom bataliony wojska i żandarmerii. W sumie około 12 000 żołnierzy – cała dywizja. San Marino liczy 18 000 mieszkańców.

Legalny rząd komunistyczno-socjalistyczny nie daje za wygraną. Czternastoosobowy korpus żandarmerii, przywykły jedynie do parad w dni uroczyste, staje w gotowości bojowej, obsadza punkty strategiczne. Formuje się ochotnicza milicja ludowa, w dubeltówki uzbrojona. Patrole jej na skuterach obserwują ruchy czołgów, które bezceremonialnie wyszczerzają lufy dział w stronę granicznych posterunków.
Samozwańcy nawet za włoskimi plecami nie czują się bezpiecznie i przekształcają w twierdzę swe tymczasowe pomieszczenie. W rogach budynku czuwają gniazda karabinów maszynowych, uprzejmie dostar­czonych – wraz z obsługą – przez chrześcijański i demokratyczny rząd Włoch. Nocą, po polach, ślizgają się światła reflektorów, aby zapobiec nagłej inwazji komunistów.

Dzień po dniu mija w pełnym pogotowiu. Legalny rząd odwołuje się do ONZ, oskarżając Włochy o interwencję w wewnętrzne sprawy San Marino. Cała światowa prasa na pierwszych stronach zamieszcza infor­macje o zatargu i grożącym przelewie krwi. Setki mło­dych komunistów z Rimini, Bolonii, Ferrary przybyły w sukurs swym sanmarińskim towarzyszom, z pochod­niami w rękach, z „Bandiera rosa” na ustach, z żyw­nością w plecakach. Bo od paru dni głód już gościł w oblężonym państewku. Blokada była tak nieprzenikliwa, że nawet matki z chorymi dziećmi, udające się do lekarzy-specjalistów w Rimini, zawrócono z drogi.

Burzy się światowa opinia. Gwałt Guliwera nad Lili­putem nie w smak idzie nawet ludziom odległym od komunizmu. Lecz nagle uwaga świata odwraca się bez reszty w zupełnie innym kierunku. Na niebie pojawia się pierwszy sputnik! Wieści z San Marino giną ze szpalt gazetowych. Osaczony, osamotniony, zapomniany rząd republiki – ustępuje. W państewku, które od wieków było dla wszystkich bezpiecznym azylem, rozpętuje się monstrualny terror policyjny. Wszyscy lewicowcy są zwolnieni z administracji. 29 komunistów i socjalistów traci swe mandaty poselskie. Kilku wędruje do wię­zienia. 27 czołowych działaczy postępowych – w tym byli kapitanowie-regenci – idzie pod sąd, pod zarzu­tem zdrady stanu. Grożą im długoletnie roboty…

Widząc bezpodstawność tego oskarżenia, znakomity prawnik włoski – najwyższy sędzia San Marino – profesor Carlo Artoro Yemolo, podaje się do dymisji. Chociaż sam jest chadekiem, nie ulega naciskowi swych władz partyjnych. Ustępują po nim dwaj inni, kolejno mianowani sędziowie. Wreszcie czwarty, Michele Grifa, nikomu nie znany prawnik z Bolonii, po­dejmuje się prowadzenia procesu. Złamana zostaje tradycja sanmarińska, według której sędziami w re­publice mogą być wyłącznie obcokrajowcy z tytułami profesorów.
Proces trwa miesiąc za miesiącem. Wyrok nie za­pada.

Wyrok już zapadł, lecz leży w szufladzie.

Zbliża się termin wyborów do Wielkiej Rady.

Niech sobie wyrok leży w szufladzie.

Nic tak nie hańbi, jak papier…

Już za pięć dni wybory! W Borgo, na robotniczym przedmieściu stolicy, zbierają się na rogach ulic gro­mady ludzi, gestykulujących w żywym podnieceniu. Jakiś szczupły chłopak nerwowo nalepia wielki plakat „Vota comunista”. Jakiś facet ze złością kopie rozrzu­cone komunistyczne ulotki.

W „Citta”, stolicy położonej na samym szczycie Mon­te Titano, atmosfera nie jest tak zapalna. Transparenty z hasłami wszystkich czterech partii wiszą obok siebie w spokoju. Przed listami kandydatów przystają dostoj­ni starsi panowie (kobiety praw wyborczych nie posia­dają) i skrupulatnie wynajdują na nich nazwiska swych najbliższych przyjaciół. Mój Boże, toż wszyscy się w tym kraju znają przynajmniej z widzenia!
„Casa” – dom partii wybudowany ze składek człon­kowskich – wre praca w dzień i w nocy. Stukają powielacze. Ścinki papieru fruwają po nie otynkowanych korytarzach. Agitatorzy wbiegają i wybiegają. Burczy telefon.

Gildo Gasperoni, I sekretarz KP San Marino, znaj­duje czas na rozmowę. Referuje mi argumenty, który­mi komuniści chcą trafić do przekonania mas wyborców.

Naruszenie przez chadeków praw obywatelskich, na przykład zakaz zebrań i manifestacji. Przekreślenie niezawisłości sądów. Dwa miliardy deficytu w ciągu 23 miesięcy władzy, co przy 950 milionowym rocznym budżecie państwa jest chyba sumą rekordową w świa­towej skali. Za rządów lewicowych każdy rok budże­towy zamykał się nadwyżką.

– Czy spodziewacie się odnieść przy urnach zwy­cięstwo? – pytam obcesowo.
–  Spodziewamy się, że większość mieszkańców San Marino głosować będzie na komunistów i socjalistów. Ale nie znaczy to jeszcze, że odniesiemy zwycięstwo. Nowa ordynacja wyborcza jest tak spreparowana, że gwarantuje sukces sprawującej władzę chadecji…

San Marino przyznaje prawo głosu wszystkim oso­bom, zrodzonym na jego terytorium. 52 procent gło­sów wpływa przeto z zagranicy, od licznie rozsianej po świecie emigracji. Według dawnej ordynacji wybor­czej każdy mógł swój głos przysłać korespondencyjnie.

Obecnie przywilej  ten zachowali wyłącznie San Marińczycy, zamieszkali w Ameryce. Inni muszą głosować
osobiście.
– Emigranci mieszkający za oceanem – tłumaczy Gasperoni – są to przeważnie ludzie zasobni, a więc
naturalni sprzymierzeńcy prawicy. Natomiast we Francji, Niemczech, Belgii, we Włoszech przede wszystkim, pracuje mnóstwo naszych rodaków. Oczywiście tylko nieliczni będą w stanie pokryć koszt swego przy­jazdu do San Marino dla złożenia głosu.

Zbliża się obiadowa pora. Idziemy w piątkę do knajp­ki zakamuflowanego komunisty, który swym towarzyszom partyjnym do połowy skraca rachunki. Człowiek w czerwonej bluzie – to Józef Berardi; był dowódcą milicji ochotniczej w gorących dniach przewrotu, grozi mu surowy wyrok za zbrojny opór władzy. Virginio Reffi, barczysty adwokat, wypróbowany sympatyk partii, której przedstawicieli broni w procesie dwudzie­stu siedmiu, żartuje z przyjaciela:

–  Jeśli dostaniesz piętnaście lat ciężkich robót, bę­dziesz miał dość czasu, by usypać drugą górę jak Monte Titano!
Wszyscy się śmieją. Jak groteskowo brzmią oskar­żenia o zdradę stanu w tym beztroskim, słonecznym, zasobnym kraiku dobrego wina, pięknych krajobrazów i wspaniałej sztuki. Nawet poważny Gasperoni, choć głowę ma zaprzątniętą szczegółami wyborczej kam­panii, rozchmurza się przy kielichu musującego Muscatelu.
Przychodzi jeszcze Umberto Barulli – uważany za pewnego kandydata na I sekretarza, gdyby Gasperoni musiał złożyć swe obowiązki.

–  Opowiem wam historyjkę – mówi. – Pewien chadek, śmiertelnie złożony chorobą, wezwał do łoża swego spowiednika.
–  Synu mój – rzekł spowiednik, opatrzywszy go sakramentami – masz jeszcze parę godzin życia. Czy pragniesz, bym spełnił jakieś twoje życzenie?

– Tak jest, ojcze. Pragnę, byś zapisał mnie do partii komunistycznej.

–  W imię Ojca i Syna… A cóż ci do głowy przycho­dzi, tobie, najwierniejszej bożej owieczce?
–  Ojcze, spełnij mą prośbę. Kiedy umrę, będzie na świecie mniej o jednego komunistę…
Mija butelka za butelką. Jedni towarzysze wychodzą obsługiwać wiece i konferencje w dzielnicach. Przychodzą inni, podnieceni gorączką na mieście. Urzęduję w samym sztabie. Ludziom tym grożą lada dzień cięż­kie roboty. Nikt o tym nie myśli. Uśmiech i żart. Piękne jest San Marino.
–  Jeśli wygramy wybory – mówi Virginio Reffi – zapraszamy ciebie z wizytą. Będziesz gościem rządu. Musisz wiedzieć – dodał – że „polski październik” jest w San Marino, jak w całych Włoszech, ogromnej wagi argumentem dla propagandy komunistycznej.

Epilog
Nie będę gościem rządu San Marino. Ordynacja od­niosła zwycięstwo nad wolą wyborców.
W kilkanaście dni później przeczytałem krótki ko­munikat PAP.

Dwaj byli regenci San Marino – komunista i socja­lista oraz ich czołowi współpracownicy w liczbie pięciu zostali skazani na więzienie, czyli według obowiązują­cej tam nomenklatury na roboty publiczne.
Po piętnaście lat więzienia otrzymali: były regent-komunista, Primo Marani i były regent-socjalista Giordano Giacomini, po dwanaście lat więzienia – były komunistyczny minister spraw wewnętrznych Domenico Morgante, były socjalistyczny minister spraw zagranicznych Gino Giacomini oraz sekretarz miejscowej partii komunistycznej Ermenegildo Gasperoni. Po­nadto na 5 lat więzienia skazano innego byłego ministra spraw zagranicznych z ramienia lewicy oraz byłe­go dowódcę milicji ochotniczej.

1959 r.

Źródło:

Wojciech Giełżyński, Aż do najdalszych granic, seria Łowcy sensacji, Państwowe Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 1972,  s. 115-123.

Dawid Jakubowski, źródło

KPP popiera wrześniowy strajk generalny związków zawodowych

Wszyscy na strajk generalny!

Komunistyczna Partia Polski popiera strajk generalny organizowany w dniach 11-14 września przez wszystkie centrale związków zawodowych. Wzywa również wszystkich swoich członków i sympatyków do aktywnego uczestnictwa w protestach i demonstracjach pracowniczych.

Obecna sytuacja, w której prawa pracownicze są codziennie atakowane przez władze, wymaga radykalnej odpowiedzi świata pracy. Pracownikom odebrano jedną z największych zdobyczy – ośmiogodzinny dzień pracy. Pod pozorem walki z kryzysem uelastyczniono formę rozliczania czasu pracy dając kapitalistom przyzwolenie na niewypłacanie pieniędzy za nadgodziny oraz zaleganie z wypłatą pensji. Praca etatowa coraz częściej zastępowana jest tzw. elastycznymi formami zatrudnienia, pozbawiającymi pracowników nawet najbardziej podstawowych praw i zabezpieczeń. Podwyższenie wieku emerytalnego do 67 roku życia to także przejaw narastającego wyzysku pracowników. W warunkach rosnącego bezrobocia, ci, którzy pracują, zmuszani są do coraz dłuższej pracy, dla pozostałych jej brakuje.

Prawo do strajku i zrzeszania się w związkach zawodowych istnieje dziś jedynie na papierze. Za pomocą biurokratycznych procedur utrudniono przeprowadzanie legalnych strajków. Trwa również wymierzona w związki zawodowe kampania oszczerstw i pomówień oraz oskarżeń o nadmierne „przywileje”.

Pod pozorem walki z kryzysem władze prowadzą politykę, która zwiększając dysproporcje dochodowe i majątkowe, jeszcze bardziej przyczynia się do wzrostu wyzysku, biedy i bezrobocia. W tej sytuacji protest i strajk generalny staje się koniecznością i obowiązkiem wobec kraju i społeczeństwa!

Nie będziemy płacić za wasz kryzys!

8 godzin pracy i ani minuty dłużej!

Wszyscy na strajk generalny!

Razem obalmy system oparty na niesprawiedliwości i wyzysku!

Przeciwko inwazji imperialistów na Syrię

Wspólne oświadczenie partii komunistycznych i robotniczych przeciwko imperialistycznemu atakowi na Syrię

My, partie komunistyczne i robotnicze, wyrażamy solidarność z ludem Syrii i potępiamy atak zbrojny na Syrię przygotowywany przez imperialistów z USA, NATO i UE wspólnie z ich sojusznikami, a mający na celu rozszerzenie ich wpływów w regionie.

Odrzucamy preteksty działania imperialistów, które jak się okazało, były wykorzystywane również w Iraku i podczas innych wojen imperialistycznych w Jugosławii, Afganistanie czy w Libii.

Wzywamy klasę pracującą, ludy całego świata do sprzeciwu i potępienia nowej wojny imperialistycznej. Wzywamy do żądania od władz ich krajów, aby nie uczestniczyły i nie wspierały kryminalnego ataku zbrojnego.

    Algierska Partia Demokracji i Socjalizmu

    Komunistyczna Partia Australii

    Komunistyczna Partia Azerbejdżanu

    Demokratyczna, Postępowa Trybuna Bahrainu

    Komunistyczna Partia Białorusi

    Belgijska Partia Robotnicza

    Komunistyczna Partia Belgii (Walonia-Bruksela)

    Komunistyczna Partia Czech i Moraw

    Komunistyczna Partia Brazylii

    Brazylijska Partia Komunistyczna

    Komunistyczna Partia  Brytanii

    Nowa Komunistyczna Partia  Brytanii

    Komunistyczna Partia Kanady

    Komunistyczna Partia Chile

    Komunistyczna Partia Kuby

    Postępowa Partia Ludu pracującego Cypru AKEL,

    Komunistyczna Partia Danii

    Komunistyczna Partia Finlandii

    Komunistyczna Partia Gruzji

    Komunistyczna Partia Niemiec (DKP)

    Komunistyczna Partia Grecji

    Węgierska Partia Robotnicza

    Partia Tudeh Iran

    Komunistyczna Partia Irlandii

    Komunistyczna Partia Włoch

    Komunistyczna Partia Jordanii

    Socjalistyczna Partia Łotwy

    Socjalistyczny Ludowy Front Litwy

    Komunistyczna Partia Luxemburga

    Komunistyczna Partia Malty

    Komunistyczna Partia Meksyku

    Komunistyczna Partia Norwegii

    Komunistyczna Partia Pakistanu

    Palestyńska Partia Komunistyczna

    Palestyńska Partia Ludowa

    Komunistyczna Partia Filipin [PKP-1930]

    Komunistyczna Partia Polski

    Komunistyczna Partia Portugali

    Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej

    Komunistyczna Robotnicza Partia Rosji

    Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego

    Komunistyczna Partia Słowacji

    Komunistyczna Partia Hiszpanii

    Komunistyczna Partia Ludu Hiszpanii

    Komunistyczna Partia Sudanu

    Komunistyczna Partia Szwecji

    Syryjska Partia Komunistyczna

    Komunistyczna Partia Syrii

    Komunistyczna Partia Tadżykistanu

    Komunistyczna Partia Turcji

    Partia Pracujących Turcji (EMEP)

    Komunistyczna Partia Ukrainy

    Związek Komunistów Ukrainy

    Komunistyczna Partia Wenezueli

    Komunistyczna Partia Albanii

    Komunistyczna Partia Bangladeszu

    Powszechna Partia Socjalistyczna APN, Meksyk

    Nowa Komunistyczna Partia Holandii

    Komunistyczna Partia Danii

    Komunistyczna Partia USA

Inne partie niewystępujące na liście Solidnet

    Komunistyczna Partia Robotnicza Białorusi

    Duńska Partia Komunistyczna

    Komunistyczna Robotnicza Partia Finlandii

    Grupa Odrodzenia Komunistycznego, Francja

    Komunistyczna Partia Ludowa i Lewicowa, Włochy

    Grupa Aktywistów Shiso-Undo, Japan

    Opór Ludowy, Mołdawia

    Partia Socjalizmu i Wolności (USA)

    URCF (France)

    Galicki Związek Ludowy, Hiszpania

W obronie Syrii!

565030_538249752910172_917825137_nZapraszamy do wydrukowania w formule ulotek lub naklejek powyższego rysunku w geście solidarności z Syrią.

Na obrazku napisano:

Wspieram Syrię przeciwko wojnie, która jest finansowana, dozbrajana i planowana przez siły zachodnie i ich sojuszników w regionie, sprzeciwiając się ekspansji imperializmu na Bliskim Wschodzie. NIE destrukcji Syrii. NIE powtórce inwazji imperialistycznej w Iraku i Libii! Zwycięstwo dla Syrii!

Klub Syryjski w Polsce i Samoobrona przy współpracy organizacji studenckich i młodzieżowych zorganizował protest pod ambasadą USA w Warszawie, domagając się od władz amerykańskich odstąpienia od zamiaru zaatakowania Syryjskiej Republiki Arabskiej przez Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

DOŚĆ WOJEN!
DOŚĆ IMPERIALIZMU!
RĘCE PRECZ OD SYRII!

NO MORE HIROSHIMAS!

Fragmenty listu Komunistycznej Partii USA przetłumaczone z języka angielskiego. Całość dostępna TUTAJ:

NIGDY WIĘCEJ HIROSHIMY!

6 sierpnia 1945 roku Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową na miasto Hiroshimę w Japonii. Trzy później, 9 sierpnia, bomba atomowa została zrzucona na Nagasaki. Bomby zabiły setki tysięcy ludzi – w dużej mierze była to ludność cywilna. Wiele osób zmarło z powodu wysokiego napromieniowania. Prawie pół miliona ludzi, zwanych z japońskiego Hibakusha, zginęło w wyniku chorób wynikłych z napromieniowania.

USA chciały dokonać pokazu swojej siły jądrowej Związkowi Radzieckiemu i całemu światu i nie były, jak często się podaje, koniecznością szybkiego zakończenia ofensywy amerykańskiej w Japonii.

Hiroshima i Nagasaki jako ofiary zagłady atomowej w czasie wojny stanowią dowód zbrodni przeciwko ludzkości.

W 68. rocznicę tego tragicznego wydarzenia musimy pamiętać o ciągłym i realnym zagrożeniu użycia w celach wojennych arsenałów jądrowych na całym świecie.

Komunistyczna Partia USA wzywa do całkowitej anihilacji broni jądrowej!

Aby osiągnąć ten cel, Komunistyczna Partia USA wspiera wszelkie wysiłki na rzecz wszelakiego rozbrojenia i nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Apeluje do rządu USA, aby wywiązał się z swoich zobowiązań międzynarodowych w tym zakresie.

W 2001 roku George W. Bush jednostronnie wycofał się z Anti-Ballistic Missile Treaty, przyspieszając wskazówki na zegarze Sądu Ostatecznego. A przecież dyplomacja i prawo międzynarodowe to jedyne alternatywne rozwiązania konfliktów globalnych bez użycia broni jądrowej.

USA i Rosja są największymi państwami, które posiadają broń jądrową, dlatego muszą podejmować wysiłki w celu ograniczania i ostatecznie wyeliminowania swoich arsenałów jądrowych.  Rozwijanie lub modernizowanie arsenałów broni jądrowej są formą proliferacji i zagrażają pokojowi na świecie. Ponadto broń jądrowa nie służy odstraszaniu, lecz wywiera stałą presję na inne kraje, by inwestować w broń nuklearną. Amerykańskie arsenały jądrowe nie służą defensywie kraju, lecz stanowią główne zagrożenie dla obywateli, i służą imperialistycznym celom.

Komunistyczna Partia USA popiera wszelkie wysiłki do nieproliferacji i rozbrojenia jądrowego. To musi być cel wszystkich ludzi na całym świecie. Użycie broni jądrowej skutkować będzie masową katastrofą humanitarną i nuklearną pożogą, które zakończyć może wszelkie życie na Ziemi.

Ponadto USA musi zadeklarować swoją odmowę na użycie broni nuklearnej w pierwszym uderzeniu w dowolnym miejscu na świecie.  Komunistyczna Partia USA wzywa rząd USA do porzucenia doktryny pierwszego uderzenia w celu zmniejszenia napięcia międzynarodowego i otwarcia możliwości na pokojowe rozwiązywanie konfliktów globalnych z takimi m.in. krajami jak z Koreą Północną czy Iranem.


Hiroshima Day to czarny dzień dla USA i dla ludzkości, ale jest przypomnieniem, że możemy i musimy zapobiec wojnie nuklearnej przez stałe eliminowanie broni jądrowej ze świata.

NO MORE HIBAKUSHA!

NO MORE DOWNWINDERS!

NO MORE NAGASAKI!

Solidarność Walczących

logo-pcp

COMUNISTAS MEXICANOS

Ten list dostępny jest na stronie Komunistycznej Partii Meksyku. Świadczy o jedności Ruchu Komunistycznego. Jego działacze są zwalczani nie tylko propagandowo, ale i fizycznie. Mimo, że pochodzimy z różnych narodów i mówimy różnymi językami, to nasze serca biją jednym rytmem. Towarzysze z Portugalii złożyli wyrazy solidarności towarzyszom z Meksyku.

Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Meksyku

Drodzy towarzysze,

W związku z wiadomością o zabójstwie w stanie Guerrero trzech liderów i działaczy Komunistycznej Partii Meksyku wyrażamy nasze zdecydowane potępienie tej brutalnej zbrodni i żądamy, aby osoby za nią odpowiedzialne nie pozostały bezkarne.

Z braterską solidarnością towarzyszy portugalskich.

Sekretariat Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Portugalii

Lizbona, 07 sierpień 2013

Al Buró Político del Partido Comunista de México

Queridos camaradas,

Frente a la noticia del asesinato en el Estado de Guerrero de tres dirigentes y activistas del Partido Comunista de México, queremos expresar nuestra firme condena de este brutal crimen y la exigencia de que sus responsables no queden impunes, así como los sentimientos de fraternal solidaridad de los comunistas portugueses.

El Secretariado del Comité Central del Partido Comunista Portugués

Lisboa, 7 de Agosto del 2013

——————————–

pcm1may

Towarzysze Velázquez Raymundo Flores (sekretarz generalny Komitetu Regionalnego w Guerrero PCM), Samuel Vargas i Miguel Solano zostali zabici w Guerrero.  Walczyli o to, aby ludzie mogli uczestniczyć w życiu politycznym bez obaw o swoje życie.

Do tej zbrodni dopuściły się korporacje górnicze, dla których działalność zamordowanych towarzyszy była szkodliwa, by wywłaszczać ludzi z ziemi, dokonywać grabieży zasobów mineralnych i eksploatować ponad miarę pracowników najemnych.

Myśleli, że zabicie towarzysze zneutralizuje działalność Komunistycznej Partii Meksyku i Komunistycznej Młodzieży Meksyku. Jednakże towarzysze jeszcze mocniej przystąpili do obrony ludzi pracy w Guadalajara, Oaxaca, Aguascalientes i Guerrero.

W związku z walką towarzyszy w Meksyku towarzysze w Guayaquil, Ekwadorze, w Atenach i w Madrycie protestują w geście solidarności meksykańskich górników, chłopów i robotników.

Ten gniewny Che Guevara

Polemika z Piotrem Ikonowiczem

Na łamach „Trybuny” z 29 lipca br. Piotr Ikonowicz przedstawił swoją wizję postaci i spuścizny ideowej Che Guevary. „Che nie był Chrystusem. Zabijał wrogów i sam zginął, walcząc o wolność i szczęście milionów”- informuje dziennik na pierwszej stronie, zachęcając do lektury tekstu „Hasta la victoria siempre!” autorstwa Ikonowicza.

Artykuł nie jest pozbawiony refleksji bardzo wymownych, demaskujących walkę Guevary z wrogiem nie mającym żadnych skrupułów i stosującym znacznie mniej humanitarne metody walki niż rewolucyjni partyzanci. Nie brak w nim jednak także niestety uproszczeń, wskazujących na to, że autor bardzo powierzchownie i wybiórczo potraktował kwestię tego, jak Rewolucja Kubańska odnosiła się do zagadnień związanych z przemocą. Nie ma nic o traktowaniu jeńców, Che Guevara w wizerunku naszkicowanym przez Ikonowicza jawi się jako człowiek czynu, napędzany do walki z potężnymi przeciwnikami jedynie poprzez gniew będący reakcją na ich zbrodnie przekraczające wszelkie granice.

Udowodnieniu tej z góry założonej tezy służą cytaty, jakie Ikonowicz dobrał z publicystyki Che, a właściwie jeden i to ten najczęściej interpretowany przez antykomunistów: „Nienawiść jako element walki. Niewzruszona nienawiść do wroga, która rozsadza naturalne granice człowieka i zamienia go w skuteczną i zimną maszynę do zabijania. Tacy muszą być nasi żołnierze. Lud bez nienawiści nie zdoła zatriumfować nad brutalnym wrogiem.” Ikonowicz przy tym przemilcza fakt, że cytat ten pochodzi z „Dzienników motocyklowych” i powstał w naturalnym odruchu oburzenia na ogrom nędzy i zbrodni popełnianych przez północnoamerykańskie imperium i jego marionetki z bananowych reżimów na narodach Ameryki Łacińskiej. Ten ogrom nędzy i zbrodni Guevara zobaczył na własne oczy objeżdżając wzdłuż i wszerz Amerykę Łacińską na motocyklu wraz z swym przyjacielem – Alberto Granado. Były to typowe wrażenia spisane na gorąco, pod wpływem silnych przeżyć i równie silnych emocji podczas rocznej podróży, stanowiącej swego rodzaju przełom w dojrzewaniu świadomości politycznej Guevary, rozpoczęty w 1951 roku.

Jest prawdą, że Che miewał również i potem, szczególnie w okresie swoich rewolucyjnych misji w Kongo i Boliwii, chwilowe napady gniewu, związane głównie z błędami podkomendnych mogącymi kosztować życie całej partyzanckiej grupy, bądź wynikające w sposób logiczny z ogólnego położenia. Sam odnosił się do nich bardzo samokrytycznie, czego świadectwem są niektóre zapisy z „Dziennika z Boliwii”. Guevara miejscami rozważa, czy jego stan nerwowy nie czyni z niego balastu dla sprawy, o którą walczy. Jednak sprowadzanie go do wymiaru człowieka wybuchowego, kierującego się w swoich koncepcjach wyłącznie romantycznym buntem wobec zastanej rzeczywistości i związanymi z tym bieżącymi emocjami jest tylko częścią, jeśli nie cząstką całej prawdy. Nie działał on bowiem jedynie pod wpływem tego słusznego gniewu, ale postępował zgodnie z rozumną koncepcją, której ostatecznym celem miała być transformacja człowieka na lepsze. Ten wymiar postaci Che Guevary Ikonowicz wyraźnie traci z pola widzenia.

Celowości tej dowodzą zarówno wypowiedzi Che, których autor tekstu w „Trybunie” nie przytoczył, jak i rewolucyjna praktyka działań Guevary, która wbrew tezom Ikonowicza bynajmniej nie sprowadza się wyłącznie do buntu wobec ludobójczych działań Imperium, których efektem miałaby być rozszerzająca się na odpowiedzialnych za utrwalanie opresji i wyzysku nienawiść wraz z zemstą.

„Lud musi nienawidzić” –  tak zatytułowany został podrozdział artykułu, w którym Ikonowicz omawia motywację Che do walki i przytacza cytowany wyżej fragment o maszynie do zabijania, konfrontując to ze wzmianką o tym, jak Che stwierdzał także, że prawdziwym rewolucjonistą kieruje miłość. „Myślę, że miłość i nienawiść są ze sobą zrośnięte. Kto kocha wolność, nienawidzi jej przeciwieństwa. Każda miłość, która nie niesie ze sobą nienawiści, jest po części podejrzana”- skomentował to Eduardo Galeano, niekwestionowany autorytet moralny wśród intelektualistów Ameryki Łacińskiej, ceniony także na Kubie, którego Ikonowicz sam poprosił o jego interpretację tej sprzeczności. Choć wypowiedź Galeano ma podłoże logiczne i racjonalne, nie aspiruje chyba jednak do sprowadzenia meritum poglądów Guevary do odpowiadania nienawiścią i wychowywania w nienawiści do wroga całych generacji Kubańczyków. Dowody wskazują raczej jednoznacznie, że nienawiść za krzywdy narodziła się i rozprzestrzeniła w społeczeństwie kubańskim niezależnie od zamiarów Che Guevary, czy któregokolwiek z wybitnych rewolucjonistów. Kluczowe i warte przytoczenia są w tym kontekście zarówno dane liczbowe dotyczące liczby egzekucji na Kubie po rewolucji jak i strat ludzkich spowodowanych przez najemny terroryzm, skonfrontowane z ilością ofiar terroru ancien regime, jak i statystyki odnośnie oddolnych nastrojów społecznych, idących w kierunku zdecydowanego poparcia dla rozprawy ze znienawidzonymi mordercami na służbie Batisty i ich płatną agenturą.

Według m.in. niezależnych od siebie ustaleń Paco Ignacio Taibo II i Davida Sandisona 93% Kubańczyków znajdowało się „w nastroju linczu” w stosunku do byłych funkcjonariuszy reżimu Batisty obciążonych odpowiedzialnością za okrutne zbrodnie. Stanowi to potwierdzenie deklaracji wyrażanych ze strony przedstawicieli władz kubańskich. Raúl Gómez Treto, starszy radca prawny kubańskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, uzasadniał stosowanie kary śmierci koniecznością zapobiegania masowym linczom, jakie miały miejsce po rewolucji, która obaliła dyktaturę Machado w 1933 r. Philip Agee, śledzący ciężar win skazywanych na śmierć oficer operacyjny CIA, któremu zlecano wykonywanie (opisanych potem przez niego w książce „Inside the Company: CIA Diary”) metod sabotażowych przeciw Kubie i innym krajom w Ameryce Łacińskiej, także podkreślał praworządność tych procesów sądowych. „Przed sądami stanęło wielu ludzi związanych z CIA, odpowiedzialnych za zbrodnie popełniane na własnym społeczeństwie, takie jak masowe egzekucje i tortury” – mówił Agee podczas kręcenia dokumentalnego filmu w reżyserii Estelli Bravo „Fidel. Untold history”.

Ikonowicz nie myli się, kiedy pisze, że Che Guevara wykazywał jednolitość poglądów i działania, co zresztą można odnieść i co dotyczyło w historii niejednego wybitnego rewolucjonisty.

Jednak wbrew temu, co zdaje się sugerować przez swoje przemilczenia jego artykuł w Trybunie, Guevara nie wpisał się wyłącznie w schemat ludowego mściciela, który stał się  skuteczną i zimną maszyną do zabijania. Zacząć trzeba od stosunku wobec jeńców, jaki reprezentował zarówno sam Che, jak i wszyscy czołowi komendanci kubańskiej rewolucji jeszcze w okresie walki z  Batistą.

Na stronie głównej Międzynarodowego Czerwonego Krzyża można przeczytać następujące wspomnienie wydrukowane pierwotnie w „Marine Corps Gazette” z zaznaczeniem, że jest to relacja opisująca fakty potwierdzone przez wiele innych źródeł:

„Wieczorem byłem świadkiem kapitulacji setek batistianos z garnizonu w pewnej mieścinie. Z czterech stron otoczyli ich buntownicy uzbrojeni w thompsony, po czym przemówił Raul Castro:

„Wierzymy, że przyłączycie się do nas, by walczyć przeciwko panu, który was tak źle potraktował. Jeżeli nie zechcecie skorzystać z tego zaproszenia – a nie zamierzam go powtarzać – jutro odstawimy was do obozu Kubańskiego Czerwonego Krzyża. Wierzymy, że jeżeli wrócicie pod rozkazy Batisty, nie podniesiecie broni przeciwko nam. A jeżeli to uczynicie, pamiętajcie to, co teraz powiem.

Złapaliśmy was teraz. Możemy złapać znowu. A kiedy złapiemy, nie będziemy was terroryzować ani torturować, ani zabijać. […] Jeżeli złapiemy was drugi albo i trzeci raz […] znowu was odeślemy, jak teraz to czynimy”.

Jak stwierdzają znawcy przedmiotu, tacy jak Michael Waltzer, z reguły armie partyzanckie dążą raczej do tego, by zabijać jeńców, a nawet jeśli postępują tak jak bojownicy Castro, to i tak nigdy nie mają gwarancji, że przeciwnik wykaże się równą wspaniałomyślnością.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że w swoim reportażu „Chrystus z karabinem na ramieniu” Ryszard Kapuściński opisywał kontynuację tych praktyk postępowania z jeńcami, jaką Che uskuteczniał w Boliwii i Kongo. Inna rzecz, że jak już wspomniałem, była to norma postępowania, jaką wypracowali przywódcy rewolucji kubańskiej w okresie walk z Batistą.

Nawet w okresie klęski inwazji w Zatoce Świń, gdy w warunkach ogromnych zbrodni najemników, musiało dojść do masowych aresztowań krajowych przeciwników, Fidel Castro nie potraktował ich, mimo, że jego kraj padł ofiarą najemnego terroryzmu, tak jak chociażby traktowano więźniów baz amerykańskich w ostatnich latach.

W długim przemówieniu wyjaśniającym przyczynę klęski najeźdźców 23 kwietnia 1961 r. bezpośrednio i otwarcie odniósł się do aresztowań:

„W tego rodzaju akcji zawsze oczywiście może mieć miejsce pewna niesprawiedliwość, ale to jest nieuniknione. Kraj znajdujący się w niebezpieczeństwie musi przedsięwziąć środki obronne. Powtarzam, mogły zaistnieć wypadki niesprawiedliwych aresztowań, przez pomyłkę mogło się nawet zdarzyć, że został zaaresztowany jakiś rewolucjonista, ale kto naprawdę jest rewolucjonistą, ten to zrozumie. Poza tym po zlikwidowaniu agresji, kiedy sytuacja się unormuje, wszystkie te osoby, na których nie ciąży żadne konkretne przestępstwo, ci wszyscy, którzy zostali zaaresztowani tylko dlatego, że ich osoby budziły podejrzenia, zostaną zwolnieni. Pozostaną oczywiście w więzieniu ci, którym udowodni się ich działalność kontrrewolucyjną. Już od wczoraj rozpoczęto zwalniać osoby zaaresztowane w trybie prewencyjnym”.

Rine R. Leal milicjant z Batalionu nr 111 opisał następujące wydarzenie. Na przeraźliwe wrzaski jednego z czterdziestu pojmanych przez jego oddział najemników, który chciał by go zabić, bo nie może już dłużej cierpieć z powodu cukrzycy i wrzodu żołądka, Castro spokojnie odpowiedział:

– Po co mamy ciebie zabijać. Wyleczymy cię, abyś mógł żyć.

Lektura wspomnień partyzanckich Che publikowanych w 1963 r. w cyklicznych odcinkach na łamach pisma „Verde Olivo”, wydawanych potem również w Polsce pod różnymi tytułami, pokazuje, że Che odnosił się wprawdzie w sposób surowy i wymuszony przez okoliczności w stosunku do tych, którym udowodniono zdradę, ale jego ówczesnego postępowania bynajmniej nie można wpisać w schemat działania odczłowieczonego automatu.

Czy była w tym sprzeczność, że Che jako dowódca i żołnierz musiał decydować o życiu lub śmierci przestępców, którzy podszywając się pod żołnierzy armii rewolucyjnej, a nawet kradnąc tożsamość komendantów rewolucji (jeden podawał się np za Juana Almeidę Bosque) gwałcili, mordowali i plądrowali chłopów? Dla tych, których zdaniem Guevara to wampir zabijający dla przyjemności i z których tezą moim zdaniem Ikonowicz polemizuje w sposób niedostateczny, powinna być zaskakująca następująca wypowiedź tego „wampira”, pokazująca raczej pogardę wobec bezmyślnego okrucieństwa: „Złodzieje bydła”, których „wspaniałe uczynki” były wymierzone w masy wieśniaków mordowanych w Escambray, gdzie siali większy terror niż sama armia Batisty. Są oni częścią naszego sumienia. Przypominają nam o naszym grzechu, grzechu rewolucji, którego nie popełnimy już nigdy, lekcji, jaką odebraliśmy. Historia rewolucji jest odzwierciedleniem rewolucyjnej wiary. Kiedy ktoś, kto nazywa się rewolucjonistą, nie zachowuje się jak przystało rewolucjoniście, jest tylko szarlatanem. Niech wszyscy oni uścisną sobie dłonie: Ventura i Tony Varona, którzy tak zaciekle ze sobą walczyli, Prio i Batista, Gutierrez Menoyo i Sanchez Mosquera, zabójcy, którzy mordowali, aby zaspokoić swoje żądze, i którzy robili to w imię wolności. Złodzieje i kupczący uczciwością, wszelkiego rodzaju oportuniści, kandydaci na prezydenta – wspaniała paczka. Tak dużo się od was nauczyliśmy! Dziękujemy wam ! [Ernesto Che Guevara – Rewolucja. Wspomnienia z kubańskiej wojny rewolucyjnej, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2009, s.293]. Dodać należy także, że ci którzy palili się do egzekucji dla przyjemności, dołączali często potem do grona najemników, krzycząc o zbrodniach dyktatury. Che opisuje w swoich „Epizodach wojny rewolucyjnej” (późniejsze wydanie ma tytuł „Rewolucja”) tego rodzaju przypadki, gdy np. skazany za zabójstwo więźnia kapitan uciekł do USA, oskarżając potem Kubańską Rewolucję o najcięższe zbrodnie.

Już wówczas starał się nie dopuszczać do linczów. Zauważył też prawidłowość, że sadyści pragnący tylko się wyżyć, najczęściej kończyli jako zdrajcy oskarżający rewolucję o najgorsze okrucieństwa. Nadmienia, podając konkretne przykłady, że nie brakło też takich renegatów rewolucji, którym rewolucja przywracała poprzednie stanowiska, wybaczając lekką zdradę, którzy następnie łączyli się z terrorystami przeciw własnemu krajowi.

Nikt jednak dzisiaj nie jest w stanie zrozumieć tego, jak ciężkie były to wówczas decyzje i jak decydowały one, w warunkach walki partyzanckiej, o życiu bądź śmierci ludzi… Nikt, kto nie zna wojennych realiów nie jest w stanie sobie uświadomić faktu, że to wskutek zdrad lotnictwo Batisty bombardowało obozowiska powstańców, znając trasy ich przemarszów… Trudno przychodzi także zrozumienie tak prostych prawd, że jeśli ktoś podszywał się pod rewolucjonistów, popełniając czyny zbrodnicze i niegodne, to robił to właśnie po to, by chłopi szli na współpracę z oficerami Batisty, wydając powstańców – dzięki temu można było ich następnie kompromitować i wyniszczyć. Ponadto umożliwiało to później dokonywanie krwawych pacyfikacji na wsiach udzielających im schronienia.

Na marginesie dodam też, że myliłby się ten, kto wyobrażałby sobie rewolucjonistów kubańskich przez cały czas skoncentrowanych jedynie na operacjach wojskowych. W rzeczywistości starali się oni wypracować już w tym czasie metody oddolnego świadomego gospodarowania. Guevara opisuje w wyżej wymienionych wspomnieniach, publikowanych w 1963 roku, że obok organizowania sieci szpitali polowych, w których rewolucjoniści starali się też udzielać pomocy przedstawicielom ludu, którzy padli ofiarą zemsty Batisty, próbowali założyć piekarnię, którą jednak lotnictwo wroga zbombardowało. W tym ostatnim przypadku kierowała nimi konkretna, co zdradza Che, myśl o przekształceniu prawie niepiśmiennych chłopów, znających się jedynie na gospodarce rolnej, w świadomych i samodzielnych gospodarzy poznających nowe tajniki produkcji. Dalekosiężnym celom służyło też projektowanie budowy elektrowni, o czym również można tam przeczytać. Pokazuje to dobitnie, że partyzanci, nie znając własnego jutra i nie wiedząc ilu z nich odda jeszcze życie w ciężkich i nierównych walkach, myśleli o życiu społecznym i o gospodarce na czas pokoju.

Jak wyglądała wówczas sytuacja Kuby najlepiej scharakteryzował John Fitzgerald Kennedy na bankiecie wydanym przez Partię Demokratyczną w mieście Cincinnati w stanie Ohio 6 października 1960 r.

„W 1953 roku kubańska rodzina miała dochód sześć dolarów tygodniowo. Od 15 do 20 procent siły roboczej było chronicznie bezrobotne. Tylko jedna trzecia z kast zamieszkujących na wyspie miała bieżącą wodę, a w ciągu ostatnich lat poprzedzających rewolucję Castro, te fatalne standardy życia pogorszyły się, obejmując dalszą część populacji, która nie brała udziału w rozwoju gospodarczym. […].”

Podkreślając, że rząd ten służył maksymalizacji zysków i interesów firm prywatnych, które były zdominowane przez północnoamerykańskie koncerny, Kennedy wyliczał:

„Na początku 1959 r. do amerykańskich spółek należało około 40 procent ziem cukrowniczych, prawie wszystkie gospodarstwa rolne, 90 procent kopalni i koncesji mineralnych, 80 procent usług i praktycznie cały przemysł naftowy, obejmujący dwie trzecie kubańskiego importu. […]”.

Jako symbol relacji jego rządu z Batistą, Kennedy przytoczył przykład złotego telefonu, który został uroczyście wręczony kubańskiemu dyktatorowi w 1957 r. przez amerykańskiego ambasadora Gardnera, a obecnie znajduje się w Muzeum Rewolucji. W tym kontekście wypowiedź liderki opozycyjnej sekty, „Damy w Bieli” Berty Soler, która w czasie podróży do Hiszpanii w ramach antysocjalistycznej kampanii przeciw własnemu rządowi nazwała Kubę przedrewolucyjną „klejnotem ze złota”, jest po prostu porażająca.

„Za rządów Fulgencio Batisty – ciągnął późniejszy prezydent – zamordowano 20.000 Kubańczyków W ciągu siedmiu lat odsetek ludności Kuby zmniejszył się bardziej niż liczba Amerykanów, którzy zginęli w dwóch wojnach światowych [… ] rzecznicy administracji [USA] pochwalili Batistę, zachwalali go jako zaufanego partnera i dobrego przyjaciela, w czasie, kiedy Batista mordował tysiące ludzi, niszczył resztki wolności i kradł setki milionów dolarów narodowi kubańskiemu”.

Młody senator przyznał, że rząd waszyngtoński wspierał walkę Batisty z rewolucjonistami wysyłając broń, stwierdzając: „Nawet kiedy nasz rząd wstrzymał wysyłanie broni, nasza misja wojskowa pozostała, by trenować żołnierzy Batisty do walki z rewolucjonistami i odmówiła opuszczenia kraju, dopóki siły Castro nie pojawiły się na ulicach Hawany „.

20 tysięcy ofiar – warto zapamiętać tę liczbę i skonfrontować ją z ogólną liczbą egzekucji porewolucyjnych, nie wspominając już nawet o 4 tys. zabitych na przestrzeni lat Kubańczykach wskutek działań najemnego terroryzmu. Według różnych źródeł było tych egzekucji kilkaset.

Zgodnie z raportami Amnesty International (nie zainteresowanej przecież prezentowaniem danych korzystnych dla Kuby) statystyki te wyglądają następująco:

Liczba wydanych wyroków śmierci w latach 1959-1987: 237
Liczba wykonanych wyroków śmierci w latach 1959-1987: 21
(źródło: http://files.amnesty.org/ai50timeline/1989-when-state-kills – str. 135 PDF-u)

Jak widać, rewolucja kubańska szła raczej w kierunku minimalizowania a nie maksymalizowania liczby wyroków śmierci. Zamiana zasądzonej egzekucji w wyniku rewizyjnego procesu w końcu 2010 r. na współwykonawcy zamachów terrorystycznych i wspólniku Luisa Posady Carillesa nazwiskiem Francisco Chávez Abarca i fakt, że kary śmierci nie wykonano na Kubie od 2003 r. pokazuje w jakim kierunku idzie ten kraj, wbrew przekazom prozachodnich ośrodków. Ciekawie wypada pod tym względem porównanie z USA, gdzie w latach 1950-1959  wykonano 717 wyroków śmierci, na przestrzeni 1960-1969 -191, a pomiędzy 1990-1999 – 518. Natomiast według danych z 29 maja 2013 r., gromadzonych przez Death Penalty Information Center, od 1976 r. po dzień dzisiejszy przeprowadzono łącznie 1340 egzekucji, a około 3125 obywateli nadal przetrzymywanych jest w celach śmierci – jak ujawnia z kolei artykuł z Chicago Tribune z marca 2011 roku. Oczywiście można dyskutować nad przyczynami tak wysokiego współczynnika, zestawienie to pokazuje jednak po raz kolejny zasadniczą hipokryzję oskarżeń wobec Kuby.

Tekst P. Ikonowicza to rzecz jasna esej i choćby z tego względu stanowi on tylko wywołanie tematu, a nie kompleksową analizę. Jednak dobór cytatów i teza którą posłużył się autor przedstawiona w takiej postaci nie uderza w antykomunistyczny mit, w myśl którego Guevara odpowiadał złem na zło. Sednem nie jest tutaj argumentacja: inni mordowali jeszcze więcej i to rozgrzesza Che. Takie podejście nie uświadamia różnicy między straceniem łącznie na przestrzeni lat po rewolucji kubańskiej kilkuset morderców, zdrajców  i degeneratów, a 20 tysiącami ofiar poprzedniego ustroju, które sprawiły, że gdyby nie stracenie najbardziej odpowiedzialnych, lud kubański rozerwałby ich na strzępy za własne krzywdy. To nie pozwala – niezależnie od intencji autora – obalić zafałszowanego mitu, w myśl którego Guevara to ludobójca mający na koncie setki tysięcy, jeśli nie miliony ofiar.

Dzięki temu zafałszowaniu w ostatnich latach wygodniej jest powtarzać opowieści uciekinierów niż badać źródła i fakty. Są to opowieści uciekinierów, którzy odkrywali swój własny interes we współpracy z krajem, który odpowiadał za ciężkie krzywdy narodu kubańskiego, po prostu przechodząc na obcy żołd. Taką samą propozycję złożono z resztą samemu Guevarze i to pokazuje, że w tej roli – demaskatora socjalistycznej Kuby – byłby on dla CIA równie cenny, jak tamci zdrajcy, często mający na sumieniu np. nadużycia wobec więźniów. Dla tych zbiegów był to często sposób na ucieczkę przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie, za które więziono ich i karano na Kubie.

Uderzając słusznie w komercjalizację wizerunku Che, chcąc pokazać, że chodziło mu o co innego, Ikonowicz równocześnie nie odpowiada właściwie na pytanie o co walczył Ernesto Guevara i pomija skrzętnie jego światopogląd, ograniczając się do ogólników o jego wzburzeniu niesprawiedliwością na świecie i wynikającej z tego miłości do ciemiężonych i zapiekłej nienawiści wobec wrogów.

Guevara, który na spotkaniach z młodzieżą uczył ją współczucia, w jednym z przemówień stwierdził jednoznacznie: „Bycie rewolucjonistą oznacza smutek, gdy gdzieś na świecie zostanie zabity człowiek i radość, gdy gdziekolwiek zostanie rozwinięty sztandar wolności”. Rzuca się w oczy, że jeśli potrzebowałby wychowywać żywe automaty do zabijania, w takim właśnie duchu musiałby szkolić młodzież.

Takie wypowiedzi Guevary stoją jednak w sprzeczności z jego upowszechnianym przez ostatnie lata obrazem. Za to dobrze do niego pasują wyjęte z kontekstu smakowite z pozoru kąski, takie jak groźnie brzmiące deklaracje, jakie dawał on w wystąpieniu polemicznym w czasie obrad ONZ w Nowym Jorku w 1964 r. Che zapewnił tam z właściwą sobie swadą ni mniej ni więcej tylko to że rewolucjoniści kubańscy rozstrzeliwują i będą rozstrzeliwać, jeśli będą do tego zmuszeni. Była to odpowiedź na oskarżenia przedstawiciela USA, który by uniknąć niewygodnego tematu, poruszył temat kilkuset egzekucji na Kubie. Odpowiedź tą trzeba rozpatrywać w kontekście wcześniejszego długiego wystąpienia Guevary, w którym szczegółowo przedstawiał on kwestię sponsorowanego i organizowanego przez USA (oraz marionetki) masowego ludobójstwa w Ameryce Łacińskiej i wielu innych krajach: (http://www.marxists.org/archive/guevara/1964/12/11.htm).

Ponadto wystosował szereg żądań – w tym zaprzestania pirackich ataków na kubańskie wybrzeże, wskutek których ginęli obywatele kubańscy. We wspomnianej odpowiedzi Che starał się po prostu zwrócić uwagę opinii publicznej na konieczność zdecydowanej i samotnej obrony kraju przed najemnymi bandami, obrony związanej z koniecznością karania najemnych zbrodniarzy i degeneratów. Słowa te były po części na postrach, by wykazać, że wobec ignorancji gremiów międzynarodowych w stosunku do zagrożeń i dokonanych już na ich kraju inwazji i zbrodniczego sabotażu Kubańczycy będą zmuszeni stosować radykalne środki.

Zaskakuje też niezachwiane przekonanie autora co do tego, że obecnie walka Che w tej postaci, w której ją prowadził byłaby w Ameryce Łacińskiej pozbawiona sensu, ponieważ lewica wygrywa w tych krajach wybory, a „uwikłane w konflikty w Iraku i Afganistanie USA nie są już w stanie wysyłać wojsk do krajów Ameryki Łacińskiej”. Czyżby na tym kończyły się przeciwieństwa międzyklasowe? Czyżby fakt, że prawicowe wpływy znajdują się w pewnym odwrocie, powstrzymywał je przed wspieraniem z zagranicznych funduszy kampanii dezinformacyjnych, czy krwawych rozruchów, jak te, które niedawno towarzyszyły atmosferze powyborczej w Wenezueli? Czy nie próbowały one wszelkimi środkami wykorzystać śmierci Hugo Chaveza dla zwiększenia własnych wpływów, czego dowodem jest chociażby wynik ostatnich wyborów, którego odrzucenie ogłosiły jeszcze przed samym głosowaniem, we wspólnym stanowisku antykomunistyczne rządy Europy wraz z pro waszyngtońskimi spośród rządów Ameryki Łacińskiej?

Wreszcie ostatnia kwestia, autor artykułu w „Trybunie” twierdzi, że prawica jest jakoby o Che Guevarę zazdrosna i zniesławia go, bo nie ma własnych, dorównujących mu bohaterów, których może wziąć na sztandary. Czyżby Ikonowicz nie dostrzegał, że ruchy antykomunistyczne także mają swoich bohaterów? Żołnierze wyklęci, Pinochet, Franco, Mussolini, Reagan, Margaret Thatcher… Postacie te czczone są właśnie za skuteczność w rozprawie z „czerwoną zarazą”, z takimi jak Che…

 „Nie jestem wyzwolicielem, wyzwoliciele nie istnieją. Są jedynie ludzie, którzy się sami uwalniają” – podsumował kiedyś swą postawę Guevara. Kim był w takim razie Che i skąd czerpał swoje przekonania?

Był komunistą, który swoją koncepcję rewolucji i społeczeństwa socjalistycznego wywodził z prac klasyków socjalizmu naukowego. Opierał się jednak dogmatyzmowi, zapoczątkowując na Kubie np. krytykę podręczników radzieckich i wykazując w nich upraszczanie koncepcji Marksa, Engelsa i Lenina. Przez sporą część swojej działalności podziwiał Stalina, odnosząc się krytycznie jednak do jego spuścizny w swoich tzw. „Zeszytach Paryskich”. Razem z Fidelem Castro poddawał miażdżącej krytyce oportunizm tzw. „starych partii”. Wybitnych rewolucjonistów często przedstawia się w glorii wizerunku Robin Hooda bądź, gdy robi to przeciwnik, w kostiumie upiornego mordercy. Wizja, jaką przedstawił Ikonowicz wpasowuje się idealnie w ten pierwszy schemat. Tyle, że takie podejście de facto zaciera prawdę o tym skąd tak naprawdę czerpali swoje inspiracje i jakimi przesłankami kierowali się ci rewolucjoniści.

Dawid Jakubowski, Socjalizm Teraz

Czy inny świat jest możliwy?

Panuje powszechne przekonanie, że system kapitalistyczny jest nienaruszalny. Tymczasem istniej żywy przykład na to, że wyłom z kapitalistycznej gospodarki nie tylko jest możliwy, ale daje też znakomite rezultaty.

Oto przykład osiągnięć Wenezueli, która podąża drogą socjalistycznych przeobrażeń:

1)      w 2005 roku dzięki powszechnemu dostępowi do edukacji wyeliminowano analfabetyzm, który jest jedną z plag krajów Ameryki Południowej,

2)      liczba dzieci uczęszczających do szkół wzrosła z 6 milionów w 1998 r. do 13 milionów w roku 2011; wskaźnik uczęszczających wynosi 93,2%,

3)      liczba studentów wzrosła z 895 tys. w 2000r. do 2,3 miliona w 2011 roku,

4)      między 2005 rokiem a 2012 utworzono 7873 jednostki opieki medycznej,

5)      liczba lekarzy wzrosła z 20 na 100 tys. obywateli w 1999 r. do 80 na 100 tys. obywateli w 2010,

6)      śmiertelność niemowląt spadła z 19,1% w 1999 r. do 10% w 2012,

7)      średnia długość życia wzrosła z 71,2 lata w 1999 r. do 74,3 w 2011 r;

8)      dzięki projektowi Miracle 1,5 miliona osób cierpiących na zaćmę odzyskało wzrok,

9)      wskaźnik biedy spadł z 42,8% w 1999 r. do 26,5% w roku 2011,

10)  w Indeksie Ludzkiego Rozwoju ONZ Wenezuela wskoczyła na 73 miejsce (w roku 2000 83 miejsce) i otrzymała kategorię wysokiego rozwoju,

11)  współczynnik GINI wskazujący rozwarstwienie finansowe spadł z 0,46 w 1999 r. do 0,39 w 2011 r; Wenezuela ma obecnie najniższe rozwarstwienie społeczne w całej Ameryce Łacińskiej,

12)  niedożywienie dzieci zostało zredukowane o 40% w porównaniu do roku 1999,

13)  od 1999 roku odsetek ludność z dostępem do bezpiecznej wody pitnej zwiększył się z 82% do 95%,

14)  od 1999r. wydatki na cele socjalne wzrosły w Wenezueli o 60%,

15)  w ramach reformy rolnej rozdzielono bezrolnym chłopom ponad 3 miliony ha ziemi,

16)  od 1999 r. konsumpcja żywności wzrosła o 81%, przy czym 71% żywności produkowanej jest w Wenezueli (w 1999 r. było to 51%),

17)  od 1999 r. średnie spożycie kalorii na osobę wzrosło o 50%,

18)  5 milionów dzieci otrzymuje darmowe posiłki w szkołach, w 1999 r. było to tylko 250 tys.,

19)  niedożywienie spadło z 21% w 1998 r. do 3% w 2012 r;

20)  bezrobocie spadło z 15,2 w 1998r. do 6,4 % w 2012 r;

21)  płaca minimalna wzrosła z 16$ w 1998 r. do 300$ w 2012 i jest to najwyższa płaca minimalna w Ameryce Łacińskiej,

22)  w 1999 r. 65% pracujących otrzymywało płacę minimalną, w 2012 r. już tylko 21,1% pracowników zarabiało na poziomie minimalnym,

23)  starsi, którzy nigdy nie pracowali otrzymują rentę w wysokości 60% płacy minimalnej,

24)  kobiety nieposiadające dochodów otrzymują zapomogę w wysokości 80% płacy minimalnej,

25)  liczbę godzin pracy zmniejszono do 6 dziennie, 36 w tygodniu, bez zmniejszania płac,

26)  dług publiczny spadł z 45% PKB w 1998 r. do 20% PKB w 2011 roku,

27)  wzrost gospodarczy w 2012 roku wyniósł w Wenezueli 5,5% – jeden z najwyższych na świecie,

28)  PKB na 1 mieszkańca wzrósł z 4.100$ w 1999 r. do 10.810$ w 2011,

29)  Wenezuela dostarcza pomocy finansowej oraz w naturze i zapewnia bezpieczeństwo energetyczne innym krajom Ameryki Łacińskiej. Łączne środki przeznaczone na pomoc innym krajom Ameryki Łacińskiej przez Wenezuelę są prawie 3 razy większe od środków przeznaczanych na ten sam cel przez USA,

Można? Można!

Ludwik Granma

Wenezuela: reglamentacja produktów czy walka z przemytem?

caracas2Zdaniem zachodnich mediów gospodarka wenezuelska kuleje, a nawet znajduje się na skraju zapaści. Kolejnym dowodem potwierdzającym niezbicie tę tezę ma być niedawna informacja o przystąpieniu Wenezueli do pilotażowego programu kontroli zakupów 20 artykułów, w tym wielu produktów spożywczych, który na dniach ma się rozpocząć w najbogatszym stanie Zulia. Zgodnie z tym przekazem, jeśli ten program tam się przyjmie, obejmie cały kraj [1].

Co z tą żywnością?

„Wenezuela zaczyna racjonować żywność” – wielkimi literami zaalarmował artykuł autorstwa Macieja Stasińskiego w Gazecie Wyborczej, zgodnie z którego twierdzeniami „Każdy mieszkaniec będzie mógł kupić w ciągu tygodnia ograniczoną ilość ryżu, oleju, mięsa, soczewicy, fasoli, mąki, makaronu, kurczaka, mleka w proszku, cukru, pasty do zębów, mydła, pieluch czy papieru toaletowego”. Identyczną informację podały zachodnie dzienniki, w tym m.in. „The Times”, w swojej dostępnej w całości jedynie dla subskrybentów publikacji, firmowanej przez korespondenta tego pisma w Ameryce Łacińskiej Jamesa Hidera[2]. Kontrola zakupów miała by odbywać się za pośrednictwem elektronicznych kart, ograniczających zarówno ilość produktów, jak i czas kupowania.

Tymczasem przegląd wenezuelskich stron internetowych pokazuje, że sprawa nie wygląda tak czarno, jak przedstawiają ją prozachodnie media. Tym, co się rzuca w oczy i podważa medialne twierdzenia, że Wenezuela próbuje powstrzymać zawalenie się własnej gospodarki, wprowadzając reglamentację, są oświadczenia zarówno władz stanu Zulia, jak i samego prezydenta Nicolasa Madury. Mówią one coś wręcz przeciwnego w kwestii ich stanowiska wobec tego projektu.

Rząd krytykuje reglamentację

Jako pierwszy skrytykował pomysł zastosowania, jak to określił „konsumenckich czipów”, jako kontrolera zakupów sam prezydent N. Maduro, który skomentował tę kwestię podczas niedawnej kampanii na rzecz świadomego korzystania z energii elektrycznej. Powołując się na rozmowę z gubernatorem stanu Zulia, którym jest Francisco Arias Cardenas, stwierdził, że trzeba rozwiązać kwestię przegrzania gospodarczego konsumentów, którym zdarza się kupować 30% więcej produktów. Podkreślił przy tym, że wśród wielu propozycji rozwiązania problemu, jakie były rozpatrywane, pojawił się projekt, jaki wypłynął ze stanu Zulia. Zauważył, że pomysł zastosowania czipa jest szaleństwem. W jego przekonaniu rozwiązaniem nie jest procesor, ale świadomość zużycia [3].

Także F. Arias Cardenas, zabierając publicznie głos w tej sprawie, wyjaśnił, że o żadnym racjonowaniu nie ma i nie będzie nigdy mowy. „Niektóre sektory wymyśliły procesor który miałby być zastosowany do zakupu produktów. Całkowicie zaprzeczam tej informacji. To czym będziemy się zajmować, to ściganie przemytników, monitoring tych, którzy kupują i robią pięć rynków w jeden dzień” – podkreślił w wywiadzie na łamach gazety Panorama [4]. Oprócz tego, na swoim koncie na Twitterze potwierdził, że całkowicie zgadza się z opinią prezydenta, że racjonowanie jedzenia to szalony pomysł i, że w stanie Zulia nigdy nie było i nie będzie to praktykowane. Powtórzył również, że zamiast tego będą wdrażane procedury walki z przemytem [5].

Przede wszystkim oświadczenia te wymieniają, w przeciwieństwie do zachodnich mediów, cel, jaki miał przyświecać autorom tej propozycji – czyli zwalczanie w regionie przemytu żywności, przewożonej do Kolumbii. Tylko w ciągu jednego dnia, 27 maja 2013 r., wenezuelska policja celna i podatkowa wykryła i skonfiskowała w trzech miastach Kolumbii łącznie około 357 ton ryżu pochodzenia wenezuelskiego, przeznaczonego do nielegalnej sprzedaży [6], poza zwyczajnym obrotem, który nie byłby opodatkowany. Natomiast 9 maja organy bezpieczeństwa państwa i Gwardia Narodowa przechwyciły w stolicy stanu Zulia, o czym informuje m.in. oficjalna strona jego władz, 50 ton żywności z sieci supermarketów ENNE, przeznaczonych do sprzedaży na czarnym rynku. Wśród skonfiskowanych artykułów spożywczych znalazło się m.in. ponad 700 l oleju, 228 kg mleka, 441 worków mąki, 6000 kg cukru i 50 skrzynek margaryny[7].

Komentarz

Przeciwnicy rządu, pomimo klarownych oświadczeń zarówno centralnych, jak i lokalnych władz na temat projektu racjonowania żywności, utrzymują, że rząd wycofał się z projektu reglamentacji, oskarżając o wszystkie trudności krajową politykę ekonomiczną, bez wspominania o masowym nielegalnym handlu towarami na czarnym rynku i przemycie żywności wenezuelskiej do Kolumbii [8]. Oszczędne do minimum i wyraźnie okrojone z kontekstu i faktów przekazy, jakie podały zachodnie media w temacie racjonowania żywności w Wenezueli, są kolejnym potwierdzeniem stałej praktyki wypracowanej przez zachodnie środki masowego przekazu, odnośnie prezentowania sytuacji w krajach nie poddających się imperialnej hegemonii i starających się realizować politykę prospołeczną. Praktyka ta polega na tym, by na podstawie odpowiednio spreparowanego wycinka rzeczywistości najlepiej przyprawionego zmyślonymi informacjami, stworzyć elektryzującą wiadomość, która będzie oddziaływać na emocje czytelników, tak by idealnie wpisywała się ona w stereotyp, kojarzony z pojęciem socjalizmu i odstraszała od myślenia o zmianie ustroju.

W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z mitem dotyczącym braku efektywności gospodarczej. Wenezuela nie jest pierwszym w historii, i nie będzie zapewne ostatnim, krajem, który doświadcza tego typu praktyk. Miałem już okazję prezentować udokumentowane fakty pokazujące, w jaki sposób manipuluje się w reprezentujących zachodni punkt widzenia informacjami dotyczącymi Kuby [9]. Podobnie jak ona, Wenezuela ze względu na obraną drogę rozwoju pada ofiarą ideologicznej wojny, której celem jest zniekształcenie prawdziwej sytuacji w tym kraju. Dlatego warto poznawać temat u źródła. Dane dotyczące wenezuelskiej ekonomii w języku hiszpańskim można na bieżąco śledzić pod adresem: http://economia.com.ve/

Dawid Jakubowski, geopolityka

_____________________________

Przypisy:
1. Maciej Stasiński – Wenezuela zaczyna racjonować żywność http://wyborcza.pl/1,75248,14052698.html
2. James Hider – Wenezuela będzie racjonować żywność w obliczu rozpadu gospodarki http://www.thetimes.co.uk/tto/news/world/americas/article3783556.ece
3. Maduro: Implementowanie czipów w stanie Zulia to szaleństwo http://www.ultimasnoticias.com.ve/noticias/actualidad/politica/video—maduro-implementacion-del-chip-en-zulia-es.aspx
4. Arias Cardenas: Nie ma i nigdy nie będzie racjonowania w Zulia http://www.ultimasnoticias.com.ve/noticias/actualidad/economia/arias-cardenas-no-hay-ni-habra-racionamiento-en-el.aspx
5. Wdrożymy restrykcje przeciw przemytnikom: Gubernator Arias na Twitterze http://www.panorama.com.ve/portal/app/push/noticia69487.php
6. Silne uderzenie w przemyt ryżu w Barranquilla, La Guajira i Bogocie http://209-238-188-50.cloud.securesites.net/judicial/duro-golpe-al-contrabando-de-arroz-en-barranquilla-la-guajira-y-bogota-111795
7. Przejęto 50 ton żywności w supermarkecie w stolicy Zulia http://www.zulia.gob.ve/index.php/p2/980-incautadas-50-toneladas-de-alimentos-en-supermercado-de-la-capital-zuliana
8. Chip w Zulia upadł pod własnym ciężarem http://www.ultimasnoticias.com.ve/noticias/actualidad/politica/el-chip-en-el-zulia-cayo-por-su-propio-peso-dice-l.aspx
9. Dawid Jakubowski – Yoani Sanchez – Słów kilka o słynnej kubańskiej blogerce http://www.geopolityka.org/komentarze/2282-yoani-sanchez-slow-kilka-o-slynnej-kubanskiej-blogerce

Ciąd dalszy walki z komunizmem

19 czerwca 2013 r. Senat RP jednogłośnie skierował senacki projekt ustawy do Komisji Ustawodawczej oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej Sejmu RP, które to Komisje poparły wnioski i skierowały uprzednio do rozpatrzenia przez Senat (co uczynił).

Senacki projekt ustawy został napisany w ramach pozytywnej odpowiedzi Senatu na petycję Rady Miasta Jastrzębie Zdrój (XLII/563/2009 z dnia 28 maja 2009 r.) w sprawie uchwalenia ustawy usuwającej z publicznego życia komunistycznych patronów ulic i placów.

Projekt ustawy zakłada:
„- zakaz propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej,
zakaz propagowania ustrojów totalitarnych przez nazwy dróg, ulic, mostów, placów, a także obiektów i urządzeń użyteczności publicznej,
usunięcie z nazw dróg, ulic, mostów, placów, szkół i innych obiektów symboli ustrojów totalitarnych.”

Art. 1.  Nazwy dróg, ulic, mostów, placów i innych obiektów nie mogą propagować symboli nazizmu, faszyzmu, komunizmu lub innego totalitarnego ustroju.”

Art. 2. 1.  Symbolem nazizmu, faszyzmu, komunizmu lub innego totalitarnego ustroju są w szczególności:
1) nazwy państw totalitarnych;
2) nazwiska członków organów władzy państw totalitarnych, na szczeblu centralnym i lokalnym;
3) nazwy partii rządzących w państwach totalitarnych oraz nazwiska członków organów kierowniczych tych partii na szczeblu krajowym i lokalnym;
4) nazwy organizacji młodzieżowych działających w państwach totalitarnych oraz nazwiska członków organów kierowniczych tych partii na szczeblu krajowym i lokalnym;
5) nazwy formacji militarnych i paramilitarnych tworzonych przez państwa totalitarne;

6) nazwiska członków struktur kierowniczych Międzynarodówki Komunistycznej (Kominternu) oraz Biura Informacyjnego Partii Komunistycznych i Robotniczych (Kominform);
7) nazwy jednostek administracyjnych i organów administracji tworzonych w okresie okupacji ziem polskich przez Armię Czerwoną w latach 1919-1920 oraz nazwiska ich członków i funkcjonariuszy na szczeblu krajowym i lokalnym;
8) nazwa Generalne Gubernatorstwo, nazwiska członków Urzędu Generalnego Gubernatora oraz rządu Generalnego Gubernatorstwa, nazwiska urzędników pełniących kierownicze funkcje w administracji dystryktów i powiatów w Generalnym Gubernatorstwie;
9) nazwy Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, Komunistycznej Partii Polski, Komunistycznej Partii Górnego Śląska, Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej, Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, Komunistycznego Związku Młodzieży w Polsce, Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, innych partii komunistycznych będących sekcjami Kominternu, ich jednostek organizacyjnych i terenowych oraz nazwiska członków organów kierowniczych tych partii na szczeblu krajowym i lokalnym;

10) nazwy Gwardii Ludowej (utworzonej przez PPR) oraz Armii Ludowej;
11) nazwy innych organizacji i formacji zbrojnych funkcjonujących w latach 1939-1945, opowiadających się za uczynieniem z Polski lub jej części państwa o ustroju nazistowskim, faszystowskim, komunistycznym lub innym totalitarnym oraz nazwiska członków organów kierowniczych tych struktur na szczeblu krajowym i lokalnym;
12) nazwa Związku Patriotów Polskich;
13) nazwy Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego oraz Krajowej Rady Narodowej;
14) oznaczenia dat przypisanych do wydarzeń oznaczających sukcesy ustroju nazistowskiego, faszystowskiego, komunistycznego lub innego totalitarnego;
15) nazwy organów bezpieczeństwa państwa, w rozumieniu art. 5 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. z 2007 r. Nr 63, poz. 424, z późn. zm.1)) oraz nazwiska ich funkcjonariuszy;

16) nazwiska osób symbolizujących udział w budowie i funkcjonowaniu ustroju nazistowskiego, faszystowskiego, komunistycznego lub innego totalitarnego oraz czołowych ideologów ustrojów totalitarnych;
17) nazwiska osób odpowiedzialnych za stosowanie represji pod ochroną ustroju nazistowskiego, faszystowskiego, komunistycznego lub innego totalitarnego.

Art. 2. 2.Państwami totalitarnymi, o których mowa w ust. 1, są w szczególności Polska Rzeczpospolita Ludowa, III Rzesza Niemiecka, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, jego poszczególne republiki i inne państwa komunistyczne.”

Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji uznała m.in., że propagowanie symboliki totalitarnej jest demoralizującym dla społeczeństwa, i że państwo polskie powinno traktować na równi wszystkie ustroje totalitarne tak samo: zarówno faszystowskie, jak i komunistyczne.

Jednakże ta sama Komisja powołując się na art. 13 Konstytucji, która zakazuje:

istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa

stwierdza w swojej interpretacji, że:

Ustrojodawca zrównał więc ze sobą nazizm, faszyzm i komunizm„.

Komisja przypomina także o art. 256, par. 2 Kodeksu Karnego, który jej zdaniem „penalizuje rozpowszechnianie każdej symboliki totalitarnej, nie tylko komunistycznej„, mimo że ten artykuł został już zakwestionowany przez Trybunał Konstytucyjny 19 lipca 2011 roku. Wyrok TK:
Art. 256 § 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny w części obejmującej wyrazy: „albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”, jest niezgodny z art. 42 ust. 1 w związku z art. 54 ust. 1 i art. 2 konstytucji„.

Projekt ustawy* został przesłany do dalszych prac legislacyjnych w Sejmie. Ten projekt ustawy de facto walczący z komunizmem i mono-ideologizujący społeczeństwo polskie jest niezgodny z Konstytucją RP oraz stoi w sprzeczności z uzasadnieniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Rzecznik Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych Jerzy Bukowski, jak i cała prawica, pieją z zachwytu i wyrażają ogromną wdzięczność senatorom za przyjęcie tego projektu ustawy. Jak podaje za IPN w Polsce takich obiektów jest ok. 1000 i mając nadzieję, że przyjęcie tej ustawy będzie „symbolicznym zwycięstwem nad komunizmem„. Jerzy Bukowski najchętniej wysłałby wszystko co związane z komunizmem do muzeów i skansenów.

*kliknij w „Projekt ustawy”/ „Wyrok TK”, aby móc przeczytać cały tekst projektu/ wyrok Trybunału Konstytucyjnego w/s art. 256 KK w formacie PDF

Źródło: Niezależna.pl

Kłamstwami w Koreę Północną

Wrogowie Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej próbują wszelkimi siłami na oślep zdyskredytować północnokoreańskie państwo. Nie mając żadnych podstaw ani dowodów wymyślili sobie, że Kim Dzong Un nagle stał się nazistą i zaczął propagować „Mein Kampf” Adolfa Hitlera.

Oczywiście dyplomacja KRLD zdementowała te kłamstwa, które sprzedawać ma jakiś nieznany z imienia uciekinier północnokoreański w randze oficera, przebywający w Chinach. Cała afera jest szyta bardzo grubymi nićmi i stanowi element kampanii wymierzonej w koreańską republikę ludową.

Znamiennym jest, że burżuazja na świecie bezkrytycznie ufa dysydentom z Korei Północnej i wierzy wszelkim relacjom – rewelacjom, jakie głoszą, choćby nie wiadomo jak byłyby one bzdurne, a praktycznie z automatu odrzucają wszelkie oficjalne komunikaty rządowe KRLD.

Źródło: BBC

Rewolucja brazylijska

http://www.dailymotion.com/video/x1105ra_bresil-violents-affrontements-au-centre-de-rio-de-janeiro_news

Od pięciu dniu trwają w miastach Brazylii masowe zamieszki w związku z drastyczną podwyżką cen biletów komunikacji miejskiej. Doszło do poważnych starć z policją, wskutek których zginęło już 55 osób. Gniewem ludowym zapłonęły przede wszystkim duże metropolie: Sao Paolo, Rio de Janeiro i Goiania. Zatrzymano do aresztu tymczasowego ponad 200 osób. Policja nie zawahała się użyć gazu łzawiącego i pałek.

18 czerwca 2013 roku protestujący zdobyli budynek brazylijskiego parlamentu – Kongresu Narodowego. Początkowo niegroźne protesty przeciwko podwyżkom cen biletów komunikacji miejskich przerodziły się w masowe zamieszki antyrządowe, które ogarnęły cały kraj.

3431799_3_7f06_des-policiers-se-protegent-en-pleine_aa67ef6f24eb415d77196cedb46db7ad 3431803_3_552c_manifestation-a-rio-de-janeiro-lundi-17-juin_29290a82fc12a19f7c0887107555b057 3431804_6_c942_students-shout-slognas-after-taking-the_5c489d9f46a7b927f46617a576dc3635

Źródło: Le Monde, Trybuna

KPP w obronie 8-godzinnego dnia pracy

Stanowisko Komunistycznej Partii Polski

przeciwko likwidacji 8-godzinnego dnia pracy

Uchwalona przez Sejm 13 czerwca zmiana zapisów kodeksu pracy, faktycznie likwidująca ośmiogodzinny dzień pracy, to bezprecedensowy atak na prawa pracownicze i większy wyzysk.

Wprowadzenie ruchomego czasu pracy oraz 12 miesięcznego okresu rozliczeniowego oznacza, że zatrudniający będzie mógł narzucać pracownikom jak długo, w których dniach i w jakich godzinach będą pracowali. Zmiana długości okresu rozliczeniowego wiąże się także ze zniesieniem wynagrodzeń za pracę w godzinach nadliczbowych. Wydłużenie czasu pracy spowoduje ograniczenie ilości zatrudnionych pracowników, a więc przyczyni się do wzrostu bezrobocia. Nowelizując kodeks pracy, rzekomo w imię walki z kryzysem, władze państwowe opowiedziały się po stronie kapitału przeciwko milionom ludzi pracy. Po raz kolejny sprawcy kapitalistycznego kryzysu chcą wzbogacić się kosztem społeczeństwa, które padło jego ofiarą.

W celu przezwyciężenia skutków trwającego od prawie 5 lat globalnego kryzysu kapitalizmu należałoby przyjąć dokładnie odwrotne rozwiązania. Skrócić czas pracy do 6 godzin dziennie przy zachowaniu 5 dniowego tygodnia pracy. Wyeliminować pozakodeksowe formy zatrudniania na tzw. umowach śmieciowych. Uznać za nielegalne wszystkie tzw. umowy managerskie, przyznające wynagrodzenia i odprawy, wielokrotnie przewyższające dochody zwykłych obywateli. Zwiększyć kontrolę przestrzegania praw pracowniczych. Wspierać działalność związków zawodowych.A przede wszystkim wywłaszczyć kapitalistów ze znajdujących w ich dyspozycji środków produkcji, poprzez które zniewalają pracowników.

Komunistyczna Partia Polski potępia działania polskich władz oraz sił politycznychi gospodarczych dążących do zniszczenia kodeksu pracy. Ośmiogodzinny dzień pracy to zdobycz ruchu robotniczego, wywalczona w toku wieloletnich walk strajkowych. To z walką o 8 godzinny dzień pracy wiąże się geneza międzynarodowego święta ludzi pracy – 1 Maja. Przez lata stanowił niepodważalne prawo pracowników. Jego zniesienie to powrót do dziewiętnastowiecznych standardów, w ramach, których robotnik, uzależniony od kapitalisty, zmuszany był do pracy ponad siły. Dziś, gdy w skutek postępu technologicznego efektywność pracy jest znacznie większa, kosztem nasilającego się wyzysku ludzi pracy kapitał osiąga znacznie większe zyski. Czas położyć temu kres.

Dotychczasowe doświadczenie ruchu robotniczego jasno dowodzi, iż skutecznie bronić praw pracowniczych można tylko poprzez skoordynowaną walkę samych pracowników, w tym zwłaszcza poprzez strajk.

Nie będziemy płacić za wasz kryzys!

8 godzin pracy i ani minuty dłużej!

Skrócenie czasu pracy zamiast bezrobocia!

Komunistyczna Partia Polski

Łódzka rewolucja czerwcowa

1012128_562018157184139_1060482276_n

Dziennik Trybuna napisał na FB: Najważniejszym dla Łodzi wydarzeniem doby rewolucji było z pewnością Powstanie Łódzkie, trwające od 22 do 24 czerwca. To wtedy sponiewierane masy ludności spontanicznie rzuciły się do walki z caratem — z wojskiem i policją — budowano barykady i mimo przewagi liczebnej i technicznej wroga, próbowano stawić mu opór. Walczono o wolność i godność. Istotnym impulsem do rozpoczęcia walk była wiadomość o śmierci robotników żydowskich, ranionych przez wojsko kilka dni wcześniej. Pogłoska mówiła, że władze pochowały ciała nocą w tajemnicy, bo obawiały się masowej demonstracji na pogrzebie. To wtedy robotnicy niemieccy, polscy i żydowscy wystąpili solidarnie. Tak walczyła wielokulturowa Łódź.

Zapraszając na uroczystości do Łodzi 22 czerwca.

22 czerwca 1905 roku wybuchło w Łodzi powstanie robotnicze, zwane czerwcowym, które rozpoczęło się szturmem robotników na ul. Wschodniej na kompanię piechoty i pół sotni Kozaków. W nocy 22/23 czerwca do pacyfikacji skierowano 6 pułków piechoty, 2 pułki kawalerii oraz 1 pułk Kozaków. Robotnicy wznieśli ponad 100 barykad. Najcięższe i krwawe walki toczyły się głównie na trzech ulicach Wschodniej, Północnej i Południowej, szosie rokicińskiej i w parku Źródliska. Zginęło ok. 160 osób. Ostatnie barykady padły na Wschodniej i w Źródlisku.

1 grudnia 1905 roku papież Pius X potępił łódzkich robotników.

10 października 1906 roku wyrokiem sądu polowego skazano na śmierć 5 robotników, a ich śmierć stała się impulsem do protestów prawie 70 tysięcy robotników.

Rok 1905 był ogólnie rokiem masowych strajków robotniczych w całym Imperium Rosyjskim.

Źródło: Trybuna, Wikipedia

Wanda Wasilewska – Fidel

Untitled1

Wanda Wasilewska

Mała motorówka czeka koło drewnianego pomostu. Siadamy do niej — Fidel*, ja** z Nataszą, moją tłumaczką i nieocenioną towarzyszką w niełatwej podróży po Ameryce Łacińskiej, mechanik i jego pomocnik. Przez wąskie przesmyki między wysepkami, przez gmatwaninę odnóg jeziora wypływamy na jego szeroką taflę.
Jest jedna wędka. Fidel odstępuje ją mnie, a sam majstruje sobie „wędkę”. Gruba linka, na końcu — potrójny wielki haczyk i drewniana rybka z ogonkiem z różnobarwnych piórek czy nitek. Masywne ciężarki. Motorówka jedzie powoli, będziemy łowić „dróżką”, ciągnąc za sobą przynętę. Castro śmieje się. Ma teraz twarz chłopca, który wyrwał się ze szkoły na wakacje.
— Będziemy współzawodniczyć! — mówi wyrzucając daleko swoją drewnianą rybkę.
Nie przywykłam do takiej przynęty, i woda tu inna, i ryby. Co to będzie?
Boję się porażki, lecz przyjmuję wyzwanie. Zarzucam wędkę, łódka płynie dalej.
— Złapałem — mówi Fidel. Kilkadziesiąt metrów za nami widzę przecinający wodę jakiś przedmiot, od którego rozchodzą się drobniutkie fale, stanowiące niejako miniaturę fal, ciągnących się za naszą łódką. Fidel szybko ściąga linkę, rzucając ją na dno łódki. Przedmiot przybliża się, rośnie… Na dno łódki pada duża ryba, ma ze trzy kilogramy. Fidel patrzy na mnie figlarnie. Ale w tej chwili i ja czuję, że linka drga inaczej niż dotąd, a spinning wygina się w łuk. Jaki sukces — ryba! Gorączkowo zwijam linkę, ryba stawia opór, zbliża się powoli, serce mi bije ze strachu. I oto jest! Złapałam rybę nie w Dnieprze, nie w Dunaju, złapałam rybę na dalekiej Kubie, współzawodnicząc z Fidelem Castro. Moja ryba jest trzykrotnie mniejsza niż ryba Fidela, czy to jednak ważne!

Jestem pewna, że zaraz znowu poczuję szarpnięcie, że znowu woda zapieni się, przecięta głową ryby. Ale, jak na złość, mechanik powiada:
— Benzyna się kończy.
Na tym kończy się łowienie ryb. Naradzamy się.
— Jeśli nie pojedziemy po benzynę — uprzedza Fidel, możemy siedzieć tu nawet i całą dobę, zanim nas odszukają. Nikt nie wie, dokąd pojechaliśmy.
Niepostrzeżenie przyglądam się Fidelowi. W rozpiętej kurtce, z odkrytą głową, pogrążony jest zupełnie w rozplątywaniu swojej linki. W każdej chwili może pojawić się nad nami piracki samolot i ostrzelać maleńką łódkę. Z tych nie kończących się bagien, wód, trzcin, z labiryntu wysepek może w każdej chwili wyskoczyć łódka z uzbrojonymi wrogami. Nie, to nie jest poza. Temu człowiekowi nie przychodzi na myśl, że może grozić mu niebezpieczeństwo. Teraz nie jest premierem, wodzem, mówcą i przywódcą. Jest jak uczeń na wakacjach, któremu udało się wymknąć na krótko od ciężkich obowiązków, który potrafi radować się z całego serca pięknem wód, zachodem słońca, ciszą wspaniałej przyrody….
Z trudem dobijamy do maleńkiego zalewu, wcinającego się w błotnisty brzeg wysepki. W trzcinie ukryte są trzy beczki benzyny. Obok — strzegący ich człowiek. Szybko napełniamy zbiornik. Zaczyna zmierzchać. Płyniemy po jeziorze, połyskującym ostatnimi odblaskami dnia. Nagle spoza zakrętu wyskakuje duża łódź, z rozpędu przepływa mimo nas, i nagle zawraca. To szukają Fidela; jego długa nieobecność wzbudziła niepokój.
Uczestnicy wycieczki, oczekujący naszego powrotu, siadają do samochodów. Fidel zabiera mnie i Nataszę do swego wozu. Zjeżdżamy na bok, przepuszczamy całą karawanę samochodów.
Fidel chce nam pokazać spółdzielnię węglarzy, zbaczamy więc z głównej drogi.
Tu na półwyspie Sepata, przed rewolucją zupełnie odciętym od świata, żyli ludzie trudniący się wypalaniem węgla drzewnego z korzeni krzewów rosnących na bagnach. Węglarze prowadzili na pół koczownicze życie biedaków wśród bagien i zarośli. Zjadały ich moskity, za swą ciężką pracę dostawali grosze, pomoc lekarska była dla nich zupełnie niedostępna, ich dzieci nie chodziły do szkoły. Teraz utworzyli spółdzielnię.
Wśród ciemności docieramy wreszcie do oświetlonego budynku. To stołówka spółdzielni. Robotnicy skończyli właśnie kolację. Fidel każe i nas nakarmić tą samą strawą, którą jedli wszyscy. Czuje się tu jak w domu. Podchodzi do okienka, przez które wydają jedzenie z kuchni, i zaczyna żywą rozmowę z kobietą krzątającą się przy płycie. Ledwie siadamy do stołu, już otacza nas tłum; ludzie usłyszeli, że przyjechał Fidel. Fidel od razu zaczyna rozmowę o tym, co wydaje się być dziś najważniejsze na Kubie — o walce z analfabetyzmem. W całym kraju, z niesłychaną siłą i rozmachem prowadzi się walkę z analfabetyzmem.
Dowiadujemy się, że także tu, w spółdzielni pracuje czworo nauczycieli-ochotników, którzy przyjechali z Hawany. Ładna Murzynka jest z zawodu nauczycielką, ale druga, o jasnej skórze, jest studentką medycyny, młodzieniec jest robotnikiem cukrowni, w której pracuje sezonowo, drugi młodzieniec — także jest studentem lub robotnikiem.
— Gdzie wasi uczniowie?
— O, na przykład ten….
Z tłumu wysuwa się starszy człowiek w słomianym kapeluszu. Zdaje się, że kapelusza nie zdejmuje się tu prawie nigdy.
— No, jak umiesz czytać?
— Trochę, jeszcze niezupełnie.
— Jak to niezupełnie? Każdy z przyjemnością uczyłby się u takich nauczycieli, a ty — niezupełnie!
— Fidel, nie mam czasu.
— Jak to, nie masz czasu? Skończyłeś pracę — ucz się!
— Kiedy nasza praca nie ma końca. W dzień pracujemy, a w nocy budujemy.
To prawda. Tu, gdzie ludzie kiedyś gnieździli się w nędznych szałasach i norach, buduje się spiesznie osadę z domkami o trzech i czterech pokojach. Przed stołówką, na dużym wyrównanym placu wykopane są rowy, leżą stosy piasku i gliny, kłody i deski. Rodziny węglarzy i drwali, rozproszone dawniej po lasach i bagnach, teraz wspólnie wypalają węgiel i gromadzą różne cenne gatunki drewna na wyroby stolarskie. Nie są już nędzarzami, są właścicielami gospodarstwa. Pracując razem z brygadą budowlaną wznoszą osadę dla siebie.
Korzystają z przyjazdu Fidela, żeby załatwić dziesiątki różnych spraw — społecznych i osobistych.
Jedna z kobiet skarży się: mąż opuścił ją, została sama z trojgiem dzieci. Pojechał do Hawany uczyć się. Nie przysyła jej nic, bo sam nie zarabia. Ona nie może pracować; musi opiekować się dziećmi. Kobieta chce, żeby wzięto jej dzieci do domu dziecka w Hawanie, będzie wtedy mogła pracować.
Fidel każe odnaleźć męża, niech wraca i zajmie się rodziną. Jak się ma troje dzieci, trzeba pracować. Ze swojej strony obiecuje pomoc pieniężną, zanim mąż nie wróci.
Z kuchennego okienka wygląda kucharka.
— Fidel, nie mamy mydła, każ przysłać mydło.
— Nie ma mydła ? A byłaś w Hawanie ?
— Byłam.
— Widziałaś tam dużo mydła?
— Nie, i tam jest za mało.
— A widzisz. Z mydłem ciągle jest jeszcze kiepsko. Trzeba mieć pretensję do Amerykanów, nie do nas. No, ale rośnie przecież u was (wymienia jakieś drzewo), można jego liśćmi prać, zamiast mydłem.
Mimo to poleca jednemu z towarzyszących mu żołnierzy, by zapisał tę prośbę. Sam zaś zaczyna długą rozmowę z robotnikami budowlanymi, którzy domagają się większej ilości spychaczy i ciągników. Dyskutują nad tym, czy naprawdę potrzebny jest jeszcze jeden spychacz.
— Nie, nie mogę od razu powiedzieć: damy. Zorientuję się w Hawanie. Wiecie sami, jak dużo buduje się teraz, maszyny potrzebne są wszędzie. Każdy chce, każdy ciągnie w swoją stronę, a o innych nie myśli. Jak mogę od razu, bez obliczenia, powiedzieć: damy?
Robotnicy kiwają głowami ze zrozumieniem. Ale twarze ich rozjaśniają się, kiedy i ich prośba zostaje zapisana.
Nagle z tłumu wyskakuje młody chłopak.
— Fidel, przyślijcie nam broń. Chcemy zorganizować własną milicję, chętnych jest dużo, a co my mamy?
I kładzie na stół jako dowód rzeczowy coś, co przypomina karabin. Stary rupieć. Wszyscy śmieją się. Śmieje się też i Fidel.
— Dobrze ci się śmiać — zżyma się chłopak. A co mamy robić,
jak bandyci napadną? Bronić się tym drewienkiem czy co? A jeśli zechcą podpalić domy?
— Ile karabinów wam potrzeba?
— Chociaż dziesięć.
— Nie, dziesięciu nie dam.
— A jeśli przyjdą bandyci?
Spór przedłuża się. Obaj gestykulują z ożywieniem i przerywają sobie. Wreszcie Fidel obiecuje:
— Dobrze, przyślemy sześć.
— Dziesięć.
— Powiedziałem — sześć!
Podają nam kolację. Fidel ogląda ryż na talerzu i woła dostawcę produktów do spółdzielni, którym okazuje się mąż kucharki. Fidel wypytuje szczegółowo, ile płacą za ryż, radzi kupować inny, lepszy gatunek. Interesuje się cenami pomidorów, dowiaduje się, gdzie kupują mięso. Radzi, żeby ktoś z członków kolektywu zajął się łowieniem ryb. Ryby są tańsze od mięsa, urozmaicają pożywienie, a poza tym w rybim mięsie jest więcej białka.
A Fidel nie może nacieszyć się kolacją. Jest i ryż, i mięso, i sałatka z pomidorów, i jajka. Kolacja jest naprawdę smaczna i obfita.
Odprowadzani przez tłum ludzi siadamy do samochodu.
W ciemnym samochodzie, na tle jaśniejszego okna rysuje się słabo grecki profil Fidela. Dziwna twarz — zmieniająca się ciągle, wyrażająca natychmiast każdy nastrój i uczucie.
W ciemności nocy kubańskiej patrzę na regularny profil i myślę, że ten wódz jest przecież niewiele starszy od mojej córki. Że dźwiga on odpowiedzialność za kraj i naród, za siedem milionów ludzi, którzy bez odpoczynku uczą się i budują, przekształcając swą wspaniałą wyspę z byłej kolonii amerykańskiej w samodzielne państwo.

*Fidel Castro (ur. w. 1927 r.) – narodowy bohater kubański; na czele armii powstańczej prowadził walkę przeciwko dyktatorowi Batiście i po zwycięskiej rewolucji w r. 1959 objął władzę na Kubie jako premier. Jest również I Sekretarzem Połączonych Organizacji Rewolucyjnych.
**Wanda Wasilewska (1905–1964) – powieściopisarka i wybitna działaczka społeczna. W okresie międzywojennym współpracowała z prasą socjalistyczną, a przez pewien czas była w zespole redakcyjnym dziecięcych czasopism „Płomyk” i „Płomyczek”. W tym czasie ukazały się jej powieści m. in.: Ojczyzna, Pokój na poddaszu, Ziemia w jarzmie. Po napaści Niemców na Związek Radziecki wstąpiła do Armii Czerwonej. W 1943 r. była jednym ze współorganizatorów Związku Patriotów Polskich, którego została przewodniczącą, oraz Armii Polskiej w ZSRR. Po zakończeniu wojny zamieszkała na stałe w Kijowie, zajmując się pracą pisarską oraz dziennikarską.

Źródło: Jan Stanisław Kopczewski: „Między dawnymi a nowymi laty. Wypisy dla klasy VIII szkoły podstawowej”, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1967, s.294-298.

Strategia i taktyka partii komunistycznych

Ryszard Frelek, 1978 r.:

„Dzięki zwycięstwu rewolucji 1917 roku socjalizm, który Marks i Engels wskazywali jego przyszłościowy cel walki proletariatu, z teorii przekształcił się w realną siłę społeczno-polityczną. W następstwie rewolucyjnej walki i dokonań rosyjskiego proletariatu, kierowanego przez Włodzimierza Lenina i partię bolszewików, nowa formacja społeczno-ekonomiczna stała się rzeczywistością (…)

Przewodnią siłą światowego procesu rewolucyjnego jest międzynarodowy ruch komunistyczny i robotniczy. (…)

(…) komuniści od początku są siłą najbardziej konsekwentną w walce o interesy najszerszych mas ludowych i podejmują najważniejsze problemy ludzkości. Należą do nich w pierwszym rzędzie: walka o pokój i rozbrojenie, współpracę i postęp społeczny. (…)

Podstawową przesłanką pomyślnego rozwoju międzynarodowego ruchu komunistycznego i robotniczego i jego społecznego oddziaływania jest naukowy socjalizm, marksizm-leninizm, wierność jego fundamentalnym zasadom i twórcze ich stosowanie w konkretnych warunkach, w jakich działa każda partia. Jednym z głównych źródeł siły partii komunistycznych jest łączenie poczucia odpowiedzialności za swoją klasę robotniczą, swój naród i swój kraj z poczuciem współodpowiedzialności za umacnianie międzynarodowych pozycji socjalizmu, ze świadomością istnienia nierozerwalnej więzi wszystkich jego sił – łączenie patriotyzmu z internacjonalizmem. (…)

Rozważając perspektywy dalszego rozwoju procesu rewolucyjnego w świecie, Lenin przewidywał możliwość różnych dróg, odmienność form i rozpiętość tempa przechodzenia poszczególnych krajów do socjalizmu. Podkreślał on, że każdy naród „…wniesie coś swoistego do tej czy innej formy demokracji, do tej czy innej odmiany dyktatury proletariatu, do tego czy innego tempa przeobrażeń socjalistycznych z różnych dziedzin życia społecznego”. Równocześnie Lenin przestrzegał przed niedocenianiem ogólnych zasad budownictwa socjalistycznego, mających charakter uniwersalny.

W tym właśnie tkwi istota sprawy: w wierności uniwersalnym zasadom marksizmu-leninizmu i w twórczym stosowaniu ich w zależności od konkretnych warunków każdego kraju. Jest oczywiste, że każda partia samodzielnie określa swoją strategię i taktykę, biorąc pod uwagę układ sił klasowych i stopień świadomości społecznej mas. Jest także oczywiste, że każda partia musi uwzględniać poziom rozwoju sił wytwórczych, tradycje narodowe i inne specyficzne cechy swego kraju. Nie podważa to jednak w niczym ogólnych prawidłowości.”

Wybrane fragmenty z „Wstępu”  Ryszarda Freleka do „Partie komunistyczne i robotnicze świata. Zarys encyklopedyczny”, Warszawa 1978 r., wyd. Książka i Wiedza.

Kongres Lewicy w wydaniu SLD

16 czerwca 2013 roku odbędzie się „Kongres Lewicy Społecznej” organizowany przez SLD oraz firmowany przez przewodniczącego Rady Programowej SLD Józefa Oleksego i sekretarza generalnego SLD Krzysztofa Gawkowskiego.

„Kongresmeni” nie ukrywają swoich poglądów: „ustrojowa transformacja spełniła wiele oczekiwań społecznych. Polska jest demokratyczna i wolna, nasza suwerenność zależy wyłącznie od nas, przynależność do struktur międzynarodowych daje nam poczucie bezpieczeństwa, a członkostwo w Unii Europejskiej możliwości cywilizacyjnego rozwoju„.

Dalej jak cymbały brzmiące głoszą „Kongresmeni” dla nich przebrzmiałe stare hasła lewicowe, przyjmując maskę Lewicy. Czysty populizm w wydaniu SLD, który zbuduje tej partii program wyborczy.

Hasła lewicowe, wypisane na sztandarach polskiej lewicy, brzmią w ustach członków i członkiń SLD niewiarygodnie. Z jednej strony socjalistyczno-socjaldemokratyczne hasła typu „Wolność-równość-braterstwo„, a z drugiej – kapitalizm, wersja soft liberalizmu („socjalliberalizm”) oraz duma z członkostwa w NATO i UE (Unia Europejska nie jest tożsama z integracją europejską (sic!), UE nie ma monopolu na ideę integracji, jedności europejskiej).

SLD zakłada maskę Lewicy, pod którą kryją socjaldemokratyczni zdrajcy na rzecz de facto liberalizmu i kapitalizmu.

W tymże Kongresie udział poza SLD zapowiedział szereg różnych organizacji, mniej lub bardziej związanych z SLD:

Organizacje niepolityczne: Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne w Polsce, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Federacja Polskich Banków Żywności, Stowarzyszenie Przyjaciół Smolna, Stowarzyszenie Dać Siebie Innym, Stowarzyszenie Kobiety dla Małopolski, Federacja Związków Zawodowych Pracowników PKP, Stowarzyszenie Kuźnica, Inicjatywa STOP Wojnie, Instytut Europejski, Instytut Kultury Wiejskiej, Klub Niezależnej Myśli Politycznej w Płocku, Klub Pilskiej Lewicy, Stowarzyszenie Dialogu Obywatelskiego w Krakowie, Stowarzyszenie Ludzi Dobrej Woli Pomagamy Pomagać, Komitet Obrony Seniora, Stowarzyszenie Obrony Praw Lokatorów, Stowarzyszenie na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo Neutrum, Krajowa Rada Kolejarskich Honorowych Dawców Krwi, Stowarzyszenie Pacjentów Primum Non Nocere, Stowarzyszenie Pokolenia, Krajowy Związek Zawodowy Inspektorów Kontroli ZUS, Stowarzyszenie Polka Potrafi, Liga Kobiet Polskich, NSZZ Pracowników Pożarnictwa, Stowarzyszenie Razem dla Ziemi Dębickiej, NSZZ Solidarność Konfederacja, Stowarzyszenie Ruch Społeczny Praca-Pokój-Sprawiedliwość, Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Warszawa w Europie, Obywatelska Inicjatywa Opodatkowania Obrotu Kapitałowego, Ogólnopolski Komitet Antywojenny, Ogólnopolski Związek Bezrobotnych, Stowarzyszenie Studentów, Absolwentów i Przyjaciół WSNHiD w Poznaniu be smart, Stowarzyszenie Tradycji Ludowego Wojska Polskiego, Stowarzyszenie Wolnomyślicieli im. Kazimierza Łyszczyńskiego, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Byłych Wychowanków Domów Dziecka Bidule, Ośrodek Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassallea, Towarzystwo Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego, Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, Polska Unia Lokatorów, Polski Związek Działkowców, Rada Weteranów Lewicy Kraków, Ruch Ludzi Pracy, Warszawskie Forum Lewicy, Związek Zawodowy Górników w Polsce, Związek Zawodowy Kierowców w Polsce, Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego, Związek Zawodowy Pracowników Rolnictwa w Rzeczypospolitej Polskiej, Związek Zawodowy Rolnictwa Samoobrona, Związek Zawodowy Rolnictwa i Obszarów Wiejskich Regiony, Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka, Ruch Społeczny Niezależna Inicjatywa Europejska NIE, Stowarzyszenie im. Ignacego Daszyńskiego, Społeczne Ogólnopolskie Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka,

Organizacje jawnie związane z SLD: Stowarzyszenie Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, , Federacja Młodych Socjaldemokratów, Sejmik Kobiet Lewicy, Stowarzyszenie Ordynacka, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Unia Pracy, Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej.
/organizacje, co do których nie ma wątpliwości, że w takiej lub innej formie współpracują z SLD/

Organizacje polityczne: Demokratyczna Partia Lewicy, Demokratyczna Unia Kobiet, Krajowa Partia Emerytów i Rencistów, Partia Regionów, Polska Lewica, Polska Partia Socjalistyczna, Samoobrona. /Polską Lewicę współtworzył, a członkiem Samoobrony był Leszek Miller, Partia Regionów i jej przysiółek Związek Zawodowy Rolnictwa i Obszarów Wiejskich Regiony jest nie tylko centrolewicowy, ale mocno narodowo-chadecki – związany z koalicją Libertas/

Paneli na Kongresie jest siedem (pogrubione zostały oryginalne tematy paneli, zaś kursywą zaznaczone osoby jawnie związane z SLD z całą pewnością):

1. Nowa Polityka Społeczna (problemy socjalno-bytowe) – prowadzący: P. Szumlewicz, uczestnicy: A. Bańkowska,prof. J. Czapiński, J. Guz, M. Kabaj, W. Olejniczak, M. Syska, reporter: B. Machalica.

2. Gospodarka polska wobec światowego kryzysu (światowy kryzys gospodarczy) – prowadzący: prof. G. W. Kołodko, uczestnicy: prof. B. Liberadzki, prof. E. Mączyńska, R. Michalski, M. Piątkowski, H. Wirth, reporter: J. Zamana.

3. Przyszłość demokracji (prawa i wolności obywatelskie) – prowadzący: J. Żakowski, uczestnicy: J. Erbel, prof. J. Hartman, K. Legierski, B. Nowacka, prof. J. Senyszyn, reporter: B. Rydliński.

4. Uspołecznienie kultury (stan polskiej kultury) – prowadzący: R. Kurkiewicz, uczestnicy: B. Chmiel, P. Demirski, S. Łozińska, prof. A. Mencwel, M. Wawrzkiewicz, J. Wenderlich, reporter: R. Święcki.

5. Lewica XXI wieku (lewicowy projekt przyszłości) – prowadzący: prof. J. Raciborski, uczestnicy: T. Kalita, prof. K. Kik, prof. J. Reykowski, P. Sadura, A. Skrzypek, R. Walenciak, reporter: M. Raś.

6. Nowoczesna Polska (innowacyjność i nowoczesność) – prowadzący: G. Napieralski, uczestnicy: prof. M. Chmielewski, Ł. Foltyn, W. Szewko, W. Nowiński, M. Jaworski, A. Szejna, reporter: R. Osiński.

7. Drogi awansu politycznego kobiet – perspektywa zmiany (prawa kobiet) – prowadząca: prof. D. Waniek, uczestnicy: A. Czarnacka, B. Labuda, P. Piechna-Więckiewicz, K. Piekarska, prof. M. Płatek, reporter: K. Piotrowska.

We wszystkich panelach jest niecałe 50 uczestników z prowadzącymi. Reporterami są głównie dziennikarze Dziennika Trybuny.

Dziennik Trybuna idzie od samego początku w trybunę prasową SLD, choć stara się też rozszerzyć swoją ofertę na inne organizacje lewicowe.

Tutaj dostępna jest Broszurka Kongresu oraz jej streszczenie, które można samemu ocenić. Logo Kongresu jest czerwona róża na białym tle analogicznie jak do zwolenników Róży Luksemburg (logo, motyw białej róży).

(*wystarczy kliknąć w słowa „Broszurka” i „streszczenie”).

Źródło: kongreslewicy.pl

Obchody 71. rocznicy egzekucji Towarzyszy z Huty Bankowej

1306201312 czerwca w Dąbrowie Górniczej, pod pomnikiem dziesięciu powieszonych robotników Huty Bankowej, zebrali się dąbrowiacy, kombatanci, Towarzysze z KPP i KMP, aby uczcić pamięć zabitych przed 71 laty bohaterów. Komuniści przyozdobili pomnik czerwonymi i biało-czerwonymi flagami.

O godz. 16.00 rozpoczęła się skromna rocznicowa uroczystość. Głos zabrał Sekretarz KPP Tow. Marian Indelak, który jest ostatnim żyjącym jeszcze świadkiem tamtych tragicznych wydarzeń. Wspominał powieszonych jako dobrych, uczciwych ludzi a co najważniejsze Towarzyszy Pracy, którzy na każdym kroku próbowali pokrzyżować plany hitlerowców związane z budową bomb w tamtejszym zakładzie. W maju 1942 r. aresztowano: Marcelego Baltyna, Wacława Bochenka, Edwarda Gruchałę, Bolesława Króla, Bolesława Kucharskiego, Józefa Maro, Eugeniusza Puza, Walentego Siwka, Romana Tepera i Franciszka Wójcika.

Natomiast przez kilka pierwszych dni czerwca zwoływano tamtejszą ludność, aby przyszła obejrzeć wykonanie wyroku śmierci na „polskich bandytach” – jak mawiali Niemcy. Dokładnie 12 czerwca 1942 roku o godz. 16.00 na prowizorycznych szubienicach powieszono tychże działaczy robotniczych na oczach kilkuset osób. Zebrani musieli dusić w sobie łzy, ponieważ niemieckie karabiny były nakierowane w ich stronę. Dlatego wszystko odbyło się w ciszy, którą jednak przerwał okrzyk Eugeniusz Puza: „Niech żyje Pol… !”- po tych słowach skonał.

Towarzysz Marian apelował do zebranych, aby zawsze pamiętali o tych „10-ciu”, którzy zginęli tylko za to że byli Polakami. Następnie delegacje KPP, KMP i PPS złożyły biało-czerwone wiązanki kwiatów i zapaliły znicze pod pomnikiem. Na koniec podziękowano uczestnikom za udział i część osób udała się do siedziby KPP, w której można było m. in. podpisać petycję w sprawie przywrócenia pomnika Gen.Aleksandra Zawadzkiego oraz wymienić się doświadczeniami.

Dąbrowiacy i dąbrowscy Towarzysze swą postawą udowadniają że nigdy nie zapomną o prawdziwych Bohaterach.

Cześć ich pamięci!

Źródło: KMP

Małe zwycięstwo prawdy historycznej

Tablica upamiętniająca dwóch towarzyszy KPP w Dąbrowie Górniczej nie zostanie usunięta. Do sprzeciwu jej usunięcia dołączył się sam prezydent miasta Zbigniew Podraza.

Tablica została odsłonięta na obelisku przy ul. Chopina 3 w 1960 roku, aby upamiętnić bohaterstwo i męczeństwo towarzyszy Mieczysława Hejczyka i Franciszka Pilarczyka w ich walce z faszyzmem polskim.

Tablicę chce usunąć Instytut Pamięci Narodowej, który ma wsparcie Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, w jego staraniach o „eliminację z przestrzeni publicznej nazw ulic i tablic z okresu PRL sprzecznych z prawdą historyczną„. Prezes IPN Łukasz Kamiński twierdzi, że nie jest prawdą walka z faszyzmem polskim, bo wg niego faszyzmu polskiego w ogóle nie było.

Tymczasem Mieczysław Hejczyk i Franciszek Pilarczyk byli jednymi z wielu ofiar wśród młodzieży komunistycznej Zagłębia Dąbrowskiego, którzy zginęli broniąc się w mieszkaniu przy ul. Miejskiej do ostatniego naboju.

Prezydent miasta chce umieścić przy obelisku tablicę informacyjną o charakterze edukacyjnym w oparciu o fakty historyczne, m.in. na temat Komunistycznej Partii Polski i upamiętnionych towarzyszy. Gazeta „Nasz Dziennik” naturalnie w swojej nowomowie rozpacza, przeklina i wyzywa.

Źródło: Nasz Dziennik